Ponieważ Surka ma już sześć miesięcy, a mnie nazbierało się kilka zdjęć z różnych okresów jej jamnięctwa (na końcu znajdziecie jedno szczególnie rozczulające), dziś dzielę się z Wami prywatną kolekcją zarówno foto, jak i refleksji :)

Taki piesek przynosi ze sobą bowiem wiele mądrości niezakłóconej zbędną gadaniną umysłu czy narzuconymi konwenansami. Pies jest intuicyjny, cielesny, szczery i bezwarunkowo kochający, i chyba każdy kto miał psa, zgodzi się ze mną, że daje to bardzo fajną perspektywę. Choć miałam już kiedyś dwa psy (też jamniki), to jest to mój pierwszy “dorosły” pies i nie mogę się nacieszyć tym doświadczeniem.

Bycie w ciele jest podstawą radości życia

Kiedy patrzę na Surię, jaką pełnią życia wibruje każda komórka jej ciała, jaka jest pełna witalności, sprężystości i gotowości, a kiedy odpoczywa – jak głęboko się relaksuje, jestem pewna, że skrzywdzono nas, wmawiając nam, że nie jesteśmy swoim ciałem, w wyniku czego odrzucamy część siebie i żyjemy w jakimś rozdwojeniu.

Kiedy jej ciałko zwija się w kształt krewetki i układa się do snu przytulone do moich pleców, myślę sobie, że ciało może pięknie wyrażać miłość i czułość, a jego ciepły dotyk koi i utula nawet po najcięższym dniu.

Kiedy na spacerze Suria cała staje się swoimi zmysłami, chłonąc swoją pierwszą wiosnę, wtedy myślę sobie, że ciało jest naszym przewodnikiem i odbiornikiem, pomaga przełożyć enigmatyczny świat energii na przepiękne widowisko w multikolorze i dolby surround.

Kiedy jej czarny nosek wyrusza na spotkanie nowych wrażeń, ciągnąc za sobą całą resztę ciekawskiego jamniczego ciałka, myślę sobie, że to nasze ciało pozwala nam odczuwać i doświadczać, a odcięci od niego – skazujemy się na życie wyłącznie w świecie koncepcji, oderwani od ziemi, od materii i od siebie samych. Poszukując spełnienia nie tam, gdzie trzeba.

Wdzięk i piękno świadomego, żywego, zdrowego ciała są tak wyraźne, że nie można się napatrzeć :) Wszyscy zasługujemy na takie doświadczenie bycia w ciele, jakiego można nauczyć się od psa.

“Nie będzie spała w pościeli” mówiłam. Myliłam się.

W każdej chwili mogą wydarzyć się cuda

Suria potrafi jednocześnie być bezgranicznie skoncentrowana na swojej piłeczce, sznurku czy kurczaku z odgryzionym zadkiem (spróbuj go tylko zabrać, a zobaczysz najbardziej spiętego jamnika na świecie, gotowego do startu), i nieprzerwanie czujna na wszystkie sygnały wokół, by w każdej chwili móc lecieć z głośnym szczekaniem do drzwi, bo może to ulubiony wujek przyjechał :)

Ona nie zamyśla się nad scenariuszami rozmów, które nigdy się nie wydarzą, a potrafią zdenerwować. Nie buja w obłokach ignorując bieżącą chwilę, snując fantazje, które nigdy nie znajdą spełnienia. Jest całkowicie obecna i skupiona, gotowa do działania tu i teraz. Nie ociąga się i nie czeka na pisemne zaproszenie.

Ona nie obawia się, że się nie uda, i nie martwi się na zapas. Wita z ciekawością każdy nowy szmer, leci na spotkanie każdej nowej przygody. Czasem jeży się i przygina do ziemi, ale idzie do przodu. Nawet kiedy się przestraszy, za sekundę jest ponownie chętna do dalszego zwiedzania.

Cokolwiek może się wydarzyć, Suria na pewno tego nie przegapi. Pokazuje nam, jak bez wahania zabierać się do działania i wyciągać absolutne maximum możliwości z każdego dnia :)

Nie wiem, jak to się mogło stać…

Swobodne wyrażanie emocji to klucz do wewnętrznego spokoju

Słyszeliście o tłumieniu emocji? Zamrażaniu ich w ciele? Spychaniu w kąt podświadomości, by nieprzeżyte, z ukrycia kierowały nami, albo wyskakiwały w nieoczekiwanej chwili, wszystko psując? Słyszeliście? To fajnie, Suria nie słyszała. To szczere jamnię. Od razu mówi, jak jest. I robi to tak, że nikt się o to nie obraża ani nie bierze tego do siebie.

A może słyszeliście o kumulowaniu emocji, taplaniu się w gniewie czy żalu, hołubieniu urazy, tonięciu we wstydzie i biczowaniu się poczuciem winy? Suria nie słyszała. Za to słyszała o bardzo fajnym patencie, który działa też u nas: po przeżyciu emocji otrzepuje się, strząsa z siebie stres i idzie dalej. Lekka jak piórko, gotowa na nowe przygody :)

Oczywiście można nauczyć psa tłumić emocje, tresując go, tak samo jak tresujemy siebie, wpajając od dziecka, że niektóre emocje dostaliśmy od Matki Natury tylko dla uprzykrzenia życia i to źle je odczuwać. Można nauczyć. I czasem trzeba, na przykład, jeśli jest to pies pracujący.

Ale ponieważ Suria jest wyłącznie do kochania, więc tego naturalnego przepływu u niej nie chcę zakłócać. Niech zostanie taka, jaka jest, i pokazuje nam, jak przeżywać emocje w najzdrowszy z możliwych sposób.

(Jeśli też chcesz się o tym więcej dowiedzieć, chodź polubić mój fanpage i dołącz do grupy “Twój wewnętrzny spokój”, co jakiś czas publikuję tam fajne treści na ten temat)

To żaden wstyd sięgać po to, czego chcesz

Suria ma cudowny dar, który wszystkim nam by się przydał – zupełnie nie zawraca sobie głowy tym, co inni pomyślą. Kiedy czegoś chce, to dąży, aby to dostać, i już.

Zamiast bać się odrzucenia albo mieć pretensje, ona zwyczajnie prosi o uwagę, kiedy jej potrzebuje. I to nie cichutko i nieśmiało, lecz zupełnie naturalnie i swobodnie.

Zamiast się czaić i zwlekać, a potem złościć, ona po prostu na bieżąco obwieszcza, że potrzebuje. Jasno daje do zrozumienia, co sprawi jej radość. Ma kompletnie przejrzyste intencje. Z niczym się nie kryje i nie odkłada nic na później.

Dba o własne potrzeby od razu, kiedy się pojawiają. Dąży do tego, aby było jej dobrze, bezpiecznie, ciepło, sucho i przyjemnie, by była najedzona, wysikana, wyspana, wybawiona i wygłaskana. Podstawowe potrzeby? Ale składają się na szczęśliwego pieska. A jak łatwo przychodzi nam zadbanie o własne szczęście?

To prosty sposób myślenia, który utrudniliśmy sobie wszystkimi “wypada-nie wypada”, “zasługuję-nie zasługuję”, “można-nie można”. Jesteśmy tak zżyci z naszym poczuciem niespełnienia, że aż wzbudza w nas opór, kiedy ktoś nam mówi, że można, wypada i że zasługujemy.

Piesek właśnie to mówi. A w dodatku swoją szczerością, swoim otwartym serduchem i merdającym ogonkiem pokazuje, że nie jest to nic złego :)

No chodź, chociaż 15 minut! Wiem, że znajdziesz chwilę dla mnie.

Wszystko, co najważniejsze, można wyrazić bez słów

Ta mistrzyni komunikacji niewerbalnej udowadnia, że to prawda, że to, co wypowiadamy za pomocą słów, to tylko 7% całej naszej komunikacji. Choć nie mówi ani słowa, nie ma żadnego problemu z przekazaniem, o co jej chodzi.

Potrafi powiedzieć oczami, że jej przykro, albo że jest niezadowolona. Ma swoje szczeknięcie zapraszające do zabawy, jak i takie które nalega albo sprzeciwia się, ma mruknięcie oznaczające, żeby jej nie ruszać, bo chce spać, i takie, kiedy niecierpliwi się, żebym na nią spojrzała. Oznajmia całym ciałem, że widzi coś nowego, że się emocjonuje, że czegoś by chciała albo na coś czeka, i upewnia się, że do mnie dotarło.

Choć nie rozumie moich słów, wie, kiedy wychodzi na spacer, albo że zaraz dostanie do jedzenia ten lepszy przysmak. Wie, kiedy jest mi smutno i przychodzi mnie przytulić i polizać po dłoni, a kiedy jest mi wesoło – skacze po całym domu razem ze mną. Wie, kiedy może sobie pozwolić na dalsze zachęty do zabawy, a kiedy naprawdę nie mam czasu i nie ma sensu zawracać mi głowy.

Na pewnym poziomie doskonale się rozumiemy i to zupełnie nie ma znaczenia, że wszelkie abstrakcyjne kwestie na zawsze zostaną poza jej zasięgiem. Pod warunkiem, że ja też zadbam o to, by nawiązać z nią kontakt… i ze sobą. Bo słowa – tak jak to w życiu bywa – nie są tak ważne jak to, co naprawdę chcemy przekazać.

Jednak najpiękniejszym, co Suria mówi, jest to, że kocha.

To zdjęcie pożyczam. Mogę, prawda? ;)

Miłość jest nieskończona

Miłość można wyrażać bez przerwy i nigdy się nie kończy. Zawsze jest dobry moment na to, żeby ją wyrazić. Nigdy nie ma tak, że jest już za dużo miłości. Zawsze tak samo można się cieszyć z miłości. A nawet coraz bardziej.

Widok tych jamniczych uszek opuszczonych w wyrazie całkowitego oddania, tej kochającej psiej miny, rozbraja mnie za każdym razem. Tyle w tym szczerości i prawdziwości. Tu jestem, kocham Cię i tak po prostu jest. Nic mi nie jesteś winna, ja po prostu Ci to daję.

Zawsze kładzie się obok mnie tak, żeby chociaż kawałkiem łapki czy grzbietu stykać się ze mną.

Dziękuję, że tyle miłości jest teraz wokół mnie. Tyle istot do kochania, aż dech zapiera :) Rozpuszczam się w tym dosłownie. Dziękuję za to przeogromnie.

To naprawdę ONA :) .. Pierwszy dzień w nowym domku! Jaka była malutka :)
Pięć miesięcy później… :)

A Ty masz zwierzątko? Podziel się w komentarzach swoim doświadczeniem :)

Previous Co oni Ci zrobili i kto kieruje Twoim życiem?
This is the most recent story.

2 Comments

  1. Avatar
    March 24, 2019
    Reply

    Piękne… Przeczytałam z przyjemnością.
    My mamy dwa maluchy, Maltańczyki. Kiedyś mieliśmy kotkę i Hovawarta. Nie umiem żyć bez zwierząt. Właśnie z tych powodów, jakie opisałaś pięknie. Pozdrawiam, M.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *