Podróżowanie – czy koniecznie tanie?


Moda na tanie podróżowanie dotarła do mnie o kilka lat za późno. Może i kiedyś chętnie bym zwiedziła całą Europę autostopem na kipie ciężarówki wiozącej skrzynki z arbuzami. Po namyśle stwierdzam jednak, że autobus z klimą i toaletą też ma pewne zalety. Warunki polowe są spoko na działce lub na weekendowym wyjeździe za miasto, ale tydzień bez prysznica nie jest stanem, w którym chciałabym paradować po stolicy obcego kraju. Czy jestem stetryczała i nie umiem korzystać z życia?

Może zbyt wiele razy byłam w podróży służbowej bez kasy. Wiadomo, czasem jedzie się nie po to, żeby wydawać, a żeby dopiero zarobić. Chodziłam więc po Wrocławiu czy Krakowie i patrzyłam na ludzi wokół, popijających piwko na rynku, wchodzących do ciekawie wyglądających atrakcji, ba! nawet kupujących pamiątki, cóż za konsumpcjonizm. Po czym siadałam na murku i… patrzyłam dalej. Bo tylko popatrzeć se mogłam. Nie czarujmy się, podróż bez kasy to bieda. Jest fajna na początku, a później przestaje. Chyba bym padła ze zgryzoty będąc zupełnie bez grosza za granicą, mając przed sobą całe to bogactwo obcej kultury – i nie mogąc z niego skorzystać.

Czy zatem skazana jestem na luksusy i pięciocyfrowe kwoty za wycieczkę? Ze skrajności w skrajność? Byłoby słabo, bo żadna ze mnie jaśnie pani z wyższych sfer. Nie znoszę blichtru i przepychu, nie mam potrzeby niczego sobie udowadniać za pomocą pieniędzy, a już zwłaszcza niedobrze mi się robi na myśl o byciu zamkniętą w luksusowym getcie hotelowym dla turystów, gdy na zewnątrz toczy się prawdziwe życie, soczyste, barwne i dalekie od perfekcji. Ja jestem prostą miejską dziewuchą w bluzie z kapturem, ja chcę, żeby było po prostu normalnie. Że jak mam ochotę zjeść obiad w knajpie, to sobie idę i go jem. Kimam w łóżku w czystej pościeli, a nie na kamieniu. Jeżdżę metrem na całodziennym bilecie, a nie drałuję wszędzie na piechotę w znoszonych butach z dziurą na dużym palcu. Piję lokalne wino i herbatę, a nie cały czas kranówę z butelki napełnionej w publicznej toalecie. I tak dalej.

Najważniejsza jest dla mnie nie cena sama w sobie, a stosunek jakości do ceny. Tak, żeby dobrze wydać ten hajs, który na ten szczytny cel przeznaczyłam. Bo ja wbrew pozorom naprawdę oglądam każdy grosik. Po prostu nie po to pracuję i zarabiam, żeby później czuć się jak nielegalna imigrantka z kraju Trzeciego Świata. Nie po to żyję, żeby było tanio. Tylko, żeby było dobrze. Zarówno w podróży, jak i w życiu.

I dlatego podróż, którą za chwilę rozpoczynam, nie będzie może należała do tanich, bo Kopenhaga to jedno z najdroższych miast Europy. Ale za to będzie tak zajebiście, że ja cię! :D

11 Comments

  1. Avatar
    May 14, 2015
    Reply

    Awww Kopenhaga?! Nie byłam ale obstawiam, że będzie zajebiście :)

  2. Avatar
    May 15, 2015
    Reply

    Najważniejsze w podróżach, to żeby dobrze się czuć i czerpać z tego przyjemność :)

  3. Avatar
    May 15, 2015
    Reply

    Święta prawda!
    Tanie podróżowanie nie zawsze jest takie tanie, bo jeśli podliczy się wszystkie koszty (na przykład) za przejazd kilkoma busami, to okaże się, że pociągiem wychodzi może o kilka złotych drożej. :)

  4. Avatar
    May 17, 2015
    Reply

    Dlatego Europę zostawiam sobie na za 20 lat, jak juz bede stary (blisko, wygodnie) i bogaty. :-)

    • Avatar
      May 19, 2015
      Reply

      Za 20 lat nie będziesz stary, no chyba że masz obecnie 50 lat :)

  5. Avatar
    May 18, 2015
    Reply

    Najważniejszy jest dobór sposobu podróżowania do naszego stylu oraz potrzeb. Nie chcę do Paryża jechać stopem po to, by jeść prowiant, który zabrałam ze sobą. Wolę wcześniej przygotować się finansowo. Poszukać tanich rozwiązań, ale w granicy rozsądku.

  6. Avatar
    May 20, 2015
    Reply

    Mam podobne podejście co Ty jeśli chodzi o podróże :) NIe mogłabym jechac gdzieś kompletnie bez pieniędzy, no bo co mi po tym, że widzę jakie to miasto jest piękne, jeśli nie stać mnie na kupno obiadu? Albo chociaż najtańczego breloczka do mojej kolekcji?
    A co do Kopenhagi, to zazdroszczę! MIłej wycieczki :)

  7. Mam dokładnie tak samo. Jak ostatnio powiedziałam znajomym, że już nie pojechałam na dzikie pole namiotowe, gdzie tydzień na mazurach, zaraz po maturze, zylismy bez bieżącej wody to popatrzył na mnie dziwnie. No nie dałabym dzisiaj rady. Nie muszę mieć też jakiś ogromnych luksusów, żeby się świetnie bawić, ale wydać trochę kasy na zachcianki też czasem trzeba. Napisałbym jeszcze – tak, będziesz się świetnie bawić, ale już za późno. :D

    • Avatar
      May 25, 2015
      Reply

      Namioty w sumie są bardzo spoko, nadal co roku mi się zdarza jakiś weekend pod namiotem lub dwa. Ale tydzień bez bieżącej wody, hm, musiałabym to jednak przemyśleć :D

      • Ależ namiot owszem, jak najbardziej, ja też przynajmniej jedną noc do roku spędzam w ten sposób. Mogę i miesiąc spać pod namiotem (o ile będzie pogoda i w pobliżu normalna łazienka z prysznicem).
        Uwierz mi, co do braku bieżącej wody to nie ma nad czym myśleć – nie chcesz tego! :D

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *