Pokochać bycie kobietą. Skuteczny sposób na PMS


Kojarzycie taki obrazek:

Złowroga cisza. Coś wisi w powietrzu, jak w duszne letnie popołudnie, nabrzmiałe zapowiedzią burzy. Wszyscy czują dziwny niepokój, nikt nie może znaleźć sobie miejsca.

WTEM! Drzwi otwierają się z hukiem, jak wyważone z kopa, i staje w nich przerażający potwór o rozczochranych włosach, wydający z siebie ogłuszający ryk! Wszyscy chowają się pod biurka, ale to nic nie da, albowiem drapieżna kreatura o pysku wypełnionym kapiącą, spienioną śliną, wciąż wrzeszcząc, odpala piłę mechaniczną i nie szanując żadnych świętości rozpoczyna masakrę!

Jej ofiarą padnie wszystko – ona chce NISZCZYĆ!

Sekundę później potwór wybucha głośnym płaczem i roztapia się na podłodze w żałosnej kałuży flegmy i łez.

Znacie to? Ja znam dobrze, bo to o mnie. Przez prawie dwadzieścia lat się tak męczyłam. Co miesiąc.

Później przychodziła miesiączka i dziwne nastroje znikały, ale za to bolało, że aż skwierczałam. Były przypadki, że trzy ibupromy i pół ketonalu ledwo dawały radę. Płakałam z bólu, a potem chodziłam sfazowana tymi lekami przez trzy dni.

Aż pewnego dnia to wszystko minęło.

Chcesz wiedzieć, jak to zrobiłam?

W necie można znaleźć różne sposoby na PMS. Zdrowe odżywianie i tak dalej. Oczywiście, pewnie to pomaga. Nie wiem, bo ja zdrowo się odżywiam już tak długo, że nie miałam okazji porównać. Ale mimo, że jesz to czy tamto, wciąż PMS przychodzi co miesiąc, a ty zdrowym jedzeniem możesz sobie go co najwyżej złagodzić. Więc to jest wszystko można tak naprawdę rozbić o kant dupy. Bo chodzi o to, żeby PMS nie przychodził.

Napięcie przedmiesiączkowe NIE JEST naturalnym stanem, z którym kobieta musi się z jakiegoś niesprawiedliwego powodu użerać.

Napięcie przedmiesiączkowe jest oznaką utraconej równowagi. Oznaką tego, że coś robimy nie tak.

Prawdopodobnie tym czymś jest życie na wysokich obrotach przez cały miesiąc, bez poszanowania dla własnego ciała. Jak już kiedyś pisałam, kobiecy cykl jest naturalną sinusoidą. Są momenty, kiedy kobieta bez trudu podbija wszechświat, ale są też dni, kiedy jej natura wzywa ją do zatrzymania się; do wyprawy w głąb siebie. Sprzeciwianie się temu jest gwałtem na samej sobie. Trochę mnie przeraża, jak często popełniamy na sobie ten gwałt i jeszcze się z tego cieszymy.

Nasz świat jest urządzony po męsku. Jest cały czas w ruchu, mocny, gorący, aktywny, przebojowy. Kiedyś było tak, że kobiety nie brały w tym udziału, bo nie mogły. Teraz przeciwnie: nie mogą nie brać udziału. Nie mogą, bo wówczas są traktowane jako gorsze, przegrane, mało ambitne, mało inteligentne. Bo mierzone męską miarą, przegrywają z mężczyznami w ich wyścigu. Muszą cały czas cisnąć, by nie pozostać w tyle. Słono za to płacą – depresją, chorobami, comiesięcznym złym nastrojem – i cisną.

Czy zamiast tego nie można byłoby podążać swoją drogą – taką, w której jest miejsce na ruch i na bezruch, na aktywność i na pasywność, na yin i yang?

Oto kilka rzeczy, które pomogło mi CAŁKOWICIE pozbyć się zarówno napięcia przedmiesiączkowego, jak i dolegliwości bólowych podczas miesiączki.

Praktyka jogi

Od jogi wszystko się zaczęło. Bez niej być może dalej bym się męczyła w mej nieświadomości.

Praktyka jogi różni się od innych ćwiczeń fizycznych tym, że po pierwsze dopasowuje się do aktualnych potrzeb ciała. Może być za każdym razem inna. Joga pozwala nawiązać z ciałem kontakt i usłyszeć, czego właściwie ciało potrzebuje. Kiedy praktykujesz jogę, to nie ty jesteś szefem, ani nawet nie prowadzący zajęcia, tylko ciało. Jeżeli ono mówi nie rób, to nie robisz. Bywa też, że mówi RÓB! I robisz, sama zaskoczona, jak wiele potrafisz. Niepostrzeżenie to słuchanie ciała przenosi się do codzienności. Po pewnym czasie widzisz jak na dłoni cykliczne wahania energii w ciele i dopasowujesz do nich swoją aktywność. Nie zamęczasz go, ale też go nie rozleniwiasz. To idealna harmonia.

Po drugie, joga po prostu działa. Jest wiele wspaniałych asan na czas poprzedzający miesiączkę, na czas krwawienia i na czas po miesiączce. Asany na czas miesiączki są proste, nie wymagają siły ani elastyczności, nie męczą, może je wykonywać każda kobieta, nawet taka, która nigdy w życiu nic nie ćwiczyła. Polegają głównie na rozluźnianiu i rozciąganiu brzucha. Wzmacniają narządy rozrodcze, regulują gospodarkę hormonalną. Do tego wprawiają w dobry nastrój, ponieważ w brzuchu kumulują się różne stresy i napięcia – a rozluźnienie go pomaga je uwolnić.

Po kilku miesiącach regularnej praktyki odpowiednich asan miesiączki stopniowo przestały mnie boleć. Tak po prostu. Zresztą już w trakcie ćwiczeń ulga potrafi być wielka, aż wprawiająca w euforię. Nie oznacza to, że te asany działają jak tabletka przeciwbólowa. Działają raczej jak mocny, kojący, wewnętrzny masaż. Poprawa może być powolna, ale jest pewna i ty też ją zobaczysz.

W tym samym czasie zniknął mój PMS – w sumie któregoś dnia uświadomiłam sobie po prostu, że od kilku miesięcy nie miałam napięcia przedmiesiączkowego.

Jak się tego nauczyć?

W dobrych szkołach jogi znajdziesz grupy kobiece – ukierunkowane właśnie na wsparcie kobiecego zdrowia, na złagodzenie dolegliwości, na wzmocnienie ciała pod kątem ciąży i macierzyństwa. Znajdziesz tam też, oczywiście, dobrych instruktorów, którzy nawet na normalnej grupie powiedzą ci i pokażą, co robić. W łódzkim Centrum Jogi na Orlej kobiety w trakcie miesiączki mogą liczyć na specjalną praktykę menstruacyjną, nawet w trakcie trwania zwykłych zajęć.

Ja nie jestem instruktorką, więc nie mogę cię nauczyć. Ale jeżeli praktykujesz już jakiś czas i kumasz mniej więcej, o co w tym chodzi, to polecam Ci bardzo książkę Lois Steinberg “Praktyka jogi dla kobiet”. Znajdziesz w niej sekwencje na każdy czas miesiąca, doskonale opisane i opatrzone zdjęciami. Najczęściej wykonuję właśnie te sekwencje i jestem bardzo zadowolona. Tu znajdziesz tę książkę w najbardziej przystępnej cenie.

Uważne poznanie własnego cyklu

Kobiecy cykl to tak mało chodliwy temat, że w domach i szkołach najczęściej za wiele się o nim nie rozmawia i zdarza się, że idziemy przez życie bez konkretnej wiedzy o własnym cyklu. Coś tylko nam świta, kiedy są dni płodne, oraz że przed okresem w wyniku spadku hormonów jesteśmy skazane na zły nastrój.

Pisałam kiedyś dokładniej o tym. Upewnij się, że wiesz, jak dokładnie wyglądają fazy cyklu. (Jest też poradnik dla facetów!) Z tym, że jednak każda kobieta przeżywa swój miesiąc inaczej. Jak przeżywasz ty – to możesz dowiedzieć się tylko obserwując siebie. Czasem przeżywa się cały cykl bardzo subtelnie i gładko. Ale to, że nie masz widocznych problemów z cyklem, nie oznacza, że życie w cyklach ciebie nie dotyczy. A skoro istnieje coś, czemu podlega twoje życie, to chyba lepiej to znać, niż tego nie znać.

Możesz założyć sobie dziennik i notować przez kilka miesięcy codzienne spostrzeżenia na temat swojej sfery fizycznej, emocjonalnej i seksualnej. Taki “dziennik księżycowy” przy okazji pozwala na to przynajmniej kilkuminutowe codzienne zatrzymanie i refleksję. Rozwija też naszą cenną uważność i zdolność obserwacji, sprawia, że zaczynamy patrzeć na siebie bardziej świadomie. Po pewnym czasie zobaczysz, że z zapisków zacznie ci się wyłaniać pewien wzór.

Faktycznie rządzą nami hormony, ale tak poza tym nie jesteśmy przecież bezwolnymi kukiełkami. Gdy znasz własny cykl, możesz dokonać świadomego wyboru, żeby planować swoje życie w zgodzie z nim. Niech twoim priorytetem stanie się odkrycie rytmu swoich naturalnych przypływów i odpływów.

Bycie swoją własną przyjaciółką

Czy nie jesteś za bardzo oddana innym? Jak wiele z tego, co robisz na co dzień, robisz dla siebie? Czy umiesz obronić swoje potrzeby i swoje terytorium? Jeżeli nie, to trudno ci będzie żyć w zgodzie z naturą, bo świat nie tego od ciebie oczekuje. Świat chętnie weźmie wszystko, co mu dasz, i nawet nie powie dziękuję ani pocałuj mnie w dupę. I nawet nie jest tak, że swoim nadmiernym poświęceniem robisz coś dobrego, bo wszystko jest ze sobą połączone, więc jak możesz robić coś dobrego, wyrządzając sobie krzywdę? Uważaj, bo to osłabia. A ty musisz być silna, żeby żyć po swojemu.

Prostym sposobem na odzyskanie kontaktu z samą sobą jest po prostu spędzanie ze sobą czasu. Tak samo, jak do pielęgnowania przyjaźni z drugim człowiekiem potrzebny jest czas spędzany wspólnie, tak i ty potrzebujesz czasu, żeby pielęgnować przyjaźń z samą sobą.

Obowiązki? Każdy je ma, o dziwo nawet ja. Nie żyjesz w próżni, nie ma ludzi niezastąpionych. Są duże szanse, że możesz przełożyć lub oddelegować część swoich obowiązków. Jeśli jesteś matką, to pewnie jesteś też mistrzynią organizacji czasu, więc potraktuj swoje wewnętrzne dziecko jako kolejne ze swoich dzieci i pobaw się z nim, jak należy, zamiast przekazywać jakieś spaczone męczeńskie wzorce młodemu pokoleniu. Co chciałabyś robić, a nie masz na to nigdy czasu? Taniec brzucha? Nauka gry na bębnach? Kurs gotowania według pięciu przemian? No to na co czekasz? Nigdy nie będzie lepszego momentu, żeby zacząć, niż teraz. A może tym, czego potrzebujesz, są po prostu długie, samotne spacery w kierunku, który podpowie ci intuicja? Ja je wprost uwielbiam.

Poświęcając sobie uwagę, rozwijając swoje naturalne zdolności, stając się coraz lepsza w tym, co lubisz i umiesz robić, a ponadto mówiąc NIE otoczeniu wyciągającemu ręce po twoją energię, rozwijasz swoją wewnętrzną siłę, która przyda ci się, gdy zechcesz zrobić coś, co jest dla ciebie dobre, ale niezbyt akceptowane społecznie, niepopularne, niezrozumiane.

Paradoksalnie, by popłynąć z nurtem zgodnym z naturą, musisz czasem płynąć pod prąd w społeczeństwie. Może to taki egzamin z dojrzałości? Satysfakcja jest przeogromna.

Radość z menstruacji

Kto ci wmówił, że miesiączka jest brudna, nieczysta i obrzydliwa? Czy ty też padłaś ofiarą średniowiecznych poglądów, sprowadzających wszystko co kobiece do brudu i wstydu?

Miesiączka jest fajna, wiesz? Oznacza, że twoje ciało jest płodne i silne. Jest dowodem, że możesz dawać życie, że twoje ciało może wydać owoce, których nie potrafią stworzyć sami mężczyźni za pomocą swojego intelektu. Że Ty i Twoja kobiecość są niezbędne światu i są równie ważne, co męska siła i władza.

Zrób eksperyment i w przyszłym cyklu zamiast udawać, że miesiączka nie istnieje, przyjrzyj się jej uważnie. Zaopiekuj się sobą, pozwól na to też innym, bądź damą w potrzebie. Znajdź czas na wypoczynek po pracy, nie umawiaj się tego dnia na szalone wypady na miasto, opchnij dziecko ojcu lub dziadkom. Zrób sobie wolne miejsce i zobacz, co się w nim pojawi. Lubisz slow life? Te oczyszczające dni możesz wykorzystać najbardziej slow, jak tylko chcesz. Możesz śpiewać, rysować albo robić na drutach przez całe popołudnie. Pozwól ciału robić swoją robotę i daj mu spokój. To są dni na obijanie się, nawet nudę. Na tej nudzie może coś ciekawego wyrosnąć :)

Ja poszłam o krok dalej i trzy dni w miesiącu mam wolne od pracy. Wcale nie dlatego, że moja miesiączka jest uciążliwa. Uwielbiam ją. Po prostu to mój święty czas. Jestem super szczęśliwa w te dni, kiedy mam tyle czasu dla siebie, że mogę się w nim nurzać, medytować, słuchać pięknej muzyki, czytać piękne książki i zaplatać sobie włosy na milion sposobów. I nic nie muszę. Oj, dużo koleżanek się dziwi. A ja dziwię się im, że one tak pozwalają sobą pomiatać, jak konie pociągowe, smagane batem, eksploatują swoje bezcenne, delikatne, kobiece ciała, bez przerwy, bez współczucia, bez umiaru.

Celebrowanie każdej fazy cyklu, nie tylko tych, w których jesteśmy najbardziej aktywne i przebojowe, jest kropką nad i w całej idei pokochania własnej kobiecości. Jak można kochać swoje ciało, swoją kobiecość, na wyrywki? Ona jest przecież całością. Nie ma w niej słabych punktów, jest naprawdę perfekcyjna.

A Ty, moja droga, jesteś wcieloną boginią. I ciesz się tym, bo naprawdę jest czym!

sposób na pms
A no tak… bo zapomniałam wspomnieć, że skutkiem ubocznym pozbycia się PMS i dolegliwości miesiączkowych jest pokochanie swojej kobiecości w całości, taką jaka jest.

Ale chyba to nie jest jakiś wielki problem ;)

Previous Miłość absolutna - lepsza niż prezent na Walentynki
Next Zielenina na talerzu - zdrowe wege inspiracje

29 Comments

  1. Gdzieś czytałam, że PMS stał się problemem dopiero współczesnych kobiet. Nasze pramatki albo cały czas były w ciąży, albo w połogu, nie mówiąc już o tym, że żyły o wiele krócej. Szacuje się więc, że dostawały okres tylko ok. 20 razy w życiu. Biorąc pod uwagę, że zazwyczaj nie były aktywne zawodowo i nie musiały konkurować z mężczyznami, lecz pilnowały domowego ogniska – PMS mógł w ogóle ich nie dotyczyć. A więc my, współczesne kobiety dopiero musimy wymyślić, jak sobie z tym radzić.
    Świetny tekst Dotee :) Bardzo bliskie mi spojrzenie na kobiecy cykl, który nie jest słabością, lecz naturalną częścią kobiecości.

    • February 16, 2016
      Reply

      Czyli kolejna choroba cywilizacyjna. Niedługo się okaże, że jednak pilnowanie domowego ogniska miało wiele plusów ;)
      Wiedziałam, że Ci się ten tekst spodoba:)

      • February 20, 2016
        Reply

        Druga strona medalu jest taka, że niektóre kobiety bardzo źle znoszą ciążę, zwłaszcza jej pierwsze miesiące :P Aczkolwiek nie mam pojęcia jak to jest kiedy się jest po raz kolejny w ciąży, np. 6 czy nawet 10.

        Z tego wszystkiego zapomniałam pogratulować tekstu :) Bardzo podoba mi się Twoje podejście do kobiecości, nic tylko brać z Ciebie przykład :)

        • February 23, 2016
          Reply

          Niektóre moje dzieciate koleżanki snują teorie, że i mdłości towarzyszące wczesnej ciąży są chorobą cywilizacyjną, wywołaną głównie złym odżywianiem i stresem. Ja nawet spotkałam się z twierdzeniem, że bóle porodowe są spowodowane brakiem kontaktu z ciałem i że możliwy jest poród w ekstazie. Dla mnie to jak na razie czarna magia :)

          • February 24, 2016

            Ciekawe. Co do mdłości jestem skłonna uwierzyć, ale ze sceptycyzmem przyjmuję informację o bólach porodowych. Cóż, może się tym zainteresuję kiedy będzie mnie to dotyczyło ;)

          • February 24, 2016

            Pogoogluj orgasmic birth, ecstacic birth… ja też sceptyczna, ale jeśli choćby jedna kobieta świata przeżyła orgazm podczas porodu to ja się pytam JAK TO SIĘ ROBI?

  2. February 16, 2016
    Reply

    Obserwuję, skupiam się, PMSu nie miewam. Serio, nigdy go nie miałam! Mam za to okrutne dolegliwości w trackie i najchętniej wróciłabym wtedy do czasów prehistorycznych, gdzie kobietę uważa się za nieczystą i wygania z wioski na kilka dni. Najchętniej miałabym właśnie wolne, schowała się pod kołdrą i objadała niezdrowymi rzeczami. Tabletki i tak mnie otumaniają, więc niewiele kumam. Jestem totalnie nieproduktywna i nawet nie próbuję być. Zaciekawiłaś mnie bardzo z tym wyzbyciem się bólu. Tyle, że zupełnie nie wyobrażam sobie ćwiczeń pierwszego dnia. Najchętniej wisiałabym na łóżku ze spuszczoną głową i poduszką pod brzuchem… Kilka miesięcy temu zdarzyło mi się RAZ w życiu, że faktycznie nic mnie nie bolało. Odczuwałam jedynie lekki dyskomfort związany z krwawieniem, ale czym to jest! Byłam taka mega szczęśliwa, chciałam krzyczeć światu, że ból mnie opuścił i miałam nadzieję, że już nigdy nie wróci. Wrócił w kolejnym cyklu, mocny jak zawsze. Oddałabym bardzo wiele za to, żeby nie bolało! Spróbuję wszystkiego, myślisz, że jest szansa znaleźć jakieś instruktarze w sieci? Bo w TE dni nie ma mowy, żebym pojechała gdzieś ćwiczyć, bo mogę kilka razy zemdleć w drodze… ;)

    • February 16, 2016
      Reply

      Wiele z tych pozycji polega głównie właśnie na wiszeniu albo leżeniu z poduszką pod brzuchem, tylko że w określonej pozycji :) Mimo tego nie ma obowiązku ćwiczenia w pierwszy dzień. Przecież nie chodzi o to, żeby robić coś na siłę. A w pozostałe dni… Widziałam że na youtube są filmy z jogą menstruacyjną, co prawda po angielsku, ale jest ich sporo i wyglądają miło, więc na początek coś jest. Ale ogółem praktyka jogi w trakcie całego cyklu, a nie tylko miesiączki, dałaby dużo lepsze efekty. Tu nie chodzi o pojedynczą ulgę, a o zmiany które zachodzą w ciele dzień po dniu, o stałe wsparcie, a do tego jest potrzebna regularność i systematyczność. Jeśli będziesz praktykować nawet w dni bez miesiączki, ale regularnie, to i tak da to efekty, a później będziesz już na tyle wkręcona w temat, że taka praktyka w domu będzie prosta i przyjemna i efekty się wzmocnią. Żałuję w takich momentach, że nie jestem instruktorką by móc Ci bardziej fachowo pomóc. Ale życzę Ci powodzenia, bo znam Twój ból.

  3. February 16, 2016
    Reply

    A ja uwielbiam być kobietą. Szkoda że odkryłam to tak późno :). Bycie płcią słabsza fizycznie. Bycie niewiadomą. Bycie emocja. Bycie księżyce. Bycie wszystkim tym czym kobieta powinna być aby uzupełniać mężczyznę. Wtedy tworzy się harmonijną całość. Szkoda że tak wiele kobiet nie ma pojęcia o tym. Jeśli chodzi o jogę to zabieram się do niej od dawna i jakoś mi nie wychodzi. Co do miesiączki to mam ten plus że zawsze znoszę bardzo dobrze. Prawda jednak jest ze napięcie przed miesiączka znikło odkąd odpuściłam w walce płci :).

    • February 16, 2016
      Reply

      Bycie księżycem :) ładne. Tak coś właśnie czułam, że to ta walka płci wywołuje PMS. Nasze ciała nie chcą walczyć!

      • February 16, 2016
        Reply

        No ja też nie mam pewności że to walka płci jest winowajca ale kombinujmy dalej. Jakaś teoria się nam wyłoni a jak ja potwierdzimy w praktyce stanie się faktem :)

  4. February 16, 2016
    Reply

    Twoje podejście do życia, do siebie i do kobiecości jest wspaniałe. Nic tylko pozazdrościć :) Ja odkąd zaczęłam praktykować jogę też widzę jej pozytywny wpływ na złagodzenie bóli miesiączkowych i wyregulowanie cyklu. Jeszcze parę miesięcy temu miałam z tym problem, a teraz wszystko się reguluje. Nie wiem czy to zasługa jogi, czy tego, że w ogóle zaczęłam bardziej słuchać swojego ciała, więcej odpoczywać i mniej się przejmować niepotrzebnymi rzeczami. Jedno jest pewne – zauważenie swoich potrzeb i słuchanie własnego ciała przynosi bardzo duże korzyści :)

    • February 16, 2016
      Reply

      Uśmiechnęłam się, czytając Twój komentarz, bo bardzo się cieszę, że u Ciebie też coraz lepiej! To wszystko jest ze sobą połączone, słuchanie ciała, odpoczywanie i joga. Ona wpływa na całe życie na wszystkich poziomach, co byłoby niemalże magiczne, gdyby nie to, że jest też bardzo logiczne ;) A moje podejście do kobiecości, cóż, cały czas odkrywam ten temat, bo kiedyś byłam dla siebie dość okrutna pod tym względem. Na szczęście uczymy się całe życie:)

  5. February 17, 2016
    Reply

    Uświadomić sobie na starość że ten stan NIE jest naturalny- bezcenne ;). Aczkolwiek lepiej późno niż wcale. Ja Ci powiem że mi zawsze pomagały takie rozciągająco-wzmacniające ćwiczenia ( kombinacja jogi, pilatesu i strechu) aczkolwiek nie na tyle żeby odstawić zupełnie pillsy. Bardzo cenne porady – dzięki :)

  6. February 17, 2016
    Reply

    Już kiedyś do głowy wpadła mi pewna myśl, że jak jak osobiście zacznę obcować z jogą, to będzie to zjawisko na skalę światową. Coraz bliżej mi do realizacji tego zadania, od dzisiaj również dzięki Tobie. Mój PMS bywa silny niczym wichura, chciałabym uczynić go lekkim i delikatnym zefirkiem:)

  7. February 17, 2016
    Reply

    Uwielbiam to jak piszesz i co piszesz. W pelni sie z Toba zgadzam. Tylko czasem tak trudno nam zaakceptowac pewne fakty, rowniez te cielesne. U mnei zalezy to rowniez od sytuacji zycowej, w ktorej sie w danej chwili znajduje.

  8. February 18, 2016
    Reply

    Muszę podsunąć ten tekst mężowi, może bardziej skuma sprawę, czemu lubię wtedy spokój…

    • February 24, 2016
      Reply

      Mąż, który rozumie kobiece sprawy, to skarb. Przeważnie mężczyźni nie mają o tym pojęcia i odrobina edukacji im nie zaszkodzi :)

  9. February 19, 2016
    Reply

    Wspaniałe, mądre słowa! Parę tygodni temu, pod innym Twoim postem o miesiączce podrzucałam Ci link do filmu Diany Fabianowej, Moon Inside Us, ciekawa jestem, czy oglądałaś i co o nim sądzisz?

  10. February 20, 2016
    Reply

    Ja tak trochę nie w temacie. Widzę, że polecasz książkę o jodze dla kobiet. A jakie książki poleciłabyś osobie początkującej, kompletnie zielonej, która chciałaby zacząć regularną praktykę? Ogólnie o jodze, bez szczególnego ukierunkowania na kobiety.
    Kiedyś znalazłam w Internecie sekwencję, którą dobrze praktykować w czasie okresu. Słyszałam, że na początku brzuch może nadal boleć, ale po kilku miesiącach pomaga. Ja poczułam się znacznie gorzej… Nie wiem, może źle ją wykonałam, ale skutecznie się zniechęciłam do jogi podczas okresu.

    • February 24, 2016
      Reply

      Osobie totalnie zielonej polecam udanie się do szkoły jogi. Tak jak piszesz wskazówki znalezione w internecie nie zawsze są przydatne, jeśli nie wiemy jak. Z książkami jest podobnie. Są pewne zasady, których najlepiej kiedy nauczą nas inni – po prostu biorąc nasze ciało w swe ręce i ustawiając je tak, żeby było dobrze. Kilka miesięcy i dalej można działać samemu. Natomiast jeśli chodzi o poczytanie o samej istocie jogi, jej filozofii i jej celu, bez instrukcji jak ją wykonywać, to dla mnie fascynujące były książki mistrza B.K.S. Iyengara, np “Joga światłem życia”. Za to w książce “Światło jogi” są wszystkie asany ze zdjęciami. Powodzenia :)

      • February 25, 2016
        Reply

        Dziękuję za odpowiedź :)

  11. Delikatnie spróbuję podsunąć ten artykuł mojej dziewczynie :-)

    • February 24, 2016
      Reply

      Powodzenia :D tylko wybierz odpowiedni dzień miesiąca, by nie groziło to eksplozją ;)

  12. Mam bardzo podobne podejście do tematu kobiecości. Nie uważam miesiączki za brudna i złą. Bardzo dobrze poznałam swój cykl (dzięki temu też, to ja rządzę w swoim życiu a nie PMS) i dobrze bronię swoich potrzeb i terytorium :-) A z PMSem walczę bo przeszkadza mnie samej. Nie lubię chodzić opuchnięta i obolała albo w kółko się złościć bez powodu. Męczy mnie to.
    Od niedawna ćwiczę jogę, więc zgodnie z tym co piszesz jestem na dobrej drodze do pozbycia się PMSu :-) Ostatnio nawet zwróciłam uwagę na książkę, którą polecasz. Wylądowała na liście “do kupienia” :-)

  13. February 29, 2016
    Reply

    Dziękuję za ten tekst. Przyznaję, że na te kwestie nie patrzyłam nigdy pod tym właśnie kątem. Odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach różne aspkety związane z kobiecością są postrzegane w kategoriach słabości. Z jednej strony tyle się obecnie mówi o samoakceptacji, ale z drugiej jest też jakaś dziwna presja na kobiety, by pewnych rzeczy wręcz się wstydziły.

  14. ZUZANNASTYLE
    February 17, 2017
    Reply

    Znalazłam dziś Twój blog i jestem oczarowana podejściem do życia. Niezbyt dobrze traktowałam swoją kobiecość. Czas to zmienić, zwolnić i pokochać. Myślę, aby zacząć praktykować jogę, wcześniej myślałam, że aby robić takie wygibasy trzeba być akrobatą. Trochę poczytałam i wiem, że ciało z czasem może więcej. Powoli zaczynam się przekonywać. Nawet zaczęłam szukać kolorowych legginsów :)
    Zdiagnozowano u mnie w styczniu Hashimoto, najpierw zmieniłam dietę, teraz chcę zmieniać siebie na lepsze i cieszyć się życiem.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *