Jak radzić sobie z samotnością?

Życie kieruje nami tak, że trafiamy bezbłędnie na to, czego się najbardziej boimy.

Dwa lata temu, kiedy zostawiłam mój związek i poprzednie życie, wybierając samotność, nie miałam pojęcia, że decyduję się na tak bezdenną otchłań. Spodziewałam się, że to będzie taka malutka samotność, że zaraz wciągną mnie wiry nowych perspektyw i znajomości, że raz dwa powstanie mój nowy świat…

Od tej pory zaliczyłam już chyba wszystkie najczarniejsze miejsca, które istnieją w mojej głowie. Zostałam porzucona parę razy. Czasem odsunięta. Zghostowana, jak to się teraz mówi. Czasem bezceremonialnie odepchnięta kopem w dupę. Przepłakałam wiele dni na mojej poczciwej kanapie, która tyle razy widziała mnie radosną, zrozpaczoną, wkurwioną, zakochaną, zmarnowaną.

Nie mogłam znieść samotności nawet przez jedną sekundę dłużej. Myślałam, że jak to się zaraz nie skończy, to ja skończę. Ze sobą. Ale powstrzymywała mnie świadomość, że to bez sensu, że przecież doszłam aż tutaj i że nikt nie wychodzi z tak dobrego filmu, nie poznawszy zakończenia.

Wydawało mi się, że

samotność jest przekleństwem.

Z duchowością jest tak, że najbardziej lgną do niej ludzie, którzy naprawdę jej potrzebują, bo nie trafił im się lekki scenariusz, bo nie wychodzi im standardowa życiowa trasa; drążą głębiej, pragną więcej i uparcie szukają drogi. Są tymi orłami w kurniku z przypowieści de Mello, które jednak pokumały się, że są orłami, a nie kurami, i koniecznie chcą wzbić się w niebo. Ale po drodze wiele razy zaliczają z całym impetem glebę.

Moja duchowość pozwoliła mi zdefiniować siebie na nowo, a poza tym otworzyć się na tworzenie takich właśnie treści dla Was. Przekazywanie Wam tego, co najbliższe mojemu sercu. Malowanie słowami, dotykanie tematów, które wydawały mi się zbyt intymne, wstydliwe, drażliwe. Co mam do stracenia? Wszystko to, co nieprawdziwe, i tak tracę, widzę jak po kolei odpada ode mnie. Chcę dokopać się do sedna.

Dzięki tym doświadczeniom poznaję siebie lepiej. Odkrywam, że jestem trochę inna, niż sama myślałam. I że natura rzeczy wokół mnie również różni się od moich wyobrażeń na ich temat.

Rzeczy nie są takie, jakie się wydają. Trzeba ogromnej uważności, żeby potrafić spojrzeć w głąb i zobaczyć życie takie, jakie jest. Przejrzeć na wylot kolorowe filmy z naszej wyobraźni, historie, które sami sobie nieustannie opowiadamy. Zrozumieć, o co tak naprawdę chodziło.

jak radzić sobie z samotnością?

Kiedy jesteś samotny nieznośnie i na wskroś, kiedy wbrew własnej woli znajdujesz się w samym sercu bolesnej pustki, trudno dostrzec, że

samotność jest darem.

Że jest to twój czas, kiedy jesteś ze Źródłem sam na sam. Możesz dowolnie długo przyglądać się sobie, eksplorować swoją kreatywność, odkrywać swoją siłę i badać swoją esencję, dowiedzieć się, kim jesteś, pod tymi wszystkimi rolami, pod tym, czym się zajmujesz i za kogo się uważasz.

Masz czas, żeby odbyć zupełnie samotną podróż w głąb własnego ja, na tyle długą, że tam, gdzie widziałeś tylko krępującą brzydotę, zobaczysz w końcu przyjaciela, piękno, wzruszenie, dom.

Samotne spacery po lesie, z dramatycznej potrzeby ukrycia się, przeistaczają się w twój rytuał mocy, w powrót do skóry wilka, wilczycy, wyprawę w nieznane, spotkanie z wiatrem.

Samotne wieczory w domu, z pełnego alienacji utrapienia, kiedy to cały świat o tobie zapomniał, stają się twoim ukochanym sposobem na ładowanie baterii, okazją do tworzenia i zabawy, do rozwijania tego, co Cię napędza; są tym, na co czekasz jadąc do domu, twoim cennym czasem spędzonym w najlepszym towarzystwie tego, kto jest ci najbliższy i z kim przyjdzie ci spędzić całe życie – siebie.

Masz w sobie całą nieskończoność i możesz wspaniale z niej czerpać.

jak sobie radzić z samotnością

Jednak i tu rzeczy nie zawsze są takie, jakie się wydają, i nawet to jest tylko etapem podróży, pewnego dnia zmienia się.

Kiedy jesteś samotny przyjemnie i z wyboru, kiedy świadomie decydujesz się na zanurzenie we własnej przestrzeni, trudno dostrzec, że czasem

samotność jest ucieczką.

Że wtedy nie musisz zajmować się niektórymi bolącymi miejscami w sobie, których nie dotykasz, a których dotykają inni.

Kiedy tylko zbliżysz się do kogoś, masz jak w banku, że zaraz oberwiesz prosto w szczepionkę. Tak, jak podczas medytacji często w pierwszej kolejności dochodzą do ciebie wszystkie tłumione emocje, złości i smutki, i czasem długo trzeba je obserwować, zanim znajdziesz spokój pod spodem.

Inni ludzie są dobrzy w wyciąganiu prawdy o nas. W ich oczach widzimy siebie od nowej strony. Sami nigdy takich siebie nie oglądamy. Tak, jak nie można samego siebie pocałować. Tak, jak w sobie nie można dostrzec fascynującej odmienności, i tak, jak nie można z samym sobą stworzyć synergii.

Można za to stosować kamuflaż, otaczać się ludźmi, nawet mieć przyjaciół. Bezpiecznych, do wspólnego działania, drinka i lolka, do witania wschodów słońca na festiwalu. Są fajni, bo szanują naszą przestrzeń. Czytaj: są fajni, bo nie próbują podejść za blisko. W tłumie znajomych niepostrzeżenie dalej możemy być sami.

Ale jeśli nagle są tuż obok i mogą mnie prawdziwą zobaczyć, dotknąć, a nie daj Boziu przeniknąć na wylot, to wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczyna tak szaleć, że ratunku, przecież ja muszę się czegoś mocno trzymać, bo ałaaa, zasysa mnie vortex, nagle rozwija się cała lista powodów “na nie”, wyją syreny alarmowe i migają czerwone światła, w oczach przerażenie, chłód i smutek, dość już tego, nie dotykać, nie ruszać, wrócić tam, skąd przyszłam i już więcej sobie nie komplikować życia.

jak sobie radzić z samotonścią

Ale to tak, jak z króliczą norą. Droga wiedzie przez nową krainę, do której nie od razu można wejść. Ale kiedy już wiesz, że ona tam jest, to tylko kwestia czasu, kiedy znajdziesz napój i kluczyk, i pójdziesz dalej. Przecież nie chcesz już zawsze tylko zaglądać do środka.

Ten kluczyk to gotowość, żeby zmierzyć się – sama ze sobą. Bo to chyba już jasne, gdzie tkwi rozwiązanie tej zagadki?

Ten napój to bliskość z własnymi emocjami, pełna czułości i luzu świadomość bycia przy sobie. To bycie najlepszym rodzicem dla swojego wewnętrznego dziecka. Takim, który wspiera, szanuje i nigdy nie zostawia na lodzie.

To otwartość, by dostrzec w Tobie inną siebie. Bym stawiała granice, ale nie mury, bym potrafiła patrzeć sercem nie tylko w tych chwilach, kiedy jest super. Ale też w tych, w których wszystko mnie napierdala.

To odpowiedzialność za sytuacje, które tworzę, i odwaga, by wziąć Cię za rękę i powiedzieć: To jest też mój bałagan, sprzątamy razem.

Bo są takie miejsca, gdzie można pójść tylko samemu. Ale są i takie, gdzie można pójść tylko z kimś.

I to nie ma znaczenia, jak długo będziemy mogli iść razem i gdzie dojdziemy, o co przecież jest tyle zamieszania. Przez moment dotykasz mnie i widzisz prawdziwą mnie, a ja Ciebie. W Twoich oczach jest nieskończoność.

I tak w końcu odkrywasz tę ciepłą świadomość, że

samotność jest iluzją.

Przychodzi, by dać nam przestrzeń na spotkanie z naszymi największymi lękami. Pozwala nam odzyskać samych siebie i odkryć, co nas karmi. Jednak najcenniejsze, co nam daje, to możliwość przywrócenia nas do świata. Do bliskości, miłości, połączenia. Do wolności odrzucenia tych wszystkich masek i pancerzy, za czym tak naprawdę zawsze najbardziej tęskniliśmy. Ugruntowana w sobie, połączona sercem z Życiem we mnie i wokół mnie, mogę dostrzec w końcu, że nigdy nie byłam sama.

Na tym kończy się lekcja samotności.

Przypomina podróż po spirali. Trochę tak, jak każda lekcja.

Mój wewnętrzny kosmos jest piękny, a pomnożony przez Twój, może wyglądać jak kosmiczna mgławica, najpiękniejsza baśń. To jest dopiero coś. Aż się chce patrzeć na to. Wszystko blednie przy tym. Wow.

Mega się boję. I już się cieszę. :)

Previous 23 życiowe prawdy, których możesz nauczyć się od dwumiesięcznego pieska
Next Kadzidła naturalne: od czego zacząć?

10 Comments

  1. Piotr
    December 1, 2018
    Reply

    dokladnie tak doswiadczam samotnosci :) wspaniale autentycznie to opisalas, dziekuje, love

    ps. pisze tutaj, bo fb stepia uwaznosc i robie sobie urlop od niego, super ze jest taka opcja

    • December 2, 2018
      Reply

      Pisz, pisz :) Muszę ręcznie akceptować komentarze, więc mogą pojawiać się z opóźnieniem, ale od Ciebie zawsze chętnie przeczytam :) Wiem, o co chodzi z fb. Porywacz uwagi :p

      • Piotr
        December 3, 2018
        Reply

        idąc drogą natury i drogą serca…wszyscy jesteśmy połączeni

  2. Violet
    December 2, 2018
    Reply

    Pewnego dnia bezceremonialne I bez pytania przyszlo do mnie Slonce….Najpierw musnelo delikatnie dla zachety I zaciekawienia , po czym zaczelo sobie coraz smielej poczynac! Zaczelo dobierac sie do dawno zamknietych na klucz miejsc, gmerac promykiem w szczepionce i wywolywac odwieszony Na kołku niepokoj . By dzisiaj rozzarzyc ciało i dusze do białości , zmącić błogość znieczulenia , przywołać z krainy niepamięci tamta dziewczynę i wzbudzić chęć zagladniecia do Źródła ! Jak sobie teraz radzić z ta ogromna chęcią zdarcia z siebie tych wszystkich warstw , które parzą , tego wiekowego pancerza utkanego z barw ochronnych ? Tak wiele widzę w Tobie dawnej siebie …. Choć z pewnością nie potrafiłabym tak pięknie „malować słowami „ i zapuszczać sie w takie miejsca , gdzie tylko wchodzi sie po kryjomu , gdy nikt nie patrzy,gdzie obcym wstęp wzbroniony. Słońce , nie przestawaj ! Masz w sobie nietuzinkowy dar i talent i świadomość , ze to zobowiązuje ! I niech Twoja baśń trwa❤️

  3. December 2, 2018
    Reply

    Piękne!

  4. Mateusz mam na imię
    December 3, 2018
    Reply

    Mam podobne doświadczenie : )

  5. December 3, 2018
    Reply

    Jak zawsze cudownie napisane. Dzisiaj jeszcze z wieloma osobistymi wątkami. Dziękuję za szczerość i jednocześnie dużo pozytywnej energii.

  6. Natalia
    December 5, 2018
    Reply

    Och… nie wiem, co napisać, żeby to miało sens… Zatkało mnie, bo pierwsze akapity, aż do “samotność jest przekleństwem” są o mnie, co do słowa. Potem już pozostaję w tyle… Wydaje mi się, że jestem uzależniona od bliskości i bardzo, bardzo trudno jest mi bez niej żyć, więc szukam jej gdziekolwiek. Oczywiście to błąd i dostaję mocno w twarz, w brzuch i w serce, żeby dostać nauczkę, że to nie tu. A jednak nie żałuję, bo każda z tych bliskości, pseudobliskości, czegoś mnie nauczyła.
    Więcej teraz słucham siebie, więcej wiem, głębiej sięgam i choć więcej i bardziej akceptuję siebie, to co wokół i tą samotność, to nadal moim największym wewnętrznym pragnieniem jest wreszcie bycie niesamotną (choć człowiek ze swoimi demonami zawsze jest sam) i totalnie przeraża mnie, całkowicie, perspektywa, że to jeszcze będzie długo trwało. Właściwie każdego dnia podświadomie budzę się z myślą, że może to dziś. Potrzebuję tej myśli, żeby zdecydować się obudzić tego kolejnego dnia…
    Czy to rozwój czy regres? Nie wiem.

    • December 6, 2018
      Reply

      To naturalne pragnienie każdego człowieka, że chciałby być blisko z kimś, by dzielić z nim swoje doświadczenie życia i wzajemnie przeglądać się w sobie. Przecież to nie bycie samotnym i oddzielonym jest naszą prawdziwą naturą, a przeciwnie, zjednoczenie, pełnia. Ale zakładając że wszystko, co do nas przychodzi z zewnątrz odbieramy na podstawie tego, co mamy wewnątrz (a tak jest! Tak działa nasz umysł) to lęk przed samotnością jest poniekąd jedną z przyczyn samotności właśnie. Może się to tak kręcić w nieskończoność. Co do “regresu” to znam to dobrze, czasem krok w tył jest konieczny po to, by jeszcze poszerzyć perspektywę, obejrzeć coś jeszcze raz, a czasem zmienić kurs i z tego niby “wstecznego” miejsca ruszyć zupełnie w nowym kierunku. Tak naprawdę nigdy się nie cofamy. To jest życie po prostu, i zaakceptowanie go razem z tymi lękami i błędami, pozwolenie na to że wciąż jesteśmy gdzieś pośrodku drogi, przynosi ulgę i otwiera na zmiany – żeby coś zmienić, trzeba najpierw przyznać i uszanować, że teraz jest właśnie tak, jak jest. Spotkać się z tym. Skoro przyszło i nie chce odejść – zobaczmy, co to jest. A kiedy czasem dopadają mnie myśli “Tak już będzie zawsze, zgniję tu samotnie, zmarnują mi się geny i ślad po mnie zaginie” biorę poprawkę na to że to są tylko moje myśli, którym nie muszę wierzyć, dyktowane lękiem, nieprawdziwe i mało realne prawdę mówiąc ze przez najbliższe 50 lat będziemy gniły samotnie :) Damy radę ;) Powodzenia, i dzięki za komentarz!

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *