Miesięcznik #6: Ten zwariowany czerwiec


Ach, jaki to ten czerwiec piękny, lato, słowiki śpiewają, tak mi cudownie, rozpływam się cała w zachwycie nad życiem, szmery bajery. Tytułem wstępu.

Przejdźmy do rzeczy: byłam w szpitalu. Chyba każdy zainteresowany o tym wie, bo już go wystarczająco wiele razy poinformowałam o tym fakcie na fejsie i na blogu. Szpital był dość przykrym finałem czegoś, co zapowiadało się na fantastyczną życiową zmianę. Taką, której oboje wyczekiwaliśmy od miesięcy z wielką niecierpliwością i utęsknieniem. Już prawie się udało… tyle, że się nie udało, a zamiast tego otrzymałam od losu plaskacza i szansę, by poznać odpowiedź na pytanie: Jak to jest być chorym, nie wiedzieć, jak się to wszystko skończy i czy kiedykolwiek będzie mi dane spełnić moje marzenie. Bo jak się okazuje, nie wszystkie marzenia da się przemienić w cele i zrealizować. Nawet takie niby zwyczajne.

W tym samym czasie jak na złość wyskoczyła akurat kampania o kobietach, które nie zdążyły zostać matkami. O ironio losu, chylę przed Tobą czoła i pozdrawam środkowym palcem. Ty to zawsze wiesz, czego mi potrzeba!

W oczekiwaniu na odzyskanie stabilności systemu zadaję sobie masę pytań bez odpowiedzi. Czy w ogóle wstawanie z łóżka ma sens, skoro na końcu i tak wszystkich nas czeka rozkład na atomy, zasilenie rynku wtórnego materii organicznej? A z drugiej strony – jeśli nie wiadomo, ile czasu zostało każdemu z nas, i czy mamy jeszcze w ogóle cokolwiek do stracenia, czy nie jest bez sensu siedzieć choćby minutę z założonymi rękami, zamiast rzucić się natychmiast robić wszystko, czego do tej pory się nie zrobiło? Z trzeciej strony, czy nie będzie to wtedy ucieczka? Albo przemiana w kogoś, kim się nie jest, bo przecież takie życie, jak dotąd, sprawiało mi masę satysfakcji? A z kolei z czwartej strony, jaką mam alternatywę – siedzieć i tak po prostu pozwalać, żeby grunt uciekał mi spod nóg? A z piątej strony…

I tak w koło Macieju. Mogłabym trzasnąć na ten temat z dziesięć filozoficznych tekstów. Właściwie ostatnio jest to główny zajmujący mnie temat. Drugi temat to rozmyślania, gdzie jeszcze można pojechać na spacer z piwem i aparatem i snuć się tam całe popołudnie. Wolałabym, by głowę zaprzątały mi strategie rozwoju bloga i fanpage’a, rozwój osobisty i takie tam, ale trudno mi znaleźć do tego motywację. Sami rozumiecie.

O dziwo, choć w mojej głowie ostatnio jest więcej mroku, niż tytułowego słońca, to wcale mi nie tak źle z tym wszystkim. Chyba to prawda co mówią, że prawdziwe szczęście jest w środku, że nie zależy od czynników zewnętrznych. Dlaczego nie miałabym się cieszyć życiem takim, jakie jest? Nawet takim popierdolonym? Czy mi coś z tego przyjdzie, że zacznę walczyć sama ze sobą, ponieważ nie jest tak, jak sobie to wymyśliłam w łepetynie?

Cieszę się zatem. Jem pyszne rzeczy, delektuję się dojrzałymi owocami natury, których teraz pełno na straganach, a wszystkie wspaniale świeże i soczyste. Praktykuję jogę, w której moje ciało może się wspaniale i głęboko przeciągnąć, w której moje mięśnie ciężko pracują i mają z tego ogromną radochę. Słucham muzyki, od której mam ciarki, i nie tracę ani sekundy na słuchanie czy oglądanie czegoś, co wydaje mi się stratą czasu. Czytam blogi, które pozwalają mi sądzić, że na świecie jest cała masa wspaniałych ludzi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia. Wychodzę na dwór i oddycham. I czuję, że jestem. Ciągle jestem. Jeszcze bardziej, niż zwykle. Chcę spotykać się z ludźmi, śpiewać i tańczyć, korzystać z tego, że mam taką możliwość.

Są też momenty, kiedy idea powolnego rozkładania się na atomy jednak wygrywa. Na szczęście przypływy melancholijnego patrzenia w dal nie przeszkadzają mi w tworzeniu. Niech tylko spróbują.

Top 3 tekstów czerwca:

Czy wiesz, co mówi Twoje ciało? O tym, jak wejść w kontakt ze swoim ciałem i poczuć się dobrze w swojej skórze.
Yoga Rave – pierwszy raz w Polsce! O najfajniejszym i najlepszym wydarzeniu czerwca! Wciąż się jaram.
Kiedy tu i teraz jest do kitu. O tym, jak cieszyć się życiem, nawet kiedy owo życie jest cholernie daleko od OK i właśnie zasadziło nam potężnego kopa z półobrotu.

Czerwcowy Instagram

Masz konto na Insta? Polub mój profil :)
naturaNaturalnie: Zgierz-Malinka, czyli szybki wypad na relaks, oraz trzy ujęcia z mojego wspaniałego parku, który zawsze, niezależnie od wszystkiego, wita mnie boskim spokojem i harmonią.
kolaz2Podróże po mieście: boczna uliczka na Olechowie w mglisty, wilgotny dzień, a także tory na Dąbrowie, gdzie znalazłam się w zupełnie niecodziennych okolicznościach… i pewnie nieprędko się to powtórzy, jako że takie z definicji są niecodzienne okoliczności.
kolazkotKot: To nie jest mój kot, a właściwie zastanawiam się, czy to w ogóle jest kot, ponieważ nie drapie, nie wchodzi na stół i nie podtyka mi pod nos swojego tyłka co pięć minut. Za to jestem z całą pewnością kocią ciotką, a przynajmniej byłam nią przez ubiegłe dwa tygodnie, kiedy pilnowałam tego oto mruczka wraz z całym pozostałym dobytkiem mojej przyjaciółki Tamary Tur :)
kolaz1Miejskie rozrywki: Yoga Rave, czyli jak już wspominałam totalna miazga, a także Łódź i remont łódzkiej trasy W-Z z klocków Lego, rozczulający i inspirujący widok. Hm, gdzie to ja miałam schowane klocki Lego z dziecięcych czasów? :)
jedzeniekolazSzama: nieśmiertelna fasolka szparagowa, której pożeram niesamowite ilości, obiad w fantastycznej Pozytyvce i cytrynowa granita na upalne dni, truskawki ze śmietaną, czyli czerwiec w pełnej krasie, a także jeden z jadłospisów, które zawsze robię przed sporządzeniem listy zakupów, żeby było wiadomo, co na nią wpisać :)

To co? Dodajesz? http://instagram.com/witajslonce :)

Polub też słoneczny fanpage na facebooku, by dostawać jeszcze więcej tego, co mi w duszy gra.

Niezależnie od wszystkiego zamierzam dożyć sierpnia, że tak błysnę czarnym humorem. I będę pisać dużo fajnych (i niefajnych) tekstów, które będzie można czytać, a nawet komentować. Do zobaczenia :)

Namaste! Bądźcie szczęśliwi.

6 Comments

  1. Avatar
    July 7, 2015
    Reply

    Jaki boski kot! Jak z bajki jakiejś:D

    • Avatar
      July 7, 2015
      Reply

      Dziękuję w imieniu kota ;) Kotki konkretniej ;)

  2. Coś bym chciała sensownego Ci napisać, ale w obliczu tego co u Ciebie się działo, nie wiem w sumie co mogę… Kryzysowe pozdro.
    Wiesz, że będzie lepiej? Może nie zaraz, już, ale wkrótce na pewno.

    • Avatar
      July 7, 2015
      Reply

      No właśnie przeczytałem oba wasze kryzysowe wpisu hurtem i miałem wielkie “hmmm”.

      @Dotee: wiesz oczywiscie, ze wcale nie porzucilas rozwoju? To jest rozwoj… reconnecting z samą sobą. Bardzo pomijany, bardzo potrzebny…

  3. Avatar
    July 7, 2015
    Reply

    Melancholia jest inspirująca, czasem też się przydaje ;) Ta kampania do takich młodych lasek jak my nie jest skierowana :D
    Kot nie wchodził na stół i nie podstawiał pod nos tyłka?? To chyba jakiś inny kot O_o

  4. Avatar
    July 7, 2015
    Reply

    Zabraniam Ci myśleć o takich rzeczach jak rozwój osobisty (swoją drogą: to sformułowanie przyprawia mnie już o mdłości), masz się zregenerować, nareperować, a rozwój się sam zrobi, gdy mózg i organizm będą mieć na to siły. Inaczej to krew, pot, łzy i wrzody na żołądku (mówi Ci to osoba, która się chyba wybierze w końcu na gastroskopię…).

    Swoją drogą to wiele mnie ominęło na blogach w czerwcu, wcale nie zaglądałam, nawet chyba z doskoku – właśnie byłam taka przepracowana, umysł przeciążony, za dużo na głowie i tylko myśli, że muszę, że powinnam… Dobrze, że już lipiec, brakowało mi wygrzewania się, mam nadzieję, że nasze zbłąkane czerwcem duszyczki też się wygrzeją :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *