Szef Cię ochrzanił, kawa jak zwykle wystygła, stałaś w korku o wiele za długo, a poza tym pracy masz tyle, że jak zwykle nie wiesz, w co ręce włożyć? Nie przejmuj się, ja też powinnam być teraz w trzech miejscach naraz. Wszystkie to znamy. Mam pomysł. Zróbmy sobie nową kawę i na chwilę przenieśmy się myślami gdzie indziej.

Wyobraź sobie, że dzisiejsze śniadanie jesz w barze na plaży, nad brzegiem oceanu. Twoje bose stopy dotykają drobniutkiego piasku, chłodnego i przyjemnego w cieniu, w którym siedzicie – Ty i Twoje siostry, inne kobiety. Cieszysz się, śmiejesz beztrosko i chłoniesz tę świeżość nowego dnia. Nie masz pojęcia, co się dziś wydarzy, ale na pewno znów będzie to coś zupełnie innego, niż się spodziewasz i znów zobaczysz siebie i świat od nowej strony, której dotąd nie znałaś. Bo jesteś na plaży w Indiach, a to śniadanie, które jesz, to naleśniki z kokosem albo omlet z dużą ilością kompletnie nieznanych Ci ziół i przypraw.

Przemawiają do mnie takie kuszące wizje. Szczególnie w takie dni jak dziś, kiedy znów jem w majtkach kanapki przy kompie, popijając kawą z fusami, i zaraz będę robić jogę z Youtube’a, to znaczy: kiedy odgruzuję sobie kawałek podłogi, żeby rozłożyć na nim matę. Dzień jak co dzień w łódzkiej kawalerce, zamieszkanej przez jedną dziką kobietę.

Czasem chciałoby się walnąć to wszystko i zamiast stać w kolejce w osiedlowym sklepie za panią, która właśnie postanowiła kupić po jednym plasterku wszystkiego, co jest – wybierać dojrzałe owoce na orientalnym straganie albo jeść lunch na leżąco w bambusowym barze pod dachem krytym słomą.

Zamiast kolejny dzień balansować pomiędzy wypełnianiem obowiązkowych zadań z listy a znalezieniem w tym dniu odrobiny przyjemności i przestrzeni dla siebie – cały dzień oddawać się wyłącznie własnym potrzebom i zachciankom i kompletnie nic nie musieć.

Zamiast z trudem znajdywać piętnaście minut na medytację, polegającą głównie na nauce ignorowania hałasu odkurzacza z mieszkania obok albo dźwięków samochodów z ulicy pod oknem – mieć na tę medytację tyle czasu, ile potrzebujesz, wsłuchując się w śpiew egzotycznych ptaków lub szum kokosowych palm.

Tak trudno sobie czasem wytłumaczyć, że nic już więcej nie musisz robić, żeby zasłużyć na czas dla siebie, czas na regenerację i na zajęcie się tym, co naprawdę ważne: własną duszą.

Tęskni mi się za Azją. Jest taka… przeobrażająca. Transformująca. To przyspieszony kurs akceptacji i odnajdywania siebie. Można by się zastanawiać: po co jechać tak daleko, żeby szukać siebie, skoro mam siebie przecież też tutaj, na miejscu? Ale jest na to prosta odpowiedź.

Na co dzień w naszej znajomej, polskiej rzeczywistości jesteś zajęta robieniem rzeczy, ogarnianiem obowiązków, dążeniem do celów – świat na zewnątrz jest tak absorbujący, że można poświęcić mu cały czas i uwagę. I czasem to właśnie robimy.

Ale kiedy nagle ze świata, który znasz, zostajesz tylko Ty sama, kiedy cały ten świat zostaje gdzieś daleko, a na jego miejscu pojawia się coś zupełnie innego, nieznanego – wtedy nie masz wyjścia, musisz oprzeć się na tym, co masz wewnątrz. Porzucić cały wysiłek i kontrolę, bo i tak nic one nie dają – pozostawić czystą świadomość i tylko doświadczać.

I to w sobie odnajdujesz ten boski spokój i akceptację, i odkrywasz że to w sobie masz radość i pełnię – nie w odhaczonych zadaniach na liście i nie w egzotycznej krainie. Chociaż bez tej krainy dużo trudniej byłoby to zobaczyć.

Tym bardziej, że w Indiach jest aż gęsto od duchowości. Tam możesz pogadać o kosmosie z każdym przypadkowo napotkanym człowiekiem (po tym, jak już zrobicie sobie razem zdjęcie).

A po powrocie odkrywasz, że to, co znalazłaś w sobie, kiedy byłaś tam, daleko – zostało z Tobą. Bo to, co mamy wewnątrz, jest z nami na stałe. Tylko to, co na zewnątrz, nieustannie się zmienia i płynie.

Tak oto się właśnie rozmarzyłam nad ponowną podróżą do Indii i zaczęłam wspominać to moje leniwie sączące się Goa sprzed dwóch lat, z jego barwnością i innością. Z szokiem, który miałam na początku, a który stopniowo przeobraził się w nieustanny zachwyt.

I z tym, co odkryłam po powrocie: że Indie rzeczywiście zmieniają. Zmieniają Ciebie, Twoją perspektywę, sposób, w jaki patrzysz na codzienne sprawy. Bo odkrywasz coś w sobie. I to już tak zostaje.

A to wszystko dlatego, że poznałam świetne kobiety z MojeGoa, organizujące kameralne kobiece wyjazdy na Goa. Dwutygodniowe retreaty zorganizowane od A do Z, tak, że tylko przylatujesz i od razu wsiąkasz w tę nową rzeczywistość. Idealne dla tych z nas, które nie chcą siedzieć w hotelu all inclusive, ale przerasta je organizacja wyjazdu do Indii na własną rękę i/albo nie mają z kim jechać.

Jesteś, doświadczasz, oddychasz. Zwiedzasz indyjskie plantacje przypraw i goańskie plaże, z których każda jest inna i piękna.

Każdy dzień zaczynasz od jogi, od połączenia potrzeb ciała i duszy. (Już same dwa tygodnie jogi w Indiach to wewnętrzny spokój jak w banku) :)

Poznajesz lokalne kobiety, uczysz się malowania henną. Odkrywasz nowe odcienie swojej kobiecości w otwierającym Rytuale Boskiej Kobiecości.

Korzystasz z masaży PeLoHa i z osobistej sesji duchowego coachingu, dzięki któremu dowiesz się co TY konkretnie masz do zrobienia, lub do odpuszczenia, by było lepiej.

No i do tego jesz przepyszne indyjskie jedzenie. I kąpiesz się w ciepłym oceanie.

A jak będziesz chciała, to do tego zrobisz Lomi Lomi Nui albo zabiegi ajurwedyjskie, zwiedzisz starożytne Hampi, a nawet skoczysz z wodospadu. Kto Ci zabroni?

Jesteś wolną, świadomą kobietą, która robi to, co kocha i żyje pełnią życia. A jeśli uważasz, że nie jesteś, to podpowiem Ci, że taką właśnie kobietę nosisz wewnątrz siebie, nawet, jeśli jeszcze jej nie znasz :)

Zresztą to tylko część z atrakcji – ale żeby się nie rozpisywać po prostu zapraszam was po więcej na MojeGoa.pl. Dziewczyny totalnie nadają na tej samej fali co ja i wierzcie mi, gdybym akurat nie rozkręcała słonecznego sklepu, to prawdopodobnie kupowałabym bilet na samolot.

W końcu życie jest krótkie :) a marzenia są po to, żeby je spełniać.

Pojechałabyś też?

Previous 11 typów ofiary - którym z nich jesteś? (Wszyscy trochę jesteśmy!)
Next Nieodparta potrzeba ukrycia się przed światem - znasz ją?

16 Comments

  1. October 19, 2017
    Reply

    Oj dokładnie tak. Można to trochę porównać do urlopu. Urlop spędzony w domu, a urlop wyjazdowy to zupełnie co innego. W miejscu zamieszkania, mimo wolnego od pracy, głowę mamy zaprzątniętą obowiązkami, sprawami bieżącymi. Wyjeżdżamy i zapominamy o tym, bo to czas na odpoczynek. I tak nie mamy dostępu do większości rzeczy, którymi zajmujemy się na co dzień. Tak samo z takim wyjazdem. Zdecydowanie bardziej pozwala się odciąć i zastanowić.

    • October 20, 2017
      Reply

      Dokładnie tak. Na co dzień zawsze coś jest ważniejsze, pilniejsze. Choć nie jestem zwolenniczką “uciekania” to dostrzegam sens zrobienia sobie takiej przerwy od codzienności :)

      • November 1, 2017
        Reply

        Taka przerwa bywa bardzo pomocna, zwłaszcza kiedy “żyjemy na pełnych obrotach”

    • Martyna
      October 20, 2017
      Reply

      Dystans fizyczny pozwala nam nabrac dystansu psychicznego. I to w cudownych i wspierajacych ten proces okolicznościach przyrody :)

  2. October 19, 2017
    Reply

    chetnie bym spróbowała tych dwoch tygodni z jogą w Indiach! To musi być naprawdę niesamowite doświadczenie!

    • October 20, 2017
      Reply

      Powiem Ci, że też bym spróbowała :) może warto po prostu powiedzieć życiu TAK :)

    • Martyna
      October 20, 2017
      Reply

      Joga, masaze, rozmowy, cudowna natura i kultura przesiąknięta duchowością… Bedzie cudownie! Zapraszamy na mojegoa.pl

  3. Koniuu
    October 19, 2017
    Reply

    Przepiękne widoki. Aż chce się tam pojechać ♥

    Zapraszam do siebie :)
    https://zyciowonieporadnie.blogspot.com/

  4. October 19, 2017
    Reply

    Ach jak bym tak chciała oderwać się czasem od tej mojej szarzyzny dnia codziennego i uciec na kraniec świata i żeby mnie tam nikt nie znalazł…rozmarzylam się

    • October 20, 2017
      Reply

      Kobieta na krańcu świata ;) choć lubię swoje życie to też tak czasem mam. Chciałoby się przygody i odmiany po prostu :)

  5. October 20, 2017
    Reply

    Pojechałabym natychmiast :) Tegoroczna jesień wyjątkowo mnie dołuje, więc przydałby się jakiś wewnętrzny kop

    • October 20, 2017
      Reply

      No właśnie dodatkowy plus wyjazdów do Azji jest taki, że tam się jeździ, kiedy u nas jest brzydko :) Można się naładować witaminą D na całą zimę.

    • Martyna
      October 20, 2017
      Reply

      Zapraszamy zatem na Goa, tu akumulatory ładują się w tempie błyskawicznym :)

  6. October 20, 2017
    Reply

    Ja się wcale nie dziwię, że Ty tęsknisz. Ja tęsknię, chociaż nigdy nie byłam ;)

  7. October 24, 2017
    Reply

    Pojechałabym i ja, posłałabym swój mozg na wakacje. Nawet nie chodzi o to, że jestem jakaś zmęczona. Mam wrażenie jednak, że je nie umiem uwolnić się od ciągłego myślenia o tym co jeszcze powinnam dziś wykonać, co mam do odhaczenia na liście zadań do wykonania. ..

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *