Termy Krakowskie – krakowski relaks na saunie


Jako wielcy miłośnicy sauny nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności wypróbowania jakiegoś nowego saunarium w czasie naszego pobytu w Krakowie. Nasz wybór padł na Termy Krakowskie na Zakrzówku, które zgodnie z tym, co piszą golasy w internecie, są obecnie największym i najbardziej przybajerzonym kompleksem saunowym w grodzie Kraka.

Pierwsze wrażenie było takie, że musi to być jakiś wyjątkowy underground, bo nasz komórkowy GPS nie mógł znaleźć tego położonego na skraju cywilizacji miejsca. Po dłuższym czasie kluczenia tam i z powrotem trafiliśmy ponownie na ciemną i pustą uliczkę z lasem po jednej stronie i kilkoma domkami po drugiej. Wokół żywej duszy i cisza jak makiem zasiał. Dobrze, że odbierali w tym spa telefony, bo byśmy sobie posaunowali w głuchym lesie.

Drugie wrażenie – obiekt spa znajduje się w aparthotelu Apartamenty Zakrzówek i wygląda trochę tak, jakby pomieszczenia na parterze apartamentowca zagospodarować saunami. Jest sobie recepcja, korytarz, schody na górę i tak dalej, a wokół chodzą spoceni ludzie w ręcznikach, bo szatnia jest w toalecie przy recepcji. W szatni nie ma oddzielnych przebieralni, tylko można się rozebrać w towarzystwie na przykład jakiejś pani, która przyszła z małym synkiem zrobić siusiu. Miałam już tylko nadzieję, że później będzie lepiej. Stamtąd paraduje się w ręczniku przez korytarz już do części SPA, gdzie jest na szczęście już normalnie, jak na saunie, kameralnie i pachnąco. Co prawda w dalszym ciągu jest to zaadaptowany parter budynku mieszkalnego, nie jakaś specjalnie zaprojektowana przestrzeń saunowa, chyba że to dzieło jakiegoś szalonego architekta. Na przykład zewnętrzny taras i basenik z zimną wodą (dziwny, bo o głębokości chyba ze 40 cm – kto chce się zanurzyć musi się praktycznie położyć) są tak umiejscowione, że mieszkańcy apartamentów mogą sobie bez krępacji oglądać saunowiczów z balkonów. Same sauny są połączone krętymi korytarzami, a pomiędzy nimi są powciskane różne dodatkowe atrakcje, tu dwa fotele wypoczynkowe, tam podgrzewany leżak. Ale w sumie jak się to zaakceptuje, to nie ma się do czego przyczepić.

Teraz lista fajnych rzeczy: po pierwsze ceny. 20 złotych za pierwszą godzinę, a później co 15 minut naliczane kolejne 5 złotych. Idealne miejsce, żeby wejść na godzinkę lub dwie i nie przejmować się, że jeszcze zostały 52 minuty, a teraz 37, a teraz 25 i czy zdążymy zrobić jeszcze jeden seans. Co prawda nie ma czytnika, który by mówił, ile już minęło czasu, i trzeba sobie dobrze zapamiętać godzinę, o której się weszło, ale w sumie to i tak się opłaca.

Po drugie fajny bar. Nie ma darmowej wody, ale już się przyzwyczaiłam, że chyba tylko na łódzkiej Fali jest. Za to ta kupna woda była pyszna i pięknie podana, a do wyboru było jeszcze parę fajnych opcji, różne bomby witaminowe w postaci koktajli, a także kulka peelingu lub maski za 5-7 zł, którą się smarujesz i siedzisz w saunie – robiłam sobie raz taki peeling i jest super :) Jest też bogata oferta rytuałów spa i masaży, gdyby ktoś był zainteresowany.

No i po trzecie oczywiście sauny! Takie jak powinny być, na wysokim poziomie, ładne, nowe, z dobrą wentylacją. Ta największa super. Nie ma ich jakoś wiele, bo z pięć, ale ludzi też było mało i każdy miał dużo miejsca. Towarzystwo nienerwowe i kulturalne. Załapaliśmy się nawet na jeden rytuał saunowy, pan saunamistrz profesjonalnie podszedł do tematu, miał różne rekwizyty, a to wielki wachlarz, a to chorągiewkę, a to jeden ręcznik, a to dwa. Przyświecał nam ultrafiolet, co dawało fajny efekt, a w tle leciała jakaś lekko przesłodzona popowa ballada, ale w sumie who cares? Poza saunami fińskimi i parowymi w obiekcie jest jeszcze jacuzzi na 4 osoby, ale woda była trochę za zimna jak na jacuzzi, i grota solna, która cieszyła się dużym zainteresowaniem i w końcu z niej nie skorzystaliśmy.

Po niecałych dwóch godzinach wyszliśmy wysaunieni i zadowoleni. To znaczy ja w sumie wybiegłam w jednym bucie, bo nie chcieliśmy, żeby nam przeskoczyło kolejne 15 minut. Wracaliśmy do hotelu w super nastrojach, nie ma to jak to uczucie głębokiego fizycznego i psychicznego relaksu, które jest po porządnej saunie i kilku pobytach w morderczym zimnym baseniku. Jeśli ktoś ma ochotę wypróbować Termy Krakowskie, to są w porządku, warto zajrzeć i odprężyć się w miłym klimacie.

Będę od czasu do czasu recenzować różne sauny, bo staramy się odwiedzać nowe miejsca, kiedy jest okazja. Poza tym to naprawdę nie jest jakaś fanaberia dla osób posiadających nadmiar czasu i pieniędzy, tylko duża dawka zdrowego wypoczynku, więc ją po prostu polecam :)

 
Koniecznie zobacz też: Sauna z gołym tyłkiem, czyli dlaczego lepiej saunować nago

4 Comments

  1. Avatar
    Zwierzu
    March 26, 2015
    Reply

    Ale ogólnie do polecenia czy nie ?

    • Avatar
      March 26, 2015
      Reply

      Jeśli chodzi o Kraków to można śmiało saunować, jest dobrze:)

  2. Avatar
    Marcin
    October 2, 2015
    Reply

    Dla mnie Termy Krakowskie to porażka. Brudno, opryskliwa obsługa i część urządzeń wyłączana bez uprzedzenia.

  3. Avatar
    guigui
    December 15, 2016
    Reply

    Porażka, urzedzenia nie dzialaja np Hammam i na dodatek smierdzi grzybem, sauny suche maja tak niskie temperatury ze nawet czlowiek sie nie spoci, warto przyjsc z termometrem i zmierzyc bo wydaje mi sie ze oszukuja i oszczedzaja. Sauna parowa ma tyle pary co wyjdzie z czajnika. Komora solna z zepsutymi drzwiami ktore sie nie domykaja. Odradzam, strata czasu i pieniazkow.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *