Jak to się dzieje, że tak trudno kochać innych ludzi?

Naturę, zwierzęta, przyrodę – łatwo jest otoczyć miłością. A ludzi?

Kochamy psy, konie, piękne widoki i wszystko to, co ładne, przyjazne i co za bardzo nie gryzie.

Kochamy słońce na bezchmurnym niebie, świeże powietrze w lesie i obowiązkowo spokojnie wypitą kawę w niedzielny poranek.

W ludziach kochamy ich dobre strony, ich ciepło, wyrozumiałość, dobre słowo, ich twórczą ekspresję, chęć niesienia pomocy.

W sobie – to, co udane:
długie rzęsy, bystry umysł, zmysł organizacyjny, poczucie humoru…

Jak ktoś zapyta: kochasz siebie? Odpowiadamy oczywiście, że tak! Mając na myśli nasze zalety.

Mamy taką listę rzeczy, które nam się podobają i nadają się do kochania. To bardzo przyjemne tak zanurzyć się w miłości do tego, co dobre.

Ale mamy też inną listę.

Są to rzeczy, które absolutnie nie mają racji bytu. Są po prostu nie do przyjęcia.

I tutaj już trudniej, bo tego już się przecież nie da kochać, przecież tego nawet tolerować się nie da.

Tego, że ktoś się czepia, krzyczy albo marudzi. Tego, że jest niesprawiedliwy, że jest nieświadomy. Że niewystarczająco pracuje nad sobą. Że się spóźnia albo bałagani. Że się wywyższa. Że jest zimny i odległy… tak, jak czasem my.

Tego, że sami jesteśmy leniwi albo nie potrafimy przestać się poświęcać, że za dużo jemy albo pijemy, że zawodzimy innych, że nie potrafimy się obronić, że nie potrafimy zebrać się do kupy.

Nie kochamy swojego wielkiego tyłka albo wielkiego nosa, swojego wiecznie płaczącego wewnętrznego dziecka, swoich napadów paniki, powielania błędów rodziców, niedorastania do pięt rodzeństwu, własnych fobii i wewnętrznych dramatów.

Nie kochamy swoich traum, niepewności i bezradności, naszego wstydu i lęku, naszej podatności na zranienie.

Staramy się to wszystko zakopać pod ziemią, zasypać liśćmi i ukryć, ale wciąż to wyłazi i wszystko psuje. A inni widzą.

A fe! Jak tak można, być takim brzydkim. Schowaj to, nie pokazuj się tak przy ludziach. Załóż maskę normalności i stwórz chociaż pozory, że się do czegoś nadajesz. A najlepiej w ogóle siedź cicho, żeby nikt się nie poznał.

Wtedy jest nam najbardziej wstyd.

Bo nikt nie może zobaczyć, jacy jesteśmy naprawdę. Bo musimy to ukrywać.

Jesteśmy gotowi i chętni kochać tę ładną i szlachetną część nas. Ale ta druga część, ta zła i niedorobiona… nie, nie będziemy tam patrzeć!

Sprawimy ciężką pracą, codzienną samodyscypliną, że ta część nas zniknie i będziemy wyłącznie dobrzy. Schudniemy 20 kilo, przestaniemy się złościć, będziemy promieniować czystym światłem i wcieloną świętością, będziemy istnymi aniołami. (Od jutra.)

Tak samo z innymi. To, co w sobie kochamy i akceptujemy, jesteśmy skłonni w nich zaakceptować. Nawet, jeśli jest to jakaś moja wada, ale dla mnie ona może być – to i w Tobie może być. Reszta – do wymiany.

Chętnie szukamy w innych takich rzeczy do kochania, które lubimy w sobie: żeby był równie pomysłowy, równie romantyczny. Szukamy w innych też tego, czego nam brakuje w nas: żeby był odważny, żeby potrafił zarabiać kasę.

Ale jeśli coś skrycie mnie gryzie w sobie samej… Ooo, zobaczysz, jak zażarcie będe tępić to w Tobie i w świecie!

Jeśli coś w Tobie pokazuje mi swoją brzydotę, jeśli przy Tobie wychodzi ze mnie to, czego tak w sobie nie znoszę… oj, skopię Ci dupę!

Nigdy nie zaakceptuję w Tobie moich własnych wad, ani tego, że tak uparcie nie robisz nic z tym, czego ja nie cierpię. Jak możesz być OK z czymś, co jest tak okropne?

Również, jeśli przypadkiem Ty masz bardzo ładne to, co ja mam takie brzydkie, jeśli Tobie łatwo przychodzi to, nad czym ja muszę się tak męczyć… poczekaj, popamiętasz!

Trudno się kocha własną ciemną stronę.

Czasem jest tak, że prędzej zupełnie zrezygnujemy z bliskości, ze wspólnoty, zaszyjemy się sami w jakiejś puszczy czy tropikalnej dżungli, ba, jesteśmy gotowi zupełnie zrezygnować z przeżywania własnego życia i przesiedzieć je całe w domu – byleby nie trzeba było spotkać się z własnym cieniem.

A gdyby tak przyznać, że tacy ludzcy, z wadami, też jesteśmy dobrzy, też nadajemy się, żeby nas kochać? A czy nie można przytulić naszych błędów i dostrzec, jak pomimo tego codziennie pięknie się staramy? Czy moglibyśmy wybaczyć sobie, że nie zawsze się udaje?

Od tego już tylko krok do wybaczenia innym, do przyznania, że nawet tacy porąbani i pieprznięci zasługują na miłość i czułość.

jak kochać ludzi

Są w nas wszystkich niewinne, zagubione dzieci, które zawsze chcą dobrze, choć czasem nie znają drogi na zewnątrz z całego tego labiryntu emocji.

Są takie duszne, zepsute miejsca, gdzie dobrze byłoby wpuścić trochę światła, świeżego powietrza, zrobić tam trochę miejsca.

Są tam wszystkie Twoje granice z przeszłości, które zostały przekroczone, a Ty nic nie mogłeś zrobić. Te wszystkie momenty, kiedy nie potrafiłeś sobie poradzić ze sobą i byłeś za to karany, zawstydzany, odrzucany. Ta przerażająca pustka, kiedy czekałaś na trochę czułości, a ona nie nadeszła. Ten brak zrozumienia, że naprawdę byłaś cały czas bardzo kochana. Przez ludzi równie niedoskonałych, jak Ty.

Są tam wszystkie małe powody, dla których chronimy siebie, budujemy mury, dla których potępiamy to, co przypomina nam o naszych ranach. Nasze małe powody naszych codziennych błędów.

A my, w naszej naiwności, sądzimy, że usunięcie tego przemocą i kategorycznym brakiem akceptacji, doprowadzi nas do jakiegoś czystego światła i dobroci…

Jak przemoc mogłaby doprowadzić do dobroci?

Szczególnie jeśli chodzi o przemoc wobec samego Ciebie?

Za każdym razem, kiedy potępiasz coś, piętnujesz, kiedy nienawidzisz czegoś w sobie lub w kimś – wymierzasz kopniaka tej młodej, najczystszej, najwrażliwszej części Ciebie.

A masz! A masz! Masz taki nie być. Zobacz, co spotyka ludzi, którzy są tacy jak ty. Nie wolno ci być takim, jak jesteś. Zasługujesz na karę. Jesteś winny. A masz, i jeszcze raz.

Ile jest w tym krzywdy! I sami to sobie robimy.

A tyle chcielibyśmy dać z siebie, chcielibyśmy naprawdę być dobrzy.

Te małe istotki w nas czekają, aż w końcu ktoś przyjdzie i powie:

Wiem, że tak naprawdę jesteś dobry.

Wiem, że się nadajesz. Wiem, że sobie poradzisz. Widzę Twoje starania. Jesteś w porządku.

One czekają, aż ktoś powie:

Bardzo Cię kocham właśnie takiego i będę przy Tobie bez względu na to, co zrobisz.

Prawda, że to byłaby ulga coś takiego usłyszeć? Prawda, że na początku wcale nie byłoby tak łatwo w to uwierzyć?

Wiesz, kto musi przyjść i tak Ci powiedzieć? Właśnie Ty.

jak kochać ludzi

To jest właśnie sekretna alchemia kochania świata. Kochania innych ludzi i bliskich, i dalekich.

Bo skoro ja nie jestem taka zła, to Ty też nie jesteś.

Bo skoro mnie można kochać taką, to Ciebie też można takiego.

Bo skoro mogę uwierzyć we mnie – to mogę uwierzyć też w Ciebie.

Bo skoro bycie mną i bycie Tobą jest OK, to możemy w końcu się uspokoić i robić to, co kochamy.

Wystarczy już tej surowości, tego znęcania się, dowalania sobie i besztania siebie. A jeśli zdarzy się – wtedy najbardziej potrzebuję miłości. Wiem, że nie chciałaś, że się bałaś. Taką też Cię kocham.

Ogłaszam fajrant od plucia jadem, tępienia głupoty (bo muszę udowodnić swoją inteligencję?), szydzenia ze słabości (bo muszę być silna?). Ogłaszam wakacje, podczas których każdy może być taki, jaki jest, i które nigdy się nie kończą.

W tej nowo stworzonej przestrzeni wszystko, co w nas dobre, może nareszcie popłynąć, rozkwitnąć, objawić się w swojej pełnej krasie.

To jest kraina realizujących się potencjałów, spełniających się marzeń, niepodciętych skrzydeł.

Kraina, w której ludzi akceptuje się i kocha tak, jak akceptujemy drzewa, pogodę, a szczególnie koty.

Chcesz zamieszkać w tej krainie na zawsze?

Previous 5 lekcji do odrobienia w samotności
Next Akceptacja na poziomie początkującym

2 Comments

  1. Małgosia
    September 13, 2018
    Reply

    to jest o mnie do mnie… tylko jak uwierzyć w siebie i zacząć kochać siebie

  2. A.
    September 15, 2018
    Reply

    Ale jak to zrobić?

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *