Płaski brzuch jest bez sensu!


Brzuch. Nic specjalnego, prawda? Wszyscy mamy brzuchy, ale jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś się swoim zachwycał. Raczej jest, bo jest. Ot takie miejsce na ciele, niezbyt ciekawe.

Chyba, że to brzuch ukształtowany wedle najnowszych trendów: fit kaloryferek, zero tłuszczyku, żadnej roztrzęsionej galarety. Wtedy może być. Służy on głównie do tego, żeby naprawiać własne kompleksy i robić wrażenie na płci przeciwnej (a także budzić zazdrość w osobnikach płci tej samej). Ale rzadko jest idealny. Zawsze coś tam jeszcze jest w nim do poprawy.

Brzuch niespecjalnie kochamy. Napychamy go w biegu byle jakim pokarmem, nigdy go szczególnie nie przytulamy, nie myślimy o nim za dobrze. Nawet Twoje ręce i nogi, czyli coś, bez czego teoretycznie mógłbyś się obejść (taka jest brutalna prawda), cieszą się Twoją większą sympatią niż wiecznie za duży, zbyt obwisły, zbyt wypukły i za mało umięśniony brzuch.

Brzucha się wstydzimy. Nigdy nikomu byśmy go najchętniej nie pokazywali. Kiedy kobieta idzie do łóżka z nowym partnerem, zdarza się że zadaje sobie pytanie, co on pomyśli na widok jej brzucha. Na pewno od razu mu ręce opadną, bo przecież taki ten brzuch jest brzydki i wielki. I te wciąż odrastające trzy włosy na pępku. Ohyda!

Szkoda, że tak myślimy.

Ponieważ brzuch to najlepsze i najważniejsze, co mamy.
To nasze źródło życia i witalności.

Myślisz, że Twoje życiowe centrum dowodzenia to głowa i mózg? A gdzie tam. Mózg jest dobry w przetwarzaniu informacji i tylko w tym. Jak przyjdzie co do czego, w niczym ci nie pomoże. Przetwarza tylko w kółko te swoje informacje i nic z tego nie wynika. Od nadmiaru myślenia tylko głupiejesz. Natomiast po wszelkie instynkty, intuicję, przyjemność, kreatywność i wewnętrzny spokój trzeba się już zwrócić do brzucha.

W początkach swego istnienia, gdy stanowiłeś grudkę komórek doczepioną do pępowiny – byłeś połączony z matką właśnie brzuchem. To tamtędy pobierałeś wszystkie składniki potrzebne do tego, żebyś wyrósł na ludzi. Drugi koniec pępowiny był zresztą podłączony do brzucha twojej matki, w którym siedziałeś. Żebyś w ogóle powstał, też musiały spotkać się dwa brzuchy. (Nie dwa mózgi, jak chcieliby konserwatywni członkowie naszego społeczeństwa!)

Nawet teraz, kiedy jesteś już stary i brzydki (żartuję, jesteś piękny, tak jak wszyscy ludzie), nadal w brzuchu znajdują się wszystkie Twoje organy, którym nie poświęca się zbyt wiele uwagi, dopóki nie zaczną się psuć. Tam siedzi sobie cała fabryczka chemiczna utrzymująca cię przy życiu. Jak się do reszty zepsuje, kopniesz w kalendarz i nie pomogą ci nawet najtęższe głowy tego świata.

Twój niewątpliwie należący do świata przyrody brzuch nie jest tak górnolotny i błyskotliwy jak tryskający intelektem mózg, nie zdradzi ci może tajników makroekonomii, ale za to ma swoją pierwotną i zwierzęcą mądrość, którą chętnie się z Tobą dzieli. Daje wyraźne znaki, gdy coś jest nie tak. To takie niemiłe świdrowanie, znasz je? Będzie też wyjątkowo zadowolony i wdzięczny, gdy robisz coś, co Ci służy i sprzyja. Płynie wtedy z niego poczucie głębokiej satysfakcji, które również na pewno kojarzysz.

Zwróć uwagę, że gdy napchasz się tłustym mięsem i smażonymi racuchami, to brzuch wcale nie jest zadowolony. Głowa może i miała ochotę na takie jedzenie, ale brzuch nie. Jest ociężały i wzdęty. Czasem boli i chciałby wszystko to z siebie wyrzucić. Natomiast kiedy zjesz pożywny obiad z warzyw i kaszy, nawet w dużej i sycącej ilości, brzuch czuje się lekko i dobrze. Może to poczuć każdy. Nawet jeśli jesteś zdeklarowanym wszystkożercą, możesz zrobić sobie miesiąc eksperymentu i też to zauważysz.

W sytuacji stresującej, gdy czymś się strasznie przejmujesz, robisz coś wbrew sobie lub znajdujesz się w miejscu, w którym nie chcesz tak naprawdę być, brzuch jest napięty, a organizm gotowy do walki. Niektórzy prowadzą tak stresujące życie, że mają brzuch napięty przez cały czas. Zgadnij, co na to organy wewnętrzne. Myślisz, że skąd się biorą te wszystkie choroby, te nieszczelne jelita i wrzody żołądka?

Brzuch napina się również ze wstydu i poczucia winy, którego zdecydowanie w naszej kulturze jest zbyt wiele. W mojej prywatnej teorii z poczucia winy i braku akceptacji własnej cielesności biorą się wszystkie choroby kobiecych narządów rozrodczych. Coś niestety o tym wiem. Później już nie wystarczy pozytywnie się nastawić, żeby to zniknęło.

Natomiast brzuch rozluźniony i miękki jest szczęśliwy i pełen radości, a Ty promieniujesz życiem.

Na co dzień nie zwraca się na to za bardzo uwagi, ale zrób eksperyment i rozluźniaj brzuch za każdym razem kiedy zauważysz, że jest twardy. Oddychaj głęboko brzuchem, nie tylko górną połową ciała. Można w ten sposób poprawić sobie samopoczucie dosłownie w kilka minut. Problemy wydają się łatwiejsze do rozwiązania, równowaga łatwiejsza do odzyskania. A kiedy cały czas chodzisz z rozluźnionym brzuchem i nim oddychasz, z automatu sam stajesz się bardziej rozluźnioną i zrelaksowaną osobą. Można by rzec – szczęśliwszą. Dziwne, co? Ale działa!

Nie mam tu na myśli, że należy zaniedbać swoje ciało i wyhodować sobie ogromne, otyłe brzuszysko wylewające się ze spodni. Wręcz przeciwnie, brzuch to część ciała numer jeden, o którą należy zadbać! Tylko niekoniecznie tak, jak teraz jest modne. Żadnych morderczych tysięcy brzuszków. Żadnego wciągania brzucha przez całą dobę. Skąd się w ogóle wzięła moda na płaski brzuch i te przeklęte sześciopaki? Ostatnio przeczytałam fantastyczny tekst na ten temat na blogu Primabenita, polecam: Po co Ci dyktatura sześciopaka?

Nie dajmy się zwariować, please.

Dbajmy o brzuch po prostu słuchając go i dostarczając mu wszystkiego, co mu służy.

Sama przez długie lata uważałam, że posiadanie brzucha i w ogóle ciała od pasa w dół to przykra konieczność. Zaczęłam interesować się tematem dopiero z rozpoczęciem praktyki jogi. W jodze zwraca się ogromną uwagę na otwieranie bioder, rozluźnianie i rozciąganie brzucha. Cała masa pozycji jest właśnie po to. Ważna jest też prosta sylwetka, by brzuch nie wędrował przed nami na wysięgniku ani nie był powykrzywiany we wszystkie strony. Kiedy stoimy prosto z naturalnie miękkim brzuchem, jest on delikatnie wypukły, ale schowany na swoim miejscu. Jest bardzo ładny i taki właśnie ma być.

Kiedy współpracujesz ze swoim brzuchem zamiast z nim walczyć i musztrować go niczym niesubordynowanego żołnierza, kiedy karmisz go tylko tym, co najlepsze i serwujesz mu zdrowy, przyjemny ruch, to bez żadnych wyrzeczeń i wysiłków zyskuje on najbardziej dla niego naturalny i korzystny wygląd, który wcale nie przypomina brzucha Petera Griffina z histerycznie zabawnej kreskówki The Family Guy. Jest to po prostu zdrowy, sprawny brzuch o brzuchowatym kształcie i odpowiedniej ilości tkanki tłuszczowej – mniejszej u facetów, większej u kobiet. Może nie będzie sześciopaku i wielkiego lansu na siłce, ale będzie zdrowie i naturalna witalność.

Z tych wszystkich rozwojowych blogów, przemówień, szkoleń, podcastów i lektur wiesz być może, że energia podąża za uwagą i kreuje rzeczywistość. Gdy wmawiasz sobie, że coś jest nie tak z Twoim brzuchem, to niewątpliwie w końcu będzie. To, co kochasz i pielęgnujesz, kwitnie, czy to Twoje talenty, czy Twoje ciało. To, czego nienawidzisz, usycha, choruje i ginie.

Miękki, krągły brzuch jest – tak poza wszystkim – bardzo kobiecy. Pochodzi z niego życie. I Twoje własne, i przyszłych pokoleń. Im bardziej lubię swój rozluźniony i swobodny brzuch, tym lepiej czuję się w swoim ciele. I już więcej nie popełnię tego błędu, jakim jest brak miłości do swojego brzucha.

Brzuchu mój piękny – oficjalnie to wyznaję przed milionami słuchaczy – KOCHAM CIĘ :)

Previous Czy to ten jedyny?
Next "Karolina OdNowa" - smaczny sposób na młodość

22 Comments

  1. September 16, 2015
    Reply

    Z moim brzuchem mamy wspólne przejścia od wielu lat. Gdy miałam 6 lat po raz pierwszy usłyszałam od starszych koleżanek, że wyglądam jakbym była w ciąży. Wtedy przestałam nosić ukochane ogrodniczki, bo myślałam, że to ich wina. Okazało się jednak, że leży ona gdzieś indziej – mój brzuch faktycznie jest zaokrąglony i był taki zawsze, nawet gdy byłam małych chudzielcem. Przyznaję, mam do niego żal, że tak wygląda. Do tego jest wyjątkowo hałaśliwy, szczególnie gdy trawi. Wszyscy myślą, że jestem głodna, bo “burczy mi w brzuchu” – to akurat odziedziczyłam po moim tacie, on ma tak samo! No i podbrzusze daje mi niezłe kopniaki przez kilka dni raz w miesiącu… ;) Jak mam go lubić?! ;)

    • September 18, 2015
      Reply

      Pomyśl, że nawet będąc tak dalekim od ideału i tak na pewno bardzo się stara, żeby wypaść jak najlepiej i marzy o bezwarunkowym lubieniu. Na pewno jest w nim coś fajnego. Przecież jest Twój :)

  2. September 16, 2015
    Reply

    Lubię miękkie, lekko zaokrąglone brzuchy, i u kobiet i u mężczyzn.
    Z kolei widok dopieszczonego sześciopaka sprawia, że właściciel/ka kojarzy mi się ze spiętym perfekcjonistą ;)

    • October 7, 2015
      Reply

      Tym bardziej że dopieszczony sześciopak to najczęściej nie wynik siły brzucha, a ćwiczeń na sam wygląd, czyli perfekcjonista i laluś :)

    • October 18, 2015
      Reply

      Ale mimo wszystko męski sześciopak wygląda lepiej niż damski… a z resztą się zgadzam w 100% :)

  3. September 16, 2015
    Reply

    Dałaś mi tym tekstem do myślenia. Bardzo bym chciała umieć w taki sposób traktować swój brzuch, ale nie potrafię. Choć tragedii u mnie nie ma, to i tak z zazdrością zerkam na sześciopaki u wysportowanych lasek.

    • September 18, 2015
      Reply

      Też przez długi czas nie potrafiłam. Zawsze można zacząć – pogłaskać go, powiedzieć mu miłe słowo z rana:) A co do sześciopaków, polecam Ci tekst do którego wyżej podlinkowałam. Mnie on uświadomił to, co od dłuższego czasu podejrzewałam – za te kaloryferki laski nieraz słono płacą zdrowiem, a to, że takie mocno wyrzeźbione ciało jest piękne, zostało nam sztucznie wmówione.

      • September 18, 2015
        Reply

        Przeczytałam ten tekst, podobnie jak i Twój, z dużą uwagą. Chyba powinnam sobie oba wydrukować i codziennie czytać po kilka razy.

  4. Ania Pe
    September 16, 2015
    Reply

    A ja lubię swój brzuch, ale odkąd pamiętam chodzę z napiętym i wciągniętym, sama nie wiem skąd ten reżim się wziął. Rozluźniłam go dopiero czytając Twój tekst, choć siedziałam już na kanapie od dobrych 20min… Stanowczo za mało brzuchomiłości!:)

    • September 18, 2015
      Reply

      No właśnie miałam to samo. Dopiero jak zaczęłam zwracać na to uwagę, to zaczęłam też się rozluźniać. Mój brzuch pozdrawia Twój :D

  5. September 16, 2015
    Reply

    Świetny tekst. Otworzyłaś mi tym oczy aby inaczej spojrzeć na swój brzuch. Zauważam jednak, że często on mi podpowiada, że coś jest nie tak. Teraz już trochę potrafię go wyczuć i denerwuje mnie, że jest wypukły, ale wtedy wiem, że coś nie tak jest. Muszę pod jego kątem inaczej popatrzeć na swoje jedzenie a i na ćwiczenia.

  6. September 16, 2015
    Reply

    Świetne spojrzenie na brzuch!

  7. September 17, 2015
    Reply

    Świetny tekst! Ja jestem dopiero na drodze, aby pokochać swój brzuch. Ale jednym się pochwalę, że ja tak na codzień brzuchem oddycham, a nie płytko przeponą.

  8. September 21, 2015
    Reply

    Dorotko pięknie o brzuniu (tak zwykłam mówić o swoim) się rozpisałaś. Ja zawsze miałam zaokrąglony brzuszek, zmora mych nastoletnich lat :P ale treningi judo plus trening własnego charakteru sprawił, ze dziś go lubię – mimo że daleko mu do ideału. Po ciąży mam nad pępkiem tygrysie paski, czyli rozstępy, ale mimo wszystko kocham go i dbam o niego jak najlepiej :)

  9. September 21, 2015
    Reply

    Bardzo mądry tekst! Z jednej strony pozwolił mi zaakceptować mój iniedealny brzuch, a z drugiej spojrzeć na niego jak na swego rodzaju “centrum dowodzenia”, o które muszę dbać i z większą starannością wybierać jedzonko, które mu serwuję. :)

  10. September 21, 2015
    Reply

    Przeczytałem na głos Twój wpis mojemu brzuchowi. Udał się przed lustro i stwierdził, że jeszcze do kochania się nie nadaje. I poszedł ćwiczyć deskę. Uparciuch jeden. Może wieczorem nieśmiało przypełznie i da się obłaskawić ;)

  11. October 8, 2015
    Reply

    Wow, dzięki za ten post!!! Chyba w końcu spojrze na mój brzusio z innej strony :) no chyba rzeczywiście nie jest zły :) i to po dwóch ciazach!!! Muszę mu pogratulować!!! ;)

  12. Joanna Narel
    October 8, 2015
    Reply

    A bywają też momenty, że i w tym brzuchu nosimy słodkie małe życie, które kiedyś z niego wyjdzie :)

  13. October 8, 2015
    Reply

    Jest jednak sytuacja, po której brzuch nie wygląda fajnie. To cesarka. O ile ciąża jest wspaniałym okresem dla niego, to te kilka tygodni po porodzie były dla mnie traumatyczne. Tym bardziej, że położna nastraszyła mnie przepukliną. Ekm, szkoda gadać.
    Mega pozytywny tekst. Muszę inaczej spojrzeć na swój brzuszek teraz. Nie przejmować się nim tak i dbać, co byśmy sobie żyli długo i szczęśliwie ;)
    pozdrawiam serdecznie!

  14. November 5, 2015
    Reply

    Po wszystkich tych momentach, które wymieniałaś, że czujemy, gdy coś jest nie tak…przypomniałam sobie to uczucie, gdy brzuch mówi Ci, że coś (a raczej ktoś) jest bardzo tak – motyle w środku…<3

  15. November 6, 2015
    Reply

    Mój brzuch jest zawsze miękki, bo pokryty solidną warstwą termoizolacyjną ;)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *