Nie tylko chwile


Lipcowa noc, na bezchmurnym niebie ogromny księżyc. Mam dziesięć lat. Płyniemy z tatą i bratem łódką żaglową po Wiśle wzdłuż dzikiego brzegu, przy którym leży nasz ośrodek wczasowy. Niedługo będziemy zawijać do portu. Wokół panuje cisza, przerywana jedynie pojedynczym krzykiem jakiegoś ptaka czy pluskiem wody. Całą sobą chłonę świeży zapach nocnego powietrza i rzeki zalanej bladym, zimnym światłem. Nie mogę oderwać wzroku od tego wielkiego księżyca, tak odległego i poważnego, a tak znajomego i nieodłącznego.

Wakacyjny poranek. Jesteśmy na działce u wujostwa, właściwie to nie żadna działka, tylko typowy wiejski dom otoczony polami. Wszyscy jeszcze śpią, a ja budzę się jak zawsze pierwsza, biorę książkę i idę do ogrodu. Kiedy otwieram drzwi, uderza we mnie fala światła, jasnozielona trawa pokryta poranną rosą cała iskrzy w słońcu. W powietrzu wibruje energia nowego dnia, wszystko jest przepełnione radością. Ja również. Chodzę boso po tej trawie i po prostu nie mogę się nacieszyć. A potem siadam na leżaczku, otwieram książkę i zaczynam czytać.

Obóz harcerski w środku lasu, jestem nastolatką i właśnie mam chwilę spokoju, więc kładę się na całej długości ławeczki i gapię się w chmury. Gdzieś poza zasięgiem mojego wzroku tętni życie obozu, w swoim typowo młodzieńczym, entuzjastycznym rytmie. Między majestatycznymi koronami drzew widzę błękitne niebo, po którym leniwie płyną małe obłoczki. Zapach igliwia, spokojny szum drzew i energiczne dźwięki dziejącej się obok mnie krzątaniny mieszają się ze sobą w odurzającej wiecznej kompozycji. Tak, jakby już nigdy nic więcej miało się nie wydarzyć. To już jest wszystko.

Kilka dni temu wchodzimy na zewnętrzny basen po raz pierwszy w tym roku. Poza nami niewielu ludzi wpadło na ten sam pomysł, basen jest prawie pusty. Z nieba leje się czerwcowe słońce, dotyk wody na skórze przynosi orzeźwienie i przyjemny chłód. Zanurzam się w niej cała i płynę, i czuję się zupełnie jak na urlopie, mimo że przed chwilą wyszłam z biura. Obracam się na plecy, kładę się na wodzie i widzę nade mną ogromne, nieskończone niebo, a na nim kilka długich, rozciągniętych chmur. Nagle nie mogę powstrzymać szerokiego uśmiechu. Jest tak przecudownie, że zaraz zacznę piszczeć. Poruszam delikatnie rękami i nogami i płynę.

Prosta radość istnienia. Jako dzieci często spontanicznie ją odczuwaliśmy. A dziś?

Nasłuchaliśmy się, że w życiu piękne są tylko chwile. Chcielibyśmy samych sukcesów, awansów i skoków na bungee. By wciąż było coraz lepiej, więcej, inaczej, by nieustannie iść do przodu. Bez tego ciągle czegoś brak. A wystarczy otworzyć oczy i spojrzeć, by mieć wszystko. W tym pozornym bezruchu, w tej niezmiennej codzienności, zawiera się pulsujące życie. Zachwyt taki, jak odczuwałeś, gdy widziałeś świat po raz pierwszy. Stałość, dzięki której wiesz, że jutro ponownie wzejdzie słońce, a po zimie przyjdzie wiosna. Natura nie potrzebuje ciągłego planowania, postanowień noworocznych ani gruntownych zmian na lepsze. Ona jest jak solidna baza, na której możesz zbudować swój świat. Jest jak kobieta o pełnych biodrach i ciepłym uśmiechu. Jak twoja Mama, zawsze gotowa Cię przygarnąć w ramiona, nawet gdy właśnie zaryłeś kolanem o beton.

Każdy z nas idzie swoją drogą i ma swój sen do zrealizowania, ale życie to nie tylko strategie dynamicznego rozwoju i ciągłe ulepszanie wszystkiego. To też ciągły wzrost i opadanie, tworzenie i niszczenie, to pierwszy oddech dziecka i ostatni starca, kosmiczny porządek, który zawsze pozostanie taki sam. Obezwładniająco piękny. Wzruszający i potężny. Można go oglądać każdego dnia, zawsze jest obok nas. Jesteśmy z niego ulepieni. Wystarczy na niego spojrzeć.

Czy ty też potrafisz przywołać takie piękne statyczne wspomnienie z dzieciństwa, zatrzymane niczym slajd na kliszy Twojej pamięci? Jeśli chcesz, możesz dalej zbierać takie wspomnienia. Codziennie.

Nie jest to popularne ani modne, i być może nie jest to sposób na karierę zawodową ani zaimponowanie rodzicom lub koleżance z pracy, ale to właśnie te momenty dodają życiu prawdziwego, głębokiego smaku. Kiedy siadasz na słonecznej ukwieconej łące, która pachnie i brzmi jak raj, i wiesz, że nie potrzebujesz już nic więcej, bo tyle piękna, ile dostałeś, to nawet nie jesteś w stanie unieść – wtedy jesteś naprawdę bogatym i wolnym człowiekiem.

7 Comments

  1. <3
    Po wielokroć TAK!

  2. Avatar
    June 6, 2015
    Reply

    Żeby docenić takie cuda trzeba trenować uważność i bycie “tu i teraz”.

  3. O tak, jestem prawdziwie bogatym i wolnym człowiekiem. Bo właśnie z takich małych rzeczy potrafię się cieszyć. Szkoda, że nie wszyscy doceniają to, jak wiele codziennie dostają od życia, bo tracą bardzo dużo. A zdjęcie z basenu widziałam na Twoim insta i aż pozazdrościłam przez moment, bo ja nie mam nigdzie w pobliżu takiego miejsca. Ale wyskoczyłam ze znajomymi “na kocyk” i też było super. :)

  4. Na szczęście tak! Uwielbiam wyglądać z mojego okna na 10 piętrze i po prostu patrzeć ta kwadratowe, pekińskie bloki.
    A kiedy natura jest blisko to przecież tak wspaniale jest chodzić boso po wilgotnej ziemi, pić na trawie parzoną ze świeżą miętą kawę, albo… leżeć na psie :^)

  5. Avatar
    kubekczekolady
    June 10, 2015
    Reply

    Pięknie to opisałaś. Na mnie tak działa zapach ciepłych letnich wieczorów, kojarzą się z dzieciństwem spędzonym pod blokiem na wiecznej zabawie i włóczeniu się :)

  6. Avatar
    aniape
    June 11, 2015
    Reply

    Kojąco na mnie zadziałał ten tekst, malowniczo i kojąco opisałaś tę prostą radość istnienia :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *