Moje wielkie, marcowe oczyszczanie


Jak już pisałam, marzec upłynął mi pod znakiem zdrowych zwyczajów. Kto śledzi fejsa ten wie, że lekko nie było. Teraz pora na podsumowanie tego miesięcznego uzdrawiania. Czy w ogóle widzę efekty? Warto było się tak męczyć?

Przede wszystkim nie była to aż taka wielka zmiana. W końcu przed rozpoczęciem nie byłam jakimś siedzącym na tapczanie leniem, objadającym się chipsami. Chodziło raczej o złożenie tego do kupy w zgrabny, systematyczny plan. Plus pozbycie się jeszcze kilku z niepotrzebnych starych przyzwyczajeń.

Co mi się udało, a co trochę mniej?

Udało mi się ZDROWO JEŚĆ. Nawet jak upiekłam ciasto, to z burakiem, żytnią mąką razową itd. OK, raz jadłam cienką włoską pizzę. Były też jakieś naleśniki na słodko, jakiś makaron ze dwa razy. I tyle. Warzywa, jagły, brązowy ryż, pomidorówka z soczewicą, curry z cieciorki, dal z mango, zapiekana brukselka z batatami, tym się żywiłam. To oczywiście nie są moje początki z takim szamunkiem. Kto by pomyślał, że tak się wczuję? A żeby nie było – nie czuję, żebym coś istotnego traciła. Przecież w kółko jem pyszne rzeczy. Fajne to jest. Że się da.

Wypróbowałam chyba z miliard pomysłów na SOKI I KOKTAJLE. Na początku piło nam się je super, na końcu już miny mieliśmy raczej smętne. Nie, żeby było coś nie tak z sokami – to po prostu zaczęła nam się wyczerpywać determinacja. Ileż można pić sok z marchewki przed śniadaniem? Wychodzi na to, że miesiąc, nie dłużej. Postanowiłam zamienić to z powrotem na wodę z cytryną, a do soków chętnie wrócę, gdy będzie sezon na jakieś nowe smaki.

Udało się NIE PIĆ KAWY. Jestem z siebie dumna. Od ponad miesiąca nie piję kawy! Początek był straszny, zabijałam wzrokiem, plułam jadem, zasypiałam na stojąco. Ale już przeszło. Właśnie sobie sączę yerbę. Doceniłam czarodziejskie właściwości tego ziela. Do pracy nadaje się nawet bardziej niż kawa… chociaż z drugiej strony jest to zielony, kwaśny wywar z siana.. a kawa pachnie jak kawa. ZAPACH KAWY O PORANKU, omg. Chyba muszę jeszcze dłużej wytrwać w tym niepiciu jej, bo zaraz rzucę się na nią i będę miała kawowe jojo. Mam na imię Dorota i jestem kawoholiczką.

Poprawiło mi się CODZIENNE JOGOWANIE. Pierwsze dwa tygodnie szły jak zwykle, czyli opornie, ale zdaje się, że od dwóch tygodni nie miałam ani dnia przerwy, nawet, jeśli czasem było to raczej medytacyjne leżenie w viparita karani niż ostry wycisk.

Udało się CODZIENNIE SPACEROWAĆ, bez wyjątku! Od powrotu dłuższą drogą z pracy, przez standardowe dwukilometrowe kółko po parku, aż do dalszych samochodowych wypraw z odkrywaniem nieznanych terenów. Jestem na haju od tego świeżego powietrza.

Jeśli chodzi o melanż, no dobra przyznam się: mój “dopuszczalny drink weekendowy” raz przybrał formę pięciu piw. Było warto, bo wytańczyłam się za wszystkie czasy, dosłownie wyskoczyłam z butów, tak dobra była muzyka i klimat w klubie, ale następnego dnia okazało się, że podczas majstrowania przy własnej diecie absolutnie pięć piw nie jest zalecane. Różne infekcje wykorzystały moje osłabienie i rzuciły się wszystkie naraz. Płaciłam za tę szampańską zabawę kilka dni. Tak się tym przejęłam, że praktycznie przez dalsze dwa tygodnie żyłam w trzeźwości absolutnej. W ubiegły piątek byłam nawet na mieście i nie wypiłam ani kropli alko. Dziwne doświadczenie. Czułam się trochę wyalienowana, jakby wycięta z innego obrazka. (Fun fact: Wojna w tym czasie upił się trzema piwami i następnego dnia ledwo wstał z łóżka. Utrzymuje, że to przez kebaba.)

Czy czuję się jakoś szczególnie lepiej po tej akcji?

Na początku poczułam się raczej dużo gorzej. Opadły nas oboje różne pomniejsze dolegliwości typu opryszczka, zajady, wysypka, ospałość, kilkudniowe trudności z koncentracją i stany podgorączkowe. I tylko się zastanawiam, czy to od tych soczków takich niepozornych, delikatnych? Czyżby to one mogły nam to zrobić? Bo inaczej zostaje tylko placebo lub wiosenny spadek odporności. Aż zwątpiłam w ten eksperyment. Ale że już zdążyło przejść, no to chyba dobrze się stało.

Obecnie czuję się tak samo dobrze, jak wcześniej. Może trochę bardziej odmulona, ale czy ja wiem? Na pewno widzę dużo silnej woli i wiosennej energii. Dostałam kopa motywacji, skoro udało mi się aż tyle, to mogę pójść jeszcze dalej.

Chcę kontynuować co zaczęłam, dalej odzwyczajać się od kawy, uczynić kwiecień miesiącem bez piwa, pracować nad systematycznością. Spodobało mi się, że jest to okazja do pracy nad sobą. Niech efektem będzie moja satysfakcja, że dałam radę. To też nie byle co.

(Chociaż by nie dopuścić, by mi się w dupie poprzewracało od nadmiaru zdrowia, obiecuję sobie zrobić wkrótce taki wypad do knajpy, gdzie będę jadła i piła co mi się tylko zachce. HA!)

A jak tam Wasze wiosenne postanowienia? Coś się ruszyło? Może planujecie coś na kwiecień?

10 Comments

  1. Avatar
    March 30, 2015
    Reply

    Ja od jutra również planuję przejście na diete. Lekkostrawną. Tak z początkiem miesiąca. Chciałabym jednak, żeby trwała ona minimum 2 miesiące. Do tego regularnie ruszanie się- rower, spacer, rolki, ćwiczenia.

    Tobie gratuluję przede wszystkim tej kawy! Dla mnie to byłby nie lada wyczyn ;)

  2. Avatar
    March 30, 2015
    Reply

    Wow, podziwiam, że udało Ci się nie pić kawy. Ja bez minimum dwóch dziennie po prostu nie żyję w tym momencie. Bardzo bolało odstawienie?

    • Avatar
      March 31, 2015
      Reply

      Przez dwa tygodnie wyglądałam jak zamulony, na wpół uśpiony i strasznie wkurwiony ślimak, ale się uparłam.

      • Avatar
        March 31, 2015
        Reply

        O.O zazdrość, muszę pójść w Twoje ślady, bo się ewidentnie uzależniłam już:p

  3. Avatar
    n
    March 31, 2015
    Reply

    w którym to łódzkim klubie można się tak szampańsko zabawić?:)
    potwierdzam, że wraz ze zmianą diety na tą bardziej zdrową, alkohol coraz to bardziej daje w kość… Z początkiem studiów gdy żywiłam się czipsami, nutellą i zupkami chińskimi mogłam wypić hoho i jeszcze troche (i to najlepiej kilka razy w tygodniu), na drugi dzień mieć kaca, ale takiego do zniesienia. Póżniej wraz ze zmianą nawyków żywieniowych kac zaczął urastać do rangi koszmaru, który nie pozwala wstać z łóżka przed godziną 14… Obecnie już po dwóch-trzech piwach jest nie za wesoło;D o mocniejszym alkoholu nawet wole nie myśleć;) chociaż to może ma związek nie tylko ze zmianą diety, ale także z coraz bardziej zaawansowanym wiekiem;)

    • Avatar
      March 31, 2015
      Reply

      Jeśli Nutella jest sposobem na kaca, to mogę czasem zjeść;) W Bagdadzie tak fikałam na dramenbejsach i transikach:)

  4. Avatar
    March 31, 2015
    Reply

    Mój marzec był dość podobny, miał być zdrowszy chociaż moje postanowienia trochę odbiergają od Twoich – tak czy inaczej nie udało mi się zrezygnować w ogóle z alko (a z piwa to w ogóle omg) i na pewno będzie to cel na kwiecień z może jednodniową dyspensą ;)

    • Avatar
      March 31, 2015
      Reply

      No właśnie, i w ogóle jak tu się umówić ze znajomymi na piwo, jak się piwa nie pije? to chyba będzie jeszcze gorsze niż odstawianie kawy.

  5. Avatar
    March 31, 2015
    Reply

    Gratuluję wytrwania w postanowieniu i dalszej motywacji:) Tak jak piszesz warto podejmować takie wyzwania, chociażby dla własnej satysfakcji i utwierdzenia się w tym, że jeśli coś się chce zrobić to można :)

  6. Avatar
    March 31, 2015
    Reply

    Nie potrafię żyć bez kawy, ale staram się dbać o zdrową i racjonalną dietę;)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *