Uwielbiam ten moment, kiedy ostatecznie zakładam plecak, zarzucam torbę z aparatem na ramię, torbę z prowiantem na drugie, rozglądam się ostatni raz po domu, a później otwieram drzwi… i wychodzę. Ten moment ma w sobie wszystko – niepewność, ekscytację i dziką radość, że oto właśnie zaczyna się coś niezwykłego. Podróż!

Jednak żeby jak najwięcej wycisnąć z podróży, warto pamiętać o jednej rzeczy: naszym nastawieniu do niej. Podróże rządzą się podobnymi prawami, co i wszystkie inne dziedziny życia, jeśli chodzi o bycie slow, uważność i oddychanie pełną piersią. Można je skonsumować, napchać się nimi i mieć wzdęcie, ale można się nimi też delektować.

Dlatego zanim zamkniesz za sobą drzwi, pamiętaj, aby:

SLOW TRAVEL TIP #1: Wyrazić intencję

Czego chcę od tej podróży? Po co w nią jadę?

Intencja ma ogromną siłę, wpływa na sposób, w jaki odbieramy świat, jak i na nasze wszystkie działania, a nawet na wydarzenia z pozoru zupełnie od nas niezależne. Jeśli chcesz uczynić Twoją podróż bardziej magicznym wydarzeniem, uważnie wybierz intencję.

Zatem nie tylko “odpocząć”, “zobaczyć wieżę Eiffla” albo “nieźle się najebać w hotelowym basenie”.

Ale na przykład: Złapać oddech. Otworzyć nowy rozdział. Pożegnać to, co odeszło. Przeżyć chwile bliskości i radości z tymi, z którymi tam jedziesz (może to być Twój partner, ale też – grono szalonych wiedźm!) Dotrzeć do źródła swojej siły lub wewnętrznej wolności. Spróbuj, a zobaczysz – to działa!

Dodatkowo każda podróż ma w sobie cudowną właściwość oddalenia nas od naszej codzienności. Warto ją wykorzystać nie w celu chwilowej ucieczki, ale przyjrzenia się naszemu życiu z dystansu, by, być może, zobaczyć niektóre sprawy jaśniej.

Od wyrażenia intencji można zaczynać każde nowe przedsięwzięcie, a nawet – każdy nowy poranek. Niech całe życie będzie podróżą.

Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku :) Nawet w niepewną pogodę droga może zaprowadzić nas we wspaniałe miejsca.

SLOW TRAVEL TIP #2: Pozwolić się poprowadzić

Zamiast planować każdą minutę wyjazdu, przez co zamienia się on bardziej w projekt niż w przygodę, wolę zadać sobie pytanie: jakie niespodzianki przygotował dziś dla mnie kosmos?

Wszystkie przełomowe, zapierające dech w piersiach momenty w naszym życiu zdarzają się bez planu. Jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś zaplanował, że w sobotę o 10:45 wydarzy się chwila, którą zapamięta do końca życia. One po prostu nadchodzą.

Bez planu jesteśmy bardziej uważni, bo kto wie, co czeka za następnym rogiem? Nie zmierzamy już z punktu A do B. Cała rzeczywistość nowego miejsca staje się jednym wielkim punktem, w którym wszystko może się zdarzyć. To nieziemska zabawa – jak patrzenie na świat po raz pierwszy. (To działa też w Twoim mieście!)

Jesteśmy też mniej narażeni na rozczarowania, że jest inaczej, niż sobie wyobrażaliśmy. To nauka płynięcia z życiem.

Jak pogodzić to z chęcią odwiedzenia konkretnych miejsc? Sama zawsze mam orientacyjną listę :) Ale nie spinam się, że na koniec dnia musi być ona odhaczona. Ufam, że to, co ma się wydarzyć – wydarzy się. Podążam w tym kierunku. A co spotka mnie po drodze? To już się okaże.

Prawdopodobnie zobaczysz to, co masz zobaczyć, i nie będziesz mieć ani przez moment ciśnienia, że coś musisz. Jednak jeśli deszcz pokrzyżuje plany spacerowe, może odkryjesz cudną, przytulną knajpkę z najlepszą kawą w mieście.

Albo targ warzywny w miejscu o imponującej architekturze :) gdzie wylądowaliśmy uciekając przed niespodziewaną ulewą we Wrocławiu.

SLOW TRAVEL TIP #3: Być otwartym na doświadczanie

Uwielbiam zanurzyć się w atmosferze nieznanego. Są tacy ludzie, którzy jadą na drugi koniec świata i szukają, gdzie tam można zjeść pizzę. Ja wolę wybrać najdziwniejsze danie, jakie znajdę w karcie. (Choć nie powiem, po dwóch tygodniach egzotyki naprawdę szczytem marzeń jest gotowany kalafior i ziemniaki!)

Niektórzy poruszają się tylko z GPS-em, tylko po głównych ulicach, jedzą tylko w sprawdzonych restauracjach (a później i tak mają sraczkę) i nie nawiązują kontaktu wzrokowego z obcymi, żeby ich nikt nie oszukał.

Inni włażą w każdy kącik, fotografują stacje metra, poznają lokalnych meneli, gubią się w dżungli i wchodzą tylnym wejściem na sekretną imprezę na plaży (albo do ogrodu botanicznego).

Życie jest za krótkie, aby zawsze czekać na zielone światło :)

Masz obawy? Zaufaj intuicji. Jest naprawdę niezawodna. Zacznij jej słuchać już dziś, by nauczyć się słyszeć jej głos pośród różnych oporów i programów umysłu, przez które cały urlop spędzisz nie wychodząc z hotelu, bo za płotem żyją krokodyle i dzikie plemiona kanibali, podczas gdy ludzie z pokoju obok spędzą dzień kąpiąc się w wodospadzie i pijąc magiczne szejki na hipisowskiej plaży.

A co, jeśli ani trochę nie podoba Ci się atmosfera przygody, z pełną świadomością wybierasz lenistwo i chcesz tylko leżeć (i to nie tylko na urlopie, ale nawet – codziennie)? To proste – to Twój wolny czas. Leż. A tym, którzy Ci wmawiają, że coś tracisz – pomachaj swoim wypoczętym, wyluzowanym środkowym palcem. I doświadczaj absolutnego, niezmąconego wyrzutami sumienia, boskiego relaksu.

slow travel
Boski spokój… bo ma być tak, jak lubisz :)

SLOW TRAVEL TIP #4: Chłonąć wszystkimi zmysłami

Od momentu, kiedy przekręcę klucz w zamku drzwi mojego mieszkania, moje zmysły w pełni nastawiają się na odbiór. Zanurzam się we wrażeniach. Serio – już w taksówce na dworzec delektuję się każdą sekundą! To ogromna przyjemność. Bycie tu i teraz nigdy nie jest tak proste, jak w podróży, i tam właśnie można się tego uczyć.

Nie trzeba jechać bardzo daleko, żeby pozwolić sobie na doświadczanie chwili obecnej. Możesz zacząć nawet teraz. Patrzeć i widzieć. Słuchać… i słyszeć. Wyczuwać zapachy, ale i nastroje, aurę, atmosferę. Smakować całym sobą. Delektować się dotykiem, czuć pod palcami nasz materialny świat, a sercem – ten, który jest niewidoczny dla oczu. Każdą sekundę życia przeżywać całym sobą.

Nasza codzienność wydaje się zwyczajna i powtarzalna, dlatego podróż do innego miejsca zdaje się być dużo bardziej atrakcyjna, ale wiele z jej magii leży właśnie w zmysłowym, pełnym doświadczaniu, w skupieniu na prostej radości istnienia i czerpaniu jak najwięcej z bieżącej chwili. Takiej samej, jak ta, którą przeżywasz właśnie teraz.

slow travel
Trwaj, chwilo… jesteś piękna!

SLOW TRAVEL TIP #5: Spać z Airbnb

Odkąd odkryłam Airbnb, nigdy więcej nie zarezerwowałam pokoju w żadnym hostelu ani hotelu. Jeśli jeszcze nie słyszeliście o tym genialnym wynalazku, który pozwala na spanie w obcym mieście w prawdziwym mieszkaniu lub domu, które wynajmujesz na doby, to najwyższy czas. Cenowo wychodzi to lepiej od hosteli, a masz dla siebie całą chatę! Lub dla spragnionych wrażeń – pokój u obcojęzycznego gospodarza, który najczęściej okazuje się barwną i ciekawą postacią. Coś jak Coachsurfing, tylko mniej zobowiązująco i nie musisz być niesłychanie interesującą osobą, żeby ktoś zechciał Cię ugościć.

W Sylwestra w Berlinie, kiedy ceny są tam po prostu niebotyczne, ja zapłaciłam za mój pokój jak za schronisko w Ciechocinku. W Kopenhadze płaciłam za całą chatę tyle, ile kosztuje tam jedno łóżko w hostelu. We Wrocławiu mieliśmy dla siebie świeżo wyremontowany, świetny apartament przy Rynku. W atrakcyjnej cenie spałam też w Bombaju, w prawdziwym hinduskim mieszkaniu na Colabie, u Hindusa pracującego w Bollywood! Kosmos.

Warunek takich fajnych ofert – trzeba zarezerwować wcześniej. No i ustawić odpowiednio niskie ceny specjalnym suwakiem, bo są tam również i droższe (i bardziej wypasione) chaty.

Jeśli założysz konto poprzez mój link, dostaniesz 80 zł na pierwszą podróż, a Airbnb dorzuci się również i do mojej kolejnej podróży, więc win-win :) Kliknij tu i zacznij tę przygodę, zapewniam, że warto.

Innym rozwiązaniem jest brać swój dom wszędzie ze sobą, dlatego uwielbiam też spać pod namiotem, a sekretnie marzą mi się wakacje w kamperze!

slow travel
Magiczny Poznań w sylwestrowy wieczór :) A Ty gdzie chcesz jechać?

SLOW TRAVEL TIP #6: Być życzliwym!

Podróże wspaniale pokazują nam, jak świat odbija to, co sami w sobie nosimy. To piękna nauka o nas samych, ale też doskonała – bo oderwana od codziennej rutyny – okazja, by przełamać stare schematy.

W nowym miejscu nikt mnie nie zna i mogę być, kim chcę. Chcę więc być życzliwie nastawiona, wdzięczna za to, co otrzymuję, staram się ze swojej strony uczynić wszystko, aby ten dzień był piękny. Wszyscy chcielibyśmy, żeby świat był miłym, przyjaznym miejscem. Zobacz, jak wiele zmienia wzięcie odpowiedzialności za swój kawałek.

Oczywiście możesz też walczyć ze światem, nastawiać się wobec niego wrogo, chować urazę, mieć o wszystko pretensje i dziwić się, że nawet gdzieś daleko od domu masz same nieprzyjemności i spotykasz samych niemiłych ludzi. Biedaku! To taki twój prywatny Dzień Świra. Lubisz cierpieć – baw się dobrze. Ale pamiętaj, nie musisz tego wybierać.

Gdziekolwiek pojedziesz, zabierasz w tę daleką drogę samego siebie. Nie chcesz spędzić wymarzonych wakacji w towarzystwie jakiegoś wiecznie naburmuszonego typka.

Przekonaj się, jak wielkim lustrem jest świat: gdy stawiamy opór, i on stawia opór, gdy wyciągamy rękę, i on ją do nas wyciąga za pośrednictwem ludzi i zdarzeń. A wtedy powstają najpiękniejsze wspomnienia.

Zakładam więc czapkę i udaję się w podróż przez nowy kolejny piękny dzień :)

A Wy jak najbardziej lubicie podróżować?

Previous Już nie noc, jeszcze nie dzień. O pierwszych pączkach i ostatnim śniegu
Next Jak zacząć fajnie dzień? Magiczna moc intencji