Pod magicznym mostem #2: Jak drzeć ryja pod oknem? Poradnik dla romantyków


Zdradzę Wam taki sekret, że po drodze z przystanku do mojej chaty muszę przejść przez kładkę nad torami kolejowymi. Niby nic w tym niezwykłego, tylko że ta kładka ma chyba magiczną moc. Co tamtędy przechodzę, to słyszę same ciekawe historie. Ostatnio pisałam Wam o historii starszej pani. Tym razem dla odmiany wracałam wieczorem, a o tej porze już starsze panie nie chodzą. O tej porze chodzą młode chłopaki. Albo raczej się zataczają, bo jest piąteczek.

Słychać go z daleka i brzmi to trochę, jakby kłóciły się żule, ale gdy się zbliżamy, okazuje się, że jest tylko jeden delikwent. Na oko lat dwadzieścia. Wdrapuje się na schody, gadając przez telefon, i rozżalonym tonem mówi tak:

– KU*WA stary! Ja bym bardzo chciał z nią być, tylko nie mogę KU*WA złapać z nią kontaktu! Nie odbiera telefonu. Wczoraj godzinę darłem ryja pod jej oknem i nic! W końcu dwa okna jej sąsiadowi rozpie***liłem!!!

Mija nas i znika na horyzoncie, a raczej na moście, niosąc ze sobą swój żal i desperację, i wielką miłość do nieznanej dziewczyny, nieczułej na porywy jego serca.

Jakie czasy, tacy książęta z bajki, myślę sobie. Kiedyś serenady pod oknem, porywanie księżniczki z wieży… Niewiele się zmieniło! Nadal jest WYRAZIŚCIE.

I tak sobie myślę – czy miłość musi mieć w sobie ten dramatyzm? Co sprawia, że przyjaźnić możemy się latami w zgodzie i zrozumieniu, ale w miłosnej relacji zaraz wychodzą z nas wszystkie lęki, wszystkie krzywizny i cienie, aż z osoby dobrej, szczerej i kochającej robi się jakiś furiat, albo zimny drań, albo niebezpieczna psychopatka, albo królowa śniegu?

Od różnych mądrych ludzi słyszymy, że: To nie jest miłość! kiedy drzesz japę pod oknem. Tylko to jest wzajemne uzależnienie, manipulacja emocjonalna i uwarunkowanie. Miłość nie ma w sobie walki, jest czystym światłem i bezwarunkową akceptacją.

Tylko że później okazuje się, że ci sami ludzie tkwili latami w bolesnych raniących relacjach, byli w coś uwikłani i ciągle “coś przerabiają”, i że ta doskonała wieczna miłość jednak raczej jest tylko w teorii – jak wszystko, co idealne i nieskazitelne. Najczęściej słyszymy o niej z ust osób, które mają ponad 40 lat, dzieci z poprzednich związków i ogólnie wiele przeszły, a i one przyznają, że “nie zawsze jest tak różowo, jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy”, a poza tym “trudne doświadczenia były im potrzebne”.

Czy więc Sebix miotający się w napadzie bólu i bezsilności tak naprawdę nie kocha Karyny?

A może droga do tej miłości spokojnej i bezpiecznej wiedzie właśnie przez tę dzikość i szaleństwo? Na zasadzie – nie poznasz w pełni co to światło, jeśli najpierw nie spojrzysz w ciemność?

Przypomniał mi się taki tekst Faridy na blogu “Ciemna noc”. Są takie rzeczy w nas, które możemy zobaczyć tylko przeglądając się w drugim człowieku.

A Ty jak myślisz – czy musi nam się przytrafiać dramatyczna, bolesna miłość? Jestem ciekawa Twojego zdania.

I czy koniecznie muszą na tym ucierpieć okna sąsiada?

Previous Moje tu i teraz - jesień 2017
Next Czy slow life musi być taki nudny?

1 Comment

  1. Magda
    October 3, 2017
    Reply

    No pewnie, że tak! Tak – żadna wiedza i uświadomienie nie przychodzi samo z siebie, bez lat doświadczania różnych rzeczy. Dla mnie osobiście nie ma jednego wzorca miłości, uniwersalnego, takiej kalki, którą można podłożyć pod każdego człowieka. Więc na pewno Sebix kocha Karynę, na swój indywidualny sposób :)
    Sama dla siebie wiem, kiedy czuję się dobrze w relacji i (na szczęście!) JUŻ wiem, jakiej relacji chcę. Wiem, że na co dzień nie chcę być dramatycznym Sebixem, że wolę dążyć ku spokojnej i akceptującej miłości. Nigdy bym się tego nie dowiedziała, gdybym nie zaliczyła kilku poważnych fuckup’ów i nie wdepnęła w błotko uzależnienia od 2 osoby i bagienko braku samoakceptacji. I jasne, cały czas bywam Sebixem, chociaż nie aż tak na pełnej k***** :) Ten stan jest dla mnie takim kompasem, że ooooo coś tu chyba nie tak z moją samoakceptacją, skoro tak się miotam. Ale jak każda mroczna emocja, jest po prostu potrzebny, żeby się odbić od dna i iść w stronę światła.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *