Sylwester w Berlinie, czyli wszystko może się zdarzyć!


Ponieważ tym razem postanowiłam spędzić noc sylwestrową na Odyssee, największym sylwestrze psychedelic trance w Europie, miałam w końcu okazję znów odwiedzić mój ukochany Berlin.

Relacji z imprezy nie planuję zamieszczać na blogu, choć był to chyba najbardziej intensywny i godny zapamiętania sylwester w moim życiu :) Ale skoro już tam byłam, to przecież nie mogłam odmówić sobie też przyjemności poczłapania trochę z aparatem i uwiecznienia ostatniego dnia ubiegłego roku.

Nie do wiary, dokąd zabrał mnie ten rok! A dokąd zabierze mnie ten, który właśnie się zaczął? Hoho, lepiej nie myśleć. Osiągnęłam ten etap, kiedy nie boję się skakać na główkę w sam środek życia – albo inaczej: boję się i robię to – czego przykładem jest ta podróż, niby samotna, a jednak wyszło tak, że przez cały czas byłam otoczona przyjaciółmi (w tym żulami, ale o tym za chwilę). Życie, prowadź dalej :)

Energia Berlina jest surowa i betonowa, a jednocześnie pełna entuzjazmu, takiej intensywności, jakby wszystko było prawdziwe, jakby wszystko właśnie teraz się wydarzało. Czujesz, że jesteś w ogromnym tyglu, buzującym i tętniącym, ludzie się uśmiechają, zagadują do ciebie, czuć od nich luz i przyjazne nastawienie. Masz wrażenie, że wszyscy wokół idą robić jakieś ciekawe rzeczy albo właśnie stamtąd wracają. No i ta przestrzeń, szerokie ulice, wysokie budynki… i industrialne widoki aż po horyzont.

Warschauerstrasse w samo południe, czyli swojska ulica Warszawska, na której jest duży węzeł przesiadkowy, most, wiadukt kolejowy i cała masa kebabów i falafli. W powietrzu unosi się zapach marihuany, wolności i młodości ducha. Wokół jest pełno knajpek z kuchniami z całego świata, sklepów bio z jogurtami migdałowo-sojowymi (pycha!! chcę takie u nas!) i ogólnie to taka hipsterska okolica, w której sobie postanowiłam zamieszkać.

RAW-tempel, czyli alternatywna przestrzeń dla dziwolągów, leśnych ludków, młodych gniewnych i wszelkiej maści czarnych owiec. Po zmroku pulsująca życiem imprezownia, w dzień – malowniczy obiekt fotograficzny, po którym włóczą się wycieczki z aparatami. Sporo tu zakamarków, jest co zwiedzać… Jak by to było żyć w takim miejscu?


Alternatywny ogród :)

Centrum Berlina olśniewa swoim rozmachem, perfekcyjnym uporządkowaniem, a jednocześnie fristajlowym rytmem, w jakim toczy się tu życie. Są turyści, są tłumy, budy z żarciem, stoiska z pamiątkami i wszystko, czego by można się spodziewać po europejskiej stolicy, ale klimat jest tak nienerwowy i przyjemny, że od razu czujesz, że jesteś we właściwym miejscu. Czy tylko ja tak czuję? Byliście w Berlinie? Jak odbieraliście to miasto?

Bardzo podoba mi się harmonijna architektura Berlina – przyjemnie się na to patrzy, przyjemnie się w to zagłębić, wtopić w to miasto i iść, dokąd mnie nogi poniosą…

Powyższemu zdjeciu towarzyszy kosmiczna historia :) Jadłam akurat chiński makaron, stanowiący mój obiad, siedząc sobie wygodnie przy stoliku na ławeczce przed barem, kiedy zaczął do mnie zagadywać jakiś menel. Wtrącił coś po polsku i okazało się, że jest rodakiem, a że był czysty i uprzejmy, więc zaciekawiona odpowiedziałam. Od słowa do słowa zadzierzgnęła się przyjaźń polsko-berlińska, przy czym on był święcie przekonany, że ja też jestem bezdomna i że szukam przyjaciół ze środowiska. Zaintrygowana, towarzyszyłam przez jakiś czas temu człowiekowi o dobrym sercu, który wybrał życie w oddaleniu od społeczeństwa wraz ze wszystkimi konsekwencjami… i choć kiedy zaczął kraść skarpetki ze straganów, straszyć ludzi i ogólnie robić popelinę, zdecydowałam, że pora się ulotnić, to dzięki tej przygodzie powstało chyba najciekawsze zdjęcie, jakie zrobiłam w życiu. Całkowicie niepozowane :)

(I powiedzcie mi teraz, że nie przyciągam dziwnych zdarzeń :D )

Kocham to miasto, naprawdę, jego aura przyprawia mnie o zawrót głowy i ciarki wzdłuż kręgosłupa. Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest :) Jakieś pomysły?

A tu już wracałam, by nieco się ogarnąć i rzucić się w sylwestrowy wir transowy :) Uwielbiam berlińskie metro i w ogóle komunikację miejską. Choć jest to tak wielkie miasto, naprawdę chyba trzeba by być ślepym, głuchym i jeszcze do tego pijanym, żeby się w nim zgubić. Gdzie się nie kierujesz, zawsze jest tam wygodny dojazd. Poza tym w metrze zawsze naprzeciwko ciebie usiądzie jakieś barwne towarzystwo, słychać różne języki, mieszają się kultury i obyczaje, a ty siedzisz i obserwujesz. Jak upadnie ci czapka albo szalik, to zaraz ktoś uprzejmie ci je poda, a czasem podrzuci bezinteresownie info, że teraz będą otwierały się tamte drzwi, a nie te. Zero stresu, czysta przyjemność :)

Żegnałam Berlin już tradycyjnie słowami: Dziękuję i do zobaczenia, na pewno do zobaczenia :)

PS. W tym miejscu pragnę wtrącić odrobinę prywaty i pozdrowić ludzi, z którymi bawiłam się na Odyssee, czyli Krzyśka, Agnieszkę, Romka, Agnieszkę, Konrada, Adasia i wszystkich, których los zetknął ze mną choćby na chwilę. Uświadomiłam sobie, że mój blog jest naprawdę magicznym miejscem, bez którego być może to wszystko nigdy by się nie wydarzyło, a przecież to jest tak kosmiczne, Wy jesteście tak niesamowici :) Dziękuję! :)

Previous Słonecznik #6: Nowy rok
Next Trzy dobre życzenia, które zmieniają życie na lepsze
  • Oksa Fio

    Świetne zdjęcia! :)

    • Dzięki, miałam flow, ale nic dziwnego, w takim miejscu :)

      • Oksa Fio

        A swoją drogą taka niefajna refleksja – lepiej być bezdomnym w Berlinie, niż pracującym w Polsce….
        Kurczę. ;)

  • A my zaplanowaliśmy wyjazd do Berlina w lutym. Aż strach się przyznać, ale to nasz pierwszy Berlin ;)

    • Ja z kolei wybieram się chyba od dwóch lat do Wilna ;) czasem na koniec świata jakoś łatwiej pojechać, niż tak niby niedaleko :)

      • Właśnie o to chodzi. Nam udało się w końcu zaplanować podróż do Berlina. Musieliśmy jednak przenieść się wcześniej na Wyspa :P
        Wychidzi na to, że z Belfastu mamy bliżej do Niemiec niż z Lublina :D

  • Twój blog jest magiczny bo i Ty taka jesteś. Dzięki Twojej relacji Berlin zyskał dla mnie aurę tajemniczości i nieokrytego piekna, a nigdy tam nie byłam…

  • O jej, w Twoim opisie rzeczywiście Berlin nabrał magicznego uroku:). Trochę się uśmiecham czytając ten post, bo dla mnie Berlin to zwykłe miasto, którego widoki są dla mnie oklepane. Jednak ja tam jeżdżę regularnie od 5 klasy podstawówki (mieszkam 150 km od Berlina) i pewnie dlatego mi spowszedniał. Kiedy pierwszy raz byłam zwłaszcza w Berlinie zachodnim w 6 klasie podstawówki, to pamiętam, że to był szok i mega atrakcja. Wszystko było takie kolorowe i jak z Pewexu. A teraz,to w sumie dla mnie o wiele bardziej ekscytujący jest wypad do Warszawy, która podoba mi się o wiele bardziej niż Berlin.

    • To prawda, że wszystko może spowszednieć. W Polsce na przykład Trójmiasto zawsze przyprawia mnie o zawrót głowy, podczas gdy ludzie, którzy tam mieszkają czasem go nie lubią i twierdzą, że wieje tam nudą :) albo nie byli od roku nad morzem :) Więc wszystko zależy od punktu siedzenia, no i gustów indywidualnych ;)

  • Kinga

    ach jaka szkoda… tak chetnie poznalabym Cie osobiscie :)
    Berlin jest magiczny. “wpadlam ” tu 13 lat temu na 6 dni i od pierwszej minuty wiedzialam ,ze to moje miejsce :)
    Twoj blog rowniez jest magiczny :)
    mam nadzieje,ze wkrotce zatesknisz za tym miastem i bede mogla pokazac Ci Berlin na rowerze.
    cudownego Nowego Roku :)

    • A widzisz, szkoda, że nie wiedziałam, bo jeden dzień miałam taki, że z pewnością znalazłby się czas. Następnym razem będę ogłaszać się wcześniej :) Najlepszego również dla Ciebie :)

  • Fantastycznie czytało mi się ten wpis i oglądało zdjęcia, przede wszystkim dlatego, że gdy tylko pierwszy raz przyjechałam do Berlina, wiedziałam, że to moje miejsce na świecie. Od tamtej pory jestem tam co roku, aby choć przez chwile zaciągnąć się tym powietrzem i tym klimatem. Posiedzieć w knajpce i popatrzeć jak tętni życie, zjeść pyszne wursty, pooglądać cuda architektury i jakiś takich pogodniejszych ludzi. Magia. Czysta magia!
    P.S. Czy mogę spytać czym robisz zdjęcia? Są świetne!

    • Dziękuję Ci za ten komentarz, fajnie spotkać kogoś, kto ma podobnie :D Zdjęcia robione Canonem 450D + 10-18mm 4.5-5.6 + 50mm 1.8 :)