Refleksje młodej bizneswoman po 6 miesiącach slow-firmy

Ponad pół roku własnej działalności za mną! Czego się nauczyłam? Polecam, jeśli chcesz mieć własną firmę albo masz takie fantazje, że może kiedyś, jeśli jesteś ciekaw jak to jest, albo jeśli już ją masz i chcesz porównać nasze doświadczenia :)

Tak mogłaby wyglądać moja praca... ale nie wygląda :)

Mój założony pół roku temu sklep z kadzidłami, kadzidełkami i rękodziełem orientalnym ma się całkiem nieźle, a do tego przysparza mi oryginalnych refleksji, którym dziś pragnę się z Wami podzielić :) Oto, co odkryłam:

  • Slow-firma nie polega na tym, że się wszystko robi strasznie wolno albo wcale, bo żadnej góry hajsu z tego nie będzie, ale na tym, że się szanuje własny czas i potrafi odpoczywać, a kiedy się już pracuje to najlepiej jak najszybciej złapać flow, poświęcić się temu w całości i mieć z tego jak najwięcej frajdy, co przy odpowiednim nastawieniu może dawać nawet oklejanie paczek taśmą klejącą. (Czy nowy duży tekst ze wskazówkami na pracę w stylu slow to dobry pomysł?)
  • Wiem, że to żaden rewolucyjny news, ale jakoś wcześniej nigdy na to nie wpadłam, że na początku prowadzenia firmy prawie wszystko wydaje się trudne i stresujące, a po pewnym czasie to samo prawie wszystko może być robione jedną ręką bez zastanowienia, podczas gdy druga ręka dłubie w nosie. (Na szczęście jest tam to słówko PRAWIE, dzięki czemu nie grozi mi nuda) :) To tyle jeśli chodzi o obawy przed założeniem firmy z powodu lęku przed nieznanym, które bardzo szybko przekształca się w znane.
  • Rozumiem też osoby, które w swojej działalności kilka razy się przebranżawiają albo prowadzą kilka różnych projektów, bo posiadanie swojej firmy daje jakiś taki niespotykany wiatr w żagle, jeśli chodzi o to, CO dokładnie możemy w tej firmie robić. Możemy wszystko, od handlu kadzidłami do organizacji eventów :) I kompletnie nikt nam nie powie, co dziś robimy – a to, choć wydaje się wadą, bo trzeba to samemu wiedzieć, to jest w rzeczywistości ogromną zaletą i takim ooo-ooo, mogę wszystko (choć nie w każdej chwili i nie wszystko naraz).
  • Są takie błędy, które popełnia się z braku doświadczenia i tego, że to firma musi dopasować się do rzeczywistości, w której funkcjonuje, a nie w drugą stronę. A żeby wiedzieć jaka to rzeczywistosć, trzeba sobie tę firmę po prostu przez chwilę poprowadzić i nie przyspieszy tego lektura wielu mądrych wpisów na blogach dla przedsiębiorców. Kiedy firmy jeszcze nie było, to wyobrażałam sobie: och, to będzie tak wyglądało, a to tak… Oczywiście wygląda inaczej :) Trochę jak z pisaniem tekstów na bloga – jest dobrze, kiedy mi się podoba, ale żeby popularność rosła, to musi podobać się również czytelnikom.
  • Są takie momenty, kiedy myślisz, że ten etap gryzienia tynku ze ścian mógłby już się skończyć, że już naprawdę wystarczy tej biedy i już znów chciałabyś wywalić nogi na biurko i kupować bilet do Indii czy Tajlandii, a tymczasem jeździsz do mamy po słoiki z zupą ogórkową, zupełnie jakbyś mieszkała w stolicy, tylko że mieszkasz w Łodzi. Ściślej mówiąc mieszkasz w swoim miejscu pracy, pracujesz leżąc na dywanie w dresie albo piżamie i tak teraz wygląda twoja codzienność, czasem soboty i niedziele też.
  • Ale kiedy płacisz pierwszy raz sama ZUS, bo cię stać, i nie musisz w tym miesiącu pożyczać, to jest wspaniałe uczucie. Takie woah! To naprawdę idzie coraz lepiej! Jeej, naprawdę to się da zrobić! Kiedy piszesz wpis na blogu o palo santo i nagle spada na Ciebie fala zamówień na palo santo, i później pakujesz z radością te drewienka, to jest taka dzika satysfakcja, że się odważyłaś, że życie naprawdę może wyglądać tak, jak sobie wymarzymy, nawet jeśli trzeba przez jakiś czas iść przez miejsca, o których wcale nie marzyliśmy.
  • I tego spełnienia marzeń Wam – i sobie – życzę :)

    Previous Czy on mnie kocha? 4 znaki, że nigdy nie będziesz pewna
    Next Najtrudniejsze wyzwanie, czyli jak zmienić kulkę nerwów w sarnę