“Rozmowy z Bogiem” budzą dyskomfort i robią wrażenie


rozmowy z bogiem

Czytam ponownie “Rozmowy z Bogiem” Donalda Walscha. Kiedy skończę, pojawi się tu obszerniejsza relacja. Nie bez powodu ta książka jest nazywana “podręcznikiem życia” lub “podręcznikiem duchowości dla początkujących”.

To jedna z tych lektur, które zmieniają życie, choć na początku wcale nie muszą zachwycać ani w ogóle się podobać.

Najpierw czujesz w sobie bunt i doszukujesz się dziury w całym. Denerwuje Cię autor, język, konwencja, jesteś niezadowolony, ale jednocześnie coś cię w tym przyciąga, sprawia, że nie możesz się oderwać.

I w pewnej chwili myślisz sobie: “Wow, naprawdę coś w tym jest!”

I nagle widzisz w tekście masę inspirujących cytatów, i widzisz jak to wszystko działa, i łapiesz się za głowę, jakie to proste, choć takie trudne, i czemu wcześniej nikt cię o tym nie powiadomił.

A jak się kończy, to myślisz “Ale jazda!” I nie wiesz, co powiedzieć, ale to odkrycie totalnie i bez reszty wypełnia Cię radością. I już nie możesz się doczekać, co teraz będzie.

Miałam tak też z “Przebudzeniem” de Mello. I z kilkoma innymi książkami, o których napisałam tutaj.

Czasem sobie zadajemy pytanie: Co zrobić, żeby było na świecie mniej wojen, przemocy, morderstw, gwałtów i w ogóle zła? I wymyślamy na to przeróżne skomplikowane rozwiązania, a ja mam bardzo proste.

Gdyby tak każdy przeczytał “Rozmowy z Bogiem”, o ile mniej byłoby na świecie problemów. Mniej strachu. A więcej miłości.

Też macie takie książki, które Was na początku irytowały, a na koniec pozostawiły Was kompletnie oczarowanymi?

2 Comments

  1. Avatar
    stillness
    June 29, 2017
    Reply

    Może niezupełnie mnie irytowały, ale napewno zirytowałyby, gdyby nie było we mnie gotowości. Ale ja mam tak, że książki przychodzą do mnie, gdy jest ma to czas i miejsce, więc mnie nie irytują. Ale podrzucam dwie, które są dla mnie ważne. 🙂

    Wewnętrzne przebudzenie – Colin P. Sisson.

    Tytuł mówi wiele na temat tego o czym jest ta książka. Czyta się rewelacyjnie, bo autor ma bardzo lekkie pióro. A treść? Cóż, do mnie przyszła już po otwarciu oczu i pierwszym wstrząsie z tym związanym. A mimo wszystko wciągnęła i pochłonęła mnie bez reszty. Bo czasem coś mi musi przypomnieć jak to działa. 🙂

    Mowę Ciszy zapewne znasz. Ale jeśli nie – polecam, najlepiej w oryginale. To raczej zbiór kontemplacji niż książka, ale warto mieć pod ręką w trudniejszej chwili.

  2. Avatar
    June 29, 2017
    Reply

    Faktycznie to wyjątkowa książka :) Trudno o lepszą.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *