O ślubie humanistycznym słów kilka


Znamy wszyscy takie osoby, które choć niezbyt wierzące i niezupełnie praktykujące, biorą ślub kościelny, by mieć piękną ceremonię. A co z tymi, którzy z jakiegoś powodu ślubu kościelnego brać nie zamierzają? Czy skazani są na suchą pięciominutową przemowę pani urzędniczki, w oficjalnej sali, która w najlepszym razie nie razi wystrojem, i przy akompaniamencie elektronicznych organów? Czy prawo do odrobiny duchowości i dotknięcia istoty powodu, dla którego wszyscy się tego dnia zgromadziliśmy, mają tylko wyznawcy określonej religii?

Na szczęście nie, albowiem wymyślono śluby humanistyczne. Czyli takie, jak chcecie. Tam, gdzie chcecie, z przysięgą, jakiej sobie zażyczycie. Może być skacząc ze spadochronem, z okrzykiem “Kałabanga!”. Albo z cytatami filozoficznymi, odprawione w starej, wielkiej bibliotece czy teatrze – co tylko zdołacie wynająć na tę specjalną okazję. Utrzymane w świeckiej konwencji, o indywidualnym charakterze.
Gdzieś kiedyś dawno temu wyczytałam, że ceremonie takie organizuje Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów (http://www.ceremoniehumanistyczne.pl). Ale ponieważ ciężko się do nich podobno dostać, bo są bardzo zajęci, komuś może się nasunąć pomysł, że takiego akurat świeckiego, nieprawomocnego ślubu, odpowiedniku samego kościelnego rytuału dla osób niekościelnych, mógłby udzielić w zasadzie każdy. Ktoś, kto ma doświadczenie w byciu mistrzem ceremonii, albo nawet któryś dostojny (i odważny) członek Waszej rodziny. Ważny jest odpowiedni nastrój, a ten zależy od czynników takich jak eleganckie miejsce, odpowiednie dekoracje, nastrojowa muzyka, uroczysta przysięga – słowem coś, co z pewną przyjemnością i przy odrobinie polotu można zapewnić samemu.

Jest to trochę bezczelne, bo zaraz zwolennicy tradycji zakrzykną: o tym, w jaki sposób bierzesz ślub, decydują twoje dziady i pradziady, a nie twoje nowoczesne, zepsute widzimisię! Ktoś może też zarzucić Waszemu ślubowi nonszalancję, że co to za ślub na niby, albo nazwać Was buntownikami bez powodu, no bo przecież po co wymyślać jakieś cuda, kiedy można pójść i wziąć w każdym momencie ślub cywilny? Pięć minut i po krzyku.

No tak, spróbuj kiedyś zrobić coś innego, niż cała reszta ludzkości, a zaraz podniesie się wrzawa i będą latać pióra. Ale to jest przecież Wasz ślub, tak? To Wy będziecie później latami wspominać skwaszoną minę tłustego klechy straszącego wszystkich wokół piekłem albo niezbyt mistyczny moment podpisywania urzędowego kontraktu, któremu będą przyglądać się wujkowie i ciotki w nadziei, że ten wąsacz z tyłu przestanie niedługo grać na tym syntezatorze (wiem, że się czepiam, bo cywilne śluby też bywają piękne, ale dla mnie to jest ich humorystyczny aspekt).
Więc jeśli to Wam nie wystarcza, a jest możliwość zorganizowania sobie wszystkiego tak, jak chcecie, to dlaczego z niej nie skorzystać?

W ubiegłą sobotę miałam okazję na własne oczy zobaczyć, jak wygląda ślub humanistyczny, czy jak kto woli świecka ceremonia zaślubin. Trochę się obawiałam, że będzie to dziwnie odebrane przez rodzinę, wyjdzie sztucznie albo na siłę. Ale byłam też ciekawa, bo sama jestem bardzo zainteresowana taką formą uroczystości. Młoda para, czyli nie byle kto, bo mój brat i bratowa, wynajęli salę Instytutu Europejskiego w Łodzi, który jest pięknie odrestaurowanym dawnym pałacem fabrykanckim. Ślub cywilny był już wzięty wcześniej, z udziałem tylko rodziców i świadków. Tekst ceremonii i przysięgi młodzi ułożyli sobie sami, sami też wybrali, kto im udzieli tego ślubu. Na uroczystość przyszło prawie sto osób. Na początku czuć było pewne zaskoczenie, gdy pan prowadzący zamiast wygłaszać formułkę zaczął mówić o miłości i szaleństwie, ale chyba wszyscy dali się ponieść urokowi chwili. Mnie prawie łza w oku się zakręciła, gdy młodzi zaczęli pięknie, romantycznie wyznawać sobie publicznie miłość, opowiadać sobie, jakim szczęściem są dla siebie i przyrzekać, że będą dbać o to uczucie. Sama bym się chyba popłakała ze szczęścia, mówiąc przy wszystkich takie słowa osobie, którą kocham. Efekt był rewelacyjny, wzruszający, chwytający za serce. To było takie prawdziwe, bez napinki i zbędnych konwenansów. Nie przesadzę, jeśli powiem, że ze wszystkich ślubów, na których byłam, ten był najpiękniejszy.

Później toast szampanem na tarasie, godzinna kolejka do życzeń (byłam świadkową. Nie do wiary, ile tych życzeń było i tych prezentów) i sio na wesele! I piruety na parkiecie do rana w okularach 3D, sztucznych wąsach i różowych perukach:)

Napiszę to jeszcze raz tutaj:

Sto lat młodej parze! Obyście byli zawsze szczęśliwi, zawsze grali do jednej bramki i mieli w sobie nawzajem sprzymierzeńców aż do grobowej deski. I co najmniej trójkę dzieci i dziewiątkę wnuków!! (musiałam)

Swoją drogą, gdybyś miał lub miała wziąć ślub taki uszyty na miarę, rodem z najśmielszych fantazji, to co by to było?
Mnie od lat chodzi po głowie plener, ukwiecona łąka, szum wody, świeże powietrze. Mistyczna, odwieczna moc natury. I my.
I nikt mi nie wmówi, że to byłoby mało uroczyste.

2 Comments

  1. Avatar
    War.Wojenny
    September 16, 2014
    Reply

    popieram tę ideę bardzo, a dziady i pradziady już miały swoją szansę na idealny ślub :P

  2. Avatar
    Lena Poleska
    November 11, 2014
    Reply

    Co jak co, ale ślub, to każda para powinna sobie wymyślić od początku do końca SAMA. To jest ich dzień i nikomu nic do tego ;)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *