Yoga Rave – pierwszy raz w Polsce!


Kiedy parę miesięcy temu pierwszy raz spotkałam się z ideą Yoga Rave, od razu zastrzygłam uszami z zaciekawieniem. Pomysł pochodzi z Zachodu, gdzie joga święci triumfy popularności. Zapewne jakiś mądry człowiek zadał sobie to pytanie, które ja zadawałam sobie już setki razy: Co ma robić ktoś, kto chciałby potańczyć, spędzić czas wśród ludzi – ale nie chce być przy tym jedyną trzeźwą osobą w klubie? Gdzie i jak się bawić, jeżeli się nie ma ochoty siedzieć w dusznym pubie w gęstniejącej atmosferze, słuchać nasilającego się bełkotu, wąchać alkoholowych wyziewów i dymu z papierosów, a na parkiecie doznawać alienacji pośród tłumu wystrzelonych zombiaków? Każdy, kto kiedyś dużo imprezował i przestał, wie, o czym mówię. W pewnym momencie już się po prostu nie da na to patrzeć. No więc ten mądry człowiek wymyślił Yoga Rave i połączył muzykę i tańce z… praktyką jogi. Tak, żeby było klubowo, barwnie i energetycznie, a przy okazji, o dziwo, rozwijająco i nietoksycznie.

W Nowym Jorku podobno zrobił się z tego już stały zwyczaj. Ludzie przed pracą wpadają do klubu zrobić sobie sesyjkę jogi z tańcami i przechodzą przez cały dzień naładowani pozytywnym powerem. Nic, tylko pozazdrościć. Ale jest promyk nadziei także dla nas. W Akademii Body Mental w Łodzi w zeszłą sobotę odbyło się pierwsze polskie Yoga Rave Party!

Czy muszę dodawać, że byłam jedną z pierwszych osób, które pognały po bilet na to zacne wydarzenie?

Nie powiem, że przed wejściem się nie zawahałam. Raz, że ja przecież cierpię na istną fobię społeczną i jak widzę dużą grupę nieznajomych ludzi, to zaraz mam ochotę się schować. A tu tak zupełnie na trzeźwo? Ale zupełnie? Dwa, że pod pojęciem “trzeźwe towarzystwo” często kryją się dziwni ludzie, przy których czujesz się od razu nieswojo, jak wycięty z jakiegoś innego obrazka. Nie jest tak? Jednak ciekawość wzięła górę – no i bardzo dobrze, bo lepszej zabawy dawno sobie nie przypominam.

Jak było?

Pierwsze wrażenie było takie, że każdy włożył swoje wyjściowe legginsy i że tak naprawdę to raczej jogowe towarzystwo przyszło na tańce, niż imprezowe na jogę. Zapewne tak było. Ale po chwili dotarło też do mnie, że wszyscy ci ludzie pojawili się tutaj w tym samym celu, co ja, i są podobnie zaintrygowani, co za chwilę się wydarzy. A skoro to sami swoi, to nie mam się co czaić i mogę się zrelaksować. Chyba każdy pomyślał podobnie, bo wokół szybko zaroiło się od uśmiechniętych twarzy, wymalowanych dostępnymi dla wszystkich farbkami UV. Jeśli chodzi o stroje, królowały nie tylko legginsy, najlepiej w barwne nadruki, ale też cały przekrój szarawarów, tunik i różnych luźnych tudzież obcisłych gaci – tak piszę, w razie gdyby ktoś się zastanawiał, jak się ubrać na yoga rave – odpowiedzią jest słowo WYGODNIE ;]

yoga rave w polsce
Sala została odpowiednio przystrojona – jak na zachodnich imprezach, tak i u nas znalazły się fluorescencyjne backdropy budzące skojarzenia z imprezami psytrance, światła UV, a do tego różne lasery i inne kolorowe mrugające światełka, jak na rave przystało.

Na normalnych imprezach jak nie pijesz, to po jakimś czasie nie masz co ze sobą zrobić. Organizatorzy musieli dobrze o tym wiedzieć, bo nie zostawili nam ani chwili na nudę. Od pierwszej minuty, kiedy stanęliśmy na bosaka na matach i rozpoczęła się integracyjna rozgrzewka, aż do końcowej wspólnej medytacji, czas był wypełniony po brzegi. Sesja dynamicznej power yogi goniła blok taneczny pełen energetycznych klubowych kawałków, zarówno w housowych jak i breakowych klimatach, a nawet prawdziwego beatboxu (nawet taka muzyczna jęczybuła jak ja usłyszała coś dla siebie), a za nimi nadciągała już kolejna sesja aktywnej jogi flow, wyciskającej siódme poty z przybyłych. Kto chciał, mógł udać się do lounge roomu posiedzieć na poduchach, przejrzeć bogatą biblioteczkę na temat duchowości i psychologii, pogadać z innymi jogowymi mordeczkami i zjeść coś indyjsko-wegetariańskiego lub napić się alko-free arbuzowego driniasza z przyzwoicie wyposażonego baru.

Falafel, szpinakowe samosy czy batony energetyczne? The choice is yours. Sprawdziłam i potwierdzam, że było pysznie! Ceny jak widać całkiem spoczko :)
Falafel, szpinakowe samosy czy batony energetyczne? The choice is yours. Sprawdziłam i potwierdzam, że było pysznie! Ceny jak widać całkiem spoczko :)

Jaki był poziom tej jogi? Czy początkujący dałby sobie radę?

Przede wszystkim nie było tam żadnego owijania sobie nogą szyi ani stania po dziesięć minut na jednej rzęsie. Raczej był to taki jogowy taniec w rytmie oddechu, wariacje na temat powitań słońca i szeroko pojętej dynamicznej jogi. Intensywna, gorąca i przyjemna praktyka. Jeśli chodzi o poziom trudności, to ja nawet zbytnio się nie zmachałam, można nawet powiedzieć, że ożywiło mnie to. Wojna natomiast dostał trochę w kość, więc zależy najwyraźniej od kondycji. Według mnie nie było tam nic trudnego ani bardzo wymagającego. Trochę zdrowego ruchu i tyle, bez przesady, że zaraz nie dasz rady. Do odważnych świat należy. Zresztą w każdej chwili możesz sobie zrobić przerwę.

Czy na trzeźwo to w ogóle można się dobrze bawić?

No właśnie okazuje się, że można, sądząc po tym, co widziałam. Oczywiście różniło się to od dekadenckich klimatów znanych z klubów, gdzie ludzie są jak zahipnotyzowani. Ciężko byłoby bujać się na trzeźwo całą noc z nogi na nogę albo spędzić cały wieczór przy barze, popijając wyłącznie lemoniadę. Natomiast dobry Mistrz Ceremonii potrafi zdziałać cuda i tak pokierować akcją, że wszystko się da. Jasne, że na początku było dziwnie, ale szybko zaczęło być po prostu zabawnie. Bo właściwie co się stanie, że ktoś Cię zobaczy jak tańczysz? No, i nie zapominajmy, że wiele zależy od nastawienia. Nikt za Ciebie się nie przełamie. To ludzie tworzą imprezę. Ci, co przyszli, naprawdę mieli ochotę dobrze się bawić. więc to robili. I cała filozofia.

yoga rave
Oni naprawdę tańczyli! Byłeś kiedyś na trzeźwej imprezie pełnej tańczących ludzi? Bez jakiegoś nerwowego rozglądania się i myślenia, co ten po lewej sobie pomyśli? Ja to ostatnio chyba w ósmej klasie podstawówki.

Podsumowując: Chcę jeszcze!

Serio! I mam wrażenie, że następne edycje będą jeszcze lepsze. Przede wszystkim dlatego, że to jest nowe i formuła musi się nieco wyrobić. Sama idea zabawy bez alko to coś na tyle nietypowego, że co komuś mówiłam, gdzie się wybieram, to spotykały mnie reakcje pełne niedowierzania. Do tego jeszcze joga – która kojarzy się ludziom z jakąś sektą nawiedzonych freaków siedzących w lotosie. A jednak dało się. I nie było w tym nic nawiedzonego. W niedzielę rano obudziłam się wypoczęta i w świetnym humorze. Mam przeczucie, że to może być początek czegoś bardzo fajnego.

Do zobaczenia na macie!

10 Comments

  1. Avatar
    June 29, 2015
    Reply

    Brzmi zachęcająco. :)

  2. Avatar
    June 29, 2015
    Reply

    Kiedy nastepna, to zrobie nalot na Uć!

  3. Avatar
    June 30, 2015
    Reply

    Widać, że super się bawiłaś. Dzięki Tobie się dowiedziałam, że takie spotkania istnieją, wcześniej o nich nie słyszałam. :) Poszukam zaraz sobie ich w Londynie :)

    • Avatar
      June 30, 2015
      Reply

      Super! Ciekawe jak to wygląda w Londynie, chciałabym to zobaczyć:)

  4. Avatar
    War.Wojenny
    June 30, 2015
    Reply

    Też mam nadzieję, że stanie się to stałą pozycją w łódzkim kalendarzu imprez.
    Fajnie było uczestniczyć w czymś premierowym w skali kraju tym bardziej że impreza, tak muzycznie, jak
    i ruchowo była na wysoki połysk :).

  5. Avatar
    Kristoff
    March 17, 2016
    Reply

    Nigdy o czymś takim nie słyszałem, ale bez wątpienia to coś nowego. Miałem już napisać że klimatem przypomniało mi to “dyskoteki” w podstawówce gdzie z boomboxa leciały zacne hiciory a trener od WF stał z założonymi rękoma pilnując porządku, podczas gdzie 90% ludzi podpierało ściany i kaloryfery, no ale sama o tym wspomniałaś :) Oglądałem jakiś czas temu pewne materiały na YT i RajaRam oraz Goa Gil opowiadali że taniec jest formą medytacji :) To była jednorazowa akcja, czy jeszcze tam byłaś?

    • Avatar
      March 18, 2016
      Reply

      Chyba widziałam te materiały z Goa Gilem o których piszesz :) Na razie słyszałam tylko o jednej takiej imprezie, przynajmniej w mojej okolicy, co jest dziwne, bo ludzi był full do ostatniego miejsca na macie.

      • Avatar
        March 18, 2016
        Reply

        Było o tym więcej w dokumencie Psytrance way of life. Co do Goa Gil to może uda ci się go spotkać za parę dni bo chyba nadal tam mieszka :D

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *