Dziennik pokładowy, dzień jedenasty: Powoli odzyskuję węch


Dziennik pokładowy, dzień jedenasty: Powoli odzyskuję węch.
Ale tylko od czasu do czasu, czyli jem i nagle wow! – czuję! Ale zaraz już znów nic nie czuję.
W końcu będę mogła posmakować tego dobrego obiadu, który ostatnio ugotowałam i smakował całej rodzinie, i tylko ja nie wiedziałam, jak. Chociaż miał w sobie mleko kokosowe i sok pomarańczowy, anyż i orzeszki, więc to musiało być coś dobrego.
Jestem jeszcze trochę padnięta, prawdopodobnie spędzę jeszcze jeden cały dzień oglądając jeden odcinek starej Brzyduli za drugim.
I nie zrobię nic, co by mnie ani trochę rozwijało, ani trochę. Nawet pięciu minut medytacji. Bo urwie mi łeb.

Jestem zanurzona w 3D po same dziurki od nosa. Jestem zrobiona z materialnego mięsa. Płynie we mnie materialna krew. Moje materialne ciało jest bardziej wyczuwalne niż dotąd.
Wcześniej mogłabym się nabrać, że jestem wyłącznie eteryczna. Tylko gwiezdna. I duchowa jak jaciękręcę.🧚‍♀️
Ale nie, jednak jestem z tego świata, i potrzebuję silnego avatara, żeby cieszyć się nim i moim ssaczym życiem.
Avatar, czyli ta warstwa mnie, dzięki której mogę doświadczać tego świata.
Przechodzi gruntowny detoks i serwisowanie. Tak akurat na wiosenne odrodzenie.
“Baza wirusów Avast została zaktualizowana” 😆

W sumie nie było tak źle. Padliśmy wszyscy naraz we trójkę. Zaczęło się od kaszlu, gorączki i osłabienia.
Troszkę mnie to w sumie zaniepokoiło, bo ja nie choruję, ostatnio byłam chora chyba dwa lata temu. Myślę: co jest?
Później zaczęliśmy mieć gile do pasa, więc można było się wyluzować i zająć się gniciem jak należy.
Dało się na to pomóc olejkiem brzozowym, inhalacjami z soli i wielkimi kubkami herbaty z miodem i cytryną.
Pomagało też obładowanie się dziesięcioma książkami z biblioteki i oglądanie Bollywoodu, wyglądając spod wielu warstw kocyków i dzierganych kamizelek.
Wybitnie pomocne było niemyślenie, niedziałanie i nieruszanie się z miejsca.
Pozwolenie sobie na całkowite, pozbawione zadań na dziś i niezmącone żadną wyższą filozofią istnienie.

🐦

Od tamtej pory upłynęło trochę czasu (piszę żeby się nikt nie martwił) 🙂
I już się pewnie nie dowiem, co to było. Mogę się domyślać, ale co to za różnica?
Teraz już mija miesiąc i w końcu praktyki duchowe ponownie stały się dla mnie przyjemne 🤪
Mantry śpiewane godzinami aż do zmierzchu ☺️, joga kundalini, od której aż w głowie wiruje i wibruje.
Miłość. 💖
Wąchanie powietrza. 🥳
I tworzenie. Pisanie, fotografowanie, filmowanie. Działanie. Tak!
Życie pachnące, soczyste. Ach, witam Cię z radością, nowy dniu ☺️
Zatańczysz?

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *