Jak duchowość stała się modna


Ostatnio widziałam taki tekst, skądinąd bardzo trafiony i zabawny, o tym, że obecnie każdy chce być szamanem i może sobie wszystkie potrzebne itemy kupić w necie. Bycie etnicznym staje się modne, nawet nie trzeba bardzo się wysilić żeby obkupić się w poncza, bębny szamańskie, pióropusze i nawet składniki do Ayi można sobie zamówić i w domu ugotować, a potem w kręgu na dywanie w dużym pokoju wypić.

Ja w ogóle jestem potwierdzeniem, że wejście w ten świat jest łatwe. Nie jestem wprawdzie szamanką, ale wszystko mam: poncza wiszą na swoim miejscu w szafie, bęben, gitara i grzechotki są, kocham elfi i etniczny styl, a i podróże do odległych krain świadomości znam i na festiwalach bywam. Dlatego przeczytałam z uśmiechem, jak zawsze, kiedy widzę w internecie coś mi bliskiego :)

Tak samo, jak widzę, jest z całym światem duchowości. Kiedyś trzeba było co najmniej zostać mnichem albo medytować 40 lat, teraz zainteresowanie duchowością jest jak przynależność do subkultury. A razem z tym pojawiła się nisza rynkowa. I różne minusy, jak na przykład, że część osób spłyci temat i skupi się na gadaniu o energiach, a nie na porządnej pracy, która przede wszystkim w pewnym momencie zawsze jest nieprzyjemna i boli.

Na przykład kiedy się orientujesz, że nie wystarczy trochę pomedytować, trzeba któregoś dnia zawinąć całe życie w kokon, zburzyć je i zbudować od nowa. Albo że po drodze do wewnętrznego luzu masz nieuniknione spotkanie z własną pieczołowicie chronioną, poranioną i obronnie najeżoną ciemną stroną.

Wtedy jednak wiele osób zabierze zabawki i pojedzie na ceremonię kakao albo ognisko z mantrami. (Nie umniejszając zupełnie takim wydarzeniom.:) )

Ale czy to źle?

A “wcześniej było lepiej”?

Jest jakiś posmak utraconej elitarności w tym. Coś w stylu: Panie, kiedyś żeby siedzieć w internecie to trzeba było informatykę na politechnice skończyć, a teraz trudno dziecko od telefonu odciągnąć.

To nie jest lepsze ani gorsze, tylko to jest nowa jakość. Dokąd nas zaprowadzi? Mam nadzieję, że do tego miejsca, w którym każdy zupełnie zwyczajny człowiek będzie przynajmniej wiedział, że istnieje coś takiego jak ewolucja świadomości, że jest to osiągalne również i dla niego i że naprawdę nie musi całe życie medytować na szczycie góry, (a nawet nie powinien), żeby żyć pięknym, harmonijnym i duchowo spełnionym życiem.

Bo ta nowa duchowość nie jest o porzucaniu trójwymiarowej iluzji, nie o marzeniach o nirvanie, czy oświeceniu, jako mitycznej nagrodzie za trudy i wyrzeczenia, którą podobno ktoś kiedyś zdobył pięć tysięcy lat temu, a my wszyscy to możemy sobie pomarzyć.

Ona jest o głębokiej miłości do świata, do tego naszego wspólnego snu przejawionego tu i teraz, o budowaniu go z tego co chcemy w nim widzieć, o radości że coś takiego jak życie w ogóle istnieje i możemy tu się wzajemnie w sobie odbijać, dzielić sobą i przeglądać się w sobie, we wszystkich odcieniach emocji i różnorodności doświadczeń.

Jest w niej humor, luz i wzruszenie, i nie jest ona dla nikogo zarezerwowana. Jest wspólna. Kto chce głębi, ten ją odnajdzie. Obiecuję. I nawet jeśli biorą w tym wszystkim udział nastolatki zajarane astrologią i tarotem, to i tak mnie to cieszy.

Ja zresztą też tam byłam i przy tarocie wino piłam, choć poznałam ten temat znacznie później niż będąc nastolatką.

Dobrze, że dzisiejsza młodzież nie musi tyle się błąkać po świecie wypranym z duchowości, co ja. Bo ta młodzież też będzie kiedyś dojrzała i doświadczona. I będzie miała swoje dzieci.

Jest szansa na zmianę :)

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *