Szybki sposób na porządek w głowie


Jak uspokoić rozbiegane myśli i zrozumieć samego siebie? I nie, wcale tym razem nie chodzi o medytację ani o śpiewanie mantr o poranku, na łące pokrytej rosą.

Zapewne medytacje dałyby równie dobry jak nie lepszy efekt, ale są trudne i nieraz latami trzeba się ich uczyć, a w tytule jest słowo “szybki”.

Moim sposobem na porządki w łepetynie jest pisanie strumieni świadomości.

Bierzemy kartkę papieru i piszemy, co nam w duszy gra. Albo nie gra. Musi być na papierze, bo na kompie przy odrobinie wprawy palce biegają szybciej, niż myśli głowa i przez to pisze się głupoty. Naprawdę.

Nie ma to być żaden pamiętnik ani dzieło literackie, nie będziesz do tego wracać ani nikomu tego pokazywać. Możesz pisać tak długo, jak chcesz, chociaż przeważnie wystarczą trzy strony. Prosto z mostu o tym, co ci zaprząta głowę. Tak, jakbyś się wygadał najlepszemu przyjacielowi, ewentualnie terapeucie, tyle, że za darmo. Pamiętaj tylko – po zakończeniu pisania bierzesz te kartki i chowasz. Nie czytasz tego, nie dotykasz! Zamykasz je w sarkofagu przeciwpromiennym i czekasz, aż się unieszkodliwią, możesz za kilka miesięcy sobie w nie zajrzeć, ale wtedy nie byłabym pewna, czy dasz radę w ogóle przez to przebrnąć. Raczej okaże się, że po wyrzuceniu z siebie tego wszystkiego, przestało być aktualne i nawet czasem wydaje się trochę głupie. Ostygnięte emocje to nic specjalnego, są ciekawsze rzeczy.

Polecam regularne pisanie strumieni świadomości w specjalnym zeszycie. Najlepiej codziennie rano lub wieczorem. Ja robię to już od pół roku (serio! codziennie rano przed wstaniem z łóżka piszę) i zaręczam, że działa. Nawet, kiedy nie ma o czym pisać, można przynajmniej chwilę polenić się nad tą kartką, układając sobie w głowie aktualny stan rzeczy, rozmawiając z samym sobą. Czasem z głębi serca potrafi wyskoczyć coś zupełnie niespodziewanego. Niejeden psycholog by się za głowę złapał, czytając moje kartki. A ile razy te strumienie świadomości pomogły mi spuścić ciśnienie z kotła i nie eksplodować, to nie zliczę.

Takie detonowanie wszystkich ładunków wybuchowych od razu, dopóki są zupełnie malutkie, zamiast siedzieć i czekać aż się skumulują i rozerwą ci łeb, ma szereg zalet. Nie obrywa się Twojej drugiej połówce ani Twoja psiapsióła nie musi po raz kolejny wysłuchiwać gadki o tym samym, która tylko Tobie wydaje się interesująca, więc kontakty z otoczeniem poprawiają się w trybie niemalże natychmiastowym. Poprawia się też Twoje samopoczucie, bo z czasem widzisz, że problemy, które zadręczały Cię dwa miesiące temu, jakoś jednak znalazły rozwiązanie, a nawet dzięki dystansowi udało się spraw nie skomplikować. I tymi, które nadchodzą, też się już tak nie przejmujesz. Widzisz wyraźniej swoje życie i zauważasz, co jest w nim do wymiany, a czym można się zupełnie i bezwstydnie cieszyć, bo jest fajne. Poznajesz przy okazji siebie, bo o czymś w końcu do siebie piszesz, wręcz dokonujesz epokowych odkryć dotyczących samego siebie, poznajesz też lepiej swoją ciemną stronę – która raczej cię nie zachwyci, ale zawsze lepiej być świadomym tego, co w głębi duszy siedzi. A w głębi duszy każdego z nas siedzi przeważnie zranione dziecko, które chciałoby, żeby się nim w końcu zająć i wytrzeć mu nos.

Czego strumienie świadomości nie załatwią?

Nie sprawią, że Twoje emocje znikną raz na zawsze. To jest tylko sposób na ich wyrażanie. Twój rozum nie przejmie kontroli, bo nie tego od niego chcemy. Zarówno myśli, jak i emocje są naszymi reakcjami na otoczenie, na życie, które toczymy. Są w porządku, nawet te negatywne, a ich wyrażanie jest bardzo potrzebne. Nie daj sobie wmówić, że dobrze byłoby usunąć emocje, bo nie jesteś w stanie tego zrobić, nie ma bata by zniknęły, tylko spychasz je głębiej, ukrywasz je w środku – dokładniej w brzuchu – i mogą pewnego dnia wyjść wszystkie naraz w postaci wyjątkowo paskudnej choroby psychicznej lub fizycznej. To jest nasza zbiorowa przypadłość, wynikająca z wychowywania pokoleń grzecznych dzieci, które mają siedzieć cicho i nigdy nie być smutne, rozgniewane ani nadmiernie podekscytowane. Dla takich osób (czyli poniekąd dla nas wszystkich) są te wszystkie warsztaty interpersonalne, terapie i inne pogotowia psychologiczne. Ostatecznie w chwili wybuchu lepiej skopać poduszkę lub worek treningowy niż własnego potomka czy współmałżonka.

Strumienie świadomości nie rozwiążą też Twoich problemów, aczkolwiek z czasem przybliżą Cię do samodzielnego znalezienia rozwiązania i ruszenia czterech liter w celu wcielenia go w życie. Wszystko jest w Tobie, i problemy, i rozwiązania. Świat zewnętrzny to tylko taka dekoracja. Ale kończę już, nim zacznę gadać jak szalona wieszczka :)

Powodzenia! Podziel się wrażeniami, jeśli zdarzy Ci się skorzystać z tej metody. Szczerze polecam.

1 Comment

  1. Avatar
    November 14, 2015
    Reply

    Sięgam po ten sposób kiedy jestem rozdrażniona lub podekscytowana a myśli gonią jak szalone i nie umiem ich okiełznać. Czasem te swoje wypociny zostawiam, a czasem wyrzucam kiedy już się do nich zdystansuję. Ostatni raz stosowałam tą metodę 5 minut temu zainspirowana pewną osobowością przelałam swoje myśli z tyłu swojego plannera :).

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *