NOWY CYKL! Tu i teraz – jesień 2016


Choć ostatnio pochłania mnie bez reszty podążanie w nowych intrygujących kierunkach i obserwacja zadziwiających rzeczy dziejących się wokół mnie, i w tym całym nowym życiu trudno mi znaleźć czas na podróże po blogach, to jednak od czasu do czasu gdzieś wejdę i dam się porwać.

Ostatnio tak właśnie zainspirował mnie blog Worqshop, na którym znalazłam zaproszenie do cyklu “Tu i teraz”. Cykl polega na regularnym opisywaniu aktualnego momentu, w którym jesteśmy, opierając się na kilku słowach-kluczach. Od razu, kiedy to zobaczyłam, poczułam, że chcę dołączyć. Zapraszam Cię, abyś ze mną co jakiś czas zaglądał do mojego świata :)

Jakie jest moje tu i teraz?

Jest wciąż nieco rozchwiane, ale ostatnio udało mi się ustalić, co mnie stabilizuje, a co przewraca na nowo, i tego się trzymam. Nad niektórymi rzeczami w życiu nie mamy i nie możemy mieć kontroli, ale nad innymi mamy jak najbardziej i byłoby bez sensu z tego rezygnować i bezwładnie dawać się miotać życiu na prawo i lewo, jak w jakimś śnie. Jeśli ktoś przegapił lub wyrażałam się niejasno, to uściślę, że parę miesięcy temu ochoczo wywróciłam swoje życie do góry nogami, wszystko zrównałam z ziemią nie zastanawiając się, co będzie dalej, i dopiero teraz, po bardzo intensywnym i chaotycznym lecie, wykluwa mi się coś, co może zostanie ze mną na dłużej. Z radością stwierdzam, że mam to, czego chciałam.

#SŁUCHAM polskiego folku, psychedelic chilloutu i swojej intuicji. Teraz widzę, że życie jest pełne cudów, ale żeby to zauważyć, trzeba mu zaufać. Ono jest jak idealny partner, który sprawi, że zatańczymy najpiękniejszy taniec świata, ale musimy zupełnie się wyluzować, dać się poprowadzić i znaleźć przyjemność w samym ruchu, bez planu i bez oczekiwań. To takie trudne czasem! A jednak opór prowadzi tylko do coraz trudniejszych zmagań i większego cierpienia.

 
#CZUJĘ SIĘ nareszcie wolna. Z każdym dniem coraz bardziej. Co za ulga. Wiesz, jakie to uczucie, kiedy coś nie chce odejść, nawet, jeśli już kilka razy to żegnałeś? Im bardziej to odpychasz, tym bardziej wraca. Wiesz, co trzeba zrobić? Zmierzyć się z tym. Wejść w to, przejść przez cały ból i w końcu stanąć po drugiej stronie. Życie cię poprowadzi, idź. Czuję się nieskończenie wdzięczna, bo w końcu odchodzi coś, od czego nie mogłam się uwolnić przez wiele miesięcy.

#CHCIAŁABYM bardziej skupić się na tym, co jest, a mniej na tym, czego bym chciała. W całym tym projektowaniu siebie od nowa istotne jest to, żeby naprawdę to robić, a nie tylko o tym marzyć. A ja mam wielką tendencję do bujania w obłokach i budowania sobie rzeczywistości alternatywnej, którą mylę z tą prawdziwą. I dostaję czasem prztyczki w nos od życia z tego powodu :) Ale pracuję nad tym. Mniej wyobrażania sobie, więcej robienia, i będzie git.

Żegnamy stare, witamy nowe. #fire #burning #wishing #beautiful #september #trip #love #hereandnow #jestem #tuiteraz

A post shared by Dorota Wiszniewska (@witajslonce) on

 

#JESTEM WDZIĘCZNA ZA luz, na jaki mogę sobie pozwolić w życiu, za to, że nawet w najtrudniejszych momentach nie muszę czuć się przytłoczona. Za wsparcie bliskich, gotowość do wysłuchania i do bycia koło mnie. Za to, że w moim świecie goszczą świetne kobiety, z którymi można i na filozoficzne piwo, i na sesję foto, i na wyprawę do lasu. Za przygody, których mi moja codzienność nie szczędzi. Za Was, moi drodzy czytelnicy, za wszystkie Wasze wiadomości i komentarze, za to że czytacie i że jesteście :)

#PRACUJĘ NAD lepszą organizacją blogowania i w ogóle pracy. Chcielibyście pewnie czytać więcej wpisów, prawda? Jednak trudno wykrzesać z siebie regularność, kiedy cała codzienność zniknęła i wszystko przypomina jedną wielką wrzącą lawę. Na szczęście z każdego chaosu coś w końcu się wyłania i może nawet w końcu pojawią się zaległe wpisy z lata, dotyczące wydarzeń, które naprawdę mnie poruszyły i które zapamiętam na długo. Szykuje się też kilka innych dużych zmian na blogu, ale cóż… wszystko w swoim czasie!

 

#CIESZĘ SIĘ tańcem. Od pół roku chodzę kilka razy w tygodniu na kursy tańca. Salsa, bachata, kizomba – sama nie wiem, który z nich najbardziej lubię, bo w każdym można się zakochać bez pamięci. Szczególnie, kiedy nadchodzi ten moment, kiedy ze zdziwieniem stwierdzasz, że już coś ci z tego wychodzi i nieźle się przy tym bawisz (nawet, jeśli nadal czasem zaplączesz się w ręce i nogi partnera i patrzysz na niego pytająco, a on na ciebie i ni cholery nie wiecie o co chodzi). Świetna zabawa, polecam! ;)

#UCZĘ SIĘ mówić dokładnie to, o co mi chodzi, wyrażać otwarcie swoje potrzeby i emocje. Oczywiście nic prostszego, kiedy znajduję się w stanie idealnej równowagi, ale kiedy tylko wdziera się strach, wtedy zapomnij, że ze mnie coś wydusisz. Ilu to ludzi, których kochałam, nigdy tego ode mnie nie usłyszało. Ilu ludzi nie usłyszało nigdy zarzutów, a zostało od razu osądzonych. Ćwiczę więc komunikację i wybaczam sobie potknięcia. Zauważam, że aby świat otworzył się na ciebie, trzeba otworzyć się na niego.

 
#CZYTAM “Niebiańską przepowiednię” Jamesa Redfielda. To książka, która trafiła do mnie w wyniku zbiegu okoliczności, mówiąca o… zbiegach okoliczności, i o kierunku, w którym zmierza, albo może zmierzać, nasza cywilizacja i kierunek rozwoju ludzkości. Zaczynając od samego Ciebie. To naprawdę łakomy kąsek dla każdego miłośnika zgłębiania istoty rzeczywistości i powodów, dla których tu w ogóle jesteśmy. Przy okazji, po raz kolejny wspomnę – znajomości, które nawiązałam dzięki blogowi, są mega. Dzięki, serio :)

#OGLĄDAM swoje hybrydowe paznokcie. Być może nie powinnam wspominać na blogu o zdrowym stylu życia, że takowe sobie robię, bo o ile mi wiadomo, żadne malowanie paznokci nie jest zdrowe, a już zwłaszcza pokrywanie ich warstwą tego gumoplastiku. Ale prawda jest taka, że pierwszy raz w życiu mam piękne paznokcie i cieszę się tym po prostu na maksa. Obgryzałam je od liceum bez żadnej nadziei na poprawę i dopiero te kilka miesięcy wytchnienia pozwoliło im odrosnąć, przybrać ponownie kształt paznokcia zamiast łopaty, a mnie dać jeszcze więcej radości z własnej kobiecości. Nawet, jeśli wszystkie zgodnie przyznamy że na nią składa się o wiele więcej niż zadbane paznokcie. (Czerwone. Krwistoczerwone.)

 
#CZEKAM NA warsztaty śpiewu tradycyjnego i śpiewania z przyjemnością, na które jadę już za dwa tygodnie. Zawsze marzyłam, by nauczyć się śpiewać, a mój głos, sama nie wiem, czy przypomina bardziej chomika ściśniętego w drzwiach, czy jelenia na rykowisku. Tymczasem odkryłam zupełnie niedawno, że każdy MA głos, tylko nie każdy potrafi go wydobyć. W tym ja. A ma to wiele wspólnego z wyrażaniem siebie, a nawet sięga jeszcze głębiej i dotyka czerpania satysfakcji i przyjemności z życia. Jadę więc wydobyć mój głos, a wraz z nim wydostać z siebie kolejne rzeczy, o których nie wiem.

To jest właśnie moje tu i teraz. Wciąż na zakręcie, ale już z majaczącą gdzieś daleko na horyzoncie nową prostą. W końcu. Muszę przyznać, że tworzenie tego wpisu było dla mnie naprawdę przyjemne. Co będzie dalej? Uwielbiam niespodzianki.

Jeśli też prowadzisz bloga i masz ochotę dołączyć do tego cyklu, to podobno masz się nie krępować, tylko dołączać. Widzę tu co najmniej kilka osób, którym taki lekki i autorefleksyjny wpis na blogu by się bardzo przydał ;)

A dla Was mam propozycję – zabawę.

Wybierz jedno z powyższych słów – kluczy i napisz w komentarzach rozwinięcie. Na co czekasz, co czytasz, czym się cieszysz, jak się czujesz? Czym chcesz się podzielić? Zobacz jakie to jest fajne, tak się na chwilę zatrzymać i przyjrzeć samemu sobie :) Jestem ciekawa, co u ciebie słychać.

Previous Wakacje w Europie i wakacje w Azji: czym się różnią?
Next Przeczytaj i podaj dalej! Słoneczna wymiana książkowa
  • Bardzo mi się podoba ten cykl i poważnie zastanawiam się nad dołączeniem do tej akcji :) Zwłaszcza, że Twoje przemyślenia naprawdę inspirują. Faktycznie marzenia to jedno, ale jeszcze ważniejsze jest podjęcie odpowiednich kroków, by zaczęły się spełniać. Ja także muszę popracować nad organizacją swojego czasu i pracy. Także tym bardziej trzymam kciuki! Także cieszę się tańcem, ale jeszcze bardziej podjęciem pracy w nowym miejscu i na naprawdę wymarzonym stanowisku!

    • Niech Ci się wiedzie z tą nową pracą :) Rzadko się słyszy, że ktoś ma wymarzoną pracę, więc tym bardziej cieszę się razem z Tobą ;) A cykl polecam, bardzo przyjemnie się pisze :)

  • Ania

    Tez właśnie zawodowo wywracam swoje życie do gory nogami. Organizuje sobie sama nową pracę. Czytam “Ości” Karłowicza, opalam się na balkonie, pisze bloga, zbieram kasztany…i śpie wśród nich. Czuję ich dobra, uspokajająca moc. Mam je w łóżku, w koszu za telewizorem i w płóciennym woreczku (to niesamowite uczucie zanurzyć dłoń w kasztanach, albo położyć je sobie w woreczku na piersi). Tez muszę spróbować zrobić łapacz snów. I też robię sobie hybrydy, a niby jestem taka eko i bio :) Uwielbiam Cię czytać :)

    • Też lubię kasztany, a dawno ich nie zbierałam – kurczę co za świetny pomysł :) Dzięki za miłe słowa ;) Powodzenia z nową pracą!

  • “A ja mam wielką tendencję do bujania w obłokach i budowania sobie rzeczywistości alternatywnej, którą mylę z tą prawdziwą.” – siostro! <3

    • O, jak fajnie! A czasem tego w sobie nie lubię – mówię sobie rzeczy w rodzaju, że ludzie interesujący się rozwojem, duchowością itd to nie powinni tak odlatywać i w ogóle nie mogą. Ale jeśli są czujni, to chyba jednak mogą :p Ostatecznie tam się najwięcej marzeń kryje :)

  • Jestem wdzięczna za to, że obok leży Miłość moje życia, gdzieś dalej śpi czarny pies, na piecu stoi garnek gorącej zupy. I za to, że trafiłam na to miejsce, które odbudowują moją wiarę w ludzi.
    Pozdrawiam.

  • Mnie również ciężko powrócić do regularnego blogowania po wakacyjnym rozleniwieniu. Niesamowitego kopa dał mi właśnie ten cykl. Dlatego… czekam już na kolejny miesiąc, aby podzielić się moimi przemyśleniami. Równocześnie cieszę się, że rośnie on w liczbę nowych uczestników. Będzie co czytać! ;) A Ty planujesz cykle kwartalne?

    pozdrawiam serdecznie!

    • Ja dodaję pięć tekstów w miesiącu, więc jeśli bym chciała robić ten cykl co miesiąc, to wkrótce na blogu nie byłoby widać nic poza nim :) A kwartalnie to tak akurat, żeby zyskać perspektywę :)
      Pozdrawiam!

  • #cieszę się blogowaniem. Tym, że poznałam dzięki temu cudowne osoby. Tym, że ludzie lubią mnie czytać. Tym, że odcinam się od ludzi, którzy mi źle życzą, zawiszczą, dołują. Tym, że komuś innemu też się to co robię podoba. Tym, że daje mi to radość. Tym, że mam znów swoje miejsce w sieci i nie jest już pełne smutnych wierszy smutnej osoby.
    #uczę się być swoją lepsza, szczęśliwszą wersja :)

  • Ostatnio wszędzie pełno wpisów z tego cyklu. Fajnie, lubię je czytać. :)
    A z paznokciami hybrydowymi miałam dokładnie tak samo, gdy je sobie zaczęłam robić! :D

  • #czekamna rutyne,ktora pojawi sie wraz z powrotem meża do pracy. Uwielbiam go miec przy sobie, ale chcę na nowo ułożyc sobie dzień z dwójką dzieci i nowiusieńką Mańka :)

    Wpis bardzo wciągający, trochę skojarzył mi się z filmem “Jedz, módl się i kochaj”. Pewnie to zbyt duże uproszczenie, ale wydaje mi się, że podobnie jak główna bohaterka wyruszyłaś w podroż zwaną: odnaleźć siebie. bardzo ci kibicuję i będę podpatrywać, co pięknego z tego wykiełkuje :)

  • Zapowiada się świetny cykl wpisów:)
    #czytam właśnie “Rozmowy z Bogiem”, które niedawno mi poleciłaś. Chłonę jej treść i bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę książkę, bo w tym momencie mojego życia, w jakim jestem, bardzo jej potrzebowałam :)

  • Uwielbiam ten cykl… Rozpoczęłam go u siebie w tamtym miesiącu i na pewno będę powtarzać :) Bardzo dobre streszczenie samego siebie w teraźniejszości :)