Wyluzuj! 6 rzeczy, które warto odpuścić, by poczuć się lepiej


Nauka odpuszczania to jedno z moich większych życiowych wyzwań. Moja wyobraźnia lubi zabierać mnie do krainy fantazji, w których szczegółowo widzę, czego bym chciała dla siebie i innych, i próbuję to sprawić, naginając rzeczywistość, tworząc oczekiwania i w efekcie ciśnienie. Jak łatwo zgadnąć, bardzo często właśnie dlatego nic z tego nie wychodzi, a efekty daje dopiero to, co najtrudniejsze, czyli… odpuszczenie :)

Co nie jest ci potrzebne?

Wizja idealnego siebie.

Wiadomo: wszyscy chcielibyśmy być najlepszą wersją siebie, mieć w pełni rozwinięty potencjał, przepracowane wszystkie problemy. Ja oczywiście też o tym marzę. Czasem nawet są takie momenty, że patrzę na siebie w lustrze i myślę: Wow, jak daleko już zaszłam! I wydaję się sobie taka świadoma, mądra, piękna i wibrująca w idealnej harmonii z kosmosem.

A następnego dnia zamiast mnie z łóżka wstaje moja zła siostra bliźniaczka… Znasz to?

I jest wszystko nie tak: zamiast dawać się prowadzić, to ja ciągnę w swoją stronę, zamiast obserwować emocje – daję się im ponieść… A najgorsze, że czuję się wtedy taka winna! Bo przecież nie miałam taka być. Przecież wiem, że nie tędy droga. I co? Jak się staram? Nigdy się nie nauczę! Jestem taka… – tu wstaw ulubione teksty twojego wewnętrznego krytyka. Znasz to, no nie?

Mam wręcz wrażenie, że im bardziej odsuwam te moje słabości, tym bardziej one mnie doganiają!

I na odwrót – im więcej przestrzeni daję sobie na bycie właśnie taką, jaka jestem, tym mi łatwiej odetchnąć, zluzować i dotrzeć do tego, co we mnie dobre.

Nie jesteśmy jednowymiarowymi postaciami z bajek, tylko kompletnymi istotami ludzkimi, i mamy też ciemną stronę. Ta ciemna strona nie jest po to, żeby się jej wypierać czy ją odtrącać, tylko żeby się jej przyglądać i poprzez nią poznawać siebie od każdej strony.

Nie jesteś i nie będziesz idealny, pogódź się z tym, a twoje porażki potraktuj jak naukę (jak już przestanie boleć jak diabli), dzięki temu zamiast się obwiniać i umniejszać, będziesz się rozwijać :)

Wizja idealnego świata.

Jedną z naszych ludzkich niedoskonałości jest też poszukiwanie ostatecznej recepty na szczęśliwe życie. Na przykład: “Jeśli będe postępował zgodnie z normami społecznymi i oczekiwaniami innych, to moje życie będzie stabilne i bezpieczne.” Albo: “Jeśli będę myśleć pozytywnie, nigdy nie spotka mnie nic złego.”

Zastanawiające, jak już na pierwszy rzut oka słabo się to sprawdza, a jak mimo wszystko chcemy w to wierzyć.

Świat nie jest zagadką, którą można rozwiązać raz na zawsze. Kiedy już myślisz, że znalazłeś odpowiedź – zaraz pojawia się następne pytanie. Kiedy już nareszcie poukładałeś sobie życie, przychodzi Buka i połowę ci zabiera albo wszystko przestawia.

Czasem czujemy się wtedy jak małe dzieci, którym ktoś zabrał klocki lego, i zaczynamy tupać nogami: ale to tak nie miało być! Oddawaj! No wiem, rozczarowania bolą. Wiem :) Ale czasem są niezbędne, są jak solidny kopniak, który budzi nas z iluzji i uczy pokory.

Czasem odrzucamy wszystko, czym się dotąd w życiu kierowaliśmy, i rzucamy się w drugą skrajność. Że niby tym razem to już problem zostanie załatwiony. Bo będę od tej pory kierował się już tylko rozumem. Albo właśnie emocjami, a rozum wyrzucę do śmieci. Bo oddam się bez reszty praktykom duchowym, albo właśnie stanę tak twardo na ziemi, że można by po mnie przejechać czołgiem i nic mi się nie stanie. Bo znajdę nową ostateczną odpowiedź, receptę na happy end.

I to przez jakiś czas może działać – mamy upragnioną stabilizację. Aż do czasu, kiedy, zgodnie z cyklem natury, wszystko ponownie się zmieni. Masz to jak w banku.

Nie ma żadnej recepty. Nie ma różnicy, czy masz taki albo inny światopogląd. Możesz tylko płynąć z życiem albo przeciwstawiać się mu. Twój wybór.
odpuścić

Nierozwiązane sprawy innych ludzi.

Poza własną niedoskonałością często przychodzi nam też mierzyć się z cudzą. Jak to jest, że z naszej perspektywy jak na dłoni widać, co ta druga osoba ma zrobić, żeby jednym ruchem rozwiązać wszystkie swoje problemy? Dlaczego ona tego nie robi? Przecież to proste, wystarczy… – i tu podajesz gotowy przepis na szczęśliwe życie dla kogoś. Czasem się na tym łapię :)

Pół biedy, jeśli twoja chęć zbawiania bliźnich spotyka się z czyimś oporem albo asertywnością. Bo możesz też trafić na osobę, która tak uczepi się twoich rad i ciebie, że jeśli przestaniesz jej wciąż pomagać i wysłuchiwać jej życiowych dramatów, to będzie miała do ciebie o to pretensje. A kiedy źle doradzisz – to wszystko będzie twoją winą! Niepostrzeżenie wikłasz się w cudze życie, a w twoim w tym czasie nie ma kto sprzątać i robi się bałagan.

Nie przejdziesz za kogoś jego drogi. Nie ty zmagasz się z jego cieniami i traumami. Nie ty będziesz zbierał owoce tego, co on zasieje. Więc wybacz brutalną szczerość, ale za kogo się właściwie masz, żeby mu mówić, co dla niego będzie dobre?

Jest jedna rzecz, którą możesz dać i na której ta osoba na pewno skorzysta: emocjonalne wsparcie. Pokazanie, że ten ktoś, nawet z tymi swoimi problemami, jest dla ciebie ważny i cenisz jego obecność w twoim życiu. A jeśli nie będzie już chciał w nim być – że dobrze mu życzysz na jego dalszej drodze.

Oczekiwania, jak powinna wyglądać teraźniejszość.

Jak prawią coache, jeśli nie podoba ci się miejsce, w którym jesteś, warto pomyśleć o mniejszych lub większych zmianach. Ale, ale – rzadko kiedy jest tak, żeby absolutnie wszystko nam się podobało. Niektóre sprawy możesz zmienić, a inne, no cóż, musisz wziąć na klatę.

Nawet w ukochanej, wyśnionej i turbopasjonującej pracy czasem będziesz wyć z nudów siedząc nad rutynowymi, nudnymi czynnościami albo wyrywać sobie włosy z głowy, użerając się z trudnym klientem. Żebyś nawet odnalazła księcia z bajki – czasem będzie tak, że się na niego wkurwisz albo ogarnie cię zwątpienie. A czasem jak będziesz stać w kolejce na poczcie, to ktoś bezczelnie wbije się przed ciebie i będzie załatwiał swoją sprawę przez pół godziny, a w tym czasie jego dziecko będzie bardzo głośno płakać, a tobie będzie się chciało siku. Jak to się mówi – “i tak to jest”.

Nawet trochę jest tak, że im nasza rzeczywistość jest bardziej fajowa i skrojona na miarę, tym bardziej potrafią w niej dobić różne wyskakujące awarie. Może po prostu bardziej rażą, no bo jak to, jest tak fantastycznie, a to co ma znaczyć?

Uczę się traktować rozczarowania i niedoskonałości dnia codziennego jako pole do sprawdzenia się w trudnej sytuacji, jako (czasem trudne i bolesne, ale takie są najważniejsze!) lekcje odpuszczania i akceptacji, swego rodzaju źródło mocy.
odpuścić

Oczekiwania co do przyszłości.

“W wieku 29 lat będę mieć męża i pierwsze dziecko”. Tak to sobie wyobrażałam mniej więcej dziesięć lat temu. Domyśl się, jakie było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że nic z tych ambitnych planów nie wyszło. Jaka frustracja! Jaki ból, tym bardziej, że byłam już o krok i od jednego, i od drugiego, a tu lata płyną i ciągle nic.

Wszyscy jesteśmy ofiarami własnych wymagań co do ram czasowych, w których ma się wydarzać nasze życie. Jak również, co dokładnie ma się w nim wydarzyć.

Zamiast iść naszą drogą, zaczynamy się wciskać w jakąś dziwną tabelkę z punktami do odhaczenia.

A później w połowie drogi dociera do nas, że wcale nie chcieliśmy tu być, i zaczyna się szaleńczy kryzys wieku średniego, albo co gorsza pokorne pogodzenie z losem i z beznadziejnością naszego żywota.

Zdarza się też, że odhaczanie zupełnie nie idzie, świat nie chce współpracować z naszą tabelką i daje nam zupełnie co innego, niż jest na tej naszej liście. Co za frustracja i bezsilność!

Na szczęście kosmos wie lepiej, jaki jest nasz osobisty życiowy timing, kiedy poszczególne rzeczy w naszym życiu mają się wydarzyć i co to takiego ma być. I te rzeczy nie mają nic wspólnego z żadnym schematem.

Może dasz im szansę się wydarzyć?

Przywiązanie do przeszłości.

Są takie rzeczy, które bardzo nam się w naszym życiu podobają, i kiedy przychodzi ich czas, próbujemy je zatrzymać najdłużej, jak się da, choćby już dawno odeszły, a my karmimy się tylko wspomnieniami.

Są też takie rzeczy, które wcale aż tak bardzo nam się nie podobają, ale i tak boimy się ich puścić, bo nie wiadomo, co przyjdzie na ich miejsce.

Tak naprawdę one i tak odejdą, kiedy będą miały odejść. Twoje szczęście zależy nie od tego, czy je zatrzymasz, tylko od tego, czy pogodzisz się z ich utratą. Może cię pocieszy, że żaden koniec nie jest ostateczny, wszystko kiedyś powróci w zmienionej formie.

Nieważne, co będziesz robić, lato kiedyś się skończy, później przyjdzie jesień, zima – i nowa wiosna, i nowe lato. Wiele zależy natomiast od twojego podejścia – czy potrafisz z tym płynąć, zaufać, że przetrwasz zimę?

Życzę Ci najpiękniejszej wiosny.

Previous Czego uczy nas las? Uzdrawiające rady z natury
Next 10 oznak kryzysu, które zwiastują pozytywny przełom