Za moich czasów to był internet


Na początku było “Hello, world!”. Później Netscape, Altavista, a nawet modemy 56,6 kbps. A jeszcze później, pewnego dnia około 1994 roku, pewna dziewczyna dzięki swojemu ojcu – informatykowi dotknęła internetu i przeszła przez niego na drugą stronę lustra niczym Alicja w Krainie Czarów.

Internet lat 90tych wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. Nie było nawet scrolla w myszce. Nie było żadnych polskich stron. Mój pierwszy adres email zajmował prawie całą linijkę i był niemożliwy do zapamiętania. Mimo to pierwszy kontakt był zachwycający. Wirtualny świat wydawał się cudownie niezobowiązującym, alternatywnym zaproszeniem do nawiązywania znajomości, bez zbędnych konwenansów, krępującej ciszy, za to z pełną dowolnością wyboru. Każdy kontakt z siecią był ekscytującym doświadczeniem, w co trudno dziś uwierzyć po tylu godzinach siedzenia i scrollowania ze wzrokiem wbitym tępo w ekran monitora. Rozgościłam się w tym cudownym miejscu niczym Lain z dawnego schizowego anime. Upłynęło dwadzieścia lat. I tak się zastanawiam: gdzie to się podziało? Już nie mówię o bezpowrotnie utraconym uroku nowości. Ale gdzie się podziali ci wszyscy świetni ludzie, te wszystkie pasjonujące dyskusje, te wyczekiwane spotkania w realu? I jakim cudem, do cholery, nagle zamiast tego budzę się oglądając jakieś filmiki z kotami na mojej tablicy na Fejsie, mając dziesięciu prawdziwych znajomych na krzyż i milion pińcet wirtualnych, z którymi nie mam kontaktu??

Pamiętacie, jak to się wszystko rozwijało? Ja wspominam kilka różnych miejsc, w których działo się najwięcej, mimo, że istniały tylko w pamięci kilku podłączonych do siebie starych rzęchów (będących najnowocześniejszymi osiągnięciami cywilizacji).

IRC

Internet Relay Chat. Dla mózgowców, bo trzeba było ściągnąć specjalny program zwany klientem (przeważnie mIRC), wybrać nazwę serwera, kanału czatowego, przedrzeć się przez jakieś cyferki, literki i inne instrukcje obsługi promu kosmicznego. Na dodatek trzeba było umieć posługiwać się obcym językiem: na czacie poza użytkownikami siedziały boty, niektórzy userzy mieli opy, a za floodowanie dostawało się kicka lub bana. Gdy w wieku 11 lat pojawiłam się pierwszy raz na ircu, żaden z przesiadujących tam dwudziestoletnich studentów nie mógł mi uwierzyć w mój wiek. Jako 17tka byłam wybredna, miałam cudowny zwyczaj zaczynania rozmów od “lubisz dnb?” jako pierwsze kryterium rekrutacji na mojego nowego znajomego, albowiem na spotkania umawiałam się wówczas hurtowo i chciałam zminimalizować szansę niewypału. Z kolei jako 19tka, na pamiętnym #sonictrip, a później #dnbpl miesiącami turlałam się i wiłam ze śmiechu w najlepszym towarzystwie. Miałam to ustrojstwo odpalone cały czas od przyjścia ze szkoły do pójścia spać i podchodziłam tylko co jakiś czas do kompa sprawdzić, czy nie pojawiły się już kanałowe gwiazdy ze swoimi mocarnymi tekstami. Integracja ogólnopolska szła wtedy pełną parą. Były bardziej i mniej oficjalne spotkania i zloty, zażarte kłótnie i płomienne zauroczenia, a wiele z tych znajomości przetrwało do dziś. Ludzie, którzy tam siedzieliście razem ze mną! Jeśli to czytacie, wiedzcie, że tęsknię za Wami wszystkimi :)

Gadu-Gadu

Dokładnie pamiętam moment, w którym pierwsza kopertka zaczęła migać w prawym dolnym rogu mojego monitora. Był to ten sam dzień, w którym stałe łącze (128 kbps) trafiło pod moją azbestową strzechę. Nigdy więcej zajętej linii 0202122, nabijania rachunków telefonicznych za 400 zł i zapchanej skrzynki emailowej, ponieważ ktoś wysłał mi zdjęcie. A później można było porozmawiać i było to jakieś bardziej komfortowe niż rozmowy na fejsie. Zmiany statusów nie były wyszydzane przez mądralińskich hejterów, nieważne jak głupi był status. Było też bardziej anonimowo. Długie i szczere rozmowy późną nocą z nieznajomymi? Pewnie. Teraz już nie ma anonimowych kopertek z dobrymi wiadomościami, bo Twój nowy wielbiciel na facebooku ma do swojego “siema jak leci” podpięty cały wielki profil z kolekcją swoich zdjęć i historią zatrudnienia z ostatnich dziesięciu lat. A poza tym wszystko ląduje w folderze “Inne”. Szkoda jakoś tego programu. Choć jego ostatnie wersje były za duże, za wolne i może to było gwoździem do jego trumny. A, i wysyłanie przez GG smsów z netu! Odkąd każdy ma 1000 darmowych smsów w smartfonie, jakoś bramki SMS się pozawijały. A wygodne to było, i nie chodzi o kasę. Tak na marginesie, wciąż używam numeru 1005577.

ICQ

To protoplasta GG. Miałam go zainstalowanego przez jedne wakacje. Poza samym imieniem i wiekiem, można było dodać sobie m.in. zainteresowania, języki. I pytlować po angielsku z osobą z drugiego końca globu. Najczęściej odzywały się do mnie nie wiedzieć czemu egipskie lesbijki, w ilościach, które zaczęły mnie denerwować, więc się odinstalowałam. Ale parę ciekawych rozmów zdarzyło mi się prowadzić. Z nieznajomymi, oczywiście. Nikt z moich realnych znajomych nigdy tego nie używał. Może dlatego, że byłam wtedy aspołecznym dzikiem, tak jak i teraz, i nie miałam realnych znajomych, tylko same egipskie lesbijki były moimi znajomymi. Muahahah.

Tematyczne fora dyskusyjne

Raj dla osób o specyficznych wymaganiach towarzyskich. Po wypowiedziach od razu widać jak na dłoni, kto ma rozbudowane uzwojenie mózgowe, a kto przyczepiane włosy. Nawet wędkarz czy pszczelarz z łatwością znajdują w czeluściach internetu swoich pobratymców (a prasłowiańska grusza chroni w swych konarach plebejskiego uciekiniera). Nie mówiąc już o tak skromnym wymaganiu, jak podobny gust muzyczny i życiowy luz. Dlatego dziesięć lat temu Forum Nocnego Transu po prostu tętniło życiem, energią i nowo zawartymi znajomościami. Były zloty, forumowe wygibasy, urodziny, wybory miss, pikniki i mecze piłkarskie, niezliczone “ziomowe” imprezy w Płonącej Żyrafie, a później, gdy wszyscy zdążyli się dobrze poznać i pokłócić o najładniejsze dziewczyny, kasę i hierarchię w stadzie, nastąpił podział na podgrupki i wzajemna niechęć, by w końcu, po latach ewolucji, wszystko zgasło i zakończyło się stypą. Lubiłam też parę innych for, między innymi dla miłośników OOBE – czyli podróży astralnych (taka ciekawostka przyrodnicza), czytywałam też legendarny clubbing i drugstore. Dziwne, gdzie to się podziało, a zwłaszcza gdzie podział się czas, który mogłam na to przeznaczyć. Jest jakieś fajne forum jogowe?

Grono

Nie siedziałam za dużo i nie rozumiałam tej podjarki. Aczkolwiek tak, pamiętam, poznałam przez Grono jedną osobę w postaci dość znanego alternatywnego artysty. Nastąpiło małe nieporozumienie, bo on chyba myślał, że ja wiem, że on jest tym alternatywnym artystą, i że chciałabym zostać jego groupie, a ja na spotkaniu z nim byłam raczej: WTF is going on here? Poza tym jeszcze przypomniał mi się jeden osobnik, dj dramenbejsowy, który spigulony łaził za mną pół imprezy, a później przerzucił się na moją koleżankę… eee nie. Grono nie posłużyło mi do nawiązywania przyjaźni do grobowej deski :) Nie posłużyła mi do tego też Nasza Klasa, której nie chce mi się tu osobno dopisywać. Ze wszystkich moich utraconych kontaktów odzyskałam jeden i to wirtualnie. Choć podnieta była i parę związków się rozpadło, bo komuś się odnalazła zaginiona od dawien dawna pierwsza miłość z podstawówki. Cóż, moja się nie odnalazła :)

Portale randkowe

Pogardzam nimi bezgranicznie. Naprawdę, całe moje dwudziestoletnie doświadczenie przesiadywania w necie wskazuje, że nigdzie nie stracisz tyle czasu i szacunku do siebie, jak na portalach randkowych. Jest jak na wirtualnej dyskotece w remizie. Może i jakieś normalne osoby też się tam znajdą. Jakieś nieśmiałe, załóżmy. Tak… pewnie tak. Ale przede wszystkim znajdą się tam amatorzy taniego podrywu i bezceremonialnego obrzucania Cię błotem, jeśli odrzucisz ich końskie zaloty. Miałam kiedyś z ciekawości konto na fotce. Wszystkie legendy na temat takich miejsc to prawda. Tam naprawdę 50% wiadomości to oferty sponsoringu i zaproszenia na zupełnie bezpłatny seks, a kolejna połowa to róże, misie i wyznania miłości od leszczy w okularkach, którzy nie zmieniają skarpetek.

Facebook

Na koniec fejsiwo, czyli na mapie internetu punkcik “You are here”. Dlaczego wtedy siedzieliśmy w tylu różnych miejscach, a teraz tłuczemy jedną i tę samą stronę? Nie zdarzyło mi się nawiązać przez Fejsa ani jednej nawet najmarniejszej realnej znajomości, przeciwnie, rozmowy na tym ich czaciku zaczęły mi niestety zastępować rzeczywiste spotkania. Często widuje się ludzi, jak wgapiają się w miejscach publicznych w telefon, na którym ktoś właśnie zalajkował ich srakowate zdjęcie przedstawiające końce butów, a naprzeciwko nich jakaś samotna dusza… również wgapia się w swój telefon. Zamiast postów kipiących od treści i chęci integracji mamy codzienne zabijanie czasu godzina po godzinie. I ten lans, ten nasz wizerunek, który starannie sobie tworzymy i pieścimy. Wzajemna adoracja osiągnęła poziom intensywnych mdłości, a jeśli jej nie uprawiasz – zapomnij, że ktoś obdarzy cię swoją uwagą. Szkoda. Dziewczyna wychowana na internetach oficjalnie jest zawiedziona kierunkiem, w którym jej ulubione medium gna z prędkością światła. Wszyscy znaleźli się w ślepej uliczce i jeszcze się jarają. Sama za dużo czasu spędzam scrollując. Dobrze, że są pluginy do przeglądarek ograniczające czas spędzony w danej witrynie, dajmy na to, do 10 minut dziennie. Resztę czasu możemy spędzić w jakimś ciekawszym miejscu. Polecam:)

2 Comments

  1. Avatar
    September 3, 2014
    Reply

    Pamiętam jak jeździłyśmy na polibudę siedzieć na IRCu i sobie wyobrażałam jak cudownie byłoby mieć taki internet w domu :D Nie sądziłam, że nastanie to tak szybko :p Tak w ogóle to pamiętam też moment, gdy szłyśmy przez park obok strefy mrozu i powiedziałaś mi, że robią teraz komórki, które będą się trzęsły w kieszeni jak będą dzwonić. Też to było dla mnie takie WOW i odległe. A w końcu już następna moja komórka miała wibrę. Dziwnie przyspieszył ten świat nagle przez ten cały rozwój technologii. A teraz brak czasu na życie i każdy oczekuje wszystkiego na wczoraj, bo wszystko tak pędzi. Złoży ktoś zamówienie przez internet o 23:30 to z rana przecież powinno być u niego, bo jakże inaczej :p Uwielbiam dni gdy pada nam internet w pracy ;)

  2. Avatar
    Matyz
    October 1, 2014
    Reply

    HAH, IRC #bambiribambam i boty postawione na uczelnianym serwerze, lezka sie w oku kreci :D

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *