To nie jest blog dla fajnych ludzi


Kevin O'Mara

Od czasu do czasu zwiedzając nowe blogi widzę tam wzmianki typu: “To jest blog dla fajnych ludzi”. “Czytelnikami tego bloga są fajni ludzie.” Cóż powiedzieć. Ja, jako człowiek niefajny, nie mam tam chyba czego szukać.

Liżę z zazdrością lizaka przez szybę, obserwując tych wszystkich wspaniałych ludzi bawiących się ze sobą. Otacza ich aura sukcesu, unoszą się wokół nich iskierki radości, gdy tak piją tego prawdziwego szampana ze złotych kieliszków, a ja stoję w zgrzebnej pelerynie niczym dziewczynka z zapałkami i rozcieram moje zziębnięte, na wpół odmrożone ręce.

Mam tak od zawsze. Już w podstawówce moje koleżanki spiskowały przeciwko mnie, podczas gdy ja samotnie siedziałam w ławce, zajęta szkicowaniem kolejnego opowiadania. Wszystko było we mnie idealne do wyszydzania: wzrost, grubość brwi, dobre oceny, dziurawe ręce na wuefie, a już szczególne salwy śmiechu wzbudzała moja sympatia do tego czy innego chłopaka. Byłam harcerką, ale po jakimś czasie dla harcerzy też przestałam być wystarczająco fajna, bo co to za harcerka, co chodzi w bluzie z gandzią.

W liceum siedziałam w ostatniej ławce, mając dwie czy trzy dobre koleżanki, gdy cała reszta klasy stanowiła zgraną paczkę przyjaciół do grobowej deski. Nie byłam zapraszana na liczne osiemnastki ani nie chodziłam otoczona wianuszkiem psiapsiółek. Nawet z własnej studniówki wyszłam o północy i nikt tego nie zauważył. (Choć powinni, gdyż pierwszy i jedyny raz przez całe LO miałam wtedy na nogach buty na obcasie. Były okropne.)

Krąży po necie taka złota myśl, że “jeśli chcesz się z kimś spotkać, po prostu zaproś go na kawę”. Ja jestem tak mało fajna, że nawet ta zasada u mnie nie działa. Ze mną ludzie umawiają się i nie przychodzą, lub odwołują, bo jednak mają coś lepszego do roboty. W zeszłym roku na robionego przeze mnie urodzinowego grilla z dwunastu osób zaproszonych przyszły cztery, a znajomi mojego faceta pytają go od czasu do czasu, po co on właściwie ze mną jest.

Tak, moi drodzy! To mój najskrytszy sekret. Mój i całej ludzkości.

Nie jestem wystarczająco fajna.

Normalna też zresztą nie jestem. A to jeszcze gorsze przewinienie. Nie wolno nie być normalnym. Rozpłacz się głośno na środku ulicy, a zaczniesz czuć na sobie ukryte spojrzenia, dające ci delikatnie do zrozumienia, że z załamaniem nerwowym należy zgłosić się do szpitala psychiatrycznego. Zacznij się śmiać bez powodu, a wokół ciebie nagle powstanie bardzo dużo miejsca.

Kiedyś trochę się tym przejmowałam, ale z biegiem lat odkryłam, że każdy ma tak samo. Wszyscy jesteśmy niewystarczająco fajni i nie dość normalni. Tyle, że dobrze się kamuflujemy.

Niektórzy z nas są bardzo zdeterminowani, by być popularni i przez wszystkich akceptowani, i udaje im się, nawet sami zaczynają w to wierzyć. Yes!! Udało się! Jestem superfajna! A za chwilę… Kurwa, tylko nie to. Jednak wcale nie jestem fajna. Jednak jestem do niczego. No szlag by to.

Całe nasze życie jest jednym wielkim udowadnianiem sobie, że jesteśmy wystarczająco dobrzy, że jesteśmy fajni, normalni, przystosowani do życia w społeczeństwie i że wszystko jest z nami w porządku. Ale zawsze znajdą się dowody na to, że jednak coś jest z nami nie tak.

Kto z nas nigdy nie doświadczył odrzucenia?
Kto z nas nie ma ciemnej strony?
Kto nie odczuwał nigdy wstydu?
Kto nigdy nie zrobił nic naprawdę głupiego?

Już samo to wystarczy, żeby podejrzewać, że to z tymi normami i standardami, którym usiłujemy sprostać, jest coś nie tak, a nie z NAMI.

Pomimo tego wszyscy ciągle gramy w tę grę, i to jest najdziwniejsze, najbardziej absurdalne ze wszystkiego. Brniemy dalej w niekończącą się grę pozorów. Nawet, jeśli sami widzimy, jaki to bezsens. Łatwo się z tej pozycji ocenia innych. Trudno się z tego wygrzebać, bo trzeba się przyznać, że się myliło.

Przyznać się do własnej słabości? Do tego, że wcale nie wyglądamy tak świetnie, jak na tym wyfotoszopowanym obrazku? A może do tego, że bywamy naiwni i ufni? Albo że – strach pomyśleć – czasem się boimy i czujemy się samotni? Nigdy w życiu. Patrz na moją idealną maskę bez skazy, bez jednego pryszczyka, bez jednej zmarszczuni. Przyglądaj się, ilu mam znajomych, a każdy z nich potwierdzi, że jestem spoko. Patrz i podziwiaj, i wiedz, że może ja jestem zryta i porąbana, ale TY BARDZIEJ. Wygrałam!

Czy nie jest to głupie? Całe te towarzyskie zawiłości, to polowanie na kozła ofiarnego, to dbanie o pozycję społeczną, o poklask, o to, by być całowanym przez świat po stopach. Trochę tego nie kumam. Potrzebujesz aż tyle uwagi od innych? Nie możesz dać jej sobie sam?

Spójrz w lustro, znasz tego typa?

Dlaczego częściej zadajemy sobie pytanie

“Czy aby na pewno jestem OK?”

niż “Kim naprawdę jestem?”

Czy nie jest to dziwne, że ludzie wolą pokazywać światu jakieś pozory, jakąś iluzję, niż prawdziwego siebie?

Przecież ta gra nie jest obowiązkowa. Jest tylko strasznie stara, bo już małe dzieci są uczone, że mają być grzeczne, chociaż wiadomo, że nie taka jest ich prawdziwa natura. I to zostaje na całe życie.

Najpierw pragniesz być grzeczny i zadowalać rodziców swoimi dystyngowanymi manierami, ale ciągle masz posiniaczone, podrapane kolana i ochotę, żeby drzeć się i jodłować w towarzystwie tych wszystkich obrzydliwych wujków. (I nic dziwnego.) Później też wszystko wychodzi inaczej, niż by się chciało.

Ani się obejrzysz, a całe życie dbasz o pozory, biegniesz po złoto w maratonie popularności, super ci idzie, tyle, że ten maraton nigdy się nie kończy. Nikt nigdy nie pogłaszcze cię po głowie i nie powie, że już masz ten swój ostateczny dowód, że już na pewno jesteś wystarczająco fajny i w porządku, już dobrze, oto twój dyplom fajności. Nigdy nie przestaniesz nadrabiać miną. To jakiś koszmar.

Zawsze możemy przestać się w to bawić. Może nie każdą duszę da się przyciąć pod linijkę, może nie każde rogi można przytemperować.

A nawet gdyby się dało, to po co to robić?

Po co budować tę całą fasadę, tę pozłacaną elewację, kiedy pod spodem jest tyle wspaniałej autentyczności, twoja niepowtarzalna osobowość?

Foto: pEtE
Foto: pEtE

Kogo obchodzi, czy jesteś fajny? Mnie obchodzi, KIM jesteś.

Mojego bloga możesz czytać będąc tak niefajnym, że ja pierdziu!

Wystarczy, że przy wejściu zdejmiesz maskę i zawiesisz ją na tym kołku, o tam.

50 Comments

  1. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    Ja jestem fajna :P

    • Avatar
      November 24, 2015
      Reply

      Pozostaje mi pogratulować i dodać, że ja, tak na serio, to trochę też;)

  2. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    Ja to mam gorzej, bo mi się wszystko z czymś tam kojarzy. Odwieszanie maski z tym kawałem z babą u lekarza: panie doktorze, gdzie mam powiesić swoje ubranie? A obok mojego…
    Wiesz, ulżyło mi, co prawda nie mam zaświadczenia, że jestem aż tak niefajny, że ja pierdziu, ale staram się, każdego dnia się staram! :D
    Do tego dopóki do życia podchodzi się zgodnie z kanonem Kłapouchego – będzie dobrze :D

    • Avatar
      November 24, 2015
      Reply

      No nie, ubrania nie musisz tam wieszać, ale Twoje spostrzeżenia zawsze są mile widzane :D

      • Avatar
        November 25, 2015
        Reply

        Dziękuję Ci :D, choć często z niepokojem sprawdzam czy już jestem zasłużenie zbanowany, czy jeszcze nie ;)

  3. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    Genialne! Serio! świetna diagnoza społeczeństwa! Ja nie jestem normalna ani fajna ale od jakiegoś czasu mam wyjebane i się nie maskuję ;)

  4. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    Zawsze myślałam o Tobie, jako o jednej z najfajniejszych blogerek, które “znam”. Nie wierzę, że w realu jest inaczej :)

    • Avatar
      November 25, 2015
      Reply

      Miło mi to słyszeć, w realu jestem taka sama jak tutaj, ale czy to fajne, czy nie, to już zależy dla kogo. Najwyraźniej nadajemy na tej samej fali:)

  5. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    Eeasier said than done :(

  6. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    czy ja jestem fajna? Pewnie wedlug niektorych nie a wedlug innych tak. Na emigracji z ta fajnoscia to jest jeszcze fajniej niz fajnie ;)) Kiedys chcialam byc fajna a teraz podchodze doo tego zgodnie z Twoim artykulem. Nie obchodzi mnei kto jest fajny a kto nie i czy ja jestem fajna czy nie.Wazne jakimi jestesmy ludzmi ;)) milego dnia

  7. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    To tak jak z Fb…wrzucamy fajne zjęcia i pozytywne hasła, a w głowie i życiu jest co innego, nie koniecznie pozytywnego :)

  8. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    A gdyby tak przyciąć nieco znaczenie słowa “fajny” (którego btw wcale nie lubię) i stwierdzić, że fajny jesteś wtedy kiedy się takim czujesz? :) Nie cierpię fałszywych ludzi, więc z własnymi maskami walczę na bierząco, ale masz rację – każdy z nas je ma. Szczycę się tym, że potrafię się śmiać “bez powodu”, wiec czuję się “nie-normalna” według Twoich ramek i zostaję tutaj! ;))

  9. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    Bardzo fajny wpis :)
    Od kiedy rozstałam się z facetem, każdy nowo poznany mężczyzna po pierwszym spotkaniu proponuje mi “przygodę”, a nie związek czy choćby jakąkolwiek inną relację i rzeczywiście zadałam sobie nie raz pytanie “co ze mną jest nie tak?!” do czasu, kiedy mnie olśniło, że niech oni tam sobie będą fajni na swój sposób – ja już wiem kim jestem i takim panom podziękuję. Może i jestem niefajna, ale fajnie mi z tym ;)

  10. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    Mądra z Ciebie bestia i trafnie obserwujesz świat…U mnie jest tak, że im lepiej czuję się sama ze sobą, im silniejsza jestem, tym mniej ludzi chce być obok. Czasami bywa i tak, jesteś kimś, jesteś sobą, lubisz siebie – a innych to drażni, bo łatwiej wychodzi pocieszanie, niż dzielenie się radościami.

    • Avatar
      November 25, 2015
      Reply

      Mam identycznie, choć nic w przyrodzie nie ginie, na miejsce jednych ludzi pojawiają się inni… Może mniej liczni, ale nie o ilość przecież chodzi:)

  11. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    Z perspektywy czasu wiem, że miałam to szczęście, że wychowałam się w głębokim poszanowaniu dla autentyczności. Oczywiście wiek nastoletni opierał się na skomplikowanej budowie mojej tożsamości (oraz licznym porzucaniu kreacji), ale już wtedy stawiałam opór przed wykonywaniem rzeczy na pokaz. Ale. Ok, lubię też wierzyć, że jestem chociaż trochę fajna. Może po prostu każdy z nas ma w sobie coś fajnego i coś zupełnie niefajnego. A my musimy nauczyć się z tym żyć.

  12. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    Hm. Nigdy nie byłam fajna, ładna ani nic, czym można by się “pokazać”. I jestem szczęśliwa, że nigdy nie byłam “atrakcyjna”, bo to doprowadziło mnie do skupienia się na sobie od wewnątrz. I dzięki temu poczułam się fajnie i pięknie, ale to było nic przy tym kiedy poczułam, że jak jest źle i brzydko to jest równie dobrze. Ostatecznie myślę, że prawdziwe fajnie jest wtedy, kiedy jest się wolnym i szczerym.

    • Avatar
      November 25, 2015
      Reply

      Ja przerobiłam też tę fazę atrakcyjności fizycznej i powiem Ci, że niewiele straciłaś, no może jedyną w swoim rodzaju szansę przekonania się, jak ludzie powierzchownie traktują “ładne dziewczyny”. Wróciłam więc z pewną ulgą do mojej niefajności i właśnie też myślę, że w tej wolności i szczerości jest prawdziwa wartość:)

  13. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    Ja tam od podstawówki uważałam, że jesteś fajna :D :D :D

  14. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    Hahaha…jakbym czytała o sobie. Z tym, ze ja na studniówke nie poszlam wcale.

    I pieprze pozory. Nie udaje szczęścia i tego, ze wiem co się nosi tej jesień. Przez pierdyliard lat spelnialam oczekiwania i scigalam się z innymi.

    Gowno z tego wyszło. Dzisiaj mam być dobra dla siebie i Piotrusia. Reszta… Niech się ściga ;)

    A Twój blog zdecydowanie jest dla mnie.o!

  15. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    “W zeszłym roku na robionego przeze mnie urodzinowego grilla z dwunastu osób zaproszonych przyszły cztery, a znajomi mojego faceta pytają go od czasu do czasu, po co on właściwie ze mną jest.”

    Haha, u mnie to samo :D.

    • Avatar
      November 25, 2015
      Reply

      Widzę, że idziemy podobną drogą:)

  16. Avatar
    November 24, 2015
    Reply

    Rewelacyjny wpis! Ukazałaś jak bardzo gonimy za społeczną aprobatą, a jak mało doceniamy siebie i to, kim naprawdę jest drugi człowiek. Maski, które na siebie zakładamy w którymś momencie spadną, albo zaczną nas przygniatać swoim ciężarem. Najważniejsze to zaakceptować siebie takim jakim się jest. Wtedy żadne gonienie za “fajnością” nie będzie potrzebne :)

  17. To jak potoczyło sie moje życie ma ogromny wpływ na to jaka teraz jestem i mimo, że jeszcze próbuje motać się niczym mucha uwięziona w pajęczynie to myślę , że już sie nie wyszarpnę z takiego myślenia.
    Przestałam zabiegać o ludzi , bo się nimi rozczarowuje sobą zresztą też jestem rozczarowana :) Jestem już na takim etapie wtajemniczenia w życie , że mam zupełnie wylane co ludzie o mnie mówią i myślą choć rusza mnie jeszcze gdy dają o mnie fałszywe świadectwo całkowicie wyssane z palca kompletnie mnie nie znając. Ludzie są okrutni więc i ja jestem dla mnich okrutna i przestałam wygładzać ich wady, których są świadomi ,a z którymi nie zamierzając nic zrobić , bo przecież oni tacy są. Czy jestem fajna ?
    Jestem zajebista ale tylko nie licznie mnie taką poznają…..Jestem niczym dinozaur na wymarciu , mało jest takich jak ja …..tak wiem nie ładnie tak osobie mówić. Jestem taka ale mam to skryte gdzieś na dnie i używam tego bardzo rzadko, na co dzień jestem zimną suką patrzącą na ludzi z pogardą ale tylko dlatego, że otaczają mnie ludzkie śmieci, fałszywcy, faszyści, rasiści, zawistni i zazdrośni głupcy, kłamcy, zarozumialcy….i mogłabym tak jeszcze wymieniać. Dla nich jestem suką , tak zapewne mówią o mnie za plecami….ale ich zdanie na mój temat mnie nie boli a wręcz zabiegam by tak o mnie myśleli……

    • Avatar
      November 25, 2015
      Reply

      Dziękuję Ci za Twój komentarz, mimo że jest gorzki to jest też bardzo dający do myślenia. Również wiele razy nacięłam się na ludziach, w pewnym momencie w życiu zawsze nadchodzi taka utrata niewinności, okazuje się, że świat to jedno wielkie prawo dżungli i nie ma dla nas litości, i że naprawdę można w nim zginąć… Natomiast wszyscy są tacy, bo są pełni lęku… i kiedy się to zobaczy, to można trochę ich zrozumieć, nawet, jeśli to nie sprawi, że ich polubimy – bo przecież nie musimy wszystkich lubić, na szczęście. Pozdrawiam Cię.

      • Witaj
        Przykro mi to mówić ale nie chcę już ich rozumieć, bo rozumienie staje się tak naprawdę wygładzaniem ich win. Skoro ja mogę się chłostać i korygować kurewstwo siedzące we mnie, to i inni mogą. Ale ludzie mają gdzieś jacy są, a właściwie to zawsze uważają , że są spoko. W codziennym życiu, w pracy ocieram sie o ludzką głupotę, a jak próbuję coś im delikatnie przekazać, to nie wiedzę żadnej refleksji , żadnych wyciągniętych wniosków, żadnej poprawy. Wszystko bierze się z czegoś ale to nie znaczy, że nie musimy dążyć do samodoskonalenia sie , nie wystarczy się wyspowiadać by , być dobrym człowiekiem….
        Sory ale się podpaliłam w tym gadaniu…..nie zrozum mnie źle , to nie jest tak, że nie ma ludzi fajnych , sama takich znam i cenie sobie znajomość i przyjaźń z nimi . Wyłapuje tych ludzi pośród tłumów i wychodzi na to, że jestem farciara i naprawdę na nich trafiam. Zastanawiam się tylko nad ludźmi godnymi tego zastanowienia i częściej jest to męt z pod ” Biedronki”, który jest tylko śmierdzącym zapijaczonym człowiekiem ale za to o dobrym sercu…….

        • Avatar
          November 26, 2015
          Reply

          Bardzo mnie zainteresował Twój punkt widzenia i absolutnie nie ma za co przepraszać. Ludzka ignorancja i głupota i mnie często poraża i odbiera mowę. Tylko wiesz co, katowanie się tym i potępianie świata że jest taki, jaki jest, truje przede wszystkim nas samych. Ja doszłam do wniosku, że najlepiej zająć się sobą.. a inni niech robią, co chcą – to ich życie. Najwyżej niech to robią z dala ode mnie. Dzięki temu jest lżej. I nie bądź taka krytyczna z tym chłostaniem, bólu jest na tym świecie wystarczająco wiele, po co jeszcze go sobie zadawać:) Pozdrawiam ciepło i życzę jak najwięcej ludzi o dobrych sercach wokół Ciebie :)

          • Problem jest jednak w tym, że ich nie da się ominąć , że masz ich gdzieś a oni wręcz łapią cię za ramię i mimo iż próbujesz im powiedzieć że masz ich gdzieś to dalej się narzucają i dalej chcą by ich rozumieć, potwierdzać i utwierdzać ….W pracy niemal cała ekipa ludzi jest właśnie kimś takim ….Mądrość życiowa na poziomie zerowym, wrażliwość na poziomie zerowy, niedowartościowanie przejawiające się poprzez wywyższanie sięgające zenitu itd itd itd…..
            Zasadniczo nie interesuje się ich życiem ale kiedy rozmawiam o ludziach to trudno mi powiedzieć coś na obronę człowieka….Oczywiście nie wszyscy są tacy ale niestety jest ich bardzo wielu , dużo za dużo

          • Zapraszam do siebie na bloga :)

  18. Avatar
    November 25, 2015
    Reply

    Kurde, a mi sie wydaje ze jestem tak normalna ze az nudna. Albo ze moja fajnosc odstrasza bo kto sprosta moim oczekiwaniom… ale od rana dajesz do myslenia. Teraz juz tak serio. Nie podazam za tlumem,od lat wierna swoim zasadom ponosze konsekwencje typu: brak awansu w korpo po nie ocenia sie pracy tylko lizania dupy…

  19. Avatar
    November 25, 2015
    Reply

    Trudno uwierzyć w to, że masz takie przerąbane życie :-D To znaczy, że kurde ludzie Cię na kawę nie zapraszają albo odwołują! Jak będziesz w Czechowicach, to zapraszam :-D
    To po pierwsze.
    Po drugie: “Kim naprawdę jestem?” – i o to się rozchodzi. No bo niby się wie, ale co z tym zrobić , jeśli nie jest się zadowolonym? Albo, jeśli można lepiej? A skoro można lepiej (zawsze można) to skąd czerpać wzorzec? Raczej przemęczać się nie chcemy, bo praca nad sobą, kształtowanie charakteru to proces, więc bierze się gotowe szablony; błyszczące i uśmiechnięte na każde zawołanie.
    Charakter się przed to nie kształtuje, ale kurcze…. komu na tym dzisiaj zależy??

    Bardzo ważny temat poruszyłaś i mimo, że jestem fajna, lubię tu bywać :)

    • Avatar
      November 25, 2015
      Reply

      Hahah, spoko będę pamiętać:) Na co dzień nie jest aż tak źle, a od czasu do czasu każdemu zdarza się zostać olanym! Zresztą ja sama siebie zapraszam w wiele miejsc, a kto chce mi towarzyszyć ten idzie ze mną:) Cieszę się, że lubisz tu bywać:)

  20. […] Wyławiam różne wartościowe rzeczy. Jak zawsze z przyjemnością bywam na słonecznym blogu Dotee, u której ostatnio przeczytałam świetny post pt. „To nie jest blog dla fajnych ludzi” […]

  21. Avatar
    November 25, 2015
    Reply

    Dotee a czy w całej swej niefajności rozważasz przyjechanie na Blogowigilię? Zapisy są jeszcze 28.11, 2.12 i 6.12. I nie przyjmują za fajność tylko za kolejność zgłoszeń :)

    • Avatar
      November 25, 2015
      Reply

      Jeśli się tylko dostanę to wpadam na bank! Dzięki za info, bo ostatnio jak odwiedzałam ich stronę nic jeszcze nie było:)

      • Avatar
        November 25, 2015
        Reply

        To też zacieram ręce żeby zdążyć z zapisami bo w pierwszej turze bilety rozeszły się w 3 minuty :)

  22. Avatar
    November 25, 2015
    Reply

    “Fajność” to kwestia bardzo subiektywna. Dla mnie najfajniesi są właśnie ci, którzy mają odwagę być “inni”. Tym wpisem udowodniłaś, że jesteś fajna, i to bardzo! ;)

  23. Avatar
    November 25, 2015
    Reply

    Trochę jakbym czytała o sobie samej. Zdecydowanie nie jestem normalna. Lubię uśmiechać się do siebie samej, do swoich myśli. Na moje nieszczęście zwykle robię, to na ulicy albo w autobusie i ludzie gapią się na mnie jak na wariatkę :/ Do fajnych ludzi również się nie zaliczam. Moich bliskich znajomych można policzyć na palcach. Zapewne dlatego, że nie grzeszę śmiałością i otwartością. Mam jednak swój własny pokręcony świat i dobrze mi z tym. Po co być takim jak wszyscy “fajni”, skoro można być wyjątkowym. :)

    • Fajni, normalni czy nie, kto miałby to niby ocenić i na jakiej podstawie? Jak to było w piosence Sokoła i Marysi “Bo wszyscy tu już zapomnieli jak szczerze żyć, sobą być” Bądźmy prawdziwi i żyjmy swoim życiem :)

  24. Avatar
    November 30, 2015
    Reply

    Ja już dawno zrezygnowałam z prób bycia fajną, to nie dla mnie. Kiedyś bardzo pragnęłam akceptacji ludzi “naprawdę fajnych”, jednak już z tego wyrosłam. Teraz wiem, że byciem sobą mogę zaskarbić nieocenioną sympatię, szczególnie tych osób, które rzeczywiście chcę przy sobie mieć czyli takich, które akceptują to, kim jestem. A wszystko to wynika poniekąd z mojej niechęci do tracenia czasu – nie lubię spędzać go w towarzystwie, które do mojego życia nie wnosi nic wartościowego. Zdecydowanie wolę towarzystwo zaufanych najbliższych przyjaciół lub swoje własne, ponad to, które podniesie mój współczynnik fajności. Warto się zastanowić, jakie rzeczywiście są nasze priorytety i czy życie w obcej skórze do nich należy.

  25. Avatar
    December 3, 2015
    Reply

    hm.. wot mam zagwozdę, czy aby fajna jestem? ;> chyba jestem, na co mam dowód, że w 8 klasie podstawówki zajęłam II miejsce w konkursie na najsympatyczniejszą dziewczynę ;P serio serio.
    swoim tytułem przypomniałaś mi o filmie braci Coenów.

  26. Avatar
    March 3, 2016
    Reply

    Jakbym czytała o sobie. Tylko ja stwierdzam, że nie ma sensu przejmować się, kto nas uważa za fajnych, bo o gustach się nie dyskutuje. Może lepiej uznać się za fajnego samemu?

    • Avatar
      March 4, 2016
      Reply

      W ogóle rzadko kiedy jest sens się przejmować tym, co ktoś uważa ;)

      • Avatar
        March 4, 2016
        Reply

        Niby disqus jest o tyle fajniejszy od blogera, że można polubić komentarz, ale można to zrobić tylko RAZ, a ja miałam ochotę kliknąć to kilka razy.

  27. Avatar
    April 21, 2017
    Reply

    Bardzo słusznie. Nie warto się przejmować, co ludzie o nas myślą, bo wszystkim nie dogodzimy :) Zresztą, inni pewnie właśnie się stresują, jak wypadają w naszych oczach ;) Ale może mi łatwiej coś takiego przychodzi, bo nie jestem specjalnie towarzyska :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *