Zawsze musi być po mojemu!


Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie przeciągająca się wrzawa wokół wyboru tego czy innego prezydenta. Mnie to osobiście nie robi różnicy, polska polityka jest dla mnie niesmaczną grą w mydlenie oczu i manipulowanie tłumem, grą na emocjach, w której nie chodzi o realne zmiany, a o nasyłanie jednych na drugich i o to, że moja racja jest mojsza, a kto nie jest z nami, ten wróg i chce naszej zguby. Ot, takie polskie pieniactwo. Nie głosowałam w drugiej turze, bo dla mnie tam kandydata nie było, a nie mam w zwyczaju głosować przeciwko. Dla mnie wybory zakończyły się na pierwszej turze, nie wygrał mój faworyt, trudno – niech sobie będzie inny, jakoś przeżyję. W ogóle z tymi kandydatami to jest bardzo słabo, może w przyszłych pokoleniach będą jacyś fajniejsi. Pewnie przekonam się jako stara babcia.

Ale poziom hejtów to mnie rozbroił po prostu. Zrobiła się zadyma, i to nie o prezydenta, bo już bez przesady, że każdy tak kocha tego nieszczęsnego kontrkandydata. Tylko o to, że JAK TO TAK, KTOŚ GŁOSOWAŁ INACZEJ NIŻ JA?? Pewnie to ty nie zagłosowałeś tak jak ja? Ty zdrajco, napluję ci w twarz! A może ty? Nie podam ci już ręki, mogę ci podać nogę, farfoclu zafajdany.

I na dzień dobry mamy walczący ze sobą tłum. Tłum zwaśniony to tłum osłabiony, nic go nie łączy, można go popchnąć i się przewróci. Można sobie robić co się chce i grać tłumowi na nosie, bo on tego nawet nie widzi, bardziej zajmuje go, że nie jest tak, jak ON CHCE. Albo jak mu wmówili, że chce.

Mamy też poróżnione ze sobą rodziny, poobrażanych na siebie znajomych, zacietrzewionych mężów drących ryje na żony, żeby im dały spokój z tym obiadem, bo ktoś w internecie nie ma racji, bo oni muszą takiego posta napisać, żeby tamtym w pięty poszło.

To chyba nasza narodowa cecha: że musi być tak, jak ja chcę. A jak nie zrobisz jak ja chcę, to zrobię ci z życia piekło, a z dupy jesień średniowiecza.

Żona nie zniesie, że mąż wiesza w kibelku srajtaśmę na złą stronę. Zawsze musi przewiesić na dobrą. Srajtaśma ma do ciężkiej cholery wisieć na dobrą stronę albo rozwód!!

Matka nie zniesie, że inna matka karmi/nie karmi piersią, że szczepi/nie szczepi dzieci, że w ogóle ktoś ośmiela się mieć jakiś inny pogląd na macierzyństwo niż ona!

Wegetarianin nie zniesie, że mięsożerca je mięso. Jesz mięso? TY ŚCIERWOJADZIE!! Czy moja obelga przekonała cię do zostania wege? (Swoją drogą ciekawe, czy na międzynarodowej arenie też zachęcanie ludzi do bycia wege polega głównie na obrażaniu ich?)

Feministka nie zniesie, że jakaś kobieta może lubić siedzieć w domu i niańczyć dzieci. Przecież to kura domowa, obrzydlistwo, to uwłaczające! Kobiety są po to, żeby robiły karierę i trzepały grube hajsy, a od opieki nad dziećmi są płatne opiekunki, no ewentualnie mąż!

Czytelnik bloga nie zniesie, że autor podaje skrajne przykłady i generalizuje, bo nie zgadza się to z poglądami czytelnika! :D

Zobacz, ile energii idzie na niepotrzebną walkę. Jak cudownie można by tę energię spożytkować, gdyby zamiast ją trwonić na jakieś pożałowania godne krucjaty, zamiast tego coś ZBUDOWAĆ. Znaleźć jakąś wspólną płaszczyznę z ludźmi – nawet tymi, którzy w niektórych kwestiach różnią się od nas. (Olaboga, koniec świata.)

Ale z drugiej strony jaki to komfortowy sposób na zrzucenie odpowiedzialności za własne życie i szczęście na świat zewnętrzny! No bo jak ja mam się życiem cieszyć, skoro on tak głośno herbatę pije, NO JAK? Nie mogę być szczęśliwa, najpierw muszę zrobić dokładny wykaz rzeczy, które wokół mnie są nie takie, jak być powinny. Przecież jak nie będzie po mojemu, to ja na takim świecie żyć nie mam zamiaru. To jest nie do przyjęcia. Wszyscy muszą się o tym dowiedzieć, coś trzeba z tym zrobić. Całą moją uwagę to zajmuje, już trzecią noc nie śpię, bo piszę skargi i zażalenia.

A ci, co żyją i pozwalają żyć innym, a w wolnym czasie robią swoje, zamiast przyglądać się co robią inni, to banda frajerów, to przez takich jak oni ja taka biedna i nieszczęśliwa jestem, a kraj i w ogóle świat chyli się ku upadkowi!! (tu podmiot liryczny prezentuje widowni pianę na pysku i przerażająco wywraca oczami, błyskając białkami oczu, charcząc i pogrążając się w szaleństwie.)

Nie podoba Ci się moje zdanie? Deal with it.

Previous Czego nauczyłam się od "Najgorszego człowieka na świecie"?
Next Joga twarzy - sposób na wieczną młodość?
  • To raczej cecha ludzka i nie okrajałbym jej do cechy narodowej. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo są narażeni na błędy myślowe i jak bardzo są stronniczy, więc wydaje im się, że „moja prawda jest najmojsza”. A jeśli chodzi o politykę, to już w ogóle. No i oczywiście religię, która jest numerem jeden na liście tematów rodzących najwięcej sporów.

    Sam też czasem wpadam takie pułapki i jak się przyłapię, że za bardzo się emocjonalnie zaangażowałem w jakiś spór, to odpalam sobie ten fragment występu Georga, którego przesłanie jest jasne – mimo wielu wielkich różnic wszyscy jesteśmy tacy sami.

    • Dokładnie! Powtarzamy razem : to nie jest żadna cecha narodowa. Niedowiarkow zapraszam np na Węgr, gdzie ppodział sceny politycznej oraz ludzi wokół niego skupionych jest zdecydowanie dowanie bardziej widoczny

      • Ochhh, mogłam się założyć, że zaraz wbije mi się tu dwóch rzeczoznawców, zainteresowanych akurat tym jednym zdaniem:)

        Powinno być to pocieszające, że nie tylko my się plujemy o byle co… ale jakoś nie jest :]

    • Uwielbiam wujka George’a, jest niezawodny :D

  • Ja luzuję. Odpuszczam, że ktoś coś gdzieś źle położył, rozsypał, zrobił na odwrót niż chciałam. Bo wiele rzeczy, o które się wkurzamy nie jest warte niczyich nerwów. Politykę traktuję jak pogodę – nie mam wpływu, więc i emocjonować się tym nie warto.
    Ale czasem jest taki dzień, że świat się chyli i już!

  • Jedno słowo: ego. A całe życie to nauka odpuszczania. Ja akurat głosowałam “przeciwko”, a teraz żałuję, bo mogłam sobie dać spokój. Na szczęście mam coraz mniejsze parcie na przekonywanie innych do swojej racji.
    A tak poza tym to chciałam napisać, że podczytuję bloga od jakiegoś czasu i bardzo mi się podoba pozytywna energia, która od niego bije:)

    • Witaj, miło mi to słyszeć:)

  • Och, jak doskonale wyraziłaś coś o od kilku lat tłumaczę mojemu tacie – i chyba zaczyna docierać! Mam wrażenie, że wielu z nas nie potrafi ze sobą rozmawiać. Przecież to normalne, że mamy różne zdanie, a gdyby wszyscy lubili to samo to byłoby zwyczajnie nudno. Można kulturalnie rozmawiać o poglądach (nawet tych politycznych), bez narzucania drugiej osobie swojego zdania. Tak, bo nigdy nie wiemy czyja prawda jest prawdziwsza. “Moim zdaniem” to sformułowanie klucz, którego brakuje w jakiś 90% wypowiedzi. Bo, gdy Twoje jest inne to możemy o tym porozmawiać, jeśli obydwoje mamy ochotę, ale nie musimy się zmuszać do zmian poglądów, prawda? :)