Zadbaj o dobrostan #11: Wrażliwość – nasza supermoc

Zadbaj o dobrostan #10: Dlaczego zmiany są takie trudne?
23 września, 2022
Dlaczego negatywne emocje powracają, czyli emocjonalna gumka w gaciach
29 września, 2022

Jestem osobą wysoko wrażliwą. Tak się to teraz nazywa, a w praktyce: bardzo intensywnie jest być mną. Czasem cudownie. Czasem trudno.
Kiedy się cieszę – to cała Ziemia tańczy i świętuje ze mną. Kiedy jestem zła, rozżalona czy zrozpaczona – ten, kto tego nie uszanuje i wejdzie mi w to z butami, zostanie rozjechany na placek.
Mój świat jest delikatny i złożony. Coś nieznacznego dla Ciebie może być bardzo duże i ważne dla mnie. Czasem potrzeba mi więcej czasu na przetwarzanie emocji, bo chcę zrobić to jak należy.
Mój czujniczek wewnętrznej równowagi jest bardzo czuły. Gdy jestem w równowadze, moja wrażliwość pozwala mi tworzyć piękne i wzruszające światy, być wsparciem dla innych, gdy tego potrzebują.
Gdy wypadam z równowagi, robię się małostkowa i okrutna. Gdzieś czytałam, że to rys narcystyczny. Może coś w tym nawet jest, były czasy, gdy dla samopotwierdzenia rzeczywiście potrafiłam być podła. Może nawet w słabszych chwilach nadal taka jestem.

Długie lata jogi, medytacji, jogi kundalini, autoterapii, pracy z wewnętrznym dzieckiem, uwalniania emocji, pracy z podświadomością, wszystkie te małe i duże procesy nie sprawiły, że to zniknęło, rozpuściło się w jasności i odeszło z happy endem w siną dal.
Przeciwnie. W końcu pozwalam sobie być mną.

I jestem przy sobie: wtedy, gdy najbardziej potrzebuję wsparcia. Daję sobie grunt pod nogami. Jestem dla siebie skałą, latarnią morską, szalupą ratunkową, czasem łóżkiem, na którym odpoczywam. Ostoją, w której zawieram pokój ze sobą i dzięki temu także ze światem.
Już nie podważam i nie kwestionuję siebie. Choć takie stare historie dalej bywają obecne w mojej przestrzeni, teraz im nie wierzę. I uwalniam starą złość, za te wszystkie czasy, kiedy wierzyłam innym, że coś jest ze mną nie tak. A potem wyciągam rękę, bo wiem, że w tym tańcu wiele zależy ode mnie.

W naszym lewopółkulowym świecie wszystkie istoty o silnej emocjonalności są: rozpieszczone, rozkapryszone, nieznośne, przewrażliwone, nienormalne, dziecinne, nierozsądne. Od samego dzieciństwa świat mówi nam, że musimy się zmienić, bo nasze emocje są nie do zaakceptowania. Że my jesteśmy nie do zaakceptowania. Chcemy się dostosować i czasem same zaczynamy siebie tak postrzegać. Nie musi tak być.
Dla mnie my jesteśmy: przede wszystkim silne. Niejeden chłop jak dąb nie ma w sobie tyle siły, by spotkać się z emocjami w sobie lub w innym. My spotykamy się z nimi przez cały czas, codziennie. Jesteśmy nami przez całe życie.
Jesteśmy żywe. Doświadczamy bycia człowiekiem tak mocno, jak to tylko możliwe. Gdy kochamy, to nasza miłość nie ma początku i końca. Gdy płaczemy, to całe toniemy we łzach. Gdy przeżywamy rozkosz, nasza ekstaza wywala korki w całym budynku.
I jeśli tylko mamy pełną zgodę na siebie i wyrobioną czujną uważność i obecność, mamy szansę być najbardziej szczerymi i autentycznymi istotami, jakie Ziemia nosiła.

Oficjalna wizja rozwoju duchowego jest taka, że siedzi guru na czubku góry (😆) i nic nie przeżywa, poza ciągłym samadhi, gdy jest ponad ludzkimi sprawami, w tym ponad emocjami oczywiście.
To nie moja opowieść. Ja nie siedzę na szczycie góry, jestem u jej podnóża, bosa, zagrzebana w ziemi, w pyle, ja siedzę na plaży z piaskiem przylepionym do tyłka, umorusana swoją ziemskością i po dziecięcemu szczęśliwa. Ja tarzam się po trawie i patrzę w gwiazdy. Głośno się śmieję, śpiewam na całe gardło. A jak się wzruszę, płaczę ze szczęścia prawdziwymi łzami i się tego nie wstydzę.
Ziemia pode mną, niebo nade mną. A pośrodku ja i bijące Serce. Które Czuje. Ufa. I Kocha.
Powyżej nagranie live o wrażliwości, o wspieraniu siebie. Obejrzyj. I jeśli też tak masz – hej! Jesteśmy już dwie. 🙂