Pasta do zębów bez fluoru – która najlepsza?


jaka pasta bez fluoru

Co jest nie tak z fluorem?

Fluor jest pierwiastkiem występującym naturalnie w przyrodzie i niezbędnym naszemu ciału. Zdawałoby się, że taki on fajny i leczniczy. Pamiętacie fluoryzację w podstawówce? Dla zdrowia ząbków!

Najnowsze wieści głoszą jednak, że w nadmiarze fluor jest toksyczną substancją, która kumulowana przez wiele lat powoduje zatrucie, otępienie, osłabienie zębów i kości (sic!) i szybsze starzenie. W dodatku okazuje się, że wcale nie chroni dorosłych ludzi przed próchnicą! A że obecnie w środowisku mamy ten fluor właściwie wszędzie – jak nie w wodzie, to w pożywieniu – to bądź tu mądry, czy te dawki, które osobiście przyjmujemy, są jeszcze bezpieczne, czy już nie są.

Dociekliwym polecam świetny artykuł na ten temat u Króliczka Doświadczalnego. Wszystko jest tam napisane na tyle jasno, że nie ma potrzeby, abym się powtarzała.

Nie pamiętam już, skąd sama się o tym dowiedziałam. W telewizji na pewno o tym nie mówią, ale oh wait… przecież ja nie mam telewizora. Pewnie to dlatego jestem takim freakiem.

Co się stanie, jeśli nadal będę używać pasty z fluorem?

Nie wiem. Chciałabym mieć takie zdolności, by to przewidzieć. Może nic? Oby.

Od dłuższego czasu próbuję rozkminić, dlaczego niektórzy ludzie w starszym wieku nieodmiennie zapadają na różne choroby, a inni nie, i nieodmiennie dochodzę do wniosku, że organizm zaczyna chorować na przykład wtedy, gdy przestaje sobie radzić z usuwaniem zbieranych przez lata szkodliwych substancji. Wychodzę z założenia, że gdy mogę zaoszczędzić mu roboty, to powinnam to zrobić. Czy to jakaś uniwersalna recepta na zdrowie? Nie mam zielonego pojęcia. Dowiem się za dwadzieścia lat. Na chwilę obecną po prostu staram się żyć w zgodzie z samą sobą. Ekscentryczne?

Czy od pasty bez fluoru nie wypadną mi wszystkie zęby?

Mnie jak dotąd nie wypadły. Po roku używania past bez fluoru stan mojej gęby, czy może raczej jamy gębowej, się nie pogorszył. Nawet się polepszył, bo byłam tak miła i zrobiłam w tym czasie porządek ze swymi zębiszczami. Przez rok bez fluoru nie powstały żadne nowe ubytki, a dziąsła są w dużo lepszym stanie.

Zauważyłam też, że pasta z fluorem niemiłosiernie szczypie, gdy jej teraz sporadycznie użyję. (Bo zdarza mi się. Na przykład kiedy jadę gdzieś na weekend i zapomnę wziąć swojej wielce alternatywnej pasty ze sobą. To tak, jak z pączkiem jedzonym na Tłusty Czwartek. Warto pamiętać, że największy wpływ na nasze zdrowie ma nie to, co robimy raz na ruski rok, od wielkiego dzwonu, ale to, co powtarzamy dzień po dniu, rok po roku, przez całe życie).

Ponadto odkryłam, że pasta do zębów bez fluoru zapewnia… świeższy oddech i brak porannego kapcia w ustach. Serio!

A skąd wziąć taką dziwną pastę, skoro w sklepach są tylko te zwyczajne?

Z internetu, oczywiście. W sklepach można dostać, z tego co wiem, pastę bez fluoru marki Ziaja lub niektóre odmiany Parodontax (nie każdy rodzaj jest bez fluoru). W necie jest spory wybór. Znajdziesz takie pasty w większości sklepów internetowych oferujących naturalne, ekologiczne kosmetyki. Polecam też Allegro, gdzie ja się zaopatruję.

Postanowiłam zebrać do kupy te pasty, których używałam w ostatnich miesiącach, byście nie musieli testować wszystkich od zera tak jak ja.
pasta bez fluoru

Lavera

Ta pasta jest naprawdę delikatna. Trzeba się sporo namachać szczoteczką i ogólnie myć zęby dłużej i częściej niż zwykle, by nie mieć wrażenia niedomytych zębów. Można to wykorzystać jako motywację do mycia zębów po każdym posiłku, lub też można dostać od tego cholery. Z drugiej strony – jest niedroga i delikatna w smaku, a poza tym rano naprawdę nie ma trampka w ustach. Nie, żebym emanowała jakąś miętową świeżością po ośmiu godzinach bez przepłukania ust, ale efekt jest o niebo lepszy niż po typowych pastach z fluorem.
pasta do zebow bez fluoru

Dabur bazyliowy i goździkowy (na zdjęciu goździkowy)

Obie te pasty są smaczne, łagodne, wydajne i dobrze myją. Ale piany to jest od nich pełen pysk. Naprawdę, tak się pienią, że należy przygotować się na rozbryzgi piany, pianę spływającą kącikiem ust, pianę w każdym możliwym miejscu w łazience. W składzie jest SLS, może to dlatego. Nie zachwyca mnie to, ale tak poza tym pasty są fajne. Łagodzą też krwawiące dziąsła. Czym się różnią? Według mnie głównie smakiem.
pasta do zebow bez fluoru

Dabur Neem

Kiedy pierwszy raz użyłam tej pasty, odniosłam wrażenie, że pomyliłam tubki. Smakowała jak mydło albo jak krem do golenia dziadka Zdzisia. Serio. TA PASTA SMAKUJE JAK MYDŁO. Jeszcze kilka godzin po myciu czuć mydło w ustach. A mimo to przyzwyczaiłam się do tego smaku po paru myciach i w końcu… przestałam go zauważać. Może tak smakuje ten wyjątkowo dobroczynny składnik, jakim jest Neem? Dowiem się, kiedy zamówię jakąś inną pastę, która go zawiera.
pasta bez fluoru

Pasta Babci Agafii

Pasta najdroższa z całego zestawienia (ok. 15 PLN) i przy okazji najmniejsza objętościowo. W smaku bardzo przyjemna i słodziutka, ale ma jedną wielką wadę, która jak dla mnie niestety ją dyskwalifikuje. Jest nieodpowiednia dla zębów uwrażliwionych. Odsłonięte szyjki zębowe bolą, jakbyśmy wsadzili sobie tam kilo cukru. Ja więcej jej nie kupię. Jeżeli ktoś nie ma wrażliwych zębów, pasta jest OK. Ma fajne opakowanie i jak wszystkie produkty Agafii w pełni naturalny skład.
pasta bez fluoru

Balsam iglasty

Wspominałam o nim już wieki temu, przy okazji testowania rosyjskich kosmetyków naturalnych. Jest to dobra, mocna w smaku, dobrze domywająca zęby pasta, po której… cierpnie końcówka języka. Najbardziej ze wszystkich past przypomina smakiem te tradycyjne. I w sumie to przypomniało mi się, że była całkiem fajna. Może jeszcze ją zamówię.

Podsumowanie

Wszystkie pasty z fluorem zdają się być takie same, mieć takie samo działanie, taki sam smak i tak samo podszczypują kwaśnym fluorem w język. Trudno je odróżnić od siebie. Z kolei każda pasta bez fluoru jest zupełnie inna. Aż się nie mogę doczekać testowania kolejnych. Tym bardziej, że jak widać – idealnej jeszcze nie znalazłam.

Z tych, których używałam, najczęściej wybierałam pastę Lavera. Jest dostępna w większości sklepów internetowych, w których zamawiam swoje ruskie szampony do włosów, więc biorę ją przy okazji. No i polubiłam ją, mimo wad. Ale czy jest najlepsza? Nie wiem. W kolejce do wypróbowania czekają Himalaya i Ziaja. Ostatnio kupiłam sobie pastę Eco Cosmetics z czarnuszką i choć nie jest najtańsza, to w działaniu według mnie jest super. Na razie nie mam się w niej do czego przyczepić.

A Wy używacie, lub używaliście kiedykolwiek pasty bez fluoru? Może jakąś mi polecicie? I czy w ogóle jest Waszym zdaniem sens próbować takich produktów, czy lepiej pozostać przy znanych od lat popularnych markach z fluorem?

Foto tytułowe: Damien Thorne, reszta moja.

12 Comments

  1. Avatar
    August 28, 2015
    Reply

    Używałam. Babci Agafii miałam kilka wersji żadnej nie polubiłam, znaczy moje zęby. Lavera miałam jedną, zakochałam się, ale nie kupiłam ponownie, nie ma tam gdzie robię zakupy. Ziaja ma też wersje bez fluoru, ale na dłuższą metę moje zęby jej nie polubiły. Zakochałam się jednak w ich wersji z fluorem, moje zęby jeszcze nie były w lepszym stanie i nie wyglądały lepiej. :)

  2. Avatar
    August 28, 2015
    Reply

    Mam jedną w kosmetyczce i wkrótce zaczynam testować. Miałam pewne obawy, czy te pasty bez fluoru czyszczą zęby tak samo dobrze, ale po przeczytaniu Twojego tekstu czuję się spokojniejsza. :)

  3. Avatar
    September 1, 2015
    Reply

    Ja używałam i sobie chwaliłam Vico. Póki co jednak mieszkając znów u rodziców nie “wydziwiam” i myję zęby po prostu tym co jest w łazience i fakt, to szczypie w dziąsła, ale jak dla mnie to przez mentol, nie fluor.
    Bo to jest tak, że past bez fluoru i innych takich eksperymentów jak mycie sodą, czy zieloną glinką używałam jakieś 4 lata. Przez cały ten czas jak miałam tendencję do odkładania kamienia tak mam, nie wpłynął na to ani weganizm, ani pasty, ani ssanie oleju. Jak osuwały mi się dziąsła tak mi się osuwają. W międzyczasie spotkałam się też z opiniami, że nagonka na fluor jest bezpodstawna, sama tego jednak żadną miarą nie zmierzę.

    • Avatar
      September 1, 2015
      Reply

      Na to że pasty mi cokolwiek w gębie, tzn jamie gębowej wyleczą to w ogóle nie liczę, chyba musiałaby to być pasta z dodatkiem oleju z konopi :] A z ciekawości, ssanie oleju coś Ci w ogóle dało? Bo się naczytałam i mam chyba zamiar zacząć.

      • Avatar
        September 1, 2015
        Reply

        Taką fajną świeżość w ustach. więcej zajebistości nie zauważyłam, ale ja to tak jeden miesiąc ssę (butelka 250 ml oleju), a potem mija miesiąc bez ssania aż kupię kolejny olej. No a w Chinach wcale nie ssałam.

  4. Avatar
    September 3, 2015
    Reply

    Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia z pastami bez fluoru, głównie po rosyjskie sięgałam. Dużą bolączką są u mnie nadwrażliwe dziąsla – o ile pastę da się jeszcze znaleźć, to z odpowiednią szczoteczką do zębów jest masakra!
    Spróbowałabym Lavery.

    • Avatar
      November 23, 2015
      Reply

      Też miałam problem z wrażliwymi i krwawiącymi dziąsłami, pomógł mi dentysta czarodziej do którego w końcu trafiłam po latach nieskutecznego leczenia u innych dentystów. Problem był z kamieniem, którego nie potrafili doczyścić inni dentyści, nie pomagały żadne tam piaskowania i lasery, słyszałam że “taką mam urodę”, a po czyszczeniu u tego typa (które trwało chyba trzy godziny) całkowicie przestały mi krwawić dziąsła z dnia na dzień, nawet mocno szorowane.

  5. Avatar
    September 7, 2015
    Reply

    Ja mam teraz Laverę a wcześniej używałam Logodent z miętą pieprzową i ta druga zdecydowanie wygrywa z tą pierwszą. Używam sama, bo L niestety musi czuć mroźny smak mięty przy myciu zębów, więc dopiero te dwie zdążyłam wypróbować, aczkolwiek jedną miałam dwa razy ;)

  6. Avatar
    November 2, 2015
    Reply

    Mam pastę miętową firmy Himalaya, ale nie jestem z niej zbytnio zadowolona, moim zdaniem nie odświeża oddechu na wystarczający czas. O dziwo moje kąciki ust (ostatnio miałam z nimi problemy) po zmianie pasty przestały się zaczerwieniać i pękać… No ale to wina tego, że lubię mocne pasty.

    • Avatar
      November 23, 2015
      Reply

      Ano właśnie nie wszystkie z tych past spełniają oczekiwania. Ja miałam ostatnio podobnie z pastą “Neobio”, niesmaczna i nie domywa zębów.

  7. Avatar
    Joanna
    November 20, 2015
    Reply

    Polecam markę weleda. Ponadto uważajcie na ziaję – ma benzoesan fuj ! Niby bez fluoru ale i tak truje.

    • Avatar
      November 23, 2015
      Reply

      O dzięki za przestrogę, bo miałam wypróbować. To chyba przykład jak “bez czegoś tam” wcale nie musi być zdrowsze niż “z czymś”, co najlepiej widać na produktach bezglutenowych, ale w tych pastach też.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *