Slow life na pełnych obrotach?


Ponieważ kilka ostatnich lat spędziłam – szczerze mówiąc – głównie kontemplując w domowych pieleszach i na łonie natury komfort życiowej stabilizacji, mogłam więc sobie być tak slow, jak tylko chciałam. Na upartego przespanie całego dnia też wchodziłoby w grę.

Nic jednak nie trwa wiecznie (na szczęście!) i ostatnio moje życie nabrało takich rumieńców, że nie dowierzam. Co i rusz wpadam na jakiś nowy, świetny pomysł, który pragnę wcielić w życie, a mój grafik powoli staje się zapchany niczym planner jakiejś zagonionej korporacyjnej menedżerki. Jak się w tym wszystkim nie pogubić?

Poniżej kilka rad dla osób, które żyją szybko, ale chcą utrzymać w tym równowagę. Ja już nawet nie wiem, czy to jest “slow”. Patrząc na różne blogi, nabieram przekonania, że slow life to kupowanie organicznych kosmetyków i jedzenie śniadań w łóżku, przy czym obowiązkowa jest śnieżnobiała pościel. Dla mnie to życie takie, jak chcemy i lubimy; takie, jakie nam służy i sprawia, że wzrastamy. Jeśli służy nam aktywne życie, to nie ma się co hamować, ale wkładanie uwagi i serca w każdą chwilę jest tak samo ważne niezależnie od tego, w jakim żyjemy rytmie.

Jak żyć na pełnych obrotach i zachować równowagę?


pexels-photo-25349

Weź za siebie odpowiedzialność.

Powiedzmy to sobie w końcu raz na zawsze – twój styl życia to twój wybór. Przestań sobie wmawiać, że jesteś do czegokolwiek zmuszony. Naprawdę zawsze jest jakieś inne wyjście. Nikt do niczego cię nie zmusi, jeśli mu na to nie pozwolisz (jestem na to świetnym przykładem).

Jeśli musisz ponieść konsekwencje swoich wyborów z przeszłości, zrób to, ale pamiętaj, po co to jest – po to, żebyś się czegoś nauczył, więc na litość boską, nie powtarzaj kolejny raz tego samego schematu, jeśli nie chcesz tych samych konsekwencji.

Otwórz oczy i zobacz, jak naprawdę wygląda twoje życie. To TY jesteś odpowiedzialny za ten, a nie inny jego kształt. Naprawdę chcesz, żeby tak już zostało? Jeśli odpowiedź brzmi TAK – to fajnie.

Ustal jasne priorytety.

Żebyś nawet zaczął tańczyć na rzęsach – i tak nie dasz rady być wszędzie i zrobić wszystkiego, więc możesz równie dobrze wybrać to, co dla ciebie najlepsze, a resztę odpuścić, dzięki czemu zyskasz przestrzeń, w której będzie ci wygodnie.

Uważaj jednak, by wybrać zgodnie z intuicją, a nie z tym, co podpowiada chciwy i nienasycony umysł. On zawsze będzie cię pchał do kolejnego projektu, kolejnego piwa i następnej próby podboju świata, choćbyś padał już na cycki.

Nie chcę być z tym monotonna, ale codzienna minutka wsłuchania się w siebie w zupełnej ciszy może podsunąć ci zadziwiający wgląd w to, czego naprawdę chcesz i potrzebujesz.

Życie delikatnie popycha nas w kierunku, który jest dla nas dobry, a cała sztuka w tym, żeby rozpoznać ten kierunek i pozwolić się nieść. Wiem, że jest takie powiedzenie o zdechłych rybach płynących z prądem, ale to odnosi się do konformizmu i do niebycia bezrefleksyjnym durniem, a płynięcie swoim osobistym nurtem to już coś zupełnie innego. Każdy ma swój własny prąd, a kto chce z nim walczyć, ten walczy sam ze sobą i utrudnia sobie życie nie wiadomo po jaki chust. Nie wierzę w przeznaczenie, raczej w to, że każdy z nas ma coś takiego, w czym poczuje się spełniony i głęboko w środku wiemy, co to jest.
pexels-photo-96414

Postaw na jakość.

Przede wszystkim na jakość doświadczeń. Jeśli rozmowa jest bezcelowa, a towarzystwo cię nudzi, to właściwie po co tam siedzisz? Czy ciągłe oglądanie złych wiadomości i słuchanie bredni poprawia coś w twoim życiu? Wywal to gadające pudło przez okno. Dlaczego chcesz po raz kolejny jeść gówniane jedzenie, po którym czujesz się ciężko i źle ci się myśli? Czy potrzebujesz dziesiątej pary szpilek (powodzenia z haluksami), żeby potem jęczeć, że nie masz za co pojechać nawet na weekend za miastem w domku typu Brda?

Postaw też na jakość wina, które pijesz do kolacji, na dobre i wygodne buty, ładnie mieszkaj, miej czysto na stole w kuchni, słuchaj muzyki na dobrym sprzęcie. Bądź smakoszem, koneserem. Życie jest krótkie, szkoda by było przeżyć je byle jak.

Wyeliminuj nadmiar przedmiotów, nadmiar bodźców i nadmiar wszystkiego. Jesteśmy tym tak bombardowani, że w pale się nie mieści. Komu to potrzebne? Nie dawaj sobie nic wmówić ani wcisnąć. Chciej dla siebie tylko tego, co najlepsze, najprawdziwsze. Jesteś zbyt fajną osobą, żeby otaczać się jakimś badziewiem.

Twoje otoczenie z początku może nie być zbyt zachwycone twoją zmianą, ale na dłuższą metę zobaczysz, że każdy i tak ma to w dupie. Twoje życie jest twoje, więc się nim zajmij.

O dziwo zobaczysz, że szczęście pojawia się po prostu wtedy, gdy pozbędziesz się wszystkiego, co cię przed nim powstrzymuje :) To naturalny stan każdego dziecka i każdego dorosłego, który nie zagłuszył dziecka w sobie.

Baw się.

No właśnie – kiedy ostatnio zrobiłeś coś kompletnie bezproduktywnego, dla czystej radości robienia tego? Idź potańczyć. Włącz sobie muzykę i śpiewaj. Sąsiedzi niech zatkają uszy, jak im się nie podoba. Zresztą myślisz, że tak wszystkich obchodzi, co robisz? A jeśli nawet – to nie twój problem, jeśli ktoś nie ma swojego życia i woli twoje. Niech sam sobie z tym radzi.

Pojedź gdzieś tylko po to, żeby tam pobyć. Wybierz się na spacer w deszczu. Wejdź na jakąś górę i zobacz, jaki stamtąd jest widok. Upleć sobie wianek z kwiatów. Przytul kogoś. Powiedz komuś coś miłego bez powodu. Uciesz się komplementem, kiedy go usłyszysz, zamiast w niego powątpiewać.

Nie myśl tyle. Nie wszystko musi ci się opłacać. Nie wszystko musi mieć sens! Dużo najlepszych rzeczy w życiu jest bez sensu. I do tego za darmo.

Wyrwij się z tego smętnego stanu, w którym jesteś takim poważnym człowiekiem i robisz tylko przydatne rzeczy. Robisz tyle różnych rzeczy i wszystko musi być przydatne? Zrób coś dogłębnie niepraktycznego. I tak nie masz nad wszystkim kontroli. Pozwól rozkwitnąć czemuś spontanicznie. To może być twoja najlepsza przygoda.
city-people-street-sun

Bądź obecny.

Skoro masz takie fajne życie, to chyba nie po to, żeby je inni podziwiali i bili ci brawo, tylko żebyś sam coś z niego miał. Bądź świadom tego, co cię otacza, co dzieje się wokół ciebie. “Celebrowanie chwil” – może to brzmi trochę infantylnie, ale mniej więcej o to właśnie chodzi. O to, że skoro już tu jesteś na Ziemi, to… bądź.

Jesteś ze znajomymi na lunchu? Bądź tam z nimi, a nie z nosem w telefonie. Nie odpływaj myślami Bóg jeden wie gdzie. Myślisz, że ci znajomi chcą, żeby takie ciało bez świadomości w środku z nimi siedziało, czy żebyś ty z nimi siedział? Jakbym chciała się spotkać z samym ciałem, to bym manekina sobie kupiła i posadziła na kanapie obok siebie i to by mi w zupełności wystarczyło.

Dzięki takiemu byciu obecnym jak najczęściej, najlepiej w każdej sekundzie, odkrywasz różne fajne rzeczy. Na przykład to, że życie wcale nie jest takie skomplikowane, jak się zdaje. Że nie ma aż tylu powodów do zmartwień i obaw, a kiedy nawet przez chwilę nic się nie dzieje, to wcale nie musi być nudno, bo każda chwila i tak jest inna. I że rzeczy niby nieprzyjemne w gruncie rzeczy też mogą być przyjemne. Bo bycie obecnym jest bardzo przyjemne. Jesteśmy do niego stworzeni :)

Bądź wypoczęty.

Jeśli twój hiperaktywny tryb życia przemienia cię w zombie, to znaczy, że próbujesz za dużo wcisnąć w zbyt małą przestrzeń. Nie dotyczy to rodziców noworodków i małych dzieci. Rozejrzyj się, czy jest tam gdzieś noworodek – nie ma? To znaczy, że twoje bycie wiecznie niewyspanym, wiecznie rozkojarzonym i nieogarniętym, nie ma żadnych podstaw i najlepiej puknij się w łeb.

Zostało ci dane zdrowie, bystry umysł, jasna świadomość, która jest po części tobą, więc nie chcę się mądrzyć (a i tak to robię), ale nie zmarnuj tego potencjału, bo później jako stary dziad – albo baba – będziesz tego żałować. Nigdy nie będziesz zadowolony z życia, w którym wiecznie się miotasz, będziesz odczuwać tylko wieczny niepokój i ciągle będzie czegoś ci brak. Tymczasem jesteś już kompletny i nie potrzeba ci niczego poza równowagą.

W praktyce to proste – wystarczy spędzać po prostu pewną część dnia na zasłużonym odpoczynku. Żadna wielka filozofia. Nie wierz w te dyrdymały, że to strata czasu i że śpiąc, marnujesz jedną trzecią doby, zamiast pracować na swój oszałamiający sukces, polegający na gromadzeniu wielu zbędnych przedmiotów. Gdyby sen nie był potrzebny, to by go nam Matka Natura nie dała. Ale nie chodzi tylko o sen, bo od jego nadmiaru można nieźle się zamulić. Chodzi po prostu o regenerację, czas na nabranie sił, czas spędzony w ciszy z samym sobą. Naucz się relaksować (i to bez alkoholu!) Zasługujesz na to.

Oddychaj.

W powietrzu jest życie. Uwielbiam, jak moje płuca napełniają się całe powietrzem. Odetchnij sobie tak głęboko kilka razy, zobacz, jak fajnie. Oddychaj tak codziennie. Tylko nie przez cały czas, bo w głowie ci się zakręci ;)

Oddychanie przedłuża młodość. Daje jasność umysłu. Uspokaja. Pomaga być obecnym. Zobaczyć rzeczy takie, jakie są. Kiedy szlag cię trafia, oddychaj. Kiedy wpadasz w bezdenną otchłań rozpaczy, oddychaj. Kiedy zaraz wystrzelisz z emocji jak korek od szampana – wiesz, co robić. Oddech zawsze cię uratuje, zawsze ci pomoże, w jego falującym rytmie czuć rytm pulsującego wszechświata, twojego życia.

Nawet w najszybszym tempie życia nie zapominaj oddychać :)

A jak przypadkiem tak się złoży, że poza oddychaniem będziesz praktykować jeszcze jogę, to tym lepiej.

Cholera, tak mi się podoba ten tekst, że aż się sama rozemocjonowałam i muszę sobie pooddychać.

A Wy – jakie życiowe tempo lubicie najbardziej?

Previous Kobieto, nie bądź MAŁPĄ!
Next Słonecznik #3: Wiosna w pełni