Być nago w saunie – wstyd i hańba czy… relaks i oczyszczenie?

Od siedmiu lat chodzę regularnie 1-2 razy w tygodniu na saunę. Nagą. Jak mnie Pan Bóg stworzył. W końcu wiadomo nie od dziś, i nie od byle kogo, tylko od prekursorów saunowania – Skandynawów, że tak się właśnie wchodzi do sauny. Jednak nie wszystkim wiadomo, że saunaria najczęściej są koedukacyjne. A strefa nagości – obowiązkowa!

Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że taką właśnie koedukacyjną nagą saunę wybudowano w moim mieście, aż się zatrzęsłam. Jak ludzie mogą na to się zgadzać? Jak oni mogą tak się – pokazywać? Przy obcych facetach chodzić nago? Przecież – ktoś powinien coś z tym zrobić!

Było mi nawet szkoda, że tam nie mogę iść z powodu tych podglądaczy, co tam na pewno grasują, bo sauna to prawdziwy przybytek zdrowia. Już sam jednorazowy pobyt w niej jest bardzo przyjemny, a regularne uczęszczanie praktycznie pozwala zapomnieć o infekcjach czy przeziębieniach, wzmacnia serce i poprawia krążenie, detoksykuje wszystkie nasze wewnętrzne organy i wspomaga przemianę materii. Do tego relaksuje i odpręża, usuwa stres i zmęczenie.

Same plusy – tylko jak ja mam się odprężyć NA GOLASA? I po co? Żeby jacyś faceci mogli się na mnie pogapić? O, nie nie nie…

Bywałam wcześniej w saunie “gaciowej” przybasenowej. Każdy po wyjściu z basenu siedział prawilnie w swoich chlorowanych majtkach na deskach sauny i nikt nie musiał niczym świecić. Ludzie siedzieli i gadali, głośno się śmiali. Potem, po wypoceniu się w dość dusznej atmosferze, każdy wskakiwał prosto do basenu z zimną wodą, żeby się opłukać i schłodzić…

Klimat był jak na basenie – i mniej więcej podobny poziom higieny i kultury. W życiu nie chciałabym w tym towarzystwie siedzieć nago.

Nadszedł jednak taki dzień, że przyjaciel ogarnął mi jedną z tych sportowych kart, na którą można wchodzić wszędzie gdzie się chce – wiecie, typu Multisport czy Fitprofit. Urok nowości sprawił, że testowałam, co tylko się dało. Joga, salsa, zumba, pilates, basen, gdzie by tu jeszcze pójść? I pewnego dnia pomyślałam, że zobaczę po prostu, jak tam jest, na tych saunach, a jak będzie coś niehalo, to po prostu odwrócę się na pięcie i wyjdę, niczym nie ryzykuję.

Byłam ciekawa, bo w sumie poza własną opinią miałam jeszcze do porównania wiele głosów z internetu, które te sauny chwaliły i polecały. A ostatecznie – nie byłam, więc może się nie znam? Poszłam.

No i słuchajcie, przeszedł ten pobyt moje najśmielsze oczekiwania! Bo wiecie, co się wydarzyło? Czy Wy sobie wyobrażacie, co tam się działo?? No właśnie…

…nic.

W przestronnej, jasnej sali siedzieli ludzie w ręcznikach i odpoczywali. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Cisza, szum wody w jacuzzi, prowadzone przyciszonym głosem rozmowy.

W saunach parowych siedzieli nadzy ludzie, ale było prawie ciemno, a pary tyle, że nie było praktycznie nic widać.

W saunach suchych w półmroku, w ciszy, ludzie leżeli albo siedzieli na ręcznikach, owszem, nago. Często mieli zamknięte oczy, byli zamyśleni, skupieni. Na twarzy błogość, nastrój relaksu. Piękny zapach olejku eterycznego unoszący się w powietrzu.

Pod prysznicami rzeczywiście było widać gołe tyłki w pełnej krasie, ale… tak sobie uświadomiłam, że tak gapić się na jakichś obcych ludzi to po prostu jest… niekulturalne.

A tam panowała taka kultura, było tak nienerwowo i normalnie, że to aż uderzające. Dawno nie byłam w tak odprężającym miejscu!

Każdy wchodząc do sauny mówił innym dzień dobry, wychodząc – do widzenia, dziękuję. Panował totalny spokój, bez głośnych rozmów, bez ekscytacji i śmieszków. Trochę taki klimat, jak kiedy bierzesz wspaniałą, gorącą, pachnącą kąpiel i tak się cieszysz tym błogostanem, że nie chce ci się nic gadać. Tylko, że wokół są inni ludzie – ale oni są zajęci dokładnie tym samym, co Ty.

nago w saunie

Poszłam drugi raz. Później trzeci. Szybko zaczęłam chodzić regularnie, a teraz nie wyobrażam sobie z tego zrezygnować.

Odkryłam, że po pewnym czasie spędzonym w saunie czujesz się, jakby Twoje ciało otwierało się i wypuszczało z siebie wszystkie toksyny nagromadzone przez tydzień, tak, jakby wycisnąć gąbkę.

Odkryłam, że zimny prysznic, a potem, na deser, zanurzenie się na dziesięć sekund w balii z lodowatą wodą, sprawia, że czujesz na nowo każdą komórkę w ciele, że całe Twoje ciało wibruje życiem i przyjemnością.

Odkryłam też, że fakt posiadania ciała w kręgu ludzi kulturalnych i dojrzałych nie jest niczym niezwykłym. (Niezwykłe byłoby raczej kąpanie się w ubraniu, albo oczekiwanie, że w spoconym poliestrze dojdzie do jakiegoś gruntownego oczyszczenia, albo że inni będą chcieli to wąchać.)

Że to naturalne, że bez ubrań czujemy się nieco bardziej podatni na zawstydzenie, czy skrępowanie. Dlatego każdy ma dla siebie przestrzeń, której inni nie naruszają, ani zbyt nachalnymi rozmowami, ani spojrzeniami.

Że jeśli ktoś narusza kulturę saunowania (co, bądźmy szczerzy, czasem się zdarza), to od razu inni saunowicze zwracają mu uwagę! Ja też mogę zwrócić komuś uwagę, jeśli jest taka potrzeba. Mam prawo czuć się w pełni bezpiecznie i komfortowo.

Że po półtoragodzinnej sesji przebywania na zmianę w gorącym i zimnym otoczeniu czujesz po prostu, jakby przepełniała Cię od środka fizyczna radość, siła, spokój, zdrowie. Zupełnie nowe uczucie.

Że rytuał saunowy, tak zwane naparzanie, to takie uczucie, jakby parzyło Cię całe ciało w bardzo przyjemny sposób, przenikliwe fale gorąca, od których aż przechodzą ciarki, a później, kiedy stoisz na mrozie albo nacierasz się śniegiem, albo z dziecięcą radochą pływasz w basenie z zimną wodą, i wszystkie te lodowe igiełki wbijają się w Ciebie, a Tobie wcale nie jest od tego zimno, tylko wspaniale, to tak, jakbyś oczyścił się od środka, nie tylko skórę, ale całego Ciebie, te wszystkie miejsca, które od dawna o to prosiły, i w ciele… i w głowie.

Że jest w saunach coś takiego, jakby wrócić do wewnętrznego domu, gdzie jest ciepło i przytulnie. Wszystko jest dobrze. Jestem tu i teraz. Cudownie się tam schować, kiedy dopada mnie melancholia albo przytłoczenie. Zatrzymać się na chwilę. Nie robić nic, kompletnie nic. BYĆ. To chwila dla mnie, dla mojego piękna i mojego dobrostanu. Moje oczyszczenie.

Zaczęły się podróże po saunariach w całej Polsce. Najlepsze, jakie odkryłam, to Termy Rzymskie w Czeladzi. Przyjemność nie z tej ziemi. Królewska, cesarska po prostu uczta dla ciała i ducha, warta pojechania tam specjalnie z Łodzi. Super czas spędziłam też we wrocławskim Aquaparku. Wiele obiektów jeszcze przede mną.

Na “moich” saunach zaczełam widywać znajome twarze. Zaczęły się skinienia głową, czasem towarzyskie pogawędki. Powitania z uśmiechem, częstowanie herbatą. Poczułam, że jestem wśród swoich.

Choć możemy różnić się wszystkim, to jednak – biedniejsi czy bogatsi, z poglądami takimi czy innymi, pochodzeniem takim czy owakim – bez ciuchów wszyscy jesteśmy do siebie podobni. I tak samo w temperaturze ponad stu stopni, w rozpalonym piekarniku, jest nam piekielnie gorąco. A po wyjściu – niebiańsko błogo.

Po pewnym czasie przyzwyczajasz się do tego bycia nago w saunie. Zupełnie przestaje to być istotne, że wszędzie kręcą się golasy. Przyszedł ktoś nowy? Można go poznać po tym, że zakrywa się bardziej niż inni. Jeszcze nie poczuł, że tutaj nikt nie umiera z ciekawości, co on tam ma, pod tym ręcznikiem. Mało rzeczy tak poprawia osobisty stosunek do ciała i nagości, jak pobyt w saunie.

Tym bardziej, że wokół jest cała masa niedoskonałych ciał, starych, młodych, grubych, chudych. I uświadamiasz sobie, że Ty też nie musisz wcale być doskonały. Masz prawo być właśnie taki, jak jesteś. A także – masz prawo być w pełni zdrowy i zasługujesz na to.

Nago w saunie? A czy nie wygodniej byłoby jednak w kąpielówkach?

Cóż, byłam później na saunie w Uniejowie, gdzie nie ma strefy nagości, i choć obiekt jest fajny, to dosłownie marzyło mi się, żeby móc już ściągnąć to siedlisko bakterii i porządnie się oczyścić. Powietrze w takiej saunie, gdzie każdy ma na sobie mokry kostium – jest inne. Po prostu inne. Rozmowy jakby głośniejsze. Klimat mniej relaksujący. Deski sauny bardziej mokre i parujące cudzym potem. Higiena mniej zachowana. A efekt – po prostu nie taki.

I komfort, o dziwo – mniejszy.

Idę posaunować. W taką pochmurną pogodę nie ma nic lepszego.

A Ty? Poszłabyś? Poszedłbyś?

Previous Jak używać kadzideł? 7 dobrych okazji, żeby zapalić palo santo
Next Czosnek mocy! Najlepszy naturalny sposób na ból ucha