Z czego układasz swoją życiową układankę?


Choć filozofia wciąż przegrywa w rankingu popularności z piłką nożną, każdy ma jakiś tam swój pogląd na to, czym jest życie i pomysł na to, jak je przeżyć.

Często wierzymy, że życie to prezent dany nam z zewnątrz, na którego przebieg mamy znikomy wpływ, ponieważ całym majdanem zarządza kto inny – ślepy los lub siła wyższa. Naszą rolą jest wyłącznie brać to, co dostajemy. Też tak myślałam, a właściwie wcale się nad tym wielce nie zastanawiałam, dopóki nie przestało mi się podobać, czym życie mnie obdarza. Wtedy okazało się, że dostajemy najczęściej więcej tego, co sami sobie dajemy.

Weźmy dwoje przykładowych ludzi:

Jasiek z Pierdziszewa ma 27 lat, pracuje w banku po 10 godzin dziennie. Jego szef to klasyczny korpo-socjopata. Żeby utrzymać się na powierzchni, trzeba zapomnieć o posiadaniu jakiejkolwiek empatii, ale kasa jest na tyle dobra, że Jasiek ostatnio kupił sobie za premię telewizor. Ogląda na nim wiadomości, filmy sensacyjne i kryminały. Ma też grono przyjaciół, z którymi spotyka się co sobotę przy piwie. Wspólnie odreagowują stresy dnia codziennego, dzieląc się wiadomościami na temat katastrof na świecie, kiepskich dni w pracy i braku perspektyw w tym szarym kraju.

Martyna z Zadupia ma również 27 lat, jest grafikiem w niedużej firmie celującej w oprawę wizualną wydarzeń kulturalnych. Jest zafascynowana branżą i wspierana przez kierownictwo, które docenia jej starania. Martyna całą zarobioną kasę przeznacza na swoją pasję, którą jest grafika i sztuka nowoczesna. W wolnych chwilach dla frajdy uczy się tworzyć animowane wizualizacje. Inspirują ją spacery i długie trasy rowerowe, które pokonuje w weekendy. Spotyka się z ludźmi pełnymi zaraźliwej energii do nowych projektów. Niedawno z nudów zmontowali razem absurdalny filmik video, który stał się niewielkim hitem w internecie.

Pytanie za miliard punktów: które z nich jest bardziej zadowolone z życia?

Oczywiście zaraz nasuwają nam się różne riposty typu: “No tak, ale Martyna miała wielkie szczęście, że trafiła na spoko szefa. Poza tym nie każdy ma zdolności artystyczne. Ja nie mam.” “No, ale kto da Jaśkowi lepszą pracę? Ma taką a nie inną, a jak z niej wyleci, to nie będzie mieć żadnej. Są ciężkie czasy.” Ble, ble, ble.

To nie tak. Wciąż zakładamy, że los sam z siebie zsyła jakieś wydarzenia, i Martynie zesłał, a Jaśkowi przez złośliwość nie. Że wszystko jest kwestią fartu albo niefartu. A co najgorsze: że zawsze należy się spodziewać, że w udziale trafi nam się najgorszy syf, kiła i mogiła. I że jak nawet coś dobrze idzie, to tylko patrzeć, jak się spieprzy. Takie przekonania sprezentowały nam wcześniejsze pokolenia i niestety, jeśli nie chcesz mieć na starość kącików ust na stałe skierowanych do dołu, tak jak wszystkie emerytki w autobusie, które widujesz w drodze do pracy/na uczelnię, to te przekonania lepiej wywal i poszukaj nowych.

Zasada jest prosta. Co wkładasz, to wyjmujesz. Jeżeli zapraszasz do swojego życia wódkę, to nie dziw się, że później masz kaca. Jeżeli do układanki zwanej Twoim życiem nakładziesz sobie takich elementów, jak przemoc i katastrofy, krew, płomienie i pożoga, i to wszystko od świtu do zmierzchu, a nie dołożysz niczego budującego i generującego uśmiech na twarzy, to skąd mają się te pozytywne zdarzenia nagle u Ciebie wziąć? Jakim cudem miałoby z niedobrych składników wyjść smaczne danie? Anioł stróż magicznie zamacha różdżką i ni stąd, ni zowąd wygrasz milion w totka? I tak bankowo ściągnęłoby Ci to na łeb same kłopoty, przyznaj, wolisz już, jak jest chujowo, ale stabilnie.

Nie mam tu na myśli uciekanie od zła czy udawanie, że go nie ma. Ale samo oglądanie i rozmawianie to mniej więcej to samo, co wklejanie zdjęć spalonych psów na fejsa. Co Ci to przyniesie, poza tym, że zapraszasz do swojego życia chaos i budujesz w sobie przekonanie o tym, że świat to nieprzyjazne miejsce? Rzuć się jakąś kasą na fundację czy zanieś koc do schroniska, zamiast smażyć tyłek na Majorce jedź pomagać do potrzebujących krajów, jeśli Ci zło tego świata spędza sen z powiek. Zmień swój kawałek świata tak, żeby było Ci w nim dobrze. W innym przypadku, chyba zdajesz sobie sprawę że z Twojego biadolenia nic dobrego nie wyniknie? Zatruwasz tylko życie swoje i innych.

Nie chcę też przez to powiedzieć, że osobom o pozytywnym nastawieniu do życia nie przytrafiają się złe rzeczy. Ale takich prawdziwych tragedii i Tobie, i mnie przydarza się tak naprawdę bardzo niewiele. Na codzień ta “straszna chujnia”, która tak psuje ludziom humor, to na przykład samochód, który nie odpalił czy znajomy, który odwołał spotkanie, bo dostał sraczki. Jest się czym martwić? Dodatkowo ludzie tkwiący w chaosie sami często ściągają na siebie nieszczęścia, bo spodziewając się najgorszego wpadają w furię czy histerię, kiedy tylko coś idzie nie po ich myśli.

Co robić? Po prostu uważaj z czego składają się Twoje dni dzień po dniu, i nie zgadzaj się na wszystko jak leci.

Po raz kolejny słyszysz o czymś złym? Zmień kanał, wyłącz to pudło, zwyczajnie się od tego odetnij. Nic się nie stanie, jeśli nie dowiesz się o kolejnym rozboju, których codziennie będą zdarzać się setki aż do dnia Twojej śmierci ze starości. Ja od dawna nie oglądam wiadomości. Trzymam rękę na pulsie w tematach, które mnie interesują. Kataklizmy do nich nie należą. Matka Madzi też nie. Jeśli wokół rozpęta się wojna, zauważę to i bez przesiadywania na portalach informacyjnych, nie mówiąc już o plotkarskich – najgorszy syf w internecie. Odmóżdżenie, zwolnienie z obowiązku myślenia i zabijanie czasu byle czym to też nie jest nic, co by mogło wzbogacić Twoje życie.

Ludzie, z którymi się spotykasz, są pesymistami, czy jak to wolą określać, realistami? Rozmowa najbardziej klei się, gdy zejdzie na temat, jak to strasznie jest, będzie lub było wokół nas? Rozejrzyj się, czy nie masz jeszcze jakichś innych znajomych. Otoczenie ma duży wpływ na Ciebie, nawet jeśli się z tym nie zgadzasz; ludzie mogą Cię wypchnąć w górę, ale też ściągnąć w dół, dlatego zmiany życiowe często muszą zacząć się od zmiany otoczenia – zapytaj każdego wysuszonego alkoholika, dlaczego już nie widuje się ze swoimi dawnymi kumplami.

Praca wysysa z Ciebie resztki energii? Na litość boską, zmień ją. Ci, co mają fajne prace, nie dostali ich wszyscy w spadku po dziadku. Dostali je zupełnie zwyczajnie, ponieważ się nadawali, i Ty też nadajesz się do swojej wymarzonej pracy. Albo będziesz się nadawał, jeśli zdobędziesz kompetencje. Bo nie muszę chyba dodawać, że Martyna z mojej opowieści nie urodziła się z umiejętnością projektowania grafiki. A może zawsze chciałeś mieć wolny zawód lub prowadzić swój biznes? Ja też nie nadaję się do pracy dla kogoś. Dlatego nigdy się do tego nie zmuszałam. Kiedy kategorycznie wykluczysz opcję, która odpada, pojawią się inne. Okaże się, że jednak masz na to jakiś wpływ.

A co możesz włożyć do swojej układanki? Na przykład życzliwość wobec innych. Wdzięczność za to, że coś dostałeś. Odrobinę ciepła dla bliskich osób. Powiedz komuś, że go kochasz. Twoje marzenia. Dlaczego inni mogą je spełniać, a Ty nie? Budujące lektury i filmy. Nie to, co akurat przypadkiem leci w TV. Wybierz sam, świadomie, zaprojektuj sobie, jak ma wyglądać Twój idealny dzień. A później sobie go podaruj. I często to powtarzaj.

Zobaczysz, ile się zmieni.

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *