Tak zdrowo, że aż niezdrowo


Ponieważ sama jadam ostatnio takie rzeczy, że w oczach przeciętnego zjadacza hamburgerów swobodnie kwalifikuję się już pod oszołoma żywieniowego, z zaciekawieniem zaczęłam zgłębiać temat. Zdecydowanie budzenie się z ręką w nocniku nie należy do moich ulubionych życiowych doświadczeń i chciałabym się tego ustrzec. Na szczęście mogę spać spokojnie.

Ofiara ortoreksji to osoba pochłonięta przez obsesję na punkcie zdrowego odżywiania.
Nie je niezdrowych rzeczy. A ponieważ w obecnych czasach mało co jest zdrowe, więc w ogóle taka osoba mało co je. Nie zje chleba, bo to same polepszacze. Nie zje warzyw i owoców, bo pestycydy. Nie zje nic na mieście, nawet sporadycznie, bo olaboga. Za to wyrecytuje ci obudzona w środku nocy całą litanię, co jest zdrowe i co ile ma kalorii. Całe jej życie podporządkowane staje się posiłkom, jest to też jedyny temat rozmów, które możesz z nią prowadzić. W praktyce jednak za wiele nie pogadacie, bo je tylko otręby orkiszowe i olej lniany. Nie trzeba czekać długo na skutki takiej “zdrowej” diety. Od anemii przez zaburzenia hormonalne aż do skrajnego niedożywienia, a do tego jeszcze depresja i nieuchronne problemy na gruncie prywatnym i zawodowym.

I na co ci było to zdrowe żywienie?

To zaburzenie to woda na młyn wszystkich tradycjonalistów żywiących się tłustym mięchem i tabletkami na wątrobę. Teraz już wiadomo: wszyscy ci ogłupieni przez nową modę miłośnicy zdrowia skończą pod kroplówką. Można spokojnie dalej nurzać się w odmętach przetworzonej żywności, bo lepsze to, niż stracić pracę i wszystkich znajomych z powodu lęku przed pizzą. Uwielbiamy sobie tak upraszczać. Też czasem mam takie przykre przebłyski myślenia, że mój sposób jedzenia jest lepszy niż twój, a moja racja to już w ogóle jest najmojsza. A jak jest naprawdę?

To już nie pierwszy dowód potwierdzający moją tezę, że perfekcjonizm szkodzi. Wszystko może stać się niezdrowe, gdy zmienia się w obsesję. Czy należałoby przestać pracować, gdyż grozi to pracoholizmem, i wystrzegać się seksu, by uniknąć nimfomanii? Problem jak zawsze zaczyna się w głowie. To nie przedmiot obsesji sam w sobie jest szkodliwy, tylko nasze chorobliwe do niego podejście. A podejście wynika przeważnie z czegoś, co już nie jest tak wyraźnie widoczne jak wory pod oczami i kiełki na talerzu: to nasze demony, nasze problemy z samym sobą sprawiają, że zaczynamy toczyć z góry przegraną walkę ze światem i z własnym ciałem.

Właściwie nieważne nawet, pod jakim szyldem toczysz tę walkę. Jeśli cokolwiek jest dla ciebie czymś innym, niż jest w istocie – jeśli jedzenie, pieniądze, religia, rodzicielstwo czy dowolny inny aspekt jest jakimś polem sprawowania kontroli, niepodzielną treścią twojego życia, czymś, co może cię w jednej chwili wynieść pod niebiosa spełnienia, a w następnej rzucić w głębinę poczucia winy i nienawiści – to nieważne czy jesteś spaślakiem z cukrzycą, czy anorektyczką, czy tylko hejterem, chyba przyda ci się konsultacja ze specjalistą. Albo przynajmniej weź ogarnij się trochę. Proszę.

Żarcie to żarcie i tyle. To paliwo dla ciała – trzeba lać dobre. Ale jeśli ma się skończyć i staniesz gdzieś pośrodku pustkowia bez rokowania na powrót do domu, to takie ruskie ze stacji no name też może być.

Jest jedna reguła, dzięki której na pewno nie załapiesz żadnej ortoreksji:

Zdrowie to nie tylko zdrowe odżywianie i ruch, tak jak się przyzwyczailiśmy myśleć. To również zdrowy duch. Duch i ciało są jednym. Muszą znajdować się w równowadze. Jeśli nie dostaniesz swojej porcji strawy duchowej – czy jest to medytacja, dobra książka, poranny wiosenny spacer czy muzyka na żywo – to zjadanie choćby i najszlachetniejszego amarantusa pobłogosławionego osobiście przez azteckiego szamana nic ci nie da. Wszelka autodestrukcja bierze się z braku równowagi i braku miłości własnej. To dlatego przeginamy to w jedną, to w drugą stronę. A w naszym świecie wszyscy mamy takie czy inne problemy z utrzymaniem tej równowagi. To ważniejsze, niż się nam na codzień wydaje.

Dlatego przeprowadzając te różne wiosenne oczyszczania warto wziąć na warsztat również swój zajechany umysł, zająć się swoim zmęczonym po zimie duchem. On też chce dostać nowego kopa energii… i podobnie jak i ciało poczuć się piękny, wspaniały i kochany.
To naprawdę może zdziałać cuda :)

I można (czasem) jeść pizzę!

8 Comments

  1. Avatar
    March 10, 2015
    Reply

    Dokładnie. We wszystkim co robimy najważniejsze jest zdrowe podejście i zachowanie równowagi. Niestety ludzie chyba z natury mają tendencję do skupiania większości swojej uwagi na jakiejś jednej dziedzinie życia i popadania w przesadę. Zgadzam się z Tobą, że trzeba też zadbać o zdrowego ducha. Relaks, medytacja i lepsze poznanie siebie to coś od czego powinno się zacząć :)

  2. Avatar
    March 11, 2015
    Reply

    Powiem Ci, że czasami mam wrażenie, że mnie to dotyczy. Choroba zmusiła mnie do przejścia na dietę nie tylko bez glutenu, ale i kilku innych składników. Okazało się, że popadanie w obsesję ich unikania jest jedyną drogą do zdrowia, ale… Ciężko mi innym to wytłumaczyć i jeszcze trochę wyślą mnie na leczenie. Niby choroba tłumaczy, ale ja nie chcę się z niej każdemu tłumaczyć.

    • Avatar
      March 11, 2015
      Reply

      Czytając Twojego bloga nie mam wrażenia, żebyś miała jakąś obsesję na punkcie jedzenia:) Tylko początki nowych nawyków są takie trudne. Na pewno jest cała masa pysznych dań, które możesz jeść. Kiedy je odkryjesz, to już nie będziesz mieć tego wrażenia że wszystkiego musisz unikać. Będzie po staremu: idziesz do marketu, kupujesz składniki, robisz swoje ulubione dania, tyle że inne niż do tej pory. A inni, no cóż, przyzwyczają się. U mnie niektórzy z czasem nawet zapalili się do mojego nowego gotowania i teraz np. na imprezach rodzinnych na stole jest pełno dań bez mięsa, bez cukru, z mąką ryżową czy gryczaną itd. Głowa do góry i przede wszystkim zdrowia życzę!

  3. Avatar
    March 12, 2015
    Reply

    Kiedyś usłyszałam od mojej znajomej ” dieta? jaka dieta? wole być gruba, ale szczęśliwa”. Wywołało to uśmiech na mej twarzy. Ja myślę podobnie. Kocham jeść i nie jestem w stanie odmówić sobie różnych rzeczy. Jeść zdrowo to co innego, niż nie jeść prawie w ogóle. I wg. mnie zdrowe odżywianie nie powinno być nazywane dietą, tylko powinien to być standard.;)

    • Avatar
      March 16, 2015
      Reply

      Dieta to nic innego sposób odżywiania, ale osoby słysząc dieta bardzo często łączą je od razu z dietami odchudzającymi. Skrót myślowy powoduje zatracenie definicji tego słowa, więc każdy z nas jest na jakiejś diecie-niezależnie od tego czy zdrowe odżywianie, czy zagryzanie czekolady batonem ;)

  4. Avatar
    March 15, 2015
    Reply

    Trafiłem tu z Share Weeka Królika. Dobrze trafiłem :-)

    • Avatar
      March 16, 2015
      Reply

      Witaj w moich skromnych progach:)

  5. Avatar
    Sora
    January 20, 2017
    Reply

    Witaj :)

    Od jakiegoś czasu czytuję Twojego bloga i muszę przyznać, że znalazłam inspirację z wielu wpisów. Ten dał mi dużo do myślenie. Wydaje mi się, że ta potrzeba sprawowania kontroli nad jedzeniem (albo tak jak napisałaś, nie ważne na jakim polu toczy się walka) to tak naprawdę potrzeba kontrolowania swojego życia. Myślę, że każdy w mniejszym lub większym stopniu odczuwa lęk przed brakiem kontroli, u jednych objawia się jako lęk przed lataniem samolotem, jeżdżeniem autem jako pasażer czy nawet publicznym wystąpieniem. To potrzeba ostatniego zdania, sprawdzania tel i maila partnera, potrzeba restrykcyjnego pilnowania swojego jedzenia, wagi czy ułożenia włosów (znam dziewczynę, która nie wyjdzie do spożywczaka na rogu bez 2h prostowania i układania włosów). To mylne uczucie, że gdy mamy kontrolę to jesteśmy szczęśliwi, to odczuwamy spokój.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *