Świat się zmienia. Mam się martwić?


Ostatnio dosłownie nie widać tablicy facebookowej spod katastroficznych newsów wiadomej treści. Nawet ja, choć nie oglądam wiadomości, jestem nimi bombardowana – aż strach otworzyć lodówkę.

Ludzkość na Ziemi toczy wojny, migruje i walczy o terytorium. Kolejne kultury i religie podbijają świat, wdzierają się ze swoją cywilizacją na cudze tereny, inne kultury zostają stłamszone, choć na to nie zasługują. Konflikty zaostrzają się, masy ludzi giną, gubią się w jakiejś beznadziejnej pogoni za tym, żeby było tak, jak oni chcą. Globalizacja wymknęła się spod kontroli, wszystko się ze sobą miesza. Pewnego dnia może już nie być kultur takich, jakie znamy. Nowy porządek świata może wyprzeć stary, choć tym razem nam się to nie podoba.

Zagraża nam też globalne ocieplenie, ewentualnie jak kto woli przebiegunowanie lub nadchodząca epoka lodowcowa. Mniejsza z tym, co to dokładnie będzie. Klimat na Ziemi się zmienia. Być może zmieni się w końcu tak, że ludzkość nie będzie mogła na niej żyć. Wyginiemy jak dinozaury, zamarzniemy, utopimy się lub usmażymy, wybije nas jakaś choroba, a może po prostu stracimy panowanie nad planetą, utracimy dostęp do zasobów, stopniowo będzie nas coraz mniej i będzie nam się żyło coraz gorzej, aż w końcu któregoś dnia umrze ostatni człowiek.

Smutne, nie? Ale to nie jest nic nowego. Ani dziwnego. Ani nawet – złego.
Świat z założenia właśnie taki ma być.

Wyobraź sobie, że idziesz na lekcję historii, otwierasz podręcznik i czytasz: “Po roku takim to a takim nic już się nie zmieniło, wszystko zostało po staremu. Nic się już więcej nie działo.” Albo: “Od tej pory wszyscy żyli długo i szczęśliwie.” A na geografii: “Klimat już nigdy więcej się nie zmienił i pozostał już na wieki taki sam.” Fascynujące.

Skąd ta iluzja, że istnieja jakakolwiek stałość w naszym świecie? Naoglądaliśmy się bajek w dzieciństwie? Ktoś nam to obiecał? Czyżby się mylił? Skąd to przekonanie, że świat ewoluował tylko do momentu, w którym powstał pewien określony ład, a teraz to już tak zostanie?

Wszystko jest chwilowe. Jest to najbardziej podstawowe prawo natury, którego wciąż nie możemy zrozumieć i zaakceptować. Kiedy akurat masz kasę, to chcesz ją mieć już zawsze. Twój związek z ukochanym na pewno będzie wieczny, w głowie się nie mieści, że mógłby się skończyć. Porządek świata też ma zostać taki, jaki jest. I cierpią wszyscy przez to, bo życie nie jest niczym innym, jak ciągłą zmianą.

Urodziłam się, więc umrę. Rasa ludzka pojawiła się na świecie i pewnego dnia zniknie. Każda religia i każda kultura powstała i upadnie. Wszystko ma początek i koniec. Dlaczego coś miałoby nie mieć końca? Czy nie dotyczą tego czegoś prawa rządzące wszechświatem? Jest pewna pycha w takim myśleniu. To tak, jakbym sobie wmawiała, że akurat ja będę żyć wiecznie. A to, co mnie osobiście się podoba, nigdy nie przeminie. To myślenie dziecka, któremu się wydaje, że mama nigdy nie powie, że już koniec huśtania na huśtawce i idziemy do domu.

Coś, co dotyczy nas osobiście, w ogóle wydaje się zawsze dużo ważniejsze. Chodzi o to, żeby w spokoju dożyć starości i przedłużyć gatunek. To instynkt samozachowawczy. Kiedy wydaje się, że coś nam nie zagraża, to mamy to w dupie. Mówimy: “Współczuję tamtym, bo mają lipę, ale u nas tak nie jest, więc nie ma się czym martwić”. Ale tak naprawdę zawsze jesteśmy wplątani we wszystko. Nawet, kiedy na innej planecie coś wybucha, to nas to też dotyczy, bo z czasem może w nas walnąć jakiś zabłąkany element kosmicznej scenografii i PUF! już nas nie ma. I naszej wielce zajebistej kultury też nie ma. Jak w “Melancholii” von Triera.

Świat się zmienia, powoli i nieubłaganie. Historia dzieje się na naszych oczach. Oczywiście sama mam nadzieję, że będę mogła zestarzeć się w takim świecie, jaki znam. Ale z globalnego punktu widzenia nie ma znaczenia, że teraz jeszcze pięćdziesiąt czy sto lat będziemy się temu opierać. Pewnego dnia zmiana się dokona. Może taka albo inna. Nic nie zostanie po staremu.

Niektórzy uważają, że pewnego dnia ludzkość coś zrozumie, skończy się pęd za kasą, wojny i wyzysk, skończą się konflikty na tle religijnym i zapanuje pokój. Wątpię. Niedoskonałość i brak równowagi wydają się być wpisane w nasz świat. Być może jakaś ludzkość kiedyś coś zrozumie, ale niekoniecznie będzie to nasza cywilizacja. Może się mylę?

Później to też przeminie i będzie jeszcze inaczej. Za ileś tam lat Słońce się wypali, Ziemia wymrze i dalsza część tej historii będzie dotyczyć już tylko kosmicznych gatunków, żyjących na innych planetach. Czy to źle? Przecież tak po prostu świat jest zrobiony. Czy to źle, że dzień się kończy i przychodzi noc, a żywe istoty rodzą się i umierają?

Bez końca istnieje tylko to coś, co osoby religijne nazywają Bogiem, filozofowie Jednią, a ateiści naturą. Te ramy, w których wszystko się wydarza. Ta plansza, na której jest namalowany cały nasz czterowymiarowy obraz. Matematyczna formuła rzeczywistości. To jest jedyna wieczność.

Być może zamiast patrzeć na to, co się wyprawia na świecie, wolałbyś złączyć się z tą wiecznością, roztopić w świetle, porzucić czas i przestrzeń i po prostu BYĆ. Wtedy na pewno żadne zmiany już nie nastąpią. Koniec zmian! Co za ulga. Moim zdaniem masz na to szansę. Może nawet nie masz innego wyjścia.

Ale wtedy już nie będziesz mógł zobaczyć płomiennego nieba o zachodzie słońca. Nie poczujesz porannej rosy pod stopami i rześkiego, chłodnego powietrza w płucach.
Nie przytulisz małego i miękkiego ciałka szczeniaka, który za piętnaście lat będzie starym, niedołężnym psem. Twoim ukochanym przyjacielem.
Nie posłuchasz wspomnień dziadka, który kiedyś był młodym chłopakiem i szedł na pierwszą randkę z piękną dziewczyną. Był zakochany tak jak ty teraz.
Nie będziesz pękać ze śmiechu słuchając, co wygadują twoje dzieci. (Albo twoi rodzice.) Nie zobaczysz, jak dalej potoczą się ich losy.
Nie zobaczysz, jak drzewo zasadzone w ogrodzie rośnie, pięknieje, staje się silne i wielkie. Posadziłeś je, choć wiesz, że za tysiąc lat tego drzewa już tu nie będzie. Umrze.

Bez ruchu i zmian nie ma życia. Życie to ciągła zmiana.

Nawet, jeśli się to pewnego dnia skończy, dla mnie, dla mojej kultury czy dla mojego świata… To jednak fajnie, że teraz mogę być tu i tego wszystkiego doświadczać.
Dziękuję!

Tytułowe foto: montillon.a

13 Comments

  1. Avatar
    PhotoooAmator
    September 7, 2015
    Reply

    Świetny tekst ujęłaś tu po prostu wszystko!! Taka prawda że każdego kiedyś czeka śmierć czy są to uchodźcy którzy chcą się uratować i przez to mogą zginąć w wodach które pochłoną ich ciała na zawsze czy to stary adwokat który dostał zawału przez swoją otyłość i zmarł. Wszystkich to dotyczy pewne kiedyś moja pani od przedsiębiorczości powiedziała coś co utkwiło mi w pamięci: “Pewne są dwie rzeczy! Śmierć i podatki!” tak jakoś mi się to trochę do tego tekstu narzuciło :)
    http://photoooamator.blogspot.com

  2. Avatar
    September 7, 2015
    Reply

    Ciekawy tekst, lubię Cię czytać :)
    Z tym przemijaniem to jest coś takiego, że my się z jednej strony przywiązujemy błyskawicznie do tego, co jest i natychmiast uznajemy za swoją własność. Nic nie stracimy, jeśli nic nie będzie “nasze”.

  3. Avatar
    September 7, 2015
    Reply

    Stałość… Jacek Walkiewicz kiedyś powiedział coś takiego, że przeraża go, gdy młodzi ludzie oznajmiają mu, że szukają stabilności. Nas nie dotyczy stabilizacja, musimy ciągle coś zmieniać, żeby dożyć godnie ostatnich dni. Inaczej to śmierć, socjal, kryminał – niepotrzebne skreślić.

  4. Avatar
    September 7, 2015
    Reply

    Ja zaczęłam się właśnie uczyć, że nic nie jest wieczne, a wszystkie plany mogą…wziąć w łeb, zupełnie nie wiadomo kiedy…

    • Avatar
      September 8, 2015
      Reply

      Ano tak właśnie jest. Nie wszystkie plany wypalają. Ale że nic nie trwa wiecznie, to prędzej czy później znów jest dobrze:)

  5. Avatar
    September 8, 2015
    Reply

    Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana. Świetny tekst, piękna puenta. Nic dodać nic ująć! Co do tych wszystkich konfliktów też mam wrażenie, że tak będzie zawsze. Jak nie tamci to inni. Musi być w świecie równowaga. Jedni się bratają inni wybijają. Choć jest to przykre taka jest prawda.

    • Avatar
      September 8, 2015
      Reply

      W sumie – patrząc z odpowiedniej odległości, rzeczywiście jest w tym pewna równowaga.

  6. Avatar
    September 8, 2015
    Reply

    Dobrze, że poruszyłaś tę oczywistą oczywistość, jaką jest przemijanie. Tak, chcemy żeby wszystko zostało takie samo: gdy nie potrafimy odnaleźć się w dzisiejszym świecie, z rozrzewnieniem wspominamy czasy dzieciństwa w PRL-u kiedy każdy miał czas na wszystko i choć niczego nie było to każdy wszystko miał :) Na pewno było kilka pozytywnych aspektów (choćby to, że dziecka wiele dorosłych spraw nie dotyczy) ale mam wrażenie, że idealizujemy to, co mamy już pod kontrolą; zamknięte w bezpiecznej bańce naszych wspomnień. Coś, co nie może się już zmienić.

    Fajnie, że wspomniałaś o sprawach niezmiennych – dla mnie akurat jest to Bóg i zdecydowanie daje mi ukojenie i równowagę ta relacja, w której stale się wszystko zmienia, poza priorytetem :)
    Pozdrawiam!

  7. Avatar
    September 8, 2015
    Reply

    “Wyobraź sobie, że idziesz na lekcję historii, otwierasz podręcznik i czytasz: „Po roku takim to a takim nic już się nie zmieniło, wszystko zostało po staremu. Nic się już więcej nie działo.” Albo: „Od tej pory wszyscy żyli długo i szczęśliwie.”A na geografii: „Klimat już nigdy więcej się nie zmienił i pozostał już na wieki taki sam.” Fascynujące.”

    Przecież jeśli wszyscy ludzie na świecie w końcu by się przebudzili i zrozumieli pewne prawdy i zapanowałby pokój, szczęście i miłość (wiem, że jest to utopia) to wcale nie oznaczałoby braku zmian czy końca postępu. To, że nie czytalibyśmy w podręcznikach o konfliktach, wojnach i zabijaniu siebie nawzajem nie oznacza, że nie byłoby o czym pisać. Nie jesteśmy w stanie zapanować nad Naturą i klimat nigdy nie pozostanie taki sam, ale uważam, że naprawdę wolałabym czytać w podręczniku “wszyscy żyli długo i szczęśliwie” niż “w jakiejś tam bitwie zginęło kilka tysięcy osób”. Gdyby ludzkość się przebudziła i zaczęłaby żyć miłością – kochać siebie nawzajem i zwróciła się w stronę Natury to z pewnością nie oznaczałoby, że spoczęła na laurach. Może nie byłby potrzebny postęp w formie nowej broni, która zabije jak najwięcej niewinnych osób, ale w innych dziedzinach.
    Nie powstrzymamy naturalnych zmian, które dzieją się na Ziemi. Nie zapanujemy nad klimatem (i bardzo dobrze), a człowiek musi umrzeć, żeby narodził się nowy. Zresztą – co to byłoby za życie, gdybyśmy byli nieśmiertelni… Ale na pewno wszystkie konflikty, poczucie wyższości jednej rasy nad drugą, brak tolerancji – to nie są rzeczy, które oznaczają postęp.

    • Avatar
      September 8, 2015
      Reply

      Szczerze – uważasz, że od zarania dziejów dokonał się jakikolwiek postęp? To, że mamy teraz wygodniejsze życie niż nasi przodkowie z epoki kamienia łupanego, jakoś mnie nie przekonuje. I dlaczego miałby dokonać się teraz? Gdy rozglądam się wokół, to nie mam nawet cienia nadziei na to, że wszyscy kiedykolwiek mieliby się przebudzić. Wszyscy czyli kto? Moja zapita sąsiadka? Bezlitośni korposocjopaci z wysokiego szczebla? Brokatowe blondi ze sztucznym cycem i botoksem w czole? No wątpię. Już nawet wiem, co by powiedzieli: “Miłości do garnka nie włożysz”. A jak będziesz za bardzo podskakiwać i gadać o tej miłości, to cię ukrzyżują, a później razem z twoim narzędziem tortur wezmą cię na sztandar dla jednej ze swoich podejrzanych organizacji. I na kolejne dwa tysiące lat sprawa załatwiona.

      Mimo górnolotnych ideologii, na świecie zawsze będzie panowało prawo dżungli, a my nie mamy na to wpływu. To właśnie pokazuje historia, która przecież poza wojnami była też pełna oświeconych i mądrych ludzi od ery starożytności aż do dziś. I choć też trzymam kciuki, by takich ludzi było jak najwięcej, to jednak ignoranci mają przewagę liczebną.

      Wbrew pozorom dla mnie to nie jest nic strasznego ani złego. Tak po prostu jest. Raz jest dobrze, raz jest źle. A ja robię swoje i mimo tej całej niedoskonałości świata dobrze mi na nim :)

  8. Avatar
    September 8, 2015
    Reply

    Bardzo nietypowy i fajny punkt widzenia do tego co się ostatnio dzieje. Zmiany są jedynym, co jest pewne – niekiedy nam się podobają, niekiedy wręcz przeciwnie, ale możemy być pewni że i tak nadejdą. Im szybciej się do nich przyzwyczaimy, tym lepiej dla nas samych :)

  9. Avatar
    September 10, 2015
    Reply

    Dorotko twoje podejście do życia i przemijania jest właściwie bliźniaczo podobne. Fajnie, że mogę tu być tu i teraz i mam to szczęście, że poznałam smak miłości i uroki bycia Mamą :) Na mniej niż 30 lat uważam to za ogromne szczęście, dar losu, czy jak to ktokolwiek chce niech nazywa. Nie oglądam wiadomości, nie słucham i nie czytam tego co podają nam na talerzu – wybieram o czym chcę wiedzieć. Trzeba próbować żyć na tyle w zgodzie z tym co mas się wokół siebie, żeby umrzeć z myślą: fajnie mi tu było, będę tęsknić :)

  10. Avatar
    September 10, 2015
    Reply

    Masz rację, świat się zmieniał, zmienia i będzie zmieniał. My się zmieniamy i wszystko dookoła. To nie jest domena naszych czasów. To nie jest tak, że kiedyś było lepiej, a teraz gorzej. Było po prostu inaczej. I będzie inaczej.Tak wygląda życie. I tego nie zmienimy. Dlatego warto skupić się bardziej na byciu w “tu i teraz”

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *