Nie oceniaj, siedź dalej pod kamieniem


Na pewno już obiło się wam o uszy, że ocenianie jest złe, a pierwsze przykazanie szczęśliwego człowieka to “nie oceniaj”. Jeśli jednak kilka ostatnich lat spędziliście pod przydrożnym kamieniem lub w knajpie na rozdrożu i dlatego nie wiecie, o co chodzi, to z chęcią przybliżę wam nieco ten temat.

Chodzi w największym skrócie o to, że jeżeli oceniamy innych, to dajemy im prawo do oceniania nas.

Zamiast porozumienia, wsparcia i sympatii, urządzamy sobie wszyscy festiwal wystawiania ocen, wyrokowania kto gorszy, a kto lepszy i podcinania sobie wzajemnie skrzydeł.

Zaradzić temu można bardzo prosto: przestając oceniać.

Hmm.

Czy tylko mnie coś się tu nie zgadza?

Niby w jaki sposób to, że nie będę oceniać innych, ma sprawić, że inni nie będą oceniać mnie?

Przecież jak nie będą, jak będą! Może nie aż tak intensywnie, jak się nam zdaje, bo każdego i tak najbardziej obchodzi czubek własnego nosa, a nie twojego. Ale jeśli coś tworzysz, występujesz z szeregu, dajesz się zauważyć – ktoś z pewnością to oceni. Zresztą nawet jeśli jesteś przezroczysty i udajesz, że cię nie ma – również ktoś to oceni. Mało tego – ten ktoś oceni to negatywnie. Istnieje typ ludzi, którzy uwielbiają oceniać rzeczy negatywnie i gdyby mogli, to w ogóle niczym innym by się nie zajmowali. Znasz takich?

Nie dalej jak kilka dni temu trafiłam w necie na przemiłą osobę, która moją relację ze szpitala wróć, MNIE – oceniła jako bezmyślną, rozhisteryzowaną i jakąś tam jeszcze (mam filtr w mózgu na podobnie rewolucyjne wieści i nie jestem w stanie przyjąć na raz więcej niż pewną standardową dawkę).

Przez moment się zmartwiłam, a później mi się na szczęście przypomniało, że przecież ja nie jestem ani bezmyślna, ani rozhisteryzowana. I mi przeszło. Mogłabym wejść w polemikę z tą nieznaną mi panią, ale miałam wtedy, jak mi się zdaje, coś ciekawszego do roboty. I tylko jedna konkluzja przyszła mi na myśl:

To, jak ktoś cię ocenia, jest głównie informacją na JEGO, a nie na twój temat.

Przecież ten ktoś cię nie zna. Najczęściej nie ma zielonego pojęcia, kim naprawdę jesteś, wyrwał coś dotyczącego ciebie z kontekstu, wstawił do swojego modelu widzenia świata i gotowe. Na tej samej zasadzie, na której wszyscy kłamcy spodziewają się, że inni też kłamią. To ten sam jad, który osobie pozbawionej mocy twórczej każe obrzucać błotem tych, którzy coś tworzą.

Można by się zastanawiać: dlaczego akurat tak ocenił, a nie inaczej? Ale pamiętaj, że z kolei ty nie znasz tej osoby. Nie masz wszystkich kawałków układanki. Jeżeli spróbujesz się odwdzięczyć podobną oceną, wszystko zacznie przypominać grę w głuchy telefon. Z czegoś takiego wychodzą najbardziej absurdalne i bezproduktywne kłótnie.

To tak, jak w internecie jeden pan do drugiego pisze “TY LEWAKU” a tamten mu na to “TY PRAWAKU” i tak w nieskończoność – obydwaj są przekonani, że ten drugi grubo się myli, a dla mnie to taka sama beka, jak kiedy siedzą dzieci w kręgu i na początku hasło brzmi “Ola poszła do przedszkola” a na koniec wychodzi z tego “Mama poszła do sklepu bez majtek” (true story z mojego dzieciństwa – bawi do dziś). Ale o co chodzi? No właśnie nikt tego nie wie, a każdy jest przekonany, że ma prawdziwe informacje!

Pamiętaj tylko, że to działa w obie strony!

Zarówno twoja, jak i cudza opinia na jakiś temat to nic innego jak opinia zwykłego człowieka, a nie sąd wydany przez ogół ludzkości, nie wiadomość od wszechświata, nie żadna prawda objawiona ani nic, z czym musisz coś natychmiast zrobić. To tylko czyjaś ocena, coś, w czym możesz ewentualnie się przejrzeć i porównać to, jak cię widzą inni, z tym, jak widzisz siebie sam. To tylko twoja ocena, w której możesz się zwyczajnie mylić.

No to jak? Oceniać, czy nie oceniać?

Istnieje mały szczegół, o którym chyba lubimy zapominać: NIE WSZYSTKO musimy oceniać.

Czasem rzeczy są takie, jakie są i nie trzeba wystawiać im żadnej noty. Nie jest to wcale trudne, odzwyczaić się od ciągłego analizowania, czy to, co się dzieje, nam się podoba, czy nie. To tylko nawyk. Życie bez niego staje się prostsze i znacznie przyjemniejsze.

Natomiast zupełne ignorowanie osądów i wrzucanie ich wszystkich do jednego worka z napisem BULLSHIT… czy nie jest przegięciem w drugą stronę?

Zdarza się, że cudza refleksja na nasz temat jest zadziwiająco trafna, bo inni widzą rzeczy, których my nie widzimy, i tak samo bywa w drugą stronę.

Tyle tylko, że jest subtelna różnica między powiedzeniem “Nie podoba mi się to, co robisz” a “Jesteś idiotą”.

Między “Ta laska jest jakaś pojebana” a “Nie rozumiem, dlaczego ona się tak zachowuje”.

A to dlatego, że zupełnie inaczej sprawy się mają, kiedy osądy, jakie by już nie były, dotyczą nie MNIE (czyli kogoś, kto sobie tu siedzi przy kompie i kogo większość z was nigdy nie widziała na oczy), a CZEGOŚ, co napisałam, powiedziałam czy zrobiłam.

Inaczej też sprawy się mają, kiedy dostajemy komunikat, że mamy do czynienia z czyjąś SUBIEKTYWNĄ OPINIĄ, a nie z przemową oświeconej osoby posiadającej niedościgniony wgląd w sprawy ostateczne.

Nie lubię wrzutów, strzałów na oślep, wylewania żali i frustracji – nie ufam im, to tylko czyjeś iluzje, efekty pokładania zbytniego zaufania we własnej nieomylności. Uwielbiam za to konstruktywną krytykę. Nie jest przyjemna, ale jest przydatna. Wiele mówi mi o tym, jak ludzie odbierają moją twórczość. Chyba jasne, że jeśli chcę w tym, co robię, być coraz lepsza, to super jest dowiedzieć się, że coś podobało się komuś bardziej, a coś mniej. A coś było czyimś zdaniem beznadziejne.

Bo inaczej – a co, jeśli ugrzęzłabym w samozadowoleniu? I ani kroku dalej. Utwierdzona w swojej wizji, bez kontaktu ze światem zewnętrznym, uwięziona pod wielkim kamieniem z napisem “Nie oceniaj”.

To ja już wolę kawę na ławę.

A jak jest z Wami?

18 Comments

  1. Avatar
    February 8, 2016
    Reply

    Bardzo dobrze to napisałaś: gdy ocenianie dotyczy nie MNIE a mojego DZIEŁA. To chyba najlepsza definicja nie-hejtowania. Bardzo trafne jest też zdanie o tym, że są po prostu tacy ludzie, którzy muszę wiecznie oceniać, tak jak wiecznie muszą narzekać itd. To prawda. Są, choć ciężko mi się z tym pogodzić. Twojego tekstu o szpitalu nie czytałam, bo przestraszyło mnie ostrzeżenie jakie umieściłaś na fb, mi zrobiło się słabo po opisie wybudzenia z narkozy :) ale jestem pewna, że owa dziewczyna oceniła Ciebie bezpodstawnie. Nawet powiem Ci więcej. Sama miałam u siebie “czytelnika”, który przychodził tylko po to, żeby napisać co zrobiłam źle. I niby nie oceniał mnie, a moje dzieło, ale czepiał się najdrobniejszych szczegółów. Znalazł najmniejszą literówkę, błąd edycyjny graficzny, nie podobało mu się używanie przeze mnie kursywy i innych rzeczy. Na początku mu odpisywałam. Zatwierdzałam komentarze, bo chciałam, żeby nie było cenzury, żeby każdy mógł się wypowiedzieć. Ale w pewnym momencie ten gość zaczął mi bardzo podnosić ciśnienie. Wiedziałam, że Andanowa nie jest idealna, ale typ serio przesadzał. Poradziłam się starszej stażem i dość popularnej blogerki. Doradziła mi, aby zablokować tego użytkownika i w końcu tak zrobiłam. Pisał jeszcze kilka razy, ale jego komentarze nie były akceptowane. Przestał.
    Z drugiej strony mam odrobinę zrozumienia dla takiego zachowania, bo wstyd się przyznać, ale sama kiedyś negowałam niemalże wszystko. Ale o tym napiszę kiedy indziej, bo powstaje mi tutaj nie mała rozprawka;))

    • Avatar
      February 9, 2016
      Reply

      Tamten komentarz był akurat w miejscu, z którego nie mogłam go usunąć, ale ogólnie nie mam oporów żeby usuwać taką krytykę, która jest atakiem, podważaniem moich kompetencji, czy czyimś zwyczajnym bólem dupy, z którym ja nie mam nic wspólnego. Miejsca w sieci bez cenzury są przeważnie tak zaśmiecone, że nie da się tego czytać, wszystkie merytoryczne komentarze giną w natłoku syfu. Z miesiąc temu sama usunęłam stąd kilka komentarzy pochodzących od… zagorzałych kibiców piłkarskich, którzy postanowili podyskutować o tym, co jest lepsze, ŁKS czy Widzew :D Cenzura nie jest taka zła :)

      • Avatar
        February 9, 2016
        Reply

        Teraz też tak uważam, ale jeszcze pół roku temu miałam pewne wątpliwości. Cóż, człowiek dojrzewa :D

  2. Avatar
    February 8, 2016
    Reply

    Ta subtelna różnica o której piszesz ma kolosalne znaczenie. Ocenianie kogoś na podstawie jakiegoś jednego zachowania lub konkretnej cechy, a ocenianie samego zachowania to zupełnie dwie różne rzeczy. Osoba, która zna swoją wartość rozumie tą różnicę i trzyma się tego w swoich kontaktach z innymi ludźmi. Niestety ludzie, którzy mają zaniżone poczucie własnej wartości, którzy mają mnóstwo żalu do świata i widzą w innych tylko złe cechy mogą mieć z tym trudności. Oni w innych widzą to, co widzą w sobie. I to jest przerażające. Nie chcę nawet wyobrażać sobie, jak muszą wyglądać ich dialogi wewnętrzne….

    • Avatar
      February 10, 2016
      Reply

      No właśnie, to zwróciło też moją uwagę, że najczęściej te żale w kierunku innych osób są wylewane przez ludzi, którzy mają problemy z poczuciem własnej wartości, a ludzie myślący o sobie dobrze, pogodzeni ze światem, potrafią wchodzić w bezbolesne interakcje z otoczeniem:) .. wniosek taki, że na wielki ból dupy potrzebna jest nie maść, a duże ilości miłości własnej;)

  3. Avatar
    February 8, 2016
    Reply

    To właśnie jest naczelna zasada pedagogiki – jeśli mamy skorygować jakieś zachowanie, nigdy nie oceniamy samego dziecka, a jego postępowanie. Sprawdza się również w dorosłym życiu ;)

    Lubię czasem usłyszeć, czy przeczytać jak oceniają mnie inni. Często jest to właśnie informacja o różnych projekcjach jakie stosują wobec świata czy ich lękach. Temat cienia się kłania.
    Za to z taką konstruktywną krytyką spotykam się rzadko, a szkoda – bo chociaż też boli, to jednak w efekcie prowadzi do zrozumienia i rozwoju.

  4. Avatar
    February 9, 2016
    Reply

    Jak to mówią “what Sally says of Suzie, says more of Sally than of Suzie”. Całkowicie się zgadzam z tym postem.

    • Avatar
      February 9, 2016
      Reply

      O dokładnie, gdzieś mi na końcu języka siedział ten cytat i nie mogłam go sobie przypomnieć :D

  5. Avatar
    February 10, 2016
    Reply

    Święta prawda! Zresztą oceniamy wszystko, caly czas. Przecież non stop podświadomosc podpowiada nam czy nam się coś podoba czy nie. Bez tego nie moglibyśmy w ogóle funkcjonowac. A krytykowanie, no to już co innego;)

    • Avatar
      February 10, 2016
      Reply

      Z mojego doświadczenia wynika, że ten nawyk oceniania wszystkiego cały czas spokojnie można wyeliminować :) To tylko przyzwyczajenie.

  6. Avatar
    February 11, 2016
    Reply

    Prawdą jest,że ludzie uwielbiają oceniać i wyciągać wnioski na podstawie jakichś urywków, czy to tekstu, czy zachowania, a czasami nawet samego wyglądu. Nie unikniemy tego, bo nie jesteśmy w stanie zmienić drugiej osoby. Jedyne co możemy zrobić, to wypracować sobie odpowiednie podejście do tego typu oceniania i po prostu to olać. Często takie oceny, szczególnie te negatywne, wynikają z zazdrości i nie wnoszą noc nowego w nasze życie.

    • Avatar
      February 11, 2016
      Reply

      Dokładnie! widzę, że myślimy podobnie:)

  7. Avatar
    February 12, 2016
    Reply

    No i świetne napisane! Ja staram się nie oceniać- aczkolwiek popełniam błędy i doszywam czasem “łatki”.Otworzyłaś mi oczy że to faktycznie działa w dwie strony. Będę nad tym pracować. Oraz nad tym jak nie brać do siebie raniących komentarzy innych ludzi. Bo póki co nie radzę sobie z tym zupełnie :/.
    A co do krytyki: jestem bardzo za ALE takiej konstruktywnej! I wiesz co jest smutne- tak niewielu ludzi potrafi dawać taki właśnie feedback :/.

    • Avatar
      February 12, 2016
      Reply

      No właśnie – a wypluć jad to każdy potrafi i radź potem z tym sobie. A najbardziej się mądrują ci, którzy o niczym nie mają pojęcia. Ale wiesz, że oni najczęściej po prostu bredzą? Ja jeszcze czasem pokuszę się o chwilę zastanowienia, czy nie mają trochę racji, skąd się wziął ten atak itd.. bo przecież nie będę zakładać na starcie, że każdy się myli. Ale przeważnie te ataki biorą się z cudzego bólu dupy. Z zawiści, z kompleksów i z różnic światopoglądu. I naprawdę to nie my jesteśmy od tego, żeby coś z tym robić. Niekonstruktywnej krytyce mówię NIE.

      • Avatar
        February 13, 2016
        Reply

        Ja muszę właśnie sobie o tym przypominać- że to oni mają jakiś problem i nie moim celem jest to zrozumieć czy też nie daj boże brać do siebie ich słowa. Nie jest to łatwe ale próbuję .

  8. Avatar
    February 12, 2016
    Reply

    A jednak nawet konstruktywna krytyka bywa wielce subiektywna :)
    “To, jak ktoś cię ocenia, jest głównie informacją na JEGO, a nie na twój temat.” – to samo mówię. Wypuściłam to w formie posta wtedy, gdy znalazło zastosowanie w moim życiu.
    O wiele lepiej się żyje w ten sposób, gdy nie chce się nikogo ranić.

  9. Avatar
    February 12, 2016
    Reply

    Ja staram się nie zastanawiać czy mam ocenić czy nie. Pamiętam natomiast ze wszystko co jest jest wynikiem czegoś co było. Zachowania i opinie innych jak i moje. Kiedy o tym pamiętam chęć na jakąkolwiek ocenę odchodzi .

  10. Avatar
    February 15, 2016
    Reply

    Świetna notka :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *