Polubić ponure nastroje


Nawet taka urodzona optymistka jak ja miewa dni, kiedy chce się tylko zabunkrować pod kołdrą i przeleżeć cały dzień zwinięta w kulkę, wpatrzona w gromadzące się nad jej głową czarne chmury. Życie to nie tylko galopowanie na jednorożcu po łuku tęczy. Czasem lubi przetyrać. Albo przynajmniej dać szyderczego prztyczka w nos. Dlatego jeżeli któryś z Was, moi drodzy Czytelnicy, wyobraża sobie, że szczęśliwi ludzie to mają fajnie, bo prowadzą cały czas bezstresowe i nienerwowe życie pozbawione przeciwności losu, to proszę by porzucił czym prędzej te myśli. Nikt tak nie ma. Chyba, że stracił kontakt z rzeczywistością i został wariatką z wronim gniazdem we włosach, ale jeszcze mi trochę brakuje do takowej.

Obecnie, po latach panowania marsowej miny, mamy modę na chodzenie z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Uważamy, że pozytywne emocje są dobre, a negatywne – rzecz jasna złe. Tych złych mieć nie należy. Trzeba cały czas cieszyć się życiem, rozsiewać pozytywne fluidy i zwracać uwagę wyłącznie na jasne strony wszystkiego.

A później sobie idziesz ulicą i bach! Przychodzi niedobra myśl. Taka brzydka, że aż ciarki przechodzą. I nie chce zniknąć. Od razu jesteś wyprowadzony z równowagi i masz dość.
I co teraz?

Jedni wezmą nogi za pas. Dróg ucieczki jest wiele. Może to być piwko ze znajomymi, film w kinie, zakupy, wir obowiązków – coś, żeby nie myśleć, szybko poprawić sobie nastrój, znaleźć się znów w bezpiecznym świecie przyjemności i radości. Skuteczny sposób. Znamy to, co? O tak, ja też znam.

A drudzy zatrzymają się i wysłuchają, co mają sami sobie do powiedzenia. I przygarną te złe emocje do siebie. I zaopiekują się tymi odczuciami, tak niechcianymi, a tak ważnymi. Może czegoś się dowiedzą?

Skąd wiedziałbyś, że idziesz złą drogą, gdyby w pewnym momencie nie dopadły cię wątpliwości?

Po czym poznasz, że coś jest nie tak, jeśli nie będziesz patrzeć w kierunku, z którego dobiegają ostrzeżenia?

Jak chcesz poznać samego siebie, skoro nie chcesz poznać własnej ciemnej strony?

A może myślisz, że pozytywne myślenie uchroni cię przed życiową lipą, niczym magiczne zaklęcie?

Cały trik polega na tym, żeby te emocje potraktować z dystansem.

Nawet, jeśli aktualnie płoniesz w ogniu rozpaczy, paraliżuje cię lęk, spowija cię melancholia – to są tylko emocje. One miną.
Jesteśmy zbyt przywiązani do stałości w życiu i negatywne stany traktujemy jak coś, co zagraża tej stabilności. A one są tak chwilowe, jak wszystko inne. Dziś jesteś smutny, jutro będziesz wesoły. To nic nie zmienia. To ciągle ty. Ciągle tak samo fajny.

Co zrobić, gdy przeżywasz trudne emocje i nie chcesz tym razem uciekać, chcesz coś z tego wyciągnąć?

  • Przede wszystkim pozwól sobie ich doświadczyć. Ponoć wszystkie niewyrażone emocje odkładają się gdzieś w ciele. W brzuchu często się kumulują, zauważyłeś, że podczas nerwów mocno zaciskasz brzuch? I co te biedne organy wewnętrzne mają zrobić? Niektórzy z nas są tak zablokowani, że nawet gdyby chcieli się porządnie rozpłakać, to nie mogą. Programowanie mózgownicy jest tak silne. Idą przez życie nieszczęśliwi, dźwigając swój ciężar. Nie wiem, dlaczego otwarte wyrażanie emocji miałoby być od tego gorszym wyjściem. Nie mówię, że masz stanąć na środku ulicy i wyć, do domu chyba dojdziesz. Ale nie pozwól, żeby to się gdzieś głęboko zakisiło. Każdy nowy dzień powinien zaczynać się z czystym kontem.
  • Zyskaj dystans. Obserwuj samego siebie. Spójrz na swoje sprawy tak, jak gdyby dotyczyły one kogo innego. Samoobserwacja zmienia życie. Uświadamia ci, że nie jesteś własnymi emocjami. Głęboko w środku masz nieporuszalny rdzeń świadomości, którego żadne emocje nie tykają – ani radość, ani żal. Tego wewnętrznego uczucia bezpieczeństwa nie zabiorą ci żadne wydarzenia z zewnątrz. Nawet, jeśli masz duchowość głęboko w poważaniu, to akurat jest rzecz, której możesz doświadczyć. Obserwuj siebie jak najczęściej, nie tylko wtedy, kiedy masz doła.
  • Zapytaj siebie koniecznie: Dlaczego są te emocje? Skąd się wzięły? To bardzo ważne. Zawsze jest powód. Czasem prosty: nie pijesz od tygodnia kawy i chuj cię strzela. Czasem złożony, mający korzenie gdzieś głęboko w przeszłości. To nic niezwykłego, chociaż czasem dotarcie do takiej przyczyny wymaga mega dużo czasu i pracy. Gabinety psychoterapeutów są pełne ludzi pracujących właśnie nad takimi odkryciami. Ale to nie znaczy, że musisz lecieć na terapię, bo sam też całkiem nieźle możesz sobie poradzić.
  • Poobserwuj emocje dźgając je kijkiem i dłubiąc w nich. Dowiedz się, czego dokładnie się boisz, na co się złościsz. U mnie działa pisanie. Strumień świadomości, to, co akurat mam w głowie. Najlepiej długopisem, żebym miała czas się zastanowić, co piszę. To moja autoterapia, a przy okazji też przyjemność. To oczyszczające wywalenie wszystkiego z siebie, całkowicie bezpieczne dla mnie i otoczenia. Papier wszystko zniesie, nic go nie zaboli. A jakie niespodzianki mogą się nagle wyrwać spod pióra na wolność! Ja już nieraz miałam koparę do ziemi, czytając, co właśnie napisałam. Nie zawsze będzie ci się to podobać. A jeśli będziesz pisać dłużej i bardziej regularnie, to niejedna łza się poleje nad tą kartką. Ale dowiesz się o sobie tyle, że warto. Tu więcej na ten temat.
  • Nie bądź dla siebie surowy. Powiedz wewnętrznemu krytykowi, żeby się bujał. Możesz sobie być, jaki chcesz. Nie oceniaj siebie źle tylko dlatego, że masz negatywne myśli. Każdy je ma. Pomyśl, że jesteś dobry. Bez względu na wszystko. Łatwo sobie dokopać, ale przecież nie trzeba. Spójrz w lustro i powiedz: “Kocham cię, nawet jak jest z ciebie taka rozmazana małpa”. I przytul się na zgodę. To, że nie zawsze jest kolorowo, to jeszcze nie znaczy, że coś jest z tobą nie tak. Zaufaj, że wszystko jest w porządku. Tak po prostu.
  • I na koniec – wyciągnij wnioski. Bez tego cała ta szopka jest bez sensu. Co mógłbyś zmienić w swoim życiu, żeby złagodzić czy zlikwidować przyczynę doła? Co mógłbyś zaakceptować czy przynajmniej spojrzeć na to łaskawszym okiem? Szukaj rozwiązań. Jeśli wniosek jest taki: “NIENAWIDZĘ TEJ PRACY!!!”, to ułożenie sobie planu przebranżowienia na najbliższy rok naprawdę może ci załatwić problem. Jeśli jest taki: “BO ON JEST TAKIM IDIOTĄ!!” to… no sorry, ale to właśnie ty się ciśniesz z tego powodu, a nie on. I raczej to nie jest jego problem. Potrzebne Ci to?

Zrób sobie lepiej swojej ulubionej herbaty.
Po każdej burzy wychodzi słońce!

3 Comments

  1. Avatar
    March 26, 2015
    Reply

    Dokładnie! Nie ma złych emocji. Są tylko te bardziej przyjemne i te mniej przyjemne. Zgadzam się z Tobą, warto przyjrzeć się swoim emocjom, zastanowić się skąd się wzięły, pogodzić się z tym, że są, mając przy tym świadomość, że miną. Bo w życiu nic nie jest stałe, zwłaszcza emocje :)

  2. Dotee nie zdziw się jak kiedyś napiszę tekst na podobny temat, wyciągasz mi jak zwykle pomysły z głowy, chyba muszę zacząć szybciej dokańczać swoje wersje robocze :D

    • Avatar
      March 29, 2015
      Reply

      Luz, też tak mam z niektórymi Twoimi textami. Co kilka spojrzeń na sprawę to nie jedno:)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *