Moje kaszubskie wakacje nad morzem (FOTY)


Przez dwa tygodnie blog był nieczynny z powodu wakacji. W tej sytuacji powinnam zapewne, wzorem wielu początkujących blogerek, napisać: “Przepraszam Was bardzo za moją nieobecność, już zabieram się do roboty, od tej pory będzie się tu działo i furczało”. Myślę, że jest w tym pewien rys megalomanii: założenie, że pod ową nieobecność mojej osoby czytelnicy szaleli z niecierpliwości, nerwowo obgryzając paznokcie w oczekiwaniu na nowe teksty. W rzeczywistości prawdopodobnie jednak mieli co czytać w internecie i tak zupełnie się nie nudzili, a to, czy coś pisałam czy nie, to przede wszystkim moja sprawa i moja ewentualna strata. Wyprowadźcie mnie z błędu, jeśli się mylę.

O tym, jaki jest sens spędzania urlopu w miejscu, gdzie nawet nie ma internetu, nie mówiąc o bieżącej wodzie, będzie następnym razem (obiecuję, że nie będziecie musieli czekać kolejne dwa tygodnie! – powiedziała blogerka do swoich wyimaginowanych wyznawców), a teraz na rozruch wrzucam parę zdjęć, bo jakoś tak się utarło, że poza zapiskami o szczęśliwym życiu, to miejsce jest też dziennikiem moich fotograficznych wojaży.

Głusza, do której co roku udaję się na relaks, znajduje się na Kaszubach. Tych tłumnie odwiedzanych, nadmorskich. Dobrze wiem, że Kaszuby są dużo większe. Za każdym razem staram się zobaczyć coś nowego poza drogą z działki na plażę i z powrotem. Tym razem też mi się trochę udało. Trochę, bo przecież litości, ile można zwiedzać? Ja tam leżeć pojechałam, bujać się w hamaku. A przy okazji…

Łeba


Spędziliśmy w Łebie tylko kilka godzin, ale to wystarczyło, żeby stwierdzić, że jest świetna na bardziej aktywne wakacje. Mają tam masę atrakcji na lepszą i gorszą pogodę, a do tego piękną szeroką plażę, port, karaoke w każdej knajpie i gwarny wakacyjny nastrój. No i park narodowy. Wyjątkowo malowniczy i rozległy. Starczy spokojnie na dwa tygodnie pieszych wycieczek, jeśli ktoś ma tyle pary w nogach.
W końcu udało mi się zobaczyć ruchome wydmy w Łebie. Szczerze... pustynia to może i jest, ale wyjątkowo gęsto zaludniona. Sama w sobie wycieczka fajna, wydmy też, ale efekt WOW został zakłócony przez tłumy, przez które trzeba było przeciskać się by cokolwiek zobaczyć. Czy warto udawać się na dziesięciokilometrowy spacer dla tego widoku? Tak, jeśli ktoś lubi odhaczać atrakcje turystyczne i nie ma alergii na stanie w godzinnych kolejkach... albo po prostu jest miłośnikiem długich spacerów, tak jak my.
W końcu udało mi się zobaczyć ruchome wydmy w Łebie. Szczerze… pustynia to może i jest, ale wyjątkowo gęsto zaludniona. Sama w sobie wycieczka fajna, wydmy też, ale efekt WOW został zakłócony przez tłumy, przez które trzeba było przeciskać się by cokolwiek zobaczyć. Czy warto udawać się na dziesięciokilometrowy spacer dla tego widoku? Tak, jeśli ktoś lubi odhaczać atrakcje turystyczne i nie ma alergii na stanie w godzinnych kolejkach… albo po prostu jest miłośnikiem długich spacerów, tak jak my.
Pocztówka z Łeby. Wpadajcie wszyscy! Dla każdego starczy miejsca, szczególnie na wydmach.
Pocztówka z Łeby. Wpadajcie wszyscy! Dla każdego starczy miejsca, szczególnie na wydmach.

Żarnowiec


Żarnowiec jest znany przede wszystkim ze swojej strefy przemysłowej. Kiedyś miała tam stanąć elektrownia atomowa, ale że w międzyczasie katastrofa w Czarnobylu dramatycznie pogorszyła PR energii atomowej, no to w końcu nie stanęła. Pozostały tu i ówdzie szczątki i ruiny tego, co zdążyło powstać, a obecnie jest tam też całkiem sporo działających fabryk. Elektrownia też jest, tyle że wodna. Jako że na dźwięk słowa “elektrownia” zaczynam od razu strzyc uszami i ciekawie rozglądać się na boki, skorzystałam z okazji, by złożyć wizytę w pobliżu.
Elektrownia atomowa w Żarnowcu, a raczej to, co miało nią być. Zdjęcie to oczywiście darmówka z internetu i wcale to nie ja je zrobiłam. Ta osoba na zdjęciu to nie Wojna i w żadnym razie nie weszliśmy tam przez szparę pod bramą. A na koniec wcale nie wygonił nas stamtąd pan z ochrony. Ot, taka drobna podmiejska eksploracja. Której nie było.
Elektrownia atomowa w Żarnowcu, a raczej to, co miało nią być. Zdjęcie to oczywiście darmówka z internetu i wcale to nie ja je zrobiłam. Ta osoba na zdjęciu to nie Wojna i w żadnym razie nie weszliśmy tam przez szparę pod bramą. A na koniec wcale nie wygonił nas stamtąd pan z ochrony. Ot, taka drobna podmiejska eksploracja. Której nie było.
Do legalnego obejrzenia jest zbiornik żarnowieckiej elektrowni szczytowo-pompowej, który tak oto malowniczo się przedstawia z ponad czterdziestometrowej wieży, ustawionej chyba tylko w celu oglądania tegoż zbiornika. Wieża zwie się Kaszubskie Oko i roztacza się z niej widok na pola i na wielkie nic. Pod spodem znajdują się figury dinozaurów, stolemów (takie kaszubskie krasnoludy) i inne atrakcje, mogące ewentualnie zainteresować jakieś mało wymagające dziecko. Ale nie sugerujcie się moją opinią, ja zawsze wbijam się na każdy punkt widokowy i kwękam, że mi nie pasuje. Kto lubi punkty widokowe, może sobie spokojnie zobaczyć i ten :) Ja wolałabym zobaczyć tę elektrownię od środka. Może za rok się uda?
Do legalnego obejrzenia jest zbiornik żarnowieckiej elektrowni szczytowo-pompowej, który tak oto malowniczo się przedstawia z ponad czterdziestometrowej wieży, ustawionej chyba tylko w celu oglądania tegoż zbiornika. Wieża zwie się Kaszubskie Oko i roztacza się z niej widok na pola i na wielkie nic. Pod spodem znajdują się figury dinozaurów, stolemów (takie kaszubskie krasnoludy) i inne atrakcje, mogące ewentualnie zainteresować jakieś mało wymagające dziecko. Ale nie sugerujcie się moją opinią, ja zawsze wbijam się na każdy punkt widokowy i kwękam, że mi nie pasuje. Kto lubi punkty widokowe, może sobie spokojnie zobaczyć i ten :) Ja wolałabym zobaczyć tę elektrownię od środka. Może za rok się uda?

Nasza okolica


Wakacje nad Bałtykiem kojarzą się przede wszystkim z kolorowymi parawanikami, plażowymi nawoływaczami (“Gooootowana Kuuuukurydza!”), dziećmi biegającymi z gołymi zapiaszczonymi tyłkami, dziesięcioma smażalniami na metr kwadratowy i podartymi chińskimi lampionami, puszczanymi ku spełnieniu marzeń i skażeniu przyrody o zachodzie słońca. Tutaj też niby to wszystko było, ale w wersji nieinwazyjnej. Żeby kupić sobie gofry z bitą śmietaną albo magnes na lodówkę, musieliśmy robić sobie kilkukilometrowy spacer, natomiast od ręki mieliśmy las, wieczorną mgłę, poranną rosę, szeroką plażę i o dziwo święty spokój. Przynajmniej w tygodniu (to, co się dzieje na działkach w weekendy, to już osobna historia…)
Uwielbiam nasze wyprawy na zachód słońca i do plażowego baru. Czasem siadaliśmy na wydmie gdzieś po drodze i tam już zostawaliśmy. Każdy zachód słońca jest inny. Czasem prażyło, czasem wiatr chciał urwać nam głowę... Zawsze było fajnie :)
Uwielbiam nasze wyprawy na zachód słońca i do plażowego baru. Czasem siadaliśmy na wydmie gdzieś po drodze i tam już zostawaliśmy. Każdy zachód słońca jest inny. Czasem prażyło, czasem wiatr chciał urwać nam głowę… Zawsze było fajnie :)
A kiedy dotrwaliśmy już do zachodu, to było na przykład tak. (foto by Wojna ;))
A kiedy dotrwaliśmy już do zachodu, to było na przykład tak. (foto by Wojna ;))
Nasza spowita tajemniczą mgłą okolica. Nie wyjawiam bliższych namiarów, bo to nie jest turystyczne miejsce, ot takie mokradła, gdzie jest dużo żab i pająków, nie chcecie tam jechać, uwierzcie :)
Nasza spowita tajemniczą mgłą okolica. Nie wyjawiam bliższych namiarów, bo to nie jest turystyczne miejsce, ot takie mokradła, gdzie jest dużo żab i pająków, nie chcecie tam jechać, uwierzcie :)
I ja tam byłam, na plaży piwo piłam, do obiektywu się uśmiechałam i po zmroku do domu wracałam. Yo!
I ja tam byłam, na plaży piwo piłam, do obiektywu się uśmiechałam i po zmroku do domu wracałam. Yo!

Mało Ci? Tutaj możesz zobaczyć, co odwiedziłam będąc rok temu w tym samym miejscu.
A jak tam Wasze urlopy i wakacje, już po czy jeszcze przed? Gdzie się wybieracie? Macie jakieś relacje? Chętnie się zapoznam :)

7 Comments

  1. Avatar
    August 18, 2015
    Reply

    Piękne zdjęcia! Jestem zachwycona :)

  2. Avatar
    August 18, 2015
    Reply

    Piękne zdjęcia! Przecudowne! A w zestawieniu z zeszłorocznymi widać ogromny fotograficzny postęp! <|;^*

    • Avatar
      August 24, 2015
      Reply

      Ja przede wszystkim widzę postęp sprzętowy, ale dzięki, to miłe że moje trudy nie idą na marne i coś się z tego wykluwa ;p

  3. Avatar
    Żaneta
    August 18, 2015
    Reply

    Fantastyczne zdjęcia , jestem pod ogromnym wrażeniem :-)

  4. Avatar
    August 20, 2015
    Reply

    Bardzo miło wspominam Łebę z wakacyjnych kolonii milion lat temu ;) Piękne zdjęcia!

  5. Avatar
    August 24, 2015
    Reply

    Uwielbiam morze i zachody słońca. Tam jest w nich coś jeszcze bardziej magicznego. Jakby ta ogromna pomarańczowa kula topiła się w wodzie…:) Super tak naładować akumulatory, ale cieszę się, że wróciłaś. Kilka razy zaglądałam tu, gdy Cię nie było i liczyłam na to,że już jesteś :)

    • Avatar
      August 24, 2015
      Reply

      To ja też cieszę się, że wróciłam, bo byłoby mi głupio tak tam siedzieć, tak zupełnie bez serca ;)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *