Tygodnik: notatki z trasy


Nie mogę się zdecydować, czy mam fajną, czy niefajną pracę. Kiedy tydzień zaczyna się od kumulacji kiepskich wiadomości, tak jak dzisiaj, i robi się taka zadyma, że do południa człowiek nie ma się kiedy wykąpać i zamiast jechać do biura pracuje w domu w piżamie, trudno się nią zbytnio zachwycać. Ale kiedy jedziemy na cztery dni do Krakowa i hotel jest tak dobrze ogarnięty, że nie musimy w sumie się niczym przejmować, więc zamiast pracy bujamy się po mieście na bogato, to myślę sobie, że jest super.

Tytułowe zdjęcie przedstawia trasę, którą mieliśmy przyjemność jechać, a ściślej mówiąc jest to jakieś miejsce pośrodku niczego, ponieważ trasy mają to do siebie, że właśnie tak wyglądają. Jest wielkie nic, a wokół śmigają ciężarówki, że aż ziemia się trzęsie. Zdjęcie wzięło się stąd, że w czasie tego wyjazdu nie wypuszczałam aparatu z rąk. Bawię się ile wlezie moim nowym obiektywem i ponieważ nie planuję na razie tworzyć całego oddzielnego wpisu z recenzją (niech się tym zajmują osoby, które widziały w życiu więcej niż dwa obiektywy), dlatego wspominam o tym tutaj. Zdjęcia wychodzą jak malowane, może już na dzień dobry brakuje mi stabilizacji, ale widać wielki kreatywny potencjał i widać też przy okazji wszystkie błędy, więc mam się czego uczyć.
IMG_2662-6IMG_2567

IMG_2596

IMG_2604

IMG_2623

Będąc w Krakowie nie miałam głowy do siedzenia przy kompie, ale udało mi się stworzyć dwa teksty:
O tym, czemu żyje się lepiej, kiedy telewizor jest wyłączony,
i o tym, jak byliśmy na saunie w Termach Krakowskich.

Jeśli chodzi o muzykę, to zapanował sezon na ambienty. Nic, tylko odpalić di.fm albo któryś z licznych psychillowych setów na youtube, które świetnie nadają się nie tylko do jogi i medytacji, ale też do puszczania w tle, kiedy siedzimy w przytulnym, ciepłym, pachnącym kadzidełkiem domku, jedno wyleguje się z książką, drugie coś tam przygotowuje w kuchni i jest totalnie jesienny chillout. Bardzo uspokajająco działa taka muzyka, schładza głowę, wycisza nerwy, może tańczyć się nie da, ale na to będzie pora kiedy indziej.

Weekend spędziliśmy w domowych pieleszach, a o tym, co ciekawego robiliśmy, napiszę już jutro, zabawa była przednia.
Postaram się, żeby najbliższe wpisy były antydepresyjne i rozchmurzające, bo coraz trudniej być odpornym na te ponure ciemności wokół. Gdyby nie moja codzienna dawka stania na rzęsach, już chyba dawno wsiąkłabym w podłogę.

Słońca Wam życzę!

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *