Nu pagadi, czyli rosyjskie naturalne kosmetyki


Nie ma to jak długa, porządna kąpiel w pachnidłach i wypaćkanie się wszelkimi dostępnymi kosmetykami upiększającymi w ramach terapii antyjesiennej. Dlatego dziś zamieniam się w blogerkę kosmetyczną.

Z miesiąc temu zamówiłam w ramach rozpieszczania samej siebie kilka rosyjskich kosmetyków naturalnych. Bez przetworów ropy naftowej, znanych z produktów miłościwie nam panujących koncernów, natomiast z ekstraktami z syberyjskich roślin. W sumie chętnie bym się wybrała na Syberię, ale tym razem wystarczył mi internet. Kosmetyki te są dość popularne na różnych freakowych kosmetycznych forach i blogach, bo są dobre, tanie i napakowane odżywczymi roślinnymi składnikami. Zawsze to jakiś powód, by wypróbować coś nowego. Obecnie paćkam się nimi już na tyle długo, żebym mogła coś na ich temat napisać.

Turecki szampon Planeta Organica

Z tego, co naczytałam się różnych opinii w internecie, szamponami bez SLS (główny, wszędzie używany uberdetergent powodujący wszelkiego rodzaju syf) trudno domyć włosy i nie chcą się pienić. Jakoś ten problem u mnie nie występuje, to już nie pierwszy taki mój szampon i po prostu nim głowę myje się dłużej – trzy razy trzeba nałożyć, wymasować (to, że się nie pieni nie znaczy, że go nie ma na włosach) i spłukać, oczywiście ilość na tyle małą, żebyśmy nie zużyły całej buteleczki na jedno mycie, jak w tym wąsatym i brodatym kawale o informatyku, który wyczytał na butelce, żeby czynność powtórzyć. W końcu się spieni i umyje, nawet aż za dobrze. Właśnie tu jest problem jak dla mnie, że na początku jest super, ale kiedy w końcu pewnego dnia taki ziołowy szampon bez silikonów bezlitośnie zmyje wszystkie silikony z moich włosów, to zamiast sprężystych pukli robi mi się siano. Dlatego ja tego szamponu używam na zmianę z innym, zwykłym Timotei z olejkami. Ale lubię go. Są po nim miękkie, delikatne włosy, które docenicie i wy, i wasi faceci, nawet jeśli potrafią tylko burczeć, że po co wam dziesięć szamponów, jak oni myją głowę szarym mydłem i żyją. W gratisie orientalny zapach – korzenny, dość mocny, ale bez przesady z paniką że nie będzie pasować, to tylko zapach szamponu.IMG_2844

Balsam z minerałami z Morza Martwego Planeta Organica

Porządna odżywka, duża, więc na długo starczy, używam jej jak maski (15 minut pod ręcznikiem) i jestem zadowolona. Jest taka neutralna zapachowo, lekka, nie obciąża, wygładza, jak to odżywka. Nie ma się co spodziewać, że uratuje jakieś strasznie zajechane włosy, ale tak do moich nadaje się w sam raz. No i tyle, co tu dużo mówić.IMG_2812

Balsam iglasty – Ziołowa pasta do zębów

Można by się spodziewać, że po ruskiej paście do zębów wyrośnie mi co najmniej nowy rząd zębów albo te, które mam, wszystkie wypadną, ale jak na razie wszystko jest ok. Pasta intensywnie smakuje anyżkiem i ma dziwną właściwość drętwienia po niej dziąseł i końca języka. Muszę uważać na dziąsła, bo mają tendencję do krwawienia, ale po tej paście mają się dobrze. Mimo, że jest bez fluoru czyli teoretycznie powinna nie działać, domywa zęby i pozostawia miły zapach z gęby, a nawet podobno wzmacnia odporność na przeziębienia, chociaż nie byłabym tego taka pewna, bo jak tylko zaczęłam jej używać – przeziębiłam się. Przypadek? IMG_2839

Peeling rumiankowy Babuszki Agafii

Super jest ten peeling – bardzo polecam. Działa, jak to peeling, ma fajną gruboziarnistą konsystencję, a w dodatku jest delikatny, naturalny, ładnie pachnie i wygodnie się go dozuje, bo jest w pudełeczku, a nie tubce, z którą zawsze na koniec jest problem. Przez chwilę można poczuć się jak w spa, nawet siedząc w swojej zwykłej i codziennie oglądanej wannie.IMG_2835

Maska dziegciowa Babuszki Agafii

Na początku mieszkania z Wojną potrzebowałam trochę czasu, żeby się przełamać i robić sobie maseczki na twarz, bo przecież to koniec świata paradować przy facecie w maseczce, gorszy jest chyba tylko głośny plusk podczas robienia dwójki. Ale jak już zaczęłam, to poszło, i polecam tę maskę. Dla mojej tłustej cery jest bardzo dobra, lubię swoją buzię po niej. To znaczy jak już ją zmyję, bo w niej wyglądam, jakbym co tydzień obchodziła Halloween. Jest też fajna, bo bardzo tania, kosztuje chyba z 6 złotych za 100 ml, opakowanie wygląda jak zastępcze i na prezent się nie nadaje, ale kto by chciał dostać w prezencie akurat dziegciową maskę za 6 złotych? A do paciania twarzy jest spoko.IMG_2840

I moje najważniejsze odkrycie, a nawet dwa…

Krem na dzień i na noc Babuszki Agafii “Zatrzymanie młodości” do 35 lat

Zawsze mam ten problem z kremami, że na dłuższą metę dostaję po nich albo pryszczy, albo suszu, albo działa dobrze, ale skład to tablica Mendelejewa. No nie mogę nic sobie dobrać, pewnie dlatego, że jestem skąpa w temacie kosmetyków, wolę wydawać hajs na co innego, a na kremy za 200 zł przyjdzie czas, kiedy pogłębią mi się zmarszczki. I co? Kremy za 12 złotych też mogą dawać radę, pięknie pachnieć, matowić, a w dodatku faktycznie odmłodniałam, zbliżam się już do dwudziestki, a niedługo zabiorą mi dowód osobisty. Może to ta świadomość, że nie kładę sobie dwa razy dziennie na twarz pochodnych ropy naftowej, działa jakoś tak motywująco dla mojej skóry.IMG_2831

To by było na tyle. Tak oto Ruscy przyczynili się nie tylko do wysłania psa w kosmos, ale też do poprawy mojego dobrostanu. I choć jem jabłka, to myślę, że na syberyjskie kosmetyki jeszcze nie raz się skuszę. Może masz coś godnego polecenia?

A dziś wieczorem weź swoje ulubione mazidła i znajdź czas na długą, aromatyczną i relaksującą kąpiel. Przy świecach (i przy koniaku). Jesień też ma plusy!

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *