Soki i koktajle – kilka inspiracji


Z czego robić te soki?

Postawiłam przede wszystkim na marchew, buraki i jabłka, gdyż te posiadają właściwości oczyszczające, a poza tym są o tej porze roku tanie i łatwo dostępne. To znaczy względnie tanie, bo gdy objuczeni kilogramami warzyw wracamy z rynku, nasz spożywczy portfel staje się za każdym razem bardzo chudziutki. To tak dla równowagi: siatki ciężkie, portfel lekki. Policzyłam, że taka przeciętna szklanka soku kosztuje ok. 2-3 złote. No, ale jeśli ma to być koszt ekspresowego tuningu organizmu za pomocą witamin, to ja się zgadzam.

Do tego można dodać właściwie każde warzywo i owoc, na jakie mamy ochotę, i często jakieś liście, np. jarmuż, natkę pietruszki, szpinak czy co tam znajdziemy.

Jakieś efekty?

Przede wszystkim razem z piciem soków rozpoczęłam też detoks kawowy, więc trudno mi powiedzieć, co z efektów jest zasługą czego. Pierwszy tydzień naszego ulepszonego, sokowego stylu życia przypłaciliśmy wielkim wkurwem. Prawie codziennie się kłóciliśmy, strzelałam fochy na cały świat, na niczym nie mogłam się skupić i zadawałam sobie głębokie filozoficzne pytania o sens mojego detoksu. Myślę jednak, że to ten brak kawy. Przez kilka pierwszych dni dało się też zauważyć lekko przeczyszczające działanie tej nowej diety, co już przypisuję bardziej sokom. Teraz, kiedy mija drugi tydzień, nerwy i inne sensacje już nam przeszły, a ja rano idę robić te soki do kuchni z prawdziwą chęcią i przyjemnością, tak jakby moje ciało samo się ich domagało. Na samopoczucie też nie narzekam. To kolejny fajny poranny rytuał, który mogłabym dopisać do tego zbioru porad, jak wstawać w dobrym humorze.

Oto pierwsza porcja sokowo-koktajlowych inspiracji. Czy też raczej jest to fotorelacja z tego, co piłam w ostatnim czasie. Poza tymi sokami piję tylko wodę, yerbę, zieloną herbatę i rooibos, co wbrew pozorom wcale nie jest jakimś wyrzeczeniem. (Czerwone wino do wczorajszej kolacji się nie liczy.)
Nie są też potrzebne żadne specjalne przepisy. Codziennie po prostu zaglądam do lodówki i wyciągam z niego parę warzyw i owoców, które mi akurat wpadną w oko. Staram się, żeby codziennie było to coś innego i miało inny kolor. Podobno jedzenie warzyw w różnych kolorach to dobry patent, żeby zapewnić sobie różnorodne mikroelementy.
Wszystkie ilości są na dwie porcje. Soki pijemy natychmiast po zrobieniu, choć dowiedziałam się też, że sok z buraka musi minimum pół godziny odstać, bo taki świeży jest za ciężki dla żołądka. Po wypiciu też nie rzucamy się od razu na śniadanie, tylko czekamy kolejne pół godzinki, aż się strawi.

socze1

  • Cztery marchewki + burak + jabłko. Jabłko rozwarstwia sok i trzeba mieszać. Ale dobre było.
  • Pół selera naciowego + dwa jabłka + cytryna. Nie powiem, żeby picie soku z selera było aż taką rozkoszą, ale z jabłkiem da radę. I fajnie wygląda.
  • socze3

  • Dwa buraki + dwie marchewki. Sok z buraka wymiata. Surowy burak jest dużo zdrowszy od gotowanego.
  • Dwa banany + pół opakowania szpinaku + sok z pół cytryny + miód. Rewelacja. Za drugim razem dodałam kilka plastrów ananasa i też rewelacja.
  • soki2

  • Dużo marchwi + pomarańcza + kawałeczek imbiru w dwóch wydaniach. Po lewej wersja z blendera, po prawej – z sokowirówki. Jak widać zblendowany miks zajmuje znacznie więcej miejsca. W żołądku też. Ledwo udało mi się to skończyć. Sok po prawej dużo łatwiej wszedł :) W smaku bomba.
  • Jaka jest różnica między sokiem z sokowirówki a koktajlem z blendera?

    Sokowirówka (lub wyciskarka, jeśli jesteśmy bardziej zasobni, a nie musimy jak ja posiłkować się urządzeniem pamiętającym czasy mojego dzieciństwa) usuwa pulpę, a razem z nią błonnik. Dzięki temu organizm nie musi zajmować się trawieniem, a drogocenne składniki szybciej dostają się do naszego krwioobiegu. Dzięki temu jesteśmy też w stanie “przejeść” więcej warzyw, a więc więcej witamin i mikroelementów, niż byśmy mogli upchać w sobie w formie koktajlu.

    Blender zostawia błonnik na swoim miejscu, ale to też ma plusy. Błonnik wspomaga układ trawienny, pomaga usuwać toksyny, poprawia wypróżnianie, jest cenny przy odchudzaniu, a w dodatku dużo bardziej najemy się takim koktajlem, niż sokiem.

    Dlatego nie odpowiem na pytanie, co lepsze – ja sobie urozmaicam. Niektóre owoce lepiej smakują zmiksowane w całości (np. banan z zieleniną), za to twarde warzywa łatwiej wycisnąć niż kroić na kawałki i blendować.

    Mam nadzieję, że widok szejków, które spijam co rano z wielkim smakiem, zachęcił was nieco do tego, żeby też zdjąć starą sokowirówkę z pawlacza u rodziców albo puścić blender w ruch. Jeśli nie, to siedźcie dalej przy kompach i obserwujcie, jak nabieram mocy.

    A może macie więcej pomysłów, z czego można zrobić zdrowe soki? Chętnie się zasugeruję. Na przykład mam zamiar wypróbować magiczne działanie zielonego ogórka, podobno biała kapusta też czyni cuda.
    W kolejnych odcinkach więcej moich spektakularnych wrażeń i wniosków z marcowego eksperymentu.
    Peace!

    8 Comments

    1. Avatar
      March 8, 2015
      Reply

      Mam zarówno wyciskarkę jak i taki blender- lubię robić takie soki na zmianę- zależy od ochoty :)

    2. Avatar
      March 8, 2015
      Reply

      Soki wyglądają bardzo smakowicie:) Ja uwielbiam pić wszelkie soki, niestety jakoś nigdy nie umiem zabrać się za zrobienie ich w domu. Czytając Twój wpis myślę, że najwyższa pora zacząć ;)

    3. Uwielbiam takie soki, sama posiłkuję się tylko blenderem i wyciskarką do cytrusów. Muszę spróbować wypić buraka, ale nie wiem czy uda mi się go tak dobrze zblendować.

      • Avatar
        March 10, 2015
        Reply

        Widziałam przepis z burakiem z blendera, trzeba go najpierw zetrzeć (surowego) lub drobno pokroić, więc trochę roboty jest, jeszcze nie próbowałam. Ale sok jest pyszny. Marchewka z blendera da radę to może burak też:]

    4. Avatar
      dumay
      March 16, 2015
      Reply

      Właśnie zaczynam eksperymenty z warzywami, owocami i blenderem :) Mam pytanie, czy marchewkę lepiej wcześniej ugotować, żeby zmiękła? Bo trochę się obawiam o blender ;)

      • Avatar
        March 16, 2015
        Reply

        Mój blender 600W dał radę rozdrobnić marchewkę pokrojoną w grubą kostkę. Mówię o takim z pojemnikiem i ostrzem w kształcie litery S. Jak słabszy blender to można też najpierw zetrzeć tę marchewkę. (wiem, trochę roboty jest, ja zatrudniłam do tego chłopa ;)) Szkoda podgotowywać, bo cenne składniki ulatują, ale z drugiej strony co szkodzi poeksperymentować:) Ja raz dałam podgotowany brokuł i do tego cytrusy i było dobre.

    5. Avatar
      March 23, 2015
      Reply

      Ja ostatnio odebrałam mój blender z naprawy (po roku;)) i właśnie szukam inspiracji na jakieś dobre kotajle więc z chęcią skorzystam :)

    6. Avatar
      April 28, 2015
      Reply

      Same pyszności:)

    Leave a reply

    Your email address will not be published. Required fields are marked *