Przepołowiony piesek, czyli nie mazgaj się


Jadę sobie ostatnio autobusem – co często mi się zdarza, zważywszy, że nie mam ani prawka, ani limuzyny z szoferem, a lubię życie aktywne. Jadę więc autobusem i obserwuję.

Autobus zatrzymuje się na przystanku, drzwi się otwierają i wsiada pan. Drzwi się zamykają, ale nie do końca, i powstaje małe zamieszanie. Po chwili za panem wchodzi do autobusu jeszcze piesek – taki rasy kundelek do kolan – drzwi ścisnęły go przy wsiadaniu, ale nic mu się chyba nie stało.

Moje serce też się ścisnęło, kiedy patrzyłam, jak zdenerwowany piesek z podkulonym ogonem chodzi po autobusie, całym ciałem wyrażając, że zabolało, że się przestraszył, a jego pan w ogóle nie zwraca na to uwagi, kontemplując raczej swój, zdaje się, nieco zmęczony stan umysłu.

No, bo wokół czego tu robić wielkie halo?

Pies cały, żywy? Tak. Nie przepołowiło go? Nie. To czego się mazgai? Zaraz mu przejdzie.

Gdyby nie to, że nie mam w zwyczaju głaskać obcych piesków, bo to trochę jak z ludźmi, najpierw wypada się przywitać i trochę poznać, zanim się zaczniemy głaskać – to bym wyręczyła tego pana i przytuliła tego biednego pieska, którego było mi tak szkoda, bo pamiętam, jak mnie samą kiedyś drzwi od autobusu ścisnęły i jak się przestraszyłam. Bo silne to jest cholerstwo i siniaka potrafi zrobić.

I szkoda mi było tych wszystkich biednych istot, którym się coś złego ostatnio wydarzyło i które tak bardzo by chciały tylko się do kogoś przytulić i usłyszeć, że wszystko w porządku, że ciii, już dobrze. I nie ma do kogo. A nawet słyszą, że są beksami i że robią z igły widły, i powoli ich serca twardnieją i się zamykają.

A jednocześnie tak mi przyszło do głowy, że może temu panu też się tak zrobiło, bo ktoś go kiedyś nie przytulał, i może zapomniał, ile to potrafi zmienić.

Chodź, przytul się, to zawsze pomaga.

Previous Praktyka nie zawsze czyni mistrza. O obcej cywilizacji
Next Czemu mężczyźni nie chcą tańczyć w parach?