Nie jestem twoim guru


Jedną z rzeczy, których sobie nie uświadamiałam, zanim zaczęłam pisać bloga, była waga tego, że ludzie traktują blogera jak autorytet. Niby w teorii było wiadomo, że traktują – ale nie było wiadomo, co to znaczy.

Rozumiem, że można bez problemu być sobie autorytetem w kwestii wyboru – dajmy na to – maszyny do chleba. Ostatecznie co się stanie, jeśli źle doradzisz? Najwyżej ktoś sobie kupi kiepską maszynę do chleba, która koniec końców i tak powinna upiec jakiś chleb, więc tragedii nie będzie.

A jeśli taki bloger jest naprawdę ekspertem w dziedzinie maszyn do chleba, to może polecać innym naprawdę najlepszy produkt na rynku i to będzie super. Bo maszyny do chleba są takie, że można obiektywnie wybrać tę, która naprawdę jest pod jakimś wybranym względem najlepsza. Skutek będzie taki, że wszyscy będą jedli pyszny chleb.

Natomiast ja, poza przepisami na ciastka owsiane, piszę o zdrowiu fizycznym, psychicznym i emocjonalnym; o rozwoju świadomości, o duchowości i osobistych poszukiwaniach i odkryciach.

I tutaj jest haczyk. Bo – moim zdaniem – nie ma czegoś takiego jak obiektywna najlepsza ścieżka duchowa, a nawet nie ma czegoś takiego jak obiektywna ścieżka prowadząca do zdrowia.

 
Naukowcy ciągle coś tam udowadniają w kwestii tego zdrowia, ale zmieniają zdanie co pięć minut. Ostatnio słyszałam, że olej kokosowy jest niezdrowy na przykład. To zdrowy jest czy niezdrowy? A jedzenie mięsa – zdrowe czy nie? Z tego, co zauważyłam, obie tezy da się obronić. Nauka jest wyjątkowo enigmatyczna, dla mnie zbyt enigmatyczna, żeby zaufać jej w stu procentach.

A są też takie kwestie, w których nauka bardzo raczkuje – to te, co wykraczają poza świat materialny i dotykają obszaru naszego ducha. Tu z kolei jesteśmy skazani na różnych duchowych przywódców, z których każdy pokazuje swoją drogę i mówi: ta jest dobra, inne są złe i jak nimi pójdziesz, to zdarzą się straszne rzeczy, więc lepiej rób to, co ja mówię.

Dopiero, jak się naprawdę zagłębić w temat, to okazuje się, że są też i tacy, którzy mówią: Nie wierz mi. Myśl sam. Rób po swojemu. Ufaj swojemu doświadczeniu, a nie cudzemu. Kieruj się tym, co masz wewnątrz, a nie co ktoś z zewnątrz ci mówi. I wtedy przez moment już nic nie wiadomo.

Z tego wszystkiego wyłania się jedna uniwersalna odpowiedź na pytanie: Zdrowy czy nie? Odpowiedni czy nie? Dobry czy zły?

Ta odpowiedź to: ZALEŻY DLA KOGO.

Jedyny sposób, żeby się o czymś przekonać samemu, to doświadczyć. Wejść na ścieżkę i iść nią, i krok po kroku samemu odkryć, co jest “nasze”, a co nie.

O tym jest właśnie mój blog. On jest o tym, co jest “moje”. Co ja dla siebie odkryłam i do odkrywania czego Ciebie też zapraszam.

Wystarczy spojrzeć na moje starsze wpisy, by dostrzec, że ten blog jest praktycznie od początku zapisem mojej podróży tą właśnie moją drogą. Nieco się w tym czasie “wykosmicznił”, ale to pewnie i tak nic w porównaniu z tym, co jest przede mną :)

Natomiast nawet te kilka tekstów typu wyrażenie miłości do obcego faceta, spotkanie z mrokiem czy opis ceremonii Temazcal wystarczyło, by wzbudzić niepokój wśród miłośników takiego założenia, że istnieje coś w rodzaju przepisu na szczęście i że ja oferuję taki słodki, pachnący, bezpieczny przepis.

Bo jak to? Piszę, jak to mi cudownie w życiu, a następnie totalnie je rujnuję i zaczynam odlatywać gdzieś w przestworza, robiąc jakieś dziwne rzeczy, które nie przystoją ustatkowanej kobiecie po trzydziestce. I gdzie ten przepis na spokój ducha, co miał być raz na zawsze? Co to ma znaczyć?

Otóż właśnie to, że się ma odwagę iść swoją ścieżką, wyrazić siebie, zagłębić w siebie – to jest mój osobisty przepis na szczęście.

(No jasne, cieszenie się małymi rzeczami też. Całe to bycie slow, celebracja codzienności. Ale przez te dwa lata odkryłam między innymi, że jak żyjesz nie swoim życiem, tylko np. takim co wypada, albo takim, na które się zgodziłeś ze strachu i dla świętego spokoju, to nawet największa celebracja tej nie twojej codzienności jest tylko nagrodą pocieszenia.)

To że się idzie drogą, a nie na niej stoi, to oczywiście oznacza ciągły ruch, wymianę energii, w tym poświęcanie starego dla stworzenia nowego. No i tyle, ja biorę to na klatę. Życie to ruch, jeśli coś się długo nie rusza, to możliwe, że jest martwe i trzeba to pochować, zanim się zacznie rozkładać. To cała filozofia.

Są takie opinie, że ja próbuję być jakąś przewodniczką dla kogoś. Nie wątpię, że ludzie szukają przewodników, bo im się wydaje, że ktoś lepiej od nich wie, co powinni robić, i im powie.

Ale moje stanowisko jest takie: Każdy jest swoim własnym przewodnikiem. I ja nie jestem od tego, żeby Ci mówić, co jest dla Ciebie dobre. Ty masz się tego dowiedzieć.

Moja misja jest taka, żeby cię skłonić, żebyś ruszył dupę i sięgnął po to coś.

Ja nie chcę, żebyś korzystał z tego, co ja uważam, tylko SAM dla siebie zobaczył, co TY o tym myślisz.

Pokazuję ci to, co jest dobre dla mnie, a ty możesz przejrzeć się w tym i odnieść do swojego życia. Tylko tyle i aż tyle.

 
Jestem prywatnie wrażliwą, bardzo emocjonalną dziewczyną, która ma zarówno jasną stronę jak i mroczną, i wcale nie jest jakąś godzinami medytującą w kwiecie lotosu oazą spokoju. Czasem kogoś niechcący skrzywdzę, czasem się pomylę, no życie. Nie będę się za to biczować, ale i nie ma powodu, by się wywyższać.

Moja droga jest na takim etapie, na jaki pozwala mi mój wiek. Mam 33 lata, dostatecznie dużo żeby trochę już kumać, ale jeśli spodziewasz się, że ja ześlę na ciebie jakieś ostateczne objawienie dotyczące sedna naszej egzystencji, to litości – zgłoś się do swojej babci albo jakiejś sędziwej ciotki, ona jest tą, której szukasz. Serio!

O sednie naszej egzystencji mogę chętnie pogadać, ale na zasadzie wymiany. Ja od ciebie też wiele mogę się nauczyć. Nie jestem twoim guru i nie chcę nim być.

Dlatego – nie sądziłam, że będzie taka potrzeba bym to napisała, jest to mocno abstrakcyjne dla mnie, i w ogóle głupio się czuję, że muszę to napisać, ale właśnie to robię – dlatego jeśli kiedyś przyjdzie Ci ochota, by być jak ja i robić to, co ja, to szybciutko niech ci ta ochota przejdzie.

Bądź jak ty i rób to, co ty, do tego sprowadza się całe moje przesłanie.

Nic nowego, ale zaskakujące, jak wielu osobom trzeba to wprost napisać, bo inaczej będą we mnie się doszukiwały czegoś, czego tam nie ma.

Nie biorę za to odpowiedzialności.

A jeśli tak się składa, że rozumiesz o czym piszę, że jest Ci to bliskie, że czerpiesz z tego coś dobrego dla siebie – to naprawdę bardzo, bardzo się cieszę, i dziękuję, że jesteś, że czytasz :)

Bo ja właśnie po to to wszystko specjalnie dla Ciebie piszę.

Previous Jak zmienić swoje życie, czyli wspomnienia z zaczarowanego lasu
Next 10 niezwykłych instagramów cieszących oko i duszę
  • Tak mi się podoba to, co napisałaś, że podzielę się tym dziś u siebie. A wiesz, że to idealnie pasuje do procesu coachingu? Wbrew obiegowej opinii, że coach to ten, co powie Ci jak żyć. Na sesji coachingowej to Ty odkrywasz, jaki jesteś i jak chcesz żyć! Ja Cię mogę co najwyżej za rękę trzymać i pomagać wydobyć to, co JUŻ masz. A że czasem piszę o sposobach na to, czy na tamto? To wynika z mojego doświadczenia zawodowego i zawszę mówię: sprawdź, jak zadziała u siebie. Trochę się boję tej pogoni za mentorem w dzisiejszych czasach. Bo można motywować, można pokazać, jak się zorganizować, jak odkryć talenty, ale pokazać szczęścia….już nie bardzo. Sama czasem jestem szczęśliwa w codzienności, a czasem w biegu, czasem delektuję się tu i teraz, czasem bujam w obłokach. Jak różnie się rozwijamy i różne mamy potrzeby. Od kiedy tu zaglądam traktuję Cię jak inspirację, lubię czytać, czasem coś jest mi bliskie, czasem zadziwiające, ale zawsze przymierzam to do siebie i nie zawsze pasuje. I to jest dobre. Pozdrawiam Cię serdecznie:)

  • Wszyscy szukamy drog na skroty i guru, ktorzy nas potrzymaja za raczke i powiedza co robic :) niestety prawda jest ukryta w nas samych i dopoki ktos tego sam nie zrozumie, to zaden przywodca nie pomoze…fajnie, ze jestes :) pozdrawiam

  • Mogę pożyczyć niezłą żeliwną patelnie :D

  • Czasami inspiracja jest potrzebna, ale nie ślepe podążanie za kimś. Każdy jest inny, z innego punktu startuje i do innego zmierza, dlatego najlepiej próbować na sobie i zostawiać to, co nie jest z nami spójne. Pozdrawiam seredecznie :)