Wakacje w Europie i wakacje w Azji: czym się różnią?


Choć minęło już prawie pół roku od mojego powrotu z Azji, to ten temat wciąż od czasu do czasu powraca do mnie i kusi, bym jeszcze się nim zajęła, bo jeszcze dużo zostało do napisania, opowiedzenia, podzielenia się z Wami.

Dlatego od czasu do czasu będą pojawiały się tu różne azjatyckie refleksje i inspiracje. A może mnie samą to zainspiruje, żeby znów się tam wybrać?

Właśnie kończy się sezon na wakacyjne podróże po europejskich kurortach, a zaczyna się sezon na podróże do Azji. Czym one się właściwie od siebie różnią? Wiadomo, że podróże do Azji są “bardziej egzotyczne”, ale co to właściwie znaczy?

Zupełnie nowe jedzenie

Kuchnia europejska, choć różnorodna, jest już w miarę dobrze poznana i przetestowana. Kuchnia azjatycka wciąż większości Polaków enigmatycznie kojarzy się z “kuciakiem na otro”, tygodniami azjatyckimi w marketach i jakimiś dziwnymi składnikami, których nie wiadomo jak używać. W związku z tym pobyt w knajpach w Azji może prowadzić do iście epokowych odkryć :)

Zasada jest taka, że jeżeli chcemy poznać prawdziwe kulinarne oblicze kraju, w którym jesteśmy, to jemy tam, gdzie miejscowi. Ale jeżeli chcemy coś bezpieczniejszego, to na każdym kroku jest masa lokali specjalnie dla turystów, a w nich dania zmodyfikowane pod zachodnie kubki smakowe. I to też będzie naprawdę boskie jedzenie, więc bez obaw, że jak tam pójdziesz, to już nie będzie się w ogóle liczyło, że byłeś w Azji. Będzie się liczyło!

Dodam jeszcze, że osławione żołądkowe “efekty specjalne” nie są obowiązkowe. Sama przez miesiąc odżywiałam się tym, co lokalsi, i nie zdarzyło mi się żadne zatrucie, żadna gorączka, zero dni wyjętych z życiorysu itd. Nie stosowałam żadnych leków, żadnych dziwnych trików typu odkażanie się wódką. Starałam się po prostu nie robić głupich rzeczy typu picie wody z kranu czy jedzenie tam, gdzie jest brudno.
azja

Zupełnie nowy sposób robienia zakupów

Krążenie pomiędzy straganami, wybieranie, przebieranie, dotykanie różnych materiałów, oglądanie dodatków… Lubisz to? Pewnie, że przywożenie pamiątek z podróży jest fajne. W Azji doświadczysz tego zupełnie na nowo. Tam przypomina to coś w rodzaju gry.

Jedna strona chce jak najszybciej, jak najwięcej i jak najdrożej sprzedać. W tym celu zaprzyjaźnia się z tobą, gra na emocjach, stara się uczynić kupowanie jak najmilszym doświadczeniem, a bywa, że zna naprawdę niezłe sztuczki psychologiczne, takie, że sam nie możesz się nadziwić, patrząc na swoje ręce wyjmujące kasę z portfela i mając jeszcze z tego radochę.

Druga strona, czyli my, chce jak najwięcej obejrzeć, jak najmniej przepłacić i wybrać sobie to, co nam się naprawdę podoba i co jest dobrej jakości. W tym celu możemy wybrzydzać, wychodzić i wracać, stać w milczeniu z krzywą miną, udowadniać że wcale nam się ten towar nie podoba itd.

Po obu stronach kreatywność dozwolona i mile widziana. Start!

Ja przywiozłam pół plecaka ciuchów, kilo magnesów na lodówkę, bransoletki, torebki z przyprawami. Co Ty byś przywiózł?
img_0153

Zupełnie nowy sposób używania języka angielskiego

Jadąc do Anglii albo kraju, gdzie dużo mówi się po angielsku, często traktujemy to jako okazję, by przełamać się i zacząć mówić płynnie w obcym języku. W Azji szybko nauczysz się mówić w najprostszym języku świata. To język ciała i emocji, a także zdań prostych, pozbawionych zbędnych i nic nie wnoszących wyrazów.

Przykład?

Zdanie użyte w UK: “Excuse me Sir, I’m lookin for a room to stay, can you help me?” – w Azji też możesz tak powiedzieć, ale często spotkasz się z naprawdę skupionym spojrzeniem ludzi usiłujących wyłuskać z tego zdania puentę.

Zdanie użyte w Azji: “Room?” – 100% gwarancji, że za minutę będziesz oglądać pokój do wynajęcia.

Jak szybko się przekonasz, w sprawnej komunikacji nadmierne wyrafinowanie językowe tylko przeszkadza, Krótko i treściwie, tak jest najlepiej, i to nie tylko w Azji ;)

Zupełnie nowe WSZYSTKO.

Europa oferuje różnorodność kulturową. W każdym kraju jest trochę inaczej, to fakt. Ale prawda jest taka, że i tak wszędzie jest mniej więcej tak samo. Wiesz, czego się spodziewać.

W Azji są inne gwiazdy, nad głową masz Oriona, Wielkiego Wozu trzeba się naszukać. Są inne zachody słońca, słoneczna kula nie obniża się aż do morza, znika jakby w tle, bez spektakularnych płomienistych kolorów na niebie. Fale w oceanie są wyższe i silniejsze, a woda jest dużo cieplejsza niż we wszystkich morzach, w których pływałam. Powietrze jest zupełnie inne. Inne są zapachy, dźwięki, inna fauna i flora. Inni są też ludzie, ich reakcje, ich codzienność, to jak myślą i jak widzą świat. Jest co odkrywać, jest się czym zadziwiać.

Wrażenie jest takie, jakby ktoś zabrał wszystko, co znasz i stworzył to od nowa w innej wersji. Początkowo można się w tym zupełnie pogubić, ale im bardziej akceptujesz tę obcość wokół, zaczynasz być bardziej wyluzowany i po prostu płynąć z tym doświadczeniem, tym większa zabawa. Spotkanie z bogactwem naszej planety, z obfitością tego, co ona nam oferuje. Coś bezcennego jak dla mnie.

Widoki jak z bajki

Jako, że przyroda jest kompletnie inna niż u nas, to wpatrywanie się w nią dosłownie nigdy się nie nudzi. Tutaj już pozwolę, żeby obrazy powiedziały więcej, niż tysiąc słów.
wakacje w azji
azja

Wspomnienia jak z innej planety

Kiedy wspominam swoje wakacje w europejskich kurortach, to są to takie miłe, leniwie płynące chwile. Falujące, nierealne w swojej intensywnej turkusowości Morze Śródziemne. Wieczorne spacery po nadmorskiej promenadzie. Drinki z parasolką w międzynarodowym towarzystwie. Pyszne obiady ze świeżych, lokalnych produktów. Sklepy, sklepiki, bluzeczki na ramiączkach, luźne wzorzyste damskie gacie z gumką w pasie, tu kawka, tam ciastko. Poczucie, że nic nie musisz. Pełen relaks.

Kiedy wspominam swoje wakacje w Azji, to od razu czuję się, jakbym znów wskoczyła na wielki rollercoaster i poleciała głową w dół prosto w jakąś kwaśną spiralę, tylko że teraz już tylko we własnej wyobraźni. To są po prostu wspomnienia ze wszechświata równoległego, jakiegoś alternatywnego życia. Które zostaną już na zawsze moje!

Nieprzewidywalność takiej przygody, to, że za każdymi drzwiami kryje się jakaś mega niespodzianka, jest jednocześnie dodającym odwagi i wiary we własne siły wypadem poza strefę komfortu, ale też doświadczeniem otwierającym na inność, na ludzi, na szeroki świat. Każdy z nas zasługuje na przeżycie czegoś takiego, serio!

Kiedy stamtąd wróciłam, pierwsza moja myśl to była wielka radość z tego, że jestem już w Polsce i w końcu będzie zwyczajnie. (Aczkolwiek z drugiej strony było tak jakoś zimno i szaro…) Ale teraz, jak już odsapnęłam, to już mnie korci, żeby tam wrócić. Tylko tym razem do innego kraju, żeby było jeszcze bardziej różnorodnie i jeszcze więcej nowości.

Kusi mnie przede wszystkim Tajlandia. Już kilkoro znajomych mówiło, że Tajlandia jest spoko. Nie jest tak szalona jak Indie, w których byłam. Jest w niej buddyjski chill. Piękne plaże i dużo do odkrywania. Tajlandia to ponoć najłatwiejszy kraj do podróżowania, jeśli chodzi o początki przygody z Azją.

U mnie ogromna dawka niespodzianek wynikała też z faktu, że organizowałam ten wyjazd na własną rękę. Wędrowanie z plecakiem na plecach od hostelu do hostelu i niekończące się negocjacje cen noclegu. Załatwianie transportu w dalszą drogę w dziwacznych biurach, wyglądających jak kiosk oklejony papierowymi reklamami firm transportowych. Zwiedzanie okolicy za pomocą lokalnych środków transportu, dzięki którym raz omal nie zginęliśmy, raz utknęliśmy w dżungli, a generalnie wiele razy jeździliśmy dosłownie wtuleni w Hindusów zajmujących każdy skrawek autobusu wokół nas. (Choć nadmienić muszę, że oni, w przeciwieństwie do wielu naszych rodaków podczas upałów, przynajmniej się myją!) Jeżdżenie rozklekotanymi tuktukami, zatłoczonymi pociągami sypialnymi i tak dalej.

Dla mnie to akurat rozrywka, co z tego że mocno specyficzna i czasem mrożąca krew w żyłach ;) Ale wiem, że wielu z Was takie coś odstrasza i nie mieści się w głowie. Na szczęście to również nie jest obowiązkowe, bo można, szczególnie na pierwszy raz, pokusić się po prostu o wyjazd zorganizowany – na przykład jedną z propozycji egzotycznych wycieczek z biura Itaka. Tam już warunki będą takie, jak sobie zażyczysz. Azji można doświadczać na wiele sposobów. To Twoja podróż, Tobie ma się podobać.
elephanta

A teraz pytanie do Was – zarówno tych, którzy byli w Azji i na innych kontynentach, jak i tych którzy wolą europejskie wyjazdy:

Jakie było Twoje największe zaskoczenie podróżnicze jak dotąd?
Co Cię najbardziej zadziwiło w trakcie podróży, co było zdecydowanie inne, niż w Polsce?
I jak Ci się to podobało?

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń.

Szerokiej drogi!

PS. Wpis powstał we współpracy z biurem ITAKA, ale wszystkie wrażenia i doświadczenia są moje! :)

Previous To, czego nie chcesz wiedzieć na swój temat
Next NOWY CYKL! Tu i teraz - jesień 2016
  • Uwielbiam podróże, ale do tej pory zwiedzałam głównie Europę (ale za to solidnie;) ). Również preferuję podróże na własną rękę – duzo więcej można zobaczyć, zwiedzić, poczuć, posmakować ;) Twój artykuł przeczytałam z ogromną przyjemnością… i aż mi się zamarzyła podróż do Azji ;)

    • Marzenie do spełnienia :) Europejskie podróże są dużo bardziej ogarnięte. Aż sama nie wiem, które wolę, ale na pewno będę uskuteczniać i jedne i drugie :)

  • Rewelacja, to są wczasy! Nie tylko wypoczywasz ale i resetujesz mózg! Więcej takich relacji!

    • Ja bym powiedziała, że było więcej resetu mózgu niż wypoczynku :D ale za to wspomnienia bezcenne ;)

  • Ja w tym roku po raz pierwszy byłam w Azji i muszę powiedzieć, że najbardziej zachwyciło mnie to, że tam jest we wszystkim ZUPEŁNIE inaczej niż w Europie. Rozbawiła mnie Twoja informacja o użyciu angielskiego – w momencie przypomniałam sobie mnóstwo takich sytuacji, w których musiałam gryźć się w język, żeby nie mówić zbyt skomplikowanym językiem ;)

  • Dla mnie najwiekszym zaskoczeniem w Tajlandii, bylo poruszanie sie na skuterze calych rodzin. z przodu facet, glowa rodziny :) z tylu matka z kilkudniowym dzieckiem pod pacha, a pomiedzy nimi trzylatek :) wszyscy zadowoleni, bez kaskow :) dodam, ze przepisy ruchu drogowego w Tajlandii nie za bardzo obowiazuja! szalensto, ktore zawsze wywyolywalo usmiech na mojej twarzy. Tam ludzie nie ograniczaja sie tak twardo zasadami jak my :)) nie ma zakazow i nakazow na kazdym kroku, slon idzie srodkiem ulicy i jest fajnie! kocham azje i juz nie moge sie doczekac kiedy tam wroce, by znow poodychac wolnoscia :)

    • O, te skutery i podstępnie nacierające od tyłu samochody spędzały mi sen z powiek w Indiach, omal się traumy nie nabawiłam :p … ale fakt, że było w tym szaleństwie coś fajnego. Takie pokazanie, że reguły to jest coś wymyślonego przez ludzi i wcale nie muszą być akurat takie a nie inne :)

  • Prałat

    To w pewien sposób przykre, ale najbardziej za każdym razem zaskakuje mnie to, jak cieplejsi, milsi, bardziej otwarci i pomocni niż w Polsce są obcy ludzie. Zarówno buddyjscy mnisi w Tajlandii, zwykli Tajowie mknący do pracy, ale też rosyjscy urzędnicy i celnicy, z którymi miałem do czynienia. Dodatkowo w Azji najbardziej zaskoczyło mnie to, jak pełen smaku, soczysty i aromatyczny może być owoc. Tam dowiedziałem się, że wbrew temu co sądziłem, nigdy nie jadłem mango ani ananasa ;).

    • To prawda. To jest chyba jeszcze pokłosie komunizmu, który wzbudził w narodach wschodniej Europy taką nieufność. Poza tym rejonem jest jakieś większe zaufanie i otwartość w ludziach. Aż dziwne, że wspominasz też o rosyjskich urzędnikach, bo to nie pasuje do tej mojej teorii, więc może się mylę:) A może trochę jest tak, że w podróży my też jesteśmy bardziej otwarci i to wraca?

  • Ola

    Ja może takiej “prawdziwej” Azji nie zaznałam, bo Turcja jest jednak czasem aż nazbyt europejska, ale pod pewnymi względami też bardzo pasuje do Twojego wpisu. To użycie angielskiego w szczególności sprawdziłoby się prawie w każdej turystycznej miejscowości ;) No i jedzenie jest boskie, a “zemsta sułtana” jeszcze (na szczęście!) mnie nie dotknęła :D

    • W miejscach nieturystycznych z kolei bywa tak, że pozostaje tylko mowa ciała. Wcale nie jest tak łatwo z tym angielskim:) Mnie ten wyjazd wręcz rozleniwił językowo i ostatnio złapałam się na mówieniu taką głupią angielszczyzną do dziewczyn z Anglii, co powodowało, że paliłam się ze wstydu, bo kiedyś zdarzyło mi się skończyć filologię angielską. :D Zabawne :) A Turcja, to takie połączenie Europy i Azji, no nie? Też na pewno ciekawe.

      • Ola

        Ja ostatnio w Turcji staram się po turecku rozmawiać, no niby nie muszę znać tego języka dobrze, w końcu dopiero jestem na poziomie początkującym, ale i tak jestem zażenowana :D I potem jak przechodzę na inne języki, to też tak gadam trzy po trzy, jakbym już wszystkiego zapomniała ze stresu! No właśnie Turcja taka trochę jest – ni to Europa, ni to Azja :D

  • No powiem Ci że dobrze reklamujesz te wakacje w Azji ;)
    Ciekawa jestem jak odbierasz Azje Express?
    ps.Ja nic ciekawego w sumie w porównaniu z Tobą nie mam, ale w USA mega zaskoczyl mnie luz i takie pozytywne nastawienie.

    • Azja Express… to jest taki program w telewizorze, no nie? W tym takim czymś, co nie mam. Nie odbieram :)
      Jak pojedziesz w końcu do tego Dubaju, to się wyrówna :D I bez przesady, że nie masz nic ciekawego! Na maxa mi się marzą Stany.

      • Mi już się znudziła Arabia, chcę Stany :D
        ps.Ja też w tv nie oglądam- od czego mamy net :)

  • Azja nadal pozostaje moim wielkim marzeniem. Kierunek Japonia, Chiny, Wietnam, Tajlandia. Póki co nie byłam poza Europą, ale bardzo mi się marzy odwiedzenie dalszych zakątków świata. Z twojego opisu wynika,że całą ta egzotyka jest po prostu cudowna. Bardzo czekam na takie wakacje życia, najpierw mieszkanie :D

  • Piękne zdjęcia! zwłaszcza to z jedzeniem na plaży :-D Nigdy nie byłam w krajach azjatyckich, ale nie wykluczam Indonezji w przyszłości.
    Dla mnie wszędzie poza Polską jest jakby normalniej- nie umiem dokładnie tego określić; składa się na to wszystko, a chyba przede wszystkim LUZ. Mówią, że w RPA jest niebezpiecznie- a ja nigdzie nie czułam się tak swobodnie, jak tam :) To mentalność ludzi tworzy kraj.

  • Nigdy mnie nie ciągnęło w tamte rejony. Zwykle preferowałem kierunki zachodnie. Jednak ten wpis wyraźnie do tego zachęca. Muszę przemyśleć plany na najbliższe miesiące ;-).