Na potęgę Posępnego Czerepu… Weno twórcza, przybywaj!


Niestety są takie dni, że nasz czerep jest posępny i za Chiny nie chce się z niego wydobyć żadna kreatywna myśl. Ani taka dotycząca pomysłu na obiad, ani wymyślenia wpisu na bloga, ani nawet stworzenia epokowego dzieła sztuki, z którego będzie utrzymywać się jeszcze gromadka naszych prawnuków.

Przeważnie siadamy wtedy, popukujemy się w łepetynę i gorliwie myślimy, myślimy, myślimy… niczym Kubuś Puchatek. Jednak tak samo jak on, im bardziej zaglądamy w czeluść własnego umysłu, tym bardziej panuje tam pustka i fruwa tylko pojedyncza, zdenerwowana mucha. I zdecydowanie ani Prosiaczka tam nie ma, ani żadnego, nawet najmarniejszego przebłysku weny twórczej.

“Pot wstępuje na czoło jak morena, myślę o tym, o czym nie powinienem w tym momencie, chyba się przekręcę! Coraz goręcej i pióro drży w ręce.”

Sekret tkwi w tym, żeby spuścić to ciśnienie. Prawa półkula, odpowiedzialna za twórczość, nie lubi być zaprzęgana do roboty ani wywoływana do tablicy. Na akord to możesz sobie zrobić dziesięć tabelek w Excelu z Twoimi planami rozwojowymi i finansowymi na najbliższe lata, ale kreatywne pomysły przyjdą, kiedy będą same miały na to ochotę. A ochota powstaje, kiedy głowa może odpocząć i dobrze się bawić. Czyli na pewno nie wtedy, kiedy jest maglowana od trzech godzin na lewo i prawo i każą jej właśnie teraz, zaraz, wymyślić coś tak genialnego, że wszystkim wokół skarpety eksplodują.

Dlatego zapomnij o tym, co ma powstać. Teraz się nie uda. Zamiast tego:

  • Pomedytuj albo posprzątaj.
  • Wyciszenie umysłu sprawi, że myśli niczym wirujące liście osiądą spokojnie na dnie umysłu i zyskasz trochę przestrzeni i jasności. Medytacja jest trudna, ale można się jej nauczyć. Polega wbrew pozorom nie na bezmyślnym siedzeniu gapiąc się w ścianę jak sroka w gnat, tylko na koncentracji na chwili obecnej i jej obserwacji bystrym, niezmąconym umysłem, ogranicz więc bodźce, bo w pokoju, który wygląda jakby przeszło przezeń tornado, Twoja zdolność koncentracji będzie mieć ciężkie zadanie, podobnie jak kiepsko mogą na nią wpłynąć wrzaski zarzynanych kotów w utworach death metalowych, nawet, jeśli sam za nimi przepadasz. Polecam jakieś lajtowe dźwięki natury czy ambienty, ja często włączam http://di.fm/spacemusic. Albo po prostu ciszę. Tak naprawdę to wcale nie musisz siedzieć skrzyżnie, żeby medytować. Możesz wtedy sprzątać albo robić obiad, tylko pod warunkiem, że wtedy będziesz zajmować się wyłącznie tą czynnością. Kroisz marchewkę i myślisz o krojeniu marchewki. Żadnej wielozadaniowości. Obserwuj po prostu to, co robisz i tylko na tym się skup. Oczywiście wcale tak nie będzie, do głowy będą pchały Ci się refleksje na temat dzisiejszego dnia w pracy albo że jeszcze musisz zrobić pranie, ale odganiaj je, mów im: później, aż w końcu na polu bitwy zostanie sama marchewka i zobaczysz, że jest coś wypoczynkowego w takiej aktywności. Oczywiście nie połączysz się ze Wszechświatem szorując kafelki w łazience, ale nie o to nam akurat chodzi.
    Jeżeli wysprzątałeś już całą chatę i wciąż masz ochotę medytować ;), to usiądź z prostymi plecami albo połóż się na płasko, symetrycznie i na równej powierzchni, i obserwuj swój oddech, każdy wdech i każdy wydech. Możesz też zapalić świeczkę i się jej przyglądać, a najlepiej jedno i drugie. Pozwól myślom odchodzić, nawet tym pomysłowym. Wrócą, kiedy skończysz.
    Jeśli z tego wyciszenia ogarnie Cię senność, to nie krępuj się (tylko zgaś świeczkę;)). We śnie wszystkie puzzle wskakują na właściwe miejsca i tak, jak nieraz trzeba przespać się z problemem, tak też nie zaszkodzi pójść w kimę w jakimś szczególnie trudnym momencie twórczym. Po przebudzeniu, cóż, w najgorszym razie będzie tak samo, jak wcześniej, z tą różnicą, że będziesz bardziej wyspany. A może właśnie jakieś rozwiązanie samo się nasunie.

  • Chwytaj dzień.
  • Wyjdź z domu i porób coś, co lubisz. Potańcz, idź na spacer w nietypowe miejsce, pośpiewaj, pstryknij kilka fotek. Najlepiej zrób to bez towarzystwa, tak, jakbyś siebie zabrał na ciekawe spotkanie z samym sobą. Pomysł takich “randek artystycznych” wziął się z książki “Droga artysty” Julii Cameron, o której już wspominałam przy innej okazji. Żeby wyjąć z głowy ciekawe pomysły, najpierw warto ją napełnić ciekawymi doświadczeniami. Można przy okazji zaprzyjaźnić się trochę z własną osobą, co może się wiązać z epokowymi odkryciami. Postaraj się wymyślić coś niezwiązanego z konsumpcją (zakupy i knajpy odpadają) tudzież nie zadowalać się tym, co zwykle w wolnym czasie porabiasz. Oczywiście jeśli akurat okaże się, że brygada znajomych jedzie na weekend w Bieszczady, to łap gitarę bądź aparat i jedź z nimi. Tylko nie przemieniaj tego w popijawę, bo wtedy nie będzie się liczyć. Nic tak nie zabija weny jak alkohol, a jeśli z Twojego doświadczenia wynika coś przeciwnego, to nie mam dla Ciebie dobrych wiadomości – zanim skończysz to, co teraz tworzysz, możesz wyglądać jak główny bohater “Pod mocnym aniołem”. Pamiętaj, chwytanie dnia ma być budujące i sprawiać radość. Nie rób tego, co robisz, z obowiązku. Wena w końcu przyjdzie sama, jak kot, kiedy mu podstawisz miseczkę z żarciem.

  • Nie bądź perfekcjonistą
  • Jest trochę tak, że jak już coś tworzymy, to chcemy, żeby to było wspaniałe, ostateczne i spektakularne. Prawda? A jak nie wychodzi, to jedna kartka ląduje w koszu, druga, a trzecia już gdzieś na środku pokoju obijając się o lampę, bo cierpliwość się skończyła. Pobaw się po prostu. Przecież lubisz pisać, rysować, tworzyć muzę czy co tam robisz. Nie musisz tego nikomu pokazywać. Możesz szkicować w nieskończoność, po trochu, zaczynać nowe pomysły i nigdy nie kończyć, aż w końcu wena zaskoczy, jak wielokrotnie odpalany silnik kosiarki spalinowej na działce u wujka, niepostrzeżenie skosisz całą działkę i nie będziesz pamiętał, gdzie byłeś i co robiłeś przez kilka ostatnich godzin. Tylko jak cię już złapie, to też nie wynajduj powodów, żeby sobie samemu przerywać, bo akurat wszystkie obowiązki domowe cię dogoniły. Jak skończysz, to będziesz, a teraz cię nie ma. I nie poprawiaj gotowego w nieskończoność. To akurat dla mnie trudne, bywa, że edytuję sto razy każdą linijkę, ale któraś z tych wersji jest już ostateczna i nie ma potrzeby międlić tego dalej, bo można popsuć. Już lepiej zacznij coś nowego, skoro nadal cię nosi.

    Tym oto akcentem kończę i życzę Wam rozbryzgów kreatywności na każdym kroku.
    HE-MAN!!!

    No Comment

    Leave a reply

    Your email address will not be published. Required fields are marked *