Tajemnica poznana przy ognisku


pole serca

Kiedyś na jednym festiwalu, który nazywał się Noc Kupały, siedziałam przy ognisku obok nowo poznanego człowieka, który, dacie wiarę, okazał się szamanem. Powiedział mi super rzecz, która została we mnie na dłużej i tam wibrowała, aż się rozrosła, wypełniła mnie i zaczęła promienieć na zewnątrz.

“Tak naprawdę możesz robić, czy mówić wszystko, co tylko chcesz. Tylko trzeba to robić z przestrzeni serca. I wszystko wtedy jest dobrze.”

Odkryłam, że kiedy jesteśmy w głowie, w rozumowaniu, przemyśliwaniu, analizowaniu – to strasznie tam dużo powinnaś, nie powinnaś, nie możesz, musisz, a może tak, a może nie, a według takiej a takiej filozofii to wolno, a w szkole uczyli że tamtego nie wolno, a prawdziwa kobieta to jest taka, a duchowy człowiek to sraki. I taka musisz być, jak chcesz być coś warta. Bo inaczej piekło albo odrodzenie w postaci kota o trzech nogach i uschniętym ogonie. I wstyd na cały świat. Bo jak wyjdzie na jaw, że ty poza medytacją lubisz też zioło, albo że potrafisz przekląć siarczyście, to znów wszyscy cię odlubią; bo miało być tak autentycznie, a znów przykleiła ci się jakaś gęba i nie wolno, nie możesz w ogóle się ruszyć, bo ci aureola spadnie, siedź prosto i tocz dalej swoją wewnętrzną walkę.

Wieczne gadanie umysłu. Jak on się musi męczyć!
Zatem być w sercu, ale co to znaczy?

Wbrew pozorom kiedy jesteśmy w emocjach, to też wcale to nie jest w sercu, tylko dalej w głowie. Śmigają te chemiczne emocje po mózgu; rach, ciach! I jak flippery w starych knajpach, albo cymbergaj nad morzem: odbijają się jak oszalałe od myśli i uaktywniają je, pobudzają je.

W sercu, kiedy serce się uspokoi, rozluźni i zacznie sobie bić w zgodzie ze swoją sercową naturą, to jest taki bezczasowy spokój, jak powrót do łona matki Ziemi. W łonie matki serce bije sobie: ba-bach, ba-bach. Jak kiedy zanurzysz uszy pod wodą i wystawisz tylko nos z wanny. Miło, bezpiecznie i tak jakoś prosto i zwyczajnie, tak jak powinno być.

Spokojne serce otula umysł i mówi: już dobrze, wszystko jest dobrze. Już z każdym oddechem dostrajamy się z powrotem do tego kochającego ciepła, tej serdecznej radości, do tego uczucia połączenia, jakby to serce łączyło się elektromagnetyczną pępowiną z samym centrum wszechświata.

Znów jesteś połączony i żadna krzywda cię nie spotka, możesz rosnąć, rozwijać się i sprawiać, że świat wokół ciebie też będzie rósł i rozwijał się.

I wtedy mówisz, ale jest tak, jakby te słowa same się chciały wyrazić, jakby one chciały wypłynąć i były takie, jak akurat w tej sytuacji najlepsze.

I robisz, ale jest tak, jakby twoje ręce były narzędziem dla wyższego celu, jakbyś podłączył się do superorganizmu, jakiegoś organicznego internetu.

I dbasz: o siebie, o innych, ale nie ze strachu, tylko z wewnętrznego poczucia podlewania, dokarmiania, pielęgnowania tego, co tobie bliskie i drogie.

I jest dużo śmiechu i luzu. A umysł puszcza spinę i przeciążenie, przełazi w tryb uzdrowienia, rozkwita. Innymi ścieżkami podążają teraz myśli i emocje. I mówią:
Niewiary-kurwa-godne… Ale to działa.
😄

Love & Light 🥰
D.

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *