Tygodnik: imprezy, książki i kaczki


Intensywne życie towarzyskie ma to do siebie, że zwykle w poniedziałek przychodzi dość wygórowany rachunek za weekendowe szaleństwa. To prawda, dawno się tak nie wybawiłam jak w tę sobotę, ale biorąc pod uwagę mój zaawansowany wiek, sądzę, że przyjdzie mi za to płacić tak mniej więcej do środy.

Mimo to było warto w końcu zobaczyć jakieś ludzkie twarze, bo tej zimy mam tendencję do zmiany w pustelnika-samotnika, któremu do szczęścia potrzebna jest tylko regularna dostawa pożywienia i książek. A później nagle się okazuje, że żyję w oddaleniu od całej reszty ludzkości i znajomi patrzą na mnie z niedowierzaniem, kiedy jestem poza domem po dwudziestej pierwszej. Jak to życie się zmienia.

Muszę wam teraz coś napisać w temacie książek. Jestem zachwycona. Łódzkie biblioteki publiczne ze Śródmieścia udostępniają teraz swój katalog online. Można sprawdzić dostępność dowolnej lektury, a nawet zarezerwować. Można się wirtualnie pławić w tym ich księgozbiorze.

Dla mnie wizyta w bibliotece, kiedy nie za bardzo wiem, czego szukam, trochę za często zmienia się w długie, bezowocne, frustrujące krążenie między regałami. Teraz, kiedy mogę wybrać sobie przed wyjściem z domu, co będę chciała dokładnie wypożyczyć, zdecydowanie minimalizuje to czas błąkania się, a zwiększa ilość triumfalnych okrzyków radości i ciężar wynoszonych łupów.

W tym tygodniu mój plecak po opuszczeniu biblio ważył kilka kilogramów i warto było dla tych zdobyczy ryzykować nawet jeżdżenie tyłem pod prąd po zatłoczonej Gdańskiej i ocieranie się błotnikiem o znaki drogowe.

Mój blog ostatnio obfituje w poradniki dotyczące życia w zgodzie z naturą.
Jak tej natury nie zaśmiecać, skoro nie musimy?
Jakie dary natury możemy jeść, żeby było zdrowo i żeby nie było pszenicy?
Jak dokładnie wygląda naturalny cykl, w którym żyją kobiety? Jak go zrozumieć i polubić?

Wiedziona potrzebą kontaktu z naturą znalazłam chwilę, żeby się dotlenić i zauważyłam, że kaczki w parku kumulują się w coraz bardziej zmniejszającej się niezamarzniętej części stawu. Wciąż zadaję sobie pytanie postawione przez bohatera “Buszującego w zbożu”: co robią kaczki, kiedy lód ścina cały staw?

Pozdrawiam Was jesiennie-zimowo, mgliście, mroźnie i w grubej wełnianej czapie.

Previous Zrozumieć kobiecy cykl i nie zwariować
Next 7 najszybszych korzyści z praktyki jogi