Kobieta sukcesu nie miewa okresu


W co my się wpędziłyśmy? Najpierw latami występowałyśmy jako ozdoby w męskim świecie, a teraz, z deszczu pod rynnę, rzuciłyśmy się zastępować facetów w ich rolach.

Tak sobie kminię, korzystając z mojej comiesięcznej absencji w pracy. Ponieważ, moi kochani, wyobraźcie sobie,

mam menstruację.

Bleee! Właśnie jadłem śniadanie w pracy! I obrzygałem monitor. Przecież kobieta, dama, nie powinna o tym mówić tak otwarcie i publicznie, co najwyżej może cicho szepnąć, że ma “te dni”. To obleśne, że krew leci z czegoś, co zostało przecież wymyślone do seksu i powinno być nieskazitelne, wydepilowane i przedstawione w towarzystwie wyłącznie pończoch samonośnych i wysokich szpilek!

A poza tym co ona do cholery jasnej robi w domu? Przecież chyba wie, że okres to nie choroba. Współczesna medycyna i technologia już sobie poradziły z tą nieznaczną dolegliwością. Powinna wetknąć sobie tampon w rozmiarze XXL, wziąć dwa ibupromy albo w ogóle poprosić lekarza o tabletki hormonalne, zniwelować niedyspozycję, zakasać rękawy i zasuwać! Inaczej chyba jasne, że nie nadąża. Nie nadaje się do świata, w którym każdy jest codzienie tak samo pełen energii i zapału do podejmowania nowych wyzwań.

Współczesna kobieta sukcesu z atrybutów kobiecości najchętniej zachowałaby wyłącznie piersi, łechtaczkę i legendarny punkt G. Cała reszta tylko jej zawadza. Całkiem nieźle dopasowała się do świata, w którym należy nieustannie dążyć do celu i piąć się po szczeblach kariery, w którum uprawia się dynamiczny, agresywny seks, a bogate życie wewnętrzne mogą ewentualnie mieć jakieś życiowe niedorajdy, którym współczujemy. Mówienie tej dzisiejszej kobiecie, że jest stworzona do rodzenia dzieci, to jak obelga. Rodzenie dzieci, ból i poświęcenie, phi! To dobre dla kur domowych. Ja mam większe aspiracje, chcę zostać gwiazdą, lecieć w kosmos.

Tylko że w kosmos może polecieć każdy, a niektórzy nawet powinni, najlepiej w jedną stronę. Natomiast – uwaga, życiowa mądrość nadchodzi – nie każdy może urodzić dziecko.

Co miesiąc żeńskie ciało jest gotowe na stworzenie czegoś, co nie zostało dotąd odtworzone w żadnych naukowych laboratoriach przez nawet najwybitniejsze mózgi tego świata. Co miesiąc cała pracownia techniczna w ciele kobiety czeka z napięciem na zielone światło, brakującą połowę materiału genetycznego, sygnał do produkcji największego cudu, do kontynuacji pulsującego, intensywnego życia. Tworu niepowtarzalnego, doskonałego w swojej unikalności. Do tego paradoksalnie wszechobecnego, jak okiem sięgnąć. To cud tak powszechny, że każdy dawno się do niego przyzwyczaił i przestał zauważać. To już bardziej niezwykła jest ta apka na fejsie, dzięki której za 20 złotych miesięcznie wiesz, kto odwiedzał twój profil.

Zielonego światła w tym miesiącu nie ma. Gdzieś we wnętrzu ciała następuje malutka śmierć, a jej szczątki zostaną w sprawny i precyzyjny sposób usunięte. Nieubłaganie nadchodzi kolejna faza cyklu, tego wielkiego kręgu, w którym po sobie następują gotowość na życie i gotowość na umieranie. Jeśli nie bierzemy hormonów ani nie faszerujemy się ketonalem, nie zaaplikujemy najgrubszego tamponu jaki znajdziemy w markecie, tylko starą poczciwą podpaskę (fuj!!!), będziemy bliżej naszego ciała i poznamy je. Poczujemy, jak razem z krwią odpływa energia, chlusta na zewnątrz jak potężna fala. Jak brakuje sił, żeby zajmować się światem zewnętrznym, i nie ma sensu na siłę tego robić, bo można sobie zaszkodzić. Pojawia się za to wgląd do środka. Idealny, wspaniały czas, żeby odpoczywać, medytować, przyjąć to, co natura nam zaoferowała.

Powiesz, że tak nie masz. A zastanawiałaś się nad tym? Czy szłaś przez życie z przekonaniem, że im mniej skupiasz się na swoim okresie, im mniej on w ogóle istnieje, tym lepiej i fajniej? Bo miesiączka, choć czasy się zmieniły i czarownice nie są już palone na stosie, wciąż jest nieczysta, uciążliwa i bywa mile widziana tylko w przypadku obawy o niechcianą ciążę?

Nasz świat nie uwzględnia marzeń o celebracji pierwotnej kobiecości, świętowaniu żeńskich życiodajnych przypływów i odpływów i tego typu nieżyciowych absurdów. Nasz świat powstał z męskich marzeń o dominacji, powstał według męskich zasad. To krzywdzące nie tylko dla kobiet, bo męskiemu światu brakuje tego elementu zadumy, zatrzymania, odpływu, wycofania, brakuje przeciwwagi, z której wszyscy mogliby skorzystać, harmonii, w której bylibyśmy kompletni. Jest wciąż szybciej, lepiej i mocniej. Wszyscy wiedzą, jak być wojownikiem, a nikt nikogo nie uczy pilnować ognia.

Wykorzystujemy, drenujemy świat zewnętrzny i siebie wzajemnie, gnamy do przodu po sukces i fajerwerki, nie rozglądając się na boki. Uczone są tego również dziewczynki. Kobiecość to ładny wygląd, wypielęgnowane paznokcie, trzymanie nóg razem, nauczenie się cichego puszczania bąków i żelaznych reguł savoir-vivre’u. Ale rozpędzony styl życia cywilizowanych ludzi dotyczy obu płci i nikt się nie zastanawia nad tym, komu on naturalnie pasuje. Jasne, żadna nowoczesna kobieta sukcesu nie będzie dopasowywać się do mężczyzn, dla niej oni mogą nie istnieć, to ona ustanawia od tej pory reguły… szkoda tylko, że to nieprawda. To dalej są reguły ustanowione przez mężczyzn, wieki temu.

To musi być czysty zbieg okoliczności, że początek degradacji kobiecości tak świetnie zbiegł się z popularyzacją religii monoteistycznych. Niemożliwe, żeby ten krzewiący cywilizację patriarchat miał z tym coś wspólnego, o nie. W czasach pogańskich przecież kobiety też na pewno były pogardliwie odsuwane na margines, prawda?
Nie. Taka ciekawostka. Były traktowane jako dawczynie życia, z należną im czcią. Wiele pierwotnych kultur było oparte na kobiecej świętości. Wielka Bogini. Dziewica, Matka i Starucha. Akt poczęcia i akt narodzin – cóż może być bardziej mistycznego na tym świecie?

Ale to były przecież barbarzyńskie czasy. Poza tym każdy miłośnik fantastyki wie, że faceci pewnego dnia w swoich sterylnych laboratoriach dowiedzą się, jak można stworzyć życie bez udziału organizmów żeńskich, a w dodatku okaże się wtedy, że to banalnie proste. I kobiety w końcu będą mogły przestać miesiączkować, z czego na pewno się ucieszą.

Pozostawiam do oceny każdemu indywidualnie.

21 Comments

  1. Avatar
    July 12, 2014
    Reply

    wow, świetnie napisany tekst!

    • Avatar
      July 12, 2014
      Reply

      dziękuję, miło mi to słyszeć:D

  2. Avatar
    July 13, 2014
    Reply

    Bardzo dobrze mi się czytało, moja feministyczna cząstka urosła w piórka. A propos menstruacji – stosunek dość znacznej części mężczyzn do tego, jeśli to jest akurat Twój mężczyzna: Uuu, nie będzie seksu. Co powiesz na tydzień loda? I nie ważne, czy się zwijasz z bólu. //Pół żartem, pół serio//

    • Avatar
      July 13, 2014
      Reply

      Cóż, nie jestem feministką, i nie miałam tego na celu, ale taka prawda, że napisanie czegokolwiek o kobietach w dzisiejszym świecie zawsze trąci feminizmem. Facetom też nie cisnę, bo zawsze raczej trafiałam na takich, którzy naprawdę byli spoko. To też nie ich wina, tylko fatalnej edukacji, wielu po prostu nie rozumie, co też się z tą kobietą dzieje, a bidulka dostaje wyrzutów, bo nie ma ochoty na swojego ogiera 24/7 :] Bardzo się cieszę, że się podoba ta notka, tematy męsko-damskie są takie nośne, może jeszcze coś spłodzę w przyszłości. Pozdrawiam:)

      • Avatar
        July 13, 2014
        Reply

        Czekam z niecierpliwością:)
        Nie jestem feministką, uwielbiam mężczyzn, mam do nich, na własne życzenie, pecha:D

        • Avatar
          July 14, 2014
          Reply

          Bycie feministką nie oznacza nienawiści do mężczyzn. Feminizm to dbanie o to by kobiety były traktowane na równi z mężczyznami, miały takie sama prawa. Jest to popieranie wolności kobiet we wszystkich dziedzinach.

          • Avatar
            July 14, 2014

            Wg klasycznej definicji, która powstała wraz z emancypacją kobiet, tak właśnie powinno się postrzegać feminizm. W dzisiejszych czasach, przez kobiety nadużywające tego pojęcia, słowo to ma niestety wydźwięk negatywny…

          • Avatar
            July 14, 2014

            Kobiety jak dla mnie straciły z oczu własny potencjał. Byłyby silniejsze, gdyby skupiły się na sobie, na swoich mocnych stronach, zamiast porównywać się z mężczyznami. Tylko że to są rzeczy niemodne obecnie: empatia, intuicja, spełnienie na płaszczyźnie duchowej, komu to potrzebne, kasa jest potrzebna i sukces, i dominacja, i żeby ktoś tej biednej kobiecie w końcu pogratulował i dał jej dyplom, że mimo braku jąder nie jest gorsza od facetów. W ogóle cały ten świat należałoby zaorać i postawić od nowa :p

            A nienawiść do mężczyzn to mizoandria :)

  3. Avatar
    July 14, 2014
    Reply

    Tekst rewelacyjny. Chyba zacznę Cię cytować :p

  4. Avatar
    muddle
    August 8, 2014
    Reply

    prosto, chwytliwie i z jajem (taki żarcik ;) )
    wpadłam zaciekawiona notką o teknivalu, będę zaglądać częściej! pzdr

  5. Avatar
    January 6, 2016
    Reply

    Kobiety w dzisiejszych czasach nie dostrzegają swej prawdziwej siły i mocy, jaką obdarzyła je natura. I nierzadko odnoszę wrażenie, że wręcz się tego wstydzą.

  6. Avatar
    January 6, 2016
    Reply

    Bardzo dobry tekst. Jestem pełna podziwu dla Ciebie i pod każdym zdaniem się podpisuję.
    Na siłę chcemy upodabniać się do mężczyzn, jakbyśmy były jako kobiety gorsze.
    Przecież to my kobiety same sobie szkodzimy, “wpychając” facetom myślenie, ze jesteśmy takie same jak oni i to samo potrafimy. I to fakt, jak chcemy to potrafimy, bo chcieć to móc.
    Ale w imię czego to robimy?
    Oddajmy mężczyznom ich pałeczkę i weźmy dumnie w rękę soją własną- te kobiecą.
    BO TO ZASZCZYT BYĆ KOBIETĄ.
    A DLA FACETÓW ZASZCZYT BYĆ MĘŻCZYZNĄ.
    Pozwólmy sobie być kobietami, a facetom być mężczyznami.

  7. Wspaniały post! Idealnie ujęłaś piękno kobiecej natury i to jak próbujemy je ukryć przed światem.

  8. Avatar
    January 6, 2016
    Reply

    Świetny wpis! Jak zwykle otwierasz oczy i dajesz do myślenia.

  9. Avatar
    January 6, 2016
    Reply

    Ja miałam zawsze w życiu ten komfort, że miesiączki to coś trudno dostrzegalnego i nie powodującego jakiegoś mega dyskomfortu dlatego trudno mi się jest wczuć w ten tekst bo … no bo nigdy nie myślałam, żeby odeszły, nigdy nie zmieniały moich planów. Nawet dziś … wstałam z planem zrealizowania wyzwania z mojego fanpejdżu, a tu bach … okres. No ale poszłam i zrobiłam w ogóle zapominając, że coś jest. Ja się w sumie nawet cieszę jak mam okres bo to czas kiedy mogę jeść bezkarnie czekoladę i można powiedzieć, że ten czas nawet celebruję w ten sposób. Okres to dla mnie taki trochę papierek lakmusowy, jak nic się nie zmienia, jest regularnie i krótko to oznacza, że organizm dobrze funkcjonuje i co najważniejsze nie mam problemu np. z płodnością. No a czasem też stanowi świetną wymówkę, jak chce się oddać słodkiemu lenistwu. Dlatego ja bym się zaczęła teraz martwić gdyby sobie tak odszedł.

  10. Avatar
    January 7, 2016
    Reply

    Stworzyłaś tekst genialny (kropka). Ale z ostatnim akapitem będę polemizował, bo jeśli chodzi o SF, to jakoś przed oczyma mam Seksmisję, w której to raczej odwrotnie było, niż piszesz ;)

  11. Avatar
    January 7, 2016
    Reply

    Interesujący tekst. Na pewno powinni go przeczytać panowie, którzy uważają, że kobiety są od robienia dzieci i oczywiście wszystkie kobiety :)

  12. Avatar
    January 7, 2016
    Reply

    Bardzo podoba mi się metafora z pilnowaniem ognia.

    Lat temu chyba 7 powstał słowacki film dokumentalny Księżyc w nas, w całości poświęcony miesiączkowaniu. Miałam okazję go oglądać w jednym z krakowskich kin studyjnych i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Zresztą nie będę Ci nic opowiadać, tu masz linka: http://www.4science.cz/en/stream/movie/11

  13. Avatar
    January 12, 2016
    Reply

    “Wszyscy wiedzą, jak być wojownikiem, a nikt nikogo nie uczy pilnować ognia.” To zdanie bardzo jest mi bliskie. W odróżnieniu od większości tekstu :) Oczywiście w ujęciu dosłownym :) Wiele lat zajęło mi pogodzenie się ze sobą i swoją rolą w życiu mojej rodziny i społeczeństwa. Nadal jeszcze walczę ze stereotypami, które tkwią we mnie. A ja przecież nie muszę być kimś wyjątkowym dla całego świata. Nie muszę być nawet dla moich bliskich kimś wspaniałym. Jeżeli potrafię właśnie “pilnować ognia” to już daję mojej rodzinie wiele. Bardzo wiele. A reszta? To dodatki. Na braku poczucia bezpieczeństwa nie da się zbudować miłości, zaufania czy radości. Bez tego czynnika wspaniałość czy wyjątkowość są jedynie papierowym szablonem. Przepraszam, że tak trochę nie na temat. Tekst rewelacyjny, ale serce zatłukło mi mocniej przy tym konkretnym zdaniu :) Pozdrawiam i dziękuję :D

  14. Avatar
    January 14, 2016
    Reply

    Rewelacja! Dlaczego tak krótko, mogłabym czytać i czytać! Przedstawiłaś problem z gracją, a do tego z poczuciem humoru. Mój mąż na szczęście rozumie, że moje samopoczucie pierwszego dnia jest zupełnie do bani i żadnych niestosownych uwag mi nie rzuca. Raczej wspiera i przejmuje na ten czas wszystkie obowiązki, które potrafi wykonać samodzielnie :D

  15. Avatar
    April 6, 2016
    Reply

    Uśmiałam się jak norka :-D
    Na pewno wiele kobiet może się w tej historii odnaleźć. Ja raczej jestem pośrodku; ani nie pragnę rodzić dzieci, ani nie zapieprzam w kopalni (= na etacie w biurze !) z apteczką wypełnioną ibupromem :)
    Mam za to niezmiennie prostą radę: pomiędzy tą nowoczesnością, a jaskinią, niech każdy osobiście przyjdzie do Jah i dowie się, kim jest i co ma robić. I będzie dobrze :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *