Wyłącz telewizor


Przyzwyczailiśmy się już, że prawie każdy z nas nosi w kieszeni pudełko, w którym mieści się telefon, aparat fotograficzny, kamera video, odtwarzacz muzyczny, mapa całego świata, poczta i na dokładkę wszyscy nasi znajomi w pigułce. Nawet nie robi to na nikim wrażenia, a to przecież wynalazek ostatnich lat. Jeszcze bardziej – bo przez pokolenia – przyzwyczailiśmy się do telewizora w salonie, kiedyś składającego się z wielkiego pudła pełnego tajemnic; teraz już oczywiście zgodnie z najnowszymi trendami wszystko co trzeba zostało zminiaturyzowane i telewizor składa się przede wszystkim z ekranu.

Telewizor jest też czymś oczywistym, po prostu to jest coś, co się ma. Tak się utarło, że przy niedzielnym obiedzie u rodziców leci program rozrywkowy, głupio byłoby nagle zmienić ten zwyczaj, nie byłoby wiadomo, co wtedy zrobić ze sobą, gdzie oczy podziać, trzeba byłoby rozmawiać z wujkiem. A na spotkaniach towarzyskich jest fajny efekt, kiedy lecą teledyski na kanale muzycznym, nawet z wyłączonym dźwiękiem, a z głośników co innego. A jak nie ma żadnego spotkania – to może lecieć cokolwiek, nawet jak nikt nie ogląda. Przecież po to się kupuje telewizor, żeby go używać, kto normalny by kupował telewizor i go nie używał.

Od sześciu lat nie mam telewizora, a nie oglądam telewizji od już nie pamiętam jak dawna. I polecam. A dlaczego?

Dlatego, że telewizja pakuje nam do głowy za dużo śmieci.

Minuta po minucie bez przerwy do naszych umysłów trafiają nowe dane. Dużo, dużo danych, o tym, jakiego środka na hemoroidy używa Kryśka i ile osób zginęło w ostatnich zamieszkach, i że posłowie to to, a wyrodni rodzice to tamto, i że samica modliszki pożera samca przy komentarzu Krystyny Czubówny, Pinokio nosi stringi, a jutro o 19:00 Kevin sam w Nowym Jorku, bo coraz bliżej święta.

Nie dość, że nasza głowa sama z siebie nieustannie przetwarza dane, nie dość, że cały czas użera się z jakimiś literkami i cyferkami w pracy lub przyswaja grube tomiszcza wiedzy w szkole, to jeszcze dostaje na deser dziesięć ton mielonki medialnej.

A połowa z tej mielonki podana jest w taki sposób, że gdybyś odmówił jej przyjęcia, to do końca życia będziesz miał wyrzuty, że jesteś aspołeczny, chamski, żałosny, niekulturalny, nie masz poczucia humoru, niszczysz wartości rodzinne i nie wiesz, na jakim świecie żyjesz.

Umysł, żeby być jasny i spokojny, musi odpoczywać. Jeśli będzie cały czas przeładowany informacjami i przyzwyczajony do ciągłego przerobu nowych danych, to nigdy się nie zatrzyma. Będziesz tylko instalował i włączał na okrągło nowe programy w swoim komputerze pokładowym, a ten biedny komputer będzie pracował i pracował. Będziesz biegł i biegł coraz szybciej i dalej, i nigdy nie odpoczniesz. Z fabryki pod tytułem praca biegniesz do fabryki pod tytułem dom i tam dalej ładujesz do pieca. Nieustanny hałas, ciągła praca na linii, która nigdy się nie zatrzymuje; ta fabryka nie ma dni wolnych, a ty nie masz słuchawek i okularów ochronnych.

Do tego do twojej podświadomości wsączają się konkretne informacje. Nic na to nie poradzisz. Dobrowolnie zgadzasz się na to, by zostać mechaniczną pomarańczą.

Program rozrywkowy, ktoś wykonał jakąś piosenkę – oceńmy go. Dobrze to zrobił czy źle? Oceniajmy się nawzajem. Oceniajmy każdy swój ruch, porównujmy, że ten jest fajniejszy, tamten mniej fajny i odleci z programu. Ty nie masz takiego stajla jak tamten celebryta, jesteś gorszy, bardziej zwyczajny, mniej zabawny, a może o wow, jesteś zabawniejszy, bo tamten był zupełnie nieśmieszny – punkt dla ciebie, jeszcze masz szansę, by być kimś.

Informacje z kraju i ze świata, jest trochę dobrych, ale więcej złych, bo dramaty i skandale lepiej się sprzedają. Jak okiem sięgnąć, wszędzie wokół czai się zło, cierpienie, krew, ból, ataki terrorystyczne i kataklizmy, a ludzie to świnie. Wszyscy są z gruntu źli i tylko czekają na twój fałszywy ruch. Świat to wrogie, nieprzyjazne miejsce, a życie jest ciężkie i przygnębiające. Wiadomości podają przecież fakty, więc również i to jest faktem.

Twoje inne ulubione programy też dorzucają coś od siebie. Będzie z nich wynikało, że świat jest zbudowany w taki a nie inny, konkretny sposób. Że w życiu należy postępować tak i tak, że wierzyć należy w to i to. Dowiedziałeś się tego z wiarygodnego źródła, które oglądają wszyscy. I dlatego wszyscy wiedzą, że TAK WŁAŚNIE JEST.

I nie musisz wcale oglądać z uwagą. Wystarczy, że to będzie leciało. Twoja podświadomość słyszy. “Chcesz czy nie chcesz, zrobią ci z głowy jajo.”

Tymczasem realne życie wcale nie bombarduje nas przykładami na to, że telewizja ma rację.

W realnym życiu ludzie robią różne rzeczy, czasem mają rację, czasem popełniają błędy, i to jest ok, mogą je popełniać. Mają takie albo inne zdanie i to jest ok, mogą sobie je mieć. Mogą ci sprzyjać lub nie, i to wbrew pozorom też jest ok. Dni przynoszą kolejne wieści, pomyślne i niepomyślne, ważne i nieważne, i nie wybierają z czego zrobić halo, a co zatuszować. Można równie dobrze skupić się na tym, co cię interesuje, a całą resztę olać w cholerę. Przecież i tak nie dowiesz się wszystkiego o wszystkim, co istnieje. Zresztą nie po to jest twój umysł. On ma tobie służyć, a by mógł być wydajny to musi być klarowny i uporządkowany, nie może być jednym wielkim kosmicznym śmietnikiem!

Możesz powiedzieć, że ty jesteś w pełni świadomy, że telewizja kłamie i tak dalej. No, ale w takim razie po co tę całą szopkę oglądać? Po co jej poświęcać choćby 1% naszej uwagi? Mamy tak mało czasu, nie lepiej spożytkować go na coś, co chociaż byłoby prawdziwe?

Każda minuta twojego wolnego czasu jest cenna. To, jak ją spędzasz, ma znaczenie, które na dłuższą metę jest kluczowe. Napisałam już kiedyś o tym, jak układać swoją życiową układankę. Teraz dodam do tego jeszcze – wyrzuć losowe elementy. Sam decyduj o tym, co ma się znaleźć w twoim programie dnia. Ty, a nie jacyś obcy ludzie, którzy układają ramówkę programu telewizyjnego. Ogranicz hałas i szum, który uniemożliwia ci usłyszenie tego, co ważne. To moja dobra rada. To działa!

Co oczywiście oznacza, że nie ma nic złego ani destrukcyjnego we włączeniu telewizora na dwie godziny dziennie po to, by obejrzeć ważny dokument czy dobry film. Tylko, że ten film zwykle można obejrzeć też na komputerze (komputer + projektor + ekran robią dobrą robotę), bez reklam, z oryginalną ścieżką dźwiękową. Wieczorem dla relaksu można puścić muzykę, a nie gadające głowy. A jak przyjdą znajomi i nie będą mieli w co się gapić, to może nawet pogapią się na siebie wzajemnie – i rozmowa będzie się bardziej kleiła. I tak na dobrą sprawę to okazuje się, że brak telewizora nie robi różnicy, a w dodatku mieszkanie wydaje się bardziej ustawne.

Pozostaje jeszcze kwestia tych, którzy nie oglądają TV, a zamiast tego 24/7 scrollują fejsa, a zamiast głowy mają nie jajo, tylko ekranik swojego telefonu komórkowego. Ale to już inna para kaloszy i poświęcę jej osobny tekst.

6 Comments

  1. Avatar
    March 2, 2015
    Reply

    Miesiąc temu w ramach kompromisu zgodziłam się na tv w sypialni. “Bo na laptopie się niewygodnie ogląda”. Telewizor miał pełnić funkcję drugiego ekranu, niestety już po tygodniu dołączyła antena i do snu tulą mnie te gadające głowy. Żałuję.

  2. Avatar
    November 9, 2015
    Reply

    Na studiach dorabiałem w pewnej telewizji. Musiałem siedzieć przed rzędem ekranów i mikserów i pilnować emisji. Praca lekka, łatwa i przyjemna w założeniu ale po 12h dyżuru (a bywały dłuższe) i oglądaniu dwukrotnie pewnych odcinków hiszpańskich seriali dosłownie czułem się psychicznym wrakiem :) Taka forma tortur. A niektórzy tak ochotniczo i z własnej woli… ;)

  3. Avatar
    November 9, 2015
    Reply

    Bez dobrego filmu czy serialu pewnie dałoby radę, ale ja akurat lubię. Nie oglądam od lat wiadomości bo tak jak piszesz nie chce słuchać o tych wszystkich katastrofach, nie oglądam żadnych reality show, ani innych bzdur. Mam swoje ulubione seriale a dzieci bajki, w sumie mało co oglądam z telewizji cyfrowej więcej z internetu bo ty sama wybieram na co mam ochotę :)

  4. Avatar
    November 9, 2015
    Reply

    Telewizor odpalam wieczorem żeby ktoś do mnie “mówił” jak pracuje przy kompie a radio które stoi obok kompa mnie rozprasza. Także zdecydowanie mogłabym się bez niego obejść i przestawić radio na dalszą półkę ;).

  5. Avatar
    Katarzyna Kozłowska
    November 9, 2015
    Reply

    Bez telewizora obywam się bez problemu, ale dvd nie potrafiłabym sobie odmówić! Oglądanie w komputerze, to nie to samo. Nie ma to jak duży ekran w kinie domowym! ;o)

  6. Avatar
    November 12, 2015
    Reply

    Podczas obiadu jest jeszcze ten problem, że jakby wyłączyć telewizor to wszyscy słyszeli by swoje chlipanie i siorbanie. Wątpię, że taki obiad by nam wtedy smakował :D Poza tym gdyby te programy telewizyjne przekazywały tylko wartościowe treści to było by dobrze a tam często jest podawany stek bzdur, to raz. Dwa, że stałym elementem są bardzo edukacyjne reklamy, które lubią dbać o nasze zdrowie, żebyśmy nie byli przypadkiem za spokojni. Od ponad 2 lat mieszkam w akademiku bez telewizora i jeśli mam być szczery to polecam taki styl życia.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *