Wszystko jest z Tobą OK!


Są takie chwile, kiedy patrzę w lustro i myślę: Czy ja muszę być taka pokręcona? Czemu nie mogę po prostu być jak wszyscy? Co jest ze mną nie tak?

Też tak masz?

Choć mogę wydawać się wam tu na blogu nieco ekshibicjonistyczna, to zapewniam was: to, że piszę dużo o swoich emocjach, a czasem o pragnieniach, i tak jest kroplą w morzu tego, czego o mnie nie wiecie. Mam za sobą 33 lata życia, dzień po dniu, godzina po godzinie, miliony przeżytych scen, setki tysięcy wspomnień. Zawsze zależało mi na tym, by moje dni nie wyglądały wszystkie tak samo, więc możecie sobie wyobrazić, ile to jest różnych historii. A niektóre z nich są naprawdę, ale to naprawdę popieprzone, ocierające się o szaleństwo, osuwające się w mrok i w te krwawe, zabłocone miejsca, których nie chcemy oglądać.

Też tak masz?

Wszechświat jest podobno Bogiem doświadczającym samego siebie. Musi mu naprawdę zależeć, żeby siebie poznać, skoro zagląda tak głęboko w moje wnętrze. Są tam rzeczy, które źle o mnie świadczą, których dramatycznie się wstydzę. Rzeczy, których się boję. Są też rzeczy na mój temat, których nikt nie chce o mnie wiedzieć, bo to uwiera, bo wolimy, kiedy ludzie wokół (szczególnie kobiety) są nieskomplikowani, niewymagający, uśmiechnięci i jednowymiarowi. Są namalowani optymistyczną farbą na tęczowym szkle.

A ja poznałam już siebie na tyle, żeby wiedzieć, że ze mną to tak nie jest.

Też tak masz?

Pytam, bo być może zdarzyło ci się w przeszłości odwalać jakieś szopki, tak jak mnie. Zawodzić innych. Być nieudaną wersją samego siebie. Zrobić publicznie coś tak głupiego, że właściwie nie wierzysz, że to ty, i głowisz się do dziś, co cię do tego popchnęło. Być może nawet i dziś jesteś mistrzem autosabotażu i błędnych wyborów. Albo zdarza ci się nim być.

Może w twoim wyglądzie też jest coś twoim zdaniem nie tak. Masz też nie taką karierę zawodową, jak byś chciał. Nie zarabiasz, ile powinieneś. Nie spełniasz oczekiwań rodziców. Za dużo pijesz. Fatalnie się odżywiasz. Zakochujesz się w ludziach, którzy nie potrafią tego odwzajemnić, a ty z kolei nie potrafisz kochać tych, którzy kochają ciebie, i obwiniasz się z tego powodu. Nie wiesz, dokąd to wszystko zmierza i wciąż nie możesz zobaczyć w tym sensu.

Brzmi znajomo?

Nie zliczę, ile razy już podejmowałam mocne postanowienie: Teraz już wezmę się w garść, zbiorę się do kupy. Koniec z rozlazłymi dniami, nawet nie przesiedzianymi, a przeleżanymi przy kompie, dłubiąc w nosie i stawiając zużyte talerze i szklanki na podłodze wokół łóżka. Koniec z lękami, które sama na siebie ściągam, pozwalając, by moje życie staczało się w otchłań eskapizmu, lenistwa i niewykorzystanych okazji. Od tej pory nie będzie mi się już zdarzało nic takiego. Będę robiła wszystko, co mam zaplanowane, będę w perfekcyjnej równowadze. Teraz na pewno się uda.

A potem się nie udaje, a ja patrzę na to i kiwam głową. Bo gdzieś w środku wiedziałam, że tak będzie.

Niezbyt to zachęcające, co?

Aż strach pokazać światu swoją prawdziwą twarz, co?

Bezpieczniej schować się za nieprzeniknionym murem, gdzie nikt nie zobaczy twoich wad.

A światu pokazać profesjonalną maskę człowieka sukcesu.

Kobietom – maskę kochanka idealnego. (Prawdziwe kobiety na to się nie nabiorą, ale znajdziesz takie, które jeszcze się nie nauczyły patrzeć i widzieć.)

Znajomym – maskę luzackiego kumpla, który zawsze chętnie pójdzie z nimi na piwo. Wesołej dziewczyny, głośno się śmiejącej i zawsze tańczącej jako pierwsza.

Rodzinie pokaż chociaż, że nie zszedłeś zupełnie na psy i do czegoś jeszcze się nadajesz, po tym, jak widzieli cię w tych wszystkich kompromitujących sytuacjach, które do dziś potrafią wywlec.

A sobie…

Sobie możesz pokazać co najwyżej środkowy palec, bo wiesz przecież, że to wszystko jedno wielkie kłamstwo.

I jak tu kochać takie brzydactwo, takiego stworka przyklejonego do dna zatopionego statku, takiego księcia zaklętego w ropuchę?

Podczas kiedy cały świat wydaje się wieść stabilne i przyzwoite życie, czy musisz ty jeden być takim odmieńcem?
sylwetka

Chciałabym, żebyś potrafił spojrzeć na siebie z odpowiednio dużego dystansu i zobaczyć, jaki jesteś piękny.

Jaki jesteś absolutnie w porządku. Właśnie taki, jaki jesteś. Bez tej gry pozorów, bez udawania i bez przemilczania.

Jesteś dokładnie taki, jak masz być, w tym właśnie momencie swojej drogi. Nic nie poszło nie tak. Nie istnieje żadna inna wersja wydarzeń, w której wszystko jest “tak, jak być powinno”. Nie zawracajmy sobie tym głowy. To, co być powinno, to jest. Rozejrzyj się dookoła.

To, że wciąż robisz coś nie tak, że niechcący skrzywdziłeś kogoś lub siebie (co na jedno wychodzi), że popełniasz kolejny raz ten sam błąd, łudząc się, że tym razem będzie inaczej, choć robisz to samo w ten sam sposób; to, że dla iluzji bezpieczeństwa sięgasz po coś przeciętnego, zamiast po to, czego potrzebuje twoje serce – to nie znaczy, że nie jesteś OK. Twoje czyny nie są tobą. Musisz wziąć za nie pełną odpowiedzialność, ale możesz wyciągnąć z nich lekcję i iść dalej.

To, że czujesz nie te emocje, które byś chciał, że nie jesteś tak naprawdę żadnym oświeconym mędrcem ani wszechmocnym magiem, że bywasz nieprzyjemny i atakujesz ze strachu, czujesz niechęć i bunt wobec nieznanego, nie umiesz wyrazić wprost tego, co czujesz, tylko stosujesz jakieś gówniane gierki licząc na to, że druga strona się domyśli, że wstydzisz się prawdy na swój temat i jesteś gotów gorączkowo jej zaprzeczać – to nie znaczy, że nie jesteś OK. Twoje emocje i uczucia nie są tobą. Są wiadomością dla ciebie. Głęboko w twoim cieniu kryje się twój klucz do samego siebie, weź go, poszukaj go!

Odkąd się urodziłeś, jesteś w porządku. Nawet, jeśli cały świat temu zaprzeczy, pamiętaj o tym. Jesteś po prostu człowiekiem. Błędy są od początku wliczone w koszty. Są po to, żebyś zobaczył siebie. Żebyś siebie poznał, bo taki jest cel tego wszystkiego, co się dzieje! Jest to czyste doświadczanie. Nie ma gorszych i lepszych doświadczeń. Twoje są twoje i dlatego są takie, jakie mają być.

Jesteś idealny w swojej niedoskonałości, w tym wiecznym oscylowaniu między spokojem i harmonią a rozpaczą i paniką, między miłością a lękiem, radością a frustracją, momentami spełnienia a głęboką tęsknotą.

Jaki jest sens tego, byś doświadczał wyłącznie wszystkiego, co dobre, pozytywne, powszechnie dopuszczalne i akceptowane? Jak dostrzec światło, nie widząc ciemności?

Spójrz też na rozpad, brzydotę i dysonans. Nie odwracaj wzroku, cokolwiek się wydarza, bądź tego milczącym świadkiem. Zobacz, jak ciemne i jasne przeplatają się bez końca w nieskończonym tańcu natury. To jest właśnie równowaga.

To jest bycie człowiekiem, a ty jesteś cudownym, kochanym człowiekiem, w środku niewinnym, na zewnątrz naznaczonym bliznami, poranionym, ale silnym, pięknym, nawet jeśli buntujesz się na samą myśl, że mogłoby tak naprawdę być.

Jesteś dzieckiem owiniętym w zewnętrzne warstwy zwane dorosłością (ogry są jak cebula), które zasługuje na miłość, na szczęście, na obfitość, na bezwarunkowe wybaczenie, na możliwość pójścia własną drogą.

Skąd to wiem? Bo ja przecież też to wszystko przerabiam. Przejrzyj się we mnie. Jesteśmy bardziej do siebie podobni, niż myślisz.

To, z czym walczę, walczy ze mną i sprawia, że życie zamienia się w permanentny bad trip. Nie będę sama dla siebie wrogiem. Nie bądź sam dla siebie wrogiem.

Wszystko jest z tobą w porządku. Jesteś bezpieczny.

Previous Joga w domu - skąd brać pomysły?
Next Słonecznik #5: Słońce na śniegu