Kryzys? Jeszcze nie wszystko stracone


Postanowiłeś w końcu położyć kres twojej zawodowej frustracji i zająć się robieniem dobrego hajsu na tym, co kochasz. Piszesz biznesplan, wypruwasz sobie flaki na kursach i szkoleniach, wizualizujesz swój sukces. Jesteś już istnym ekspertem w swym fachu, tyle, że jakoś firmy nie rzucają się z ofertami pracy ani współpracy, a nowi klienci nie zabijają się o ciebie. Widok dna portfela cię przeraża, a w sumie w poprzedniej pracy może robiłeś rzeczy bez sensu i szefowa idiotka na okrągło wycierała tobą podłogę, ale jednak płacić płacili. Są takie dni, że myślisz, czy przyjęliby cię z powrotem.

Po roku ćwiczenia jogi nadal masz wrażenie, że nigdy, no nigdy nie dosięgniesz piętami do maty w psie. Nawet wydaje się, że kiedyś te pięty były niżej. W początkach jogowania chodziło tylko o to, żeby przetrwać do końca zajęć, a teraz jakoś tak strasznie dużo tego wszystkiego się zrobiło, żebra tu, barki tam, a mózg na księżyc. A ciało jak nie chciało słuchać, tak dalej nie chce. Zajęcia zaczynają kojarzyć ci się z przykrym obowiązkiem. Wymyślasz już powody, żeby tam nie chodzić.

Zmieniłeś dietę na zdrową i próbujesz wytrwać w nowych nawykach, ale tych rewelacyjnych efektów jakoś brak, wegańsko-bezglutenowych pomysłów na obiad też, a człowiek głodny to zły, więc walić to, naprawdę, to nie twoja wina, że Biedronka była tak blisko. A w niej schab z hormonami stresu, puree w proszku, surówka z E i na deser chemiczna drożdżówka w folijce, która będzie się pierdylion lat rozkładać i do tego bankowo udusi się w niej jakieś zwierzątko, które zabłąka się na wysypisko. I jak tu być zadowolonym z siebie?

Nic dziwnego, że chcesz piznąć to wszystko, grubą krechą wykreślić te wielce ambitne plany i powrócić do starej bidy. Ale słuchaj, wstrzymaj się jeszcze troszkę.

Kryzys to znak, że jesteś na najlepszej drodze do celu!

Wydaje się, że rozwój powinien wyglądać jak stabilna kreska prowadząca w górę, ale w rzeczywistości to zygzak. Rozwój przebiega skokami. Prędzej czy później natkniesz się na coś, co go blokuje. Jak w grze komputerowej – żeby przejść na następny level, masz bossa do pokonania.

Kryzys to przystanek na twojej drodze, konieczny, żeby przesiąść się na inny pociąg i pojechać dalej. To zwiastun przełomu, na który masz szansę, jeżeli teraz się nie wycofasz.

Może musisz zrobić coś inaczej, niż do tej pory. Nie pozwól, żeby słomiany zapał od razu wszystko wypalił (o, jak dobrze to znam). Znajdź na spokojnie swój błąd i napraw go. Zobacz, że mimo wszystko czegoś się dzięki temu nauczyłeś.

Może wystarczy znaleźć w sobie determinację. Zaufaj, że wszystko jest tak, jak ma być. Nie porzucaj tego, o czym marzy twoje serce, tylko dlatego, że nie dostałeś tego od razu. Trudne, co? Ale może konieczne, żeby uświadomić ci, czego naprawdę chcesz?

Te trzy chwile zwątpienia, które wymieniłam na początku, znam z autopsji! Wiesz, że omal nie rzuciłam jogi półtora roku temu? Praktyka wydawała mi się katorgą, chodziłam na zajęcia jak za karę. Uparłam się wtedy, postanowiłam, że przejdę przez to. Chwilę później doznałam jakiegoś olśnienia i nagle wszystko zaczęło mi wychodzić. I zrobiło się super. A to tylko przykład. Bo ostrzejsze zakręty też się trafiają.

Kryzys uczy. I zawsze jest znakiem, że za chwilę będziesz mądrzejszy o tę nową wiedzę i doświadczenie.
Co prawda to pewnie też znaczy, że właśnie robisz coś nie tak, ale przecież – dlaczego to miałoby być złe? W końcu coś robisz. Działasz.

Chcemy być tacy bez skazy, tacy bezbłędni, jak z filmu jakiegoś, dostawać od razu same szóstki w szkole życia, a przecież jesteśmy ludźmi, zabłąkanymi, poszukującymi. Kiedy przyznasz sobie prawo do tych wszystkich potknięć i słabszych momentów, to wiesz, ile się zmienia? Wszystko.

Dlatego błagam, nie zniechęcaj się, bo zaliczyłeś jakiegoś faila, bo coś nie idzie. To nieuniknione. Możesz to od razu wliczyć w koszty. Chwile słabości też są po coś. Czasem mała przerwa jest potrzebna, żeby zyskać dystans. Czasem jest tak, że bez tej odrobiny dystansu człowiek by oszalał.

I DLATEGO BYŁAM W PIĄTEK NA TEJ IMPREZIE!! ALE NA TRZYDNIOWEGO KACA TO NAPRAWDĘ NIE ZASŁUŻYŁAM.

Powodzenia na Twojej drodze do celu ;)

4 Comments

  1. Avatar
    March 16, 2015
    Reply

    3 dniowy kac? Ciężka sprawa. Mam nadzieję, że nie moralny ;)

    • Avatar
      March 16, 2015
      Reply

      Nie, zupełnie zwyczajny, tyle, że chyba jakaś infekcja postanowiła skorzystać z okazji i teraz no cóż, mam za swoje :]

  2. Avatar
    March 17, 2015
    Reply

    Fragment o jodze i biznesie własnym : to o mnie, o mnie! Nigdy nie dotkne pietami podłogi :-(

  3. Avatar
    March 18, 2015
    Reply

    Kryzysy się zdarzają- można je wykorzystac na 2 sposoby. Albo solidnie sięzmotywować mówiąc, ze nie ze mną takie numery, albo się poddać :)
    Należę do pierwszej grupy i kazdy kryzys mnie wzmacnia :D

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *