Kiedy właściwie zaczęłam lepiej poznawać moje wewnętrzne dziecko i odpowiednio dbać o nie?

Czy to nie było wtedy, kiedy po raz kolejny leżałam i kwiczałam z bólu i bezsilności?

Bólu, który sprawiały mi moje nieudane związki, moja fatalna sytuacja materialna, ale przede wszystkim moje wnętrze, które za nic nie chciało się ułożyć i uspokoić, nawet gdy po nim skakałam, straszyłam, groziłam i okładałam pięściami, żeby już w końcu było grzeczne.

Wielkim życiowym przełomom często towarzyszy kryzys – może to dlatego, że gdyby zawsze było nam wygodnie i przyjemnie, to nie mielibyśmy powodu, żeby cokolwiek zmieniać. A może chodzi o to, że żeby coś zbudować, najpierw coś innego musi runąć, żeby zrobić miejsce?

Gdy teraz patrzę na tamto miejsce, widzę przede wszystkim zranione, porzucone dziecko. Małą, zbuntowaną siebie, krzyczącą o uwagę! Ściągającą mi na głowę problemy wszelkiego typu, mówiącą: tu jestem, zauważ mnie w końcu! Tu jestem i albo Ty uratujesz mnie, albo ja zniszczę Ciebie!

Nie uwierzysz, jak odmieniło się moje życie, odkąd obdarzyłam tę małą siebie uwagą i zaopiekowałam się nią. Znalazłam się w zupełnie innym miejscu, niż byłam. Wokół mnie jedna za drugą zaczynają przejawiać się rzeczy, o których zawsze marzyłam. Pierwsza była Miłość. Bo Ona jest wszystkim, wszystko inne tylko wyrasta z Niej.

10. Przestałam tracić energię na walkę

Ciągłe trzymanie się w pionie zabiera tyle sił! Całe to udowadnianie światu, że jestem coś warta, że nie sprawiam kłopotów, że teraz już będę dobra. Jakże uwalniające jest po prostu osunięcie się w słabość. Jak dodaje mocy odkrycie, że słabość to tylko nowa odsłona mojej siły. Siły karmiącej, matczynej, wypełnionej troską, czułością, wrażliwością, empatią.

Roślina ciągle przycinana, kształtowana według jakiegoś idealnego modelu, nie ma w końcu siły, żeby wykształcić i rozwinąć kwiaty, zbyt przycięta nie może oddychać i usycha; ona potrzebuje do tego nieco nieokiełznania, wolności, aby nowe pędy obierały swój kierunek, aby mogły rosnąć tam, gdzie im się podoba.

Dokarmiona, dożywiona, mogę kwitnąć. Moje wewnętrzne dziecko biega po magicznym ogrodzie mojej duszy i cieszy się. Teraz już się nie buntuje. Tworzy razem ze mną.

9. Chętnie biorę odpowiedzialność za siebie i swoje życie

Kiedy nasze wewnętrzne dzieci są przekonane, że się nie udały, że do niczego nie dojdą i najlepiej za nic się nie zabierać, bo nie wyjdzie – branie odpowiedzialności wydaje się prostą drogą do katastrofy, lepiej wszystko zostawić w rękach tych, co się nadają i potrafią. Ale to właśnie odpowiedzialność pozwala mieć na tym świecie coś wyłącznie naszego, od początku do końca przez nas zbudowanego i ogarnianego.

Teraz widzę, że we wszystkich Piotrusiach Panach jest ukryte przerażone dziecko, które panicznie boi się popełnić błąd. Widzę też, że dorosłość jest wspaniała. Pozwala ułożyć sobie życie po swojemu, dokładnie tak, jak zawsze chciałam.

Wszystko, co pojawia się w moim życiu, wybieram sama z wielką satysfakcją, a później opiekuję się tym i dbam o to. I patrzę, jak wokół mnie materializują się moje dziecięce marzenia.

wewnętrzne dziecko

8. W trudnych chwilach jestem wspierana, kochana i prowadzona

Dzieci samotne i pozostawione samym sobie w chwilach silnych emocji mogą mieć tak silne uczucie porzucenia i zagrożenia życia, że nie da się tego opanować. Przejmuje kontrolę, zaślepia całą świadomość, przemienia twoje istnienie w koszmar, od którego chcesz uciec, za wszelką cenę, nawet jeśli uciekniesz przy tym od wszystkiego, o czym kiedyś marzyłaś, nawet jeśli zamknie się nad tobą czarna, gęsta powierzchnia.

Nie zostawiam już nigdy mojego wewnętrznego dziecka w taki sposób, tulę je i kocham, a dzięki temu nawet w środku szalejącej burzy czuję się bezpieczna, nawet tonąc we łzach wiem, że wszystko jest dobrze.

Jestem i zawsze będę. A teraz pokażę ci, jak się stąd wychodzi. Po prostu weź mnie za rękę i chodź ze mną.

7. Potrafię wziąć się w garść i zaprowadzić siebie tam, gdzie chcę

Dzieci pozbawione reguł i granic, stanowczej dorosłej ręki, czują się bardzo niepewnie. Nie mają oparcia. Tym oparciem dla mnie jestem ja sama. Nie żadne zewnętrzne nakazy ani zakazy, nie polecenia wydawane przez “mądrzejszych” ani “dorosłych”. Teraz to ja jestem dorosła i to ja wiem, co dla mnie dobre.

Teraz to ja wybieram, w jaką wersję rzeczywistości chcę wierzyć, i to ja jestem od tego, żeby siebie tam zabrać i pozwolić, żeby się spełniło.

I to ja wiem, kiedy jest ten moment, kiedy trzeba powiedzieć sobie: koniec płakania, idziemy.

6. Stałam się dla siebie pasjonującym źródłem ciągłych odkryć

Wszystko, co się we mnie pojawia, skądś się wzięło. Co to jest? Kim jestem? I dlaczego wcześniej nie interesowałam się sobą, skoro jestem tak wspaniałym polem do eksploracji? Zamiast tego chciałam siebie zmusić, żeby być pewną określoną wersją siebie. Taka, jaką sama siebie chciałam widzieć, bo myślałam, że taka właśnie powinnam być. Pod spodem jednak byłam już kompletna. Piękniejsza i większa, niż myślałam.

Nawet, jeśli niektóre odkrycia początkowo mnie przerastają, przyjmuję je z ciekawością. Przestałam dzielić je na dobre i złe. Przekonanie, że nie jestem dobra taka, jaka jestem, i muszę się zmienić, przestało już być dla mnie aktualne.

wewnętrzne dziecko

5. Traktuję dyskomfort naturalnie i używam go jako narzędzia do wzrostu

Niepewne, nieufne, zalęknione wewnętrzne dziecko traktuje każdy ból jako śmiertelnie niebezpieczne zagrożenie. Szczególnie ból emocjonalny. Nic dziwnego, że za wszelką cenę chce go uniknąć.

Teraz wiem, że każdy kryzys może prowadzić do przełomu i uwolnienia. A każdy mięsień, zanim się rozciągnie i wzmocni – przy rozciąganiu boli. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Ten ból jest jak znak, że idziesz dalej. Czasem jest jak znak, że za chwilę puści i okaże się, że już jesteś dalej, już jest inaczej, udało się, zrobiłeś to. Udało się!

4. Kocham siebie i czuję się kochana

Jak kochać siebie? Skoro wciąż czujesz się niewłaściwa, niewystarczająca, niezasługująca? Kiedy wciąż sobie robisz na złość?

Kiedy Twoje wewnętrzne dziecko w końcu czuje się właściwe, wystarczające i dobre takie, jakie jest, dużo łatwiej jest uwierzyć, że jest się kochanym. Dużo łatwiej jest kochać takie dziecko w nas, które nie musi już niczego zmieniać, żeby być godnym tej miłości. Można w tej miłości się umościć. I ogrzać.

Kiedy Twoje wewnętrzne dziecko czuje się kochane w pełni – w Twoim lustrzanym odbiciu, w śmiejących się czarnych źrenicach można zobaczyć kosmiczną nieskończoność Miłości.

3. Daję i przyjmuję miłość już teraz, a nie dopiero kiedy będę idealna

“Pracuj nad sobą i sama stań się idealną partnerką, a wtedy na pewno spotkasz idealnego partnera” – spotkałaś się już z tym? Ach, ten prawdziwy mężczyzna… Ach, ta idealna kobieta. Tacy nieosiągalni. Ach, kiedyś się uda.

A wokół nas ludzie na swoich ścieżkach, żyjący swoim życiem, ze swoimi cieniami i blaskami. Wokół nas splatające się różne losy. Sukcesy i porażki. Zachwyt i przerażenie.

Wszyscy zrobieni z miłości. Bez wyjątku. Zaplątani w sidła niekorzystnych przekonań, nawyków, nieświadomości? Bez wyjątku. Mający jeszcze długą drogę przed sobą? Chcący kochać już teraz?

Bez wyjątku.

2. Odkryłam, że na nic nie muszę zasłużyć, bo wszystko już jest dostępne

Zrewidowałam to i podobne przekonania i doszłam do wniosku, że zupełnie mi one nie służyły. Że nie jestem godna? Że muszę bardziej się postarać? A i tak nigdy mi to się do końca nie uda? Życie spędzone na przepraszaniu, tłumaczeniu się, kajaniu się? Dziękuję bardzo. Chcę dać małej sobie coś lepszego.

Niby wiesz, że “wszystkie ograniczenia są tylko w naszych umysłach”, ale czy na serio masz świadomość, że tylko wymyśliliśmy sobie, że na coś nie zasługujemy lub czegoś nie możemy?

Przyglądaj się wystarczająco długo, a zobaczysz, że pod tym jest ocean żywej, pulsującej kreacji, z której możesz stworzyć, co tylko chcesz. Podświadomie wierzysz, że nie zasłużyłeś? Proszę, staraj się, zasługuj. Podświadomie wierzysz, że świat Ci sprzyja? Proszę! To wszystko jest Twoje.

1. Uświadomiłam sobie, że nigdy nie było we mnie nic uszkodzonego ani złego

Wiesz, ile czasu spędzamy na naprawianiu i zmienianiu siebie? Zauważyłaś to też? Zdecydowanie zbyt wiele. Zważywszy, że nic w nas nie jest uszkodzone i nigdy nie było.

To moje najważniejsze odkrycie. Przekonanie o skazie, z którą przychodzimy na świat, o naszym wewnętrznym złu, jest tylko kolejnym pryzmatem, przez który widzimy świat. Który może, jak każda iluzja, rozwiać się jak dym. Ukazując naszą niewinność w tej dzikości, naszą moc, która, odrzucona, obraca się przeciwko nam.

Nie wierzysz, że możesz być piękną istotą? Uważasz, że rządzą Tobą wewnętrzne demony?

To nie demony, to niekochane wewnętrzne dziecko. Silne wewnętrzne dziecko, za którym stoi cała podświadomość; z którym możemy walczyć i ich nienawidzić, aż zmieni nasze życie w piekło, lub kochać je i prowadzić, aż zmieni nasze życie w niebo. Wiem o tym – widziałam jedno i drugie.

Proste i wspaniałe.

Interesuje Cię ten temat? Jest już dostępny mój ebook na temat pracy z wewnętrznym dzieckiem i podświadomością. Jeśli chcesz pobrać i przeczytać bezpłatny rozdział, kliknij tutaj. Zapraszam Cię serdecznie.

1 Comment

  1. Avatar
    November 15, 2019
    Reply

    Tylko prawdziwe poznanie i pokochanie siebie jest kluczem do tego, by spotkać odpowiedniego mężczyznę i stworzyć harmonijną relację.

    Zgadzam sie z Tobą, że w związkach często niepotrzebnie czekamy aż druga osoba okaże nam uwagę, miłość. Dajmą ją sobie a później podarujmy ją swojemu partnerowi:)

    Pozdrawiam cieplutko:)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *